NIE RADZĘ SOBIE...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

NIE RADZĘ SOBIE...

przez niemoc 28 lip 2012, 13:44
W końcu pora, żebym się wygadała/ wypisała.

Niedawno zostawił mnie chłopak po 6 latach bycia razem. Wcześniejsze sytuacja doprowadziły do tego, że nie było dobrze. W sumie ja pierwsza zerwałam, a on powiedział, że będzie lepiej i się ułoży, a następnym razem jak się spotkaliśmy, to powiedział, że mnie nigdy nie kochał i nie chcę być ze mną.....
Ostatnie dwa lata to był trudny okres dla mnie: większość czasu spędziłam w szpitalach. Wróciłam do rodzinnego miasta, ponieważ właśnie dwa lata temu ten sam chłopak też ze mną zerwał (na tydzień). Mieszkałam sama, a teraz wróciłam do toksycznych rodziców, którzy potrafią na każdym kroku negować i mówić, że nic się mi nie uda, a jak się nie udaję, to jakby byli z tego zadowoleni ;-/

Wróciłam, ale on przyjeżdżał i było w miarę dobrze... do czasu.... później moja mama zachorowała na raka, mniej więcej w tym samym czasie tato miał wypadek. Ja musiałam zrezygnować z pracy, żeby się nimi zająć. Nie usłyszałam żadnego dziękuję, nic i w sumie tego nie oczekiwałam...

Najgorzej było z mamą i nie chodzi o chorobę tylko o to, że w trakcie brania chemii jeszcze bardziej była męcząco. Wszystkoi co robiłam było źle, ciągłe płacze, że nic nie pomagam, chociaż robiłam wszystko. Jak chciałam wyjść gdzieś to pretensje.... tym sposobem prawie rok czasu siedziałam w domu, jak chłopak przyjeżdżał też nie miałam czasu dla niego, ponieważ albo tato albo mama zawsze ciś chcieli: a to obiad, a to jechać po leki, a to coś przynieść (obydwoje byli leżący).... później zaczęło się układać.... już mieliśmy zamieszkać razem, szukaliśmy mieszkania...no i jego tato miała udar, a on w pewnym momencie uznał, że to moja wina ;-(

Na początku się starałam. Codziennie jeździłam z jego mamą lub z nim do szpitala. Jednak pobyt w szpitalu nie służył mi. wszystko sobie przypominałam. To jak pojechałam do mamy po jej operacji i zanim zobaczyłam mamę postawili mi przede mną tę przenośną lodówkę z jej wnętrznościami, to jak musiałam się prosić, żeby jej dali leki przeciwbólowe, to jak dla mojego taty nie było karetki, a jeżeli nie miałby szybko operacji, to dzisiaj by nie chodził... to, że nie wiedziałam do kogo mam jechać - obydwoje leżeli w innym mieście..

Denerwowała mnie tteż jego mama, ponieważ nie brała pod uwagę, że mam inne obowiązki. Po prostu kazała mi jeździć albo stawiała mnie w takiej sytuacji, że mówiła tacie chłopaka, że przywiozę ją jutro o tej i o tej nie biorąc pod uwagę, że mam pracę i że jakoś muszę zarobić chociaż na paliweo - ona oczywiście nic się nie dokładała... powiedziałam to chłopakowi, on się przeze mnie pokłócił z matką, a ja przestałam jeździć...

Mijał miesiąc, drugi, trzeci, a ojciec chłopaka nadal w szpitalu. Jakoś sobie radziłam, chociaż chłopka widziałam tylko na parę godzin w tygodniu,. Przed rozstaniem przyjeżdżał właściciw po to, żeby zrobić nam korytarz, łazienkę, itd. Nie potrafił odmówić mojemu tacie, a tato to wykorzystywał...

Później powiedziałam, że ja mam dosyć, że ja już tak nie mogę. On właśnie powiedział, że jak będzie miał więcej czasu to spędzimy go razem. Pojechał i później ze mną zerwał. Powiedział, że teraz tato jest dla niego najważniejszy... Rozumiałam to, ale nie spodziewałam się, że tak mnie potraktuje: następnego dnia zmienił numer i łaskawie pozwolił mi do siebie pisać maile... tylko, że jak piszę to przeważnie nie odpisuję, a jak już odpiszę, to coś w stylu, że mnie nie kocha....;-(( A ja głupia proszę się o to, żeby się z nim spotkać, pogadać i sama tego już nie wytrzymuj e...;-((

-- 28 lip 2012, 14:04 --

a do tego dochodzi moja rodzina... od momentu kiedy chłopak mnie zostawił traktują mnie okropnie, mówią, że to moja wina, że wiedziała (matka), że nic nie potrafię.... albo pyta się mnie kiedy chłopak przyjedzie (chociaż wie, że nie przyjedzie) i się szyderczo śmieje (naprawdę szyderczo....). Do naszego mieszkania wprowadziła się mniej więcej w tym samym czasie siostra z mężem i teraz jest tak, że oni nic nie robią, a ja mam robić wszystko. Wstaję rano i matka, np. od razu, że mam zrobić obiad mężowi siostry, że mam posprzątać bo NIGDY nie sprzątałam, że chociaż łazienkę bym umyła, bo NIGDY nie myłam, że to i tamto, że ja bez niej sobie nie poradzę, że jakbym mieszkała na swoim, to bym zginęła (mieszkałam ponad 3 lata sama...), że nie dziwi się, że mnie chłopak zostawił, że jestem gruba, że jestem brzydka.... normalnie tragedia ;-(
A ja mam wszystko robić, ponieważ według nich ja nie pracuję...;-/ mam własną działalnośc i pracuję w domu, a dla nich to nie praca, więc uważają, że zawsze mogę wszystko zrobić i mieszkam w domu za darmo ( a to nieprawda - nie daję im pieniędzy, ale opłacam za nich większość rachunków, a np. siostra nic się nie dokłada...)

no i po prostu to wszystko tak na mnie wpływa, że nawet nie mam ochoty wstawać, pojawiły się myśli samobójcze, ale z nimi walczę.... szukam pomocy u byłego, chociaż wiem, że to nienormalne..... ale to właśnie on mnie najlepiej zna ...;-(((
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
28 lip 2012, 13:26

NIE RADZĘ SOBIE...

przez Magdulka 28 lip 2012, 23:10
Cześć,
Straszne jest to co przeżywasz, jak Cię traktują wszyscy :( rozumiem to, bo sama jakis czas temu zmagałam się z problemem nie radzenia sobie z emocjami.... rozstałam się z facetem po 8 latach i nie było mi łatwo ...
... jedno co Ci mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że jak sobie pozwolisz tak przekraczać granice to tak Cie będą traktować, nie daj się! sama też do tego bym nie doszła gdyby nie kilka spotkań z panią psycholog,
i nie szukaj pomocy u byłego bo może być jeszcze gorzej a jeśli masz myśli samobójcze to szukaj pomocy u fachowców !
dziewczyno z tego można wyjść ! jestes samodzielna, pracujesz, nioe poddawaj się !
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
28 lip 2012, 22:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: MSNbot Media i 12 gości

Przeskocz do