Co może mi jeszcze pomóc?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Co może mi jeszcze pomóc?

przez vegetagirl 16 paź 2012, 22:27
Witam.
Chciałabym przedstawić swój problem. Jeżeli nie kwalifikuje się tutaj, można go usunąć bądź przenieść. Jednakże prosiłabym o jakąkolwiek poradę, bo może być naprawdę mi pomocna. Jak wiadomo, moje pierwsze zdanie zabrzmi - tak, nie radzę sobie ze sobą i swoimi emocjami... :( .
Może najpierw się przedstawię - nazywam się Aleksandra, ukończyłam 18 lat. W tym roku szkolnym, rozpoczęłam klasę maturalną. Co stało się dla mnie istnym piekłem.
Moi rodzice zawsze ode mnie wymagali solidnej nauki, mówili że to mój priorytet. Że dzięki temu będę przenosić góry. :blabla:
Staram się w miarę swoich możliwości. I tak nigdzie w tygodniu nie wychodzę. Nie chodzę na żadne imprezy, nic. Mówią, że nie tak powinna młodość wyglądać. Jedyne co robię to ślęczę nad książkami, uczę się. Czasem mam dni, że coś do łba mi nie wejdzie, zwyczajnie, znacie na pewno to uczucie no i dostanę słabszą ocenę. W domu nasłucham się jaka jestem beznadziejna, że nie powinnam żadnych decyzji podejmować sama, bo nie jestem na to przygotowana. Boli mnie jak się nasłucham takich rzeczy. Od paru lat mam wrażenie, że pragnęli idealnego dziecka, które się im podporządkuje pod każdym aspektem. Jestem typem nieszczęśliwej, niewyzwolonej duszy. Mam 18 lat, nie wiem co to znaczy naprawdę żyć. Chciałabym wyjść w tygodniu z przyjaciółmi, chociaż na spacer - nie mogę, bo nauka ważniejsza. A druga sprawa, nie mam tych przyjaciół. Nie umiem za bardzo nawiązać prawidłowego kontaktu z ludźmi. Jestem nieufna. Miałam kiedyś "przyjaciółkę", która zwyczajnie wykorzystała moje zaufanie.
Ludzie za mną nie przepadają, ponieważ jestem zbyt asertywna, nie potrafię normalnie "współżyć" z człowiekiem. Każde inne zdanie niż moje odbieram jako atak. Jestem również impulsywna, płaczliwa. Każdą sprawę biorę mocno do siebie. Bardzo, czasami przez kilka dni nie umiem się pozbierać.
Nie potrafię się odnaleźć. Ciągle czuję się krytykowana (może tak koniecznie nie jest).
Klasa maturalna wiążę się z podjęciem decyzji o wyborze przedmiotów, które chcemy zdawać. Boże... Ile ja się nasłuchałam.
Zawsze byłam JAKOŚ silna, próbowałam odpierać ataki od strony rodziców, że "nie dam rady", "nie jestem z tego mocna", "nie dam rady". Ogólnie zdaję geografię. Postanowiłam tylko zmienić poziom. Z rozszerzonego na podstawę. Miałam w zeszłym tygodniu na seminariach maturalnych coś w rodzaju "próbnej matury" na poziomie rozszerzonym. Niestety, nauczyciel wyciągnął z tego oceny. Dostałam jedynkę. Zacznijmy od tego, ze mój mózg bardzo mało pracował gdyż siedziałam od godziny 8 rano do 17:20 (od 15:20-17:20 mam seminarium). Więc naprawdę byłam na wyczerpaniu i mało co myślałam. Skupić się nawet nie mogłam.
Co w domu? Sajgon. Nawrzeszczeli na mnie, że teraz są zupełnie pewni, że nie powinnam zdawać tej geografii (normalnie na lekcjach mam same 5). Że w ogóle podjęcie decyzji wyboru przedmiotów powinniśmy podjąć wspólnie, a najlepiej tylko oni... Że jestem za młoda do podejmowania wszelakich takich decyzji. Nasłuchałam się jaka jestem beznadziejna, że sobie wyobrażałam Bóg wie co... Pękłam.

Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, jestem po próbie samobójczej, chciałam się otruć. Miałam wtedy 14 lat.

Po prostu nie wytrzymuję już tej presji w domu. Kompletnie...
Ostatnio miałam kłótnię, że chciałam wyjść z moim chłopakiem w piątek po południu na spacer, po szkole...
Awantura o to, że się nie uczę, nie wiem co jest najważniejsze, że chłopak jest też nie najważniejszy...
Szczerze mówiąc, jest jedyną osobą, której mogę się całkowicie zwierzyć. Niedawno zmarł jego ojciec. Pomimo takiej tragedii, zbliżyliśmy się do siebie, bardziej sobie zaufaliśmy, zacieśniliśmy więzi. Jesteśmy dla siebie przyjaciółmi, zwierzamy się z każdej sprawy, planujemy przyszłość. Jesteśmy razem już 3 lata.
Moi rodzice go również krytykują (wprost nie, a bo dlaczego, boją się?), że o tamtym zapomni, a bo coś tam.
Sajgon mieliśmy jak u mojej kuzynki na weselu, daliśmy sobie buziaka w usta przy wszystkich (nie ślimak!!!). Rodzina pytała się moich rodziców jak długo razem jesteśmy, że wydajemy się być ze sobą szczęśliwi, czy planujemy przyszłość. Opierdziel nie z tej Ziemi - tamci na mnie naskoczyli, że już nas biorą za narzeczonych i kiedy ślub (UWIELBIAJĄ WYOLBRZYMIAĆ PROBLEMY DO GRANIC MOŻLIWOŚCI). Przykre. A ja z moim chłopakiem, naprawdę mocno się Kochamy, pokładamy nawzajem w sobie nadzieje.
:cry: :cry: :cry:
Męczy mnie ta presja, nie daję sobie już rady. Boli, cholernie boli. Coraz częściej mam nalotu płaczu.
Jeżeli ktoś nie umie sobie za bardzo mnie dobrze wyobrazić, polecam obejrzeć teledysk Linkin Park - Numb.
Tylko zamiast obojętnej matki tam, wstawcie awantury, uczucie presji.
http://www.youtube.com/watch?v=kXYiU_JC ... ure=relmfu

Również jestem krytykowana za to, co Kocham. Fantastykę (kocham czytać książki) i Japonię (jej kultura, Anime).
Ciągle słyszę, że to idioctwo, że po co marnuję na to czas... Ze są dużo lepsze rzeczy, które powinnam oglądać po czytać. Że fantastyka w ogóle nie uczy. Ile się nasłuchałam jak chciałam dostać Harrego Pottera... Że to idioctwo, ogłupi mnie, że nic to nie wznosi, same straszydła, ze durne to.

Do psychologa chciałam nie jednokrotnie się wybrać. Powód czemu nie poszłam? "Nie jesteś wariatką, psycholką jakąś! A nasza rodzina to nie patologia!!!".

Dodam, że też się oszpecałam - cięłam się. Akcja budzi reakcję - dostałam lanie i na wszystko szlaban, miałam też 14 lat.
Trochę przez te lata się podbudowałam, ale dziś znowu wszystko pękło. Da się cokolwiek jeszcze naprawić?
Liczę na jakieś odpowiedzi z Waszej strony.

-- 16 paź 2012, 21:32 --

Poprawka - mówią, że nie wyobrażają sobie spędzania młodości na imprezach itp.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
18 mar 2012, 21:07

Co może mi jeszcze pomóc?

przez Monar 16 paź 2012, 22:34
Powód czemu nie poszłam? "Nie jesteś wariatką, psycholką jakąś! A nasza rodzina to nie patologia!!!".

Masz 18 lat. Nie musisz mówić rodzicom, że idziesz do terapeuty bądź psychologa.
Monar
Offline

Co może mi jeszcze pomóc?

przez vegetagirl 16 paź 2012, 22:36
@Monar - owszem. Ale i tak pewnie terapeuta będzie chciał z nimi również porozmawiać. A druga sprawa, trzymają gdzieś mój dowód ubezpieczenia, więc bez tego ani rusz. :(
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
18 mar 2012, 21:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co może mi jeszcze pomóc?

przez Monar 16 paź 2012, 22:40
vegetagirl, niekoniecznie. Mój terapeuta akurat wyszło, że rozmawiał z moimi rodzicami, ale to dlatego, że pracuje również gdzie indziej i w tamto miejsce poszedł mój tata, matka zresztą też, no ale nieważne. Gdyby nie to, to mój terapeuta by z nimi wcale nie rozmawiał! Jeśli sobie tego nie życzysz, to nie będzie chciał rozmawiać z rodzicami...
trzymają gdzieś mój dowód ubezpieczenia, więc bez tego ani rusz.

to poszukaj.
albo powiedz, że musisz isc do lekarza i żeby Ci dali... nie wiem, nawet udawaj, że jesteś chora. chyba jesteś dorosła, nie pójdą z Tobą za rączkę do lekarza?
albo powiedz, że do szkoły jest potrzebne, wciśnij jakiś kit. dowód ubezpieczenia zazwyczaj jest potrzebny na samym początku. ode mnie chciano tylko raz - przy założeniu karty... ;)
Monar
Offline

Co może mi jeszcze pomóc?

przez vegetagirl 16 paź 2012, 22:44
Monar, niestety, nie znajdę i nie wycisnę chociaż nie wiem jakbym bardzo chciała. :hide:
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
18 mar 2012, 21:07

Co może mi jeszcze pomóc?

przez Monar 16 paź 2012, 22:48
vegetagirl, w czym problem?
a Twoi rodzice Cię ubezpieczają, czy jesteś ubezpieczona z racji tego, że się uczysz?
Monar
Offline

Co może mi jeszcze pomóc?

przez vegetagirl 16 paź 2012, 22:59
Monar, oni mnie ubezpieczają, a w szkole też mam swoją drogą. Ale od szkoły dokumentu nie dostanę, że jestem ubezpieczona.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
18 mar 2012, 21:07

Co może mi jeszcze pomóc?

przez Monar 16 paź 2012, 23:00
vegetagirl, nie wiem, jak to jest z ubezpieczeniami szczerze mówiąc, mówisz, że nie dostaniesz od szkoły takiego dokumentu ? czemu ? :shock:
Monar
Offline

Co może mi jeszcze pomóc?

przez HansKlosz 16 paź 2012, 23:15
Niestety, relacje w twoim domu są niezdrowe. Tak naprawdę, nie żyjesz swoim życiem, tylko życiem swoich rodziców. A oni swoje problemy, jakieś ukryte niespełnienia w życiu przerzucają na Ciebie – nie dziwię, że tak reagujesz. Pozytywne jest to, że masz w sobie siłę, która pozwala Ci funkcjonować, że dajesz radę i na tej sile (przetrwania ;) ) buduj swoją przyszłość i swoje JA. Pamiętaj, że to twoje życie, nie rodziców! Jesteś już osobą dorosłą, więc możesz o pewnych sprawach decydować sama. Wiem, gadanie starych jest strasznie męczące, po prostu upierdliwe, ale spróbuj zbudować w sobie mur, który będzie cię oddzielał od tych niezdrowych relacji i komentarzy. Jeżeli będzie to konstruktywna krytyka to możesz ją przyjąć lub nie – jesteś wolnym człowiekiem. Ale też pamiętaj, że rodzice to wszystko robią z troski o Ciebie – czasami ciężko to przyjąć do wiadomości. Pewne ich zachowania, można tłumaczyć tym, że też są ludźmi, którzy być może w głębi siebie są nieszczęśliwi, niedowartościowani, zranieni itp. Narzucanie swojego zdania, postrzegania rzeczywistości, spełniania ich zachcianek i planów jest po prostu ich sposobem na dowartościowanie się, a rodzice lubią dowartościowywać się na dziecku. Buduj swoją pozytywną samoocenę na tym, co osiągnęłaś, na swoich pasjach, na tym, że masz siłę do życia w tak toksycznym domu. Ludzie z dużym poczuciem wartości, nie przejmują się krytyką innych, po prostu robią swoje. Na pewno trzeba te wasze relacje uzdrowić, np. poprzez wspólną psychoterapię.
HansKlosz
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do