Co mam zrobić? Nie radzę sobie...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Co mam zrobić? Nie radzę sobie...

przez no future 27 sie 2012, 13:43
Kiedy miałam 15 lat zdiagnozowano u mnie depresję. Nienawidziłam siebie, samookaleczałam się na różne sposoby, czułam się gorsza,słabsza od innych. Odizolowałam się od całego świata. Od kiedy pamiętam 'bałam się' wychodzić do ludzi, wyjście do szkoły było dla mnie niewyobrażalnym stresem, tak samo jak chodzenie do sklepu, kościoła czy innych publicznych miejsc. Poczytałam trochę o tym i sama zdiagnozowałam u siebie fobię społeczną. Kiedy kończyłam 17 lat postanowiłam się zmienić. Starałam się metodą drobnych kroczków 'podchodzić' do ludzi i w dużej mierze udało mi się to- dziś przebywanie w miejscach publicznych nie sprawia mi już takiego problemu jak kiedyś. Znalazłam sobie nawet znajomych, wśród których czułam się swobodnie i zaczęłam całkiem normalnie żyć. Wtedy poznałam mojego przyszłego męża. Zakochaliśmy się w sobie, on mówił mi codziennie, że jestem wyjątkowa, zapewniał mnie o swojej miłości, powtarzał, że jestem piękna. Dzięki temu zaakceptowałam samą siebie. Może nie do końca, ale jednak... moja depresja jakby 'wyciszyła' się. W wieku 21lat pobraliśmy się i byliśmy bardzo szczęśliwi. Teraz mam 23 lata i po kłótni z matką, która od dawna bardzo ostro mnie kryrtykuje (pod wieloma względami, a to, że jestem za gruba, że źle wyglądam, że odstaję od innych etc). Zawsze po kłótni z matką byłam zdruzgotana,(w przeszłości samookalczałam się po takich zajściach)i tak było również tym razem. Wróciłam do domu zapłakana, poszłam do męża i opowiedziałam mu wszystko. Zawsze mnie pocieszał w takich sytuacjach, był czuły, opiekuńczy, ufałam mu. Ale tym razem zachowywał się dziwnie- nic do mnie nie mowił, a kiedy próbowałam się do niego przytulić odepchnął mnie i zaczął krzyczeć, że ma dosyć życia z wariatką, że małżeńtwo ze mną to był największy błąd w jego życiu. Powiedział mi, że ciągle musi mnie tylko pocieszać, a on nie chce mieć cioty tylko normalną kobietę. Przeżyłam szok kiedy mi to wykrzyczał, wydawało mi się, że jesteśmy normalnym, szczęśliwym małżeństwem... Poprzedniego dnia było jeszcze tak jak zawsze,śmieliśmy się, przytulaliśmy, a teraz zupełnie niespodziewanie coś takiego... Leżałam na podłodze i płakałam chyba ze dwie godziny, a on wyszedł, zostawił mnie samą. Wrócił kolejnego dnia rano. Podbiegłam do niego, zaczęłam przepraszać za wczorajszy dzień, powiedziałam mu że mogę zmienić wszystko, aby tylko mnie nie zostawiał. Pogodzilimy się. Od tamtego zajścia minęły jakieś dwa miesiące. mi znów bardzo zaniżyła się samoocena, staram się zachowywać 'normalnie'. tylko że ja już nie wiem, czy to potrafię. Czuję się jak śmieć, codziennie płaczę, ale tylko tak, żeby mój mąż tego nie widział. Bardzo mi na nim zależy ale on denerwuje się na mnie teraz cały czas- a wystarczy żebym zobaczyła jego zezłoszczoną minę i płacz gotowy. czuję się wtedy zupełnie do niczego, czuję że go zawiodłam...kiedy zaczynam płakać on wrzeszczy na mnie żebym się zamknęła, wyzywa mnie, kilka razy już mnie uderzył... nigdy taki nie był, nie mam pojęcia co się z nim stało...jakiś tydzień temu pojechałam załatwić jakieś sprawy urzędowe, trochę tego było, więc powiedziałam mu, że nie będzie mnie cały dzień. Udało mi się jednak załatwić wszytko wcześniej i szybko wróciłam do domu... nigdy tego nie zapomnę... zastałam go z inną kobietą. myślałam, że zabiję tą szmate,dostała parę razy z glana, a wtedy mój mąż z całej siły mnie uderzył. przewróciłam się na podłogę, zaczęłam płakać. oni gdzieś poszli... nie mam pojęcia, jak można się tak zachowywać. chciałam się zabić, łyknęłam trochę proszków , ale on przyszedł w porę i zobaczył co robię. zaczał płakać, przepraszać mnie, obiecywał, że nigdy już czegoś takiego nie zrobi... nienawidziłam i kochałam go w tej chwili, widziałam, że naprawdę tego żałuje. Od tego momentu stałam się apatyczna, totalnie przygnębiona, snuje się po domu, ciągle mi smutno. czasem tylko popłaczę sobie trochę, a tak zupełnie nie wyrażam żadnych emocji. Cały czas mam przed oczami jego z tą kobietą. Straciłam chcęć do życia i chociaż w dalszym ciągu bardzo kocham mojego męża to odnoszę się do niego chłodno, z wielkim dystansem... on bardzo się stara, ciągle mnie przeprasza, wziął urlop żeby być ze mną w domu, bo boi się żebym sobie czegoś nie zrobiła... nie mam pojęcia jak dalej żyć, co mam zrobić? wydaje mi się, że psychlog mi nie pomoże, że nikt mi już nie pomoże, że nie będę już miała życia tylko taką pustkę jak teraz...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
27 sie 2012, 12:51

Co mam zrobić? Nie radzę sobie...

przez Divinity 27 sie 2012, 16:01
Powinnaś zdobyć się na odwagę i wziąć rozwód. Zdradził Cię, nie zapewnia Ci wsparcia, jest dodatkowym balastem.
Ogranicz kontakty z matką do minimum, z tego co piszesz ona jest czynnikiem przez który twój stan się pogorszył.
A przede wszystkim udaj się do dobrego psychiatry, tylko nie byle jakiego, idź do kogoś dobrego, znajdziesz takich na portalach typu znanylekarz.pl itp.
Jesteś teraz w kryzysie, załamaniu, wiem coś o tym bo sam mam teraz taki okres, osoba którą kocham nie chce mnie zaakceptować, w domu problemy, czeka mnie szpital, czuje się jak czubek na myśl o tym że muszę iść do psychiatryka. Ale mam bardzo duże skłonności samobójcze.
Twój mąż jest jeszcze młody, widać też że głupi, ma zadatki na tyrana i psychopate rodzinnego, powinnaś uciekać jak najdalej póki jeszcze możesz. Z każdym miesiącem będzie coraz gorzej, nie lepiej.
Leki, psychoterapia, może szpital?
Ja sam już podciąłem sobie żyły, ale coś mnie tknęło że zawsze mogę to zrobić, zatamowałem krwawienie. Teraz jako kłębek nerwów, dno społeczne, osoba wypalona z emocji idę do szpitala, mam nadzieje że coś ze mną zrobią. Jak leki nie zadziałają to zgodzę się na elektrowstrząsy albo /cenzura/ na lobotomie, wtedy nic nie będę czuł.
Przykro mi że spotkało Cię w życiu takie nieszczęście, ale pamiętaj, nie jesteś sama, osób w naszym stanie są miliony na świecie, głowa do góry i zacznij żyć.
Nie wiem co więcej Ci napisać, życzę powodzenia
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
22 lis 2011, 10:56

Co mam zrobić? Nie radzę sobie...

przez Margerita32 27 sie 2012, 16:15
no future, zdradę mogłabym wybaczyć ale uderzenia raczej nie ... zapisz się kochana do psychiatry i wysłuchaj jego opinii, pewnie przepisze odpowiednie leki i na spokojnie podejmiesz decyzję co dalej z Waszym związkiem, nie załamuj się ... nie warto ....
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
22 sie 2012, 18:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co mam zrobić? Nie radzę sobie...

Avatar użytkownika
przez tahela 27 sie 2012, 16:49
Ja chyba zdradę tez bym mogła wybaczyć, ale uderzenia ni i to jeszcze z glana, nienawidze przemocy fizycznej , chociaz zdradę też uwazam za gnojstwo.
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10974
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Co mam zrobić? Nie radzę sobie...

Avatar użytkownika
przez amelia83 27 sie 2012, 17:03
no future, witaj, ja proponuję wizyte u psychoterapeuty lub psychiatry
'Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodz. Jeśli nie umiesz chodzić czołgaj się. Ale bez względu na wszystko- Posuwaj się naprzód '
M. Luther King

'jak o mnie ktoś zapyta powiedzcie mu że znikam, za równoległym światem, gdzie liczby nie są ważne'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13390
Dołączył(a)
17 mar 2011, 16:01
Lokalizacja
daleko czasem blisko

Co mam zrobić? Nie radzę sobie...

przez Maciej farmaceuta 27 sie 2012, 17:11
Współczuję Ci..Koniecznie do psychiatry i psychoterapeuty.Wg mnie powinnaś go zostawić,zdrady,takich słów i uderzenia nie da się wybaczyć i zapomnieć."Powiedział mi, że ciągle musi mnie tylko pocieszać, a on nie chce mieć cioty tylko normalną kobietę"-sam jest ciota i nienormalny,skoro Cię uderzył.Szkoda,że matka też Cię dołuje,masz jakąś inną rodzinę lub przyjaciół,którzy by Cię wsparli?Trzymam kciuki :smile:
Posty
359
Dołączył(a)
22 sty 2012, 03:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do