CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Tańczący z lękami 13 maja 2015, 20:20
Boże, jak ja chciałbym mieć czystą remisję, żeby choć przez jeden sezon być zdrowym, jak taki pierwszy lepszy przygłup na ulicy :roll:
paroksetyna 15mg, mianseryna 5mg
doraźnie: co będzie pod ręką
zaburzenia lękowo-depresyjne, nerwica
Posty
1369
Dołączył(a)
21 lis 2012, 14:22
Lokalizacja
Poznań

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Łapa 14 maja 2015, 20:32
Powiększono mi nieco convulex. Poza tym spokojnie i stabilnie, remisji ciąg dalszy.
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1253
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 23:55
Lokalizacja
Warszawa

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez wredny 14 maja 2015, 20:50
wredny napisał(a):Więc i ja się dołączę, jako, że chyba to chad jest moją ułomnością życiową, a nie zdiagnozowane do tej pory zaburzenia osobowości. Myślę, że miałem przynajmniej 3 stany hipomanii od ostatnich sześciu miesięcy, a i aktualnie trwający stan już szósty dzień przekonuje mnie w stronę tejże choroby. Mimo wszystko, tylko stany depresyjne przez ostatnie lata były widoczne, a poprzednie stany podwyższonego nastroju nie traktowałem bardziej aniżeli jako stany lekko podwyższonego nastroju :P Moja lekooporność także dokłada parę groszy w stronę chad, gdyż to stabilizatorów jeszcze nie brałem, więc pora na nie. Poza tym czekam na wyniki eeg, a i rezonans sobie zrobię w przyszłym roku, to może przywitam jeszcze jakieś inne zaburzenie.
Lit czy lamo?

Odświeżam swój post sprzed blisko roku. Okresów hipomanii od tamtego czasu było więcej. Tych zauważonych przeze mnie przez ponad rok: 4-7 krótkich, do 5 dni; trzy dłuższe, 7-14 dni. Oczywiście wahania nastroju występują. Czy to ciągle niewystarczające objawy, by mi zdiagnozowano chad? Na ostatniej wizycie u psychiatry gadałem chyba do ściany, bo skoro dwa lata temu zostały mi zdiagnozowane zaburzenia osobowości, to przecież nic innego nie może mi dolegać.
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
14 gru 2013, 13:47
Lokalizacja
krk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Łapa 14 maja 2015, 21:15
wredny, zmień psychiatrę.
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1253
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 23:55
Lokalizacja
Warszawa

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez kazimierz61 15 maja 2015, 11:49
Strasznie się męczę po tych lekach, wystarczy że zrobię sobie szybszy spacer to zaraz wychodzą na mnie zimne poty i niesamowite zmęczenie.
Lamotrix 300mg
Kwetaplex 100mg
Escitalopram Actavis 20mg
Trittico CR 75mg 1.1/3 tabletki
F-31, F-31.0, F-31.3
Avatar użytkownika
Offline
Posty
964
Dołączył(a)
20 lut 2015, 09:02

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez marwil 15 maja 2015, 13:13
Cóż... Mam falowanie, tzn. okresy depresjopodobne - przerąbanego samopoczucia (nie depresji - bo depresja to wiadomo czym smierdzi), do względnie akceptowalnego.
Alkohol jednak nie jest przyczyną wahań. Zdarza mi się palnąć więcej i następnego dnia jest dobrze. Nie ma reguły, czy się wyśpię, czy nie. Parę dni tak, parę siak.
W naszej chorobie, to doszukiwanie się czynników, czy psychologicznych, czy chemicznych na nastrój mija się z celem.
Zdychałem w depresji pijąc czy nie pijąc. Dobrze się czuję także pijąc, czy nie pijąc.
Więc piję i pił będę z dochowaniem corocznym Wielkiego Postu, Popielca, Wielkiego Piątku. Jeśli oczywiście piciem można nazwać 4 browary.....
Paliłbym jeszcze do tego trawsko na potęgę, co bardzo dobrze mi robiło i potrafiło dać ukojenie, niestety z tym już koniec.
Połowa życia dawno za mną. Chyba z 30 jego procent ciężko przechorowałem.
Jeszcze te kilka - kilkanascie lepszych lat, porozrywanych epizodami chorobowymi muszę przetrwać.
Leków od depresji jeść nie zamierzam już nigdy.
Karkulowsiał zwartusiał ratuwsianko Bożywsio.
Wellbutrin 300mg od 13.10.2016 Trittico 25mg Na sen Nikotyna, Kofeina, Teina, Cerveza
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1904
Dołączył(a)
13 lis 2013, 10:14

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez wredny 16 maja 2015, 00:40
Łapa napisał(a):wredny, zmień psychiatrę.

Zmieniłem na mojego aktualnego właśnie z tego powodu, ale cóż, zrobię to ponownie.
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
14 gru 2013, 13:47
Lokalizacja
krk

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez SrebrnaSowa 17 maja 2015, 10:53
Bry
Uśmiechu życzę wszystkim,
INFP-T
4w5


Z każdym dniem , namiętniej całujesz swoją własną Noc...

Gustuję w tchnieniach myśli, o smaku niebieskich migdałów .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2862
Dołączył(a)
29 mar 2015, 14:48
Lokalizacja
Między Wersami

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Nicholas1981 17 maja 2015, 12:19
SrebrnaSowa, nawzajem. Ja się uśmiecham. Miałem wczoraj miły wieczór. Na razie daję radę i gdyby nie nerwówa przed operacją, byłoby do przyjęcia. Huśtawki się zdarzają, ale sinusoida znacznie mniejsza niż rok temu.
Nicholas1981
Offline

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Depakiniarz 19 maja 2015, 14:25
Witajcie...
u mnie jak to w okresie majowym i wiosenno/letnim wahania nastrojów, dragów już w ogóle nie biorę, spotykam się z inną kobietą i jestem szczęśliwy, lit i ketrel bez zmian, wkurwia mnie jedynie sen, biorąc leki o tej samej godzinie mogę spać kilka albo i kilkanaście godzin, doraźnie łykam tisercin, ale tez lipnie pomaga. Poza tym wydaję bloga w formie ebooka, jestem w trakcie korekty.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1503
Dołączył(a)
30 lis 2013, 23:04
Lokalizacja
Trójmiasto

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez SrebrnaSowa 19 maja 2015, 14:59
Depakiniarz ! Ale zajebiściiie czytać coś tak pozytywnego !
Gratuluję wydania ! Szczęścia w związku :))
Trzymam za Ciebie kciuki chłopie !
INFP-T
4w5


Z każdym dniem , namiętniej całujesz swoją własną Noc...

Gustuję w tchnieniach myśli, o smaku niebieskich migdałów .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2862
Dołączył(a)
29 mar 2015, 14:48
Lokalizacja
Między Wersami

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez kazimierz61 20 maja 2015, 07:14
Wczorajszy dzień był jednym z lepszych dni, z kolei dzisiaj już czuję że nie będzie tak dobrze, chyba że się coś zmieni. Takie zmiany nastroju napawają mnie llękiem, bo nie wiem co mnie czeka jutro albo za pół dnia, jest to dla mnie zawsze zagadka. Nadal nie potrafię się zająć czymkolwiek nawet moim hobby, i z tego powodu również odczuwam lęk jak to w końcu będzie. Byle mnie z pracy nie wywalili po tym chorobowym, bo to już by była klapa na całego.
Lamotrix 300mg
Kwetaplex 100mg
Escitalopram Actavis 20mg
Trittico CR 75mg 1.1/3 tabletki
F-31, F-31.0, F-31.3
Avatar użytkownika
Offline
Posty
964
Dołączył(a)
20 lut 2015, 09:02

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 21 maja 2015, 17:07
Dziś mija dokładnie 25 lat jak mój ojciec poszedł na strych i się powiesił...
Miał wtedy 40 lat. Tak więc przeżyłem go juz o 3 lata. Nie spodziewałem się tego że tak długo uda mi się trzymać życia w tej chorobie.
Nie żebym jakoś specjalnie liczył ten czas. Przypadkowo dziś się zorientowałem że jest 21 maj i z ciekawości policzyłem ileż to już lat minęło.
Ćwierć wieku. Nie wiem kiedy ten czas przeleciał, ale mogę orzec, że życie przeciekło mi przez palce...Zwłaszcza ostatnie już chyba 8 lat odkąd mnie rozpierdolilo... Przegrałem. Przegrywam. Będę przegrywał.

"Gdy miałem osiemnaście lat ojciec niespodziewanie popełnił samobójstwo. Zostawił list pożegnalny, w którym przepraszał za wszystko, a jako że stałem się najstarszym mężczyzną obarczył mnie odpowiedzialnością za dalsze losy rodziny. Następnie poszedł na strych i się powiesił. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że był chory na cyklofrenię. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Choroba jednak nie jest dla niego żadnym wytłumaczeniem. Jestem przekonany, że gdyby jeszcze żył zrobiłbym z niego kalekę lub nawet zabił. Z pewnością skopane dzieciństwo przyczyniło się do mojego obecnego upadku. Znalazłem najpierw list pożegnalny, a potem jego samego na strychu. Nie jestem w stanie opisać co wtedy czułem. Na pewno poczułem bardzo silne odrealnienie, poczucie snu na jawie. Chyba to uczucie „zawiesiło” mi się na resztę życia. Wtedy chyba zwariowałem. Pamiętam, że starałem się być „twardy”, nie pozwalałem sobie na okazanie uczuć, starałem się w jakiś sposób pomóc pomimo wszystko zrozpaczonej mamie i bratu. Oczywiście trochę rozpaczałem, ale poczułem też jakąś lodowatą pustkę w sobie. Ta pustka trwa do dziś. Stałem się psychopatą. Nie odzyskałem już nigdy większości uczuć wyższych. Mam poczucie, że na dobre zagnieździł się we mnie robak szaleństwa, który tylko czeka na okazję aby wyrwać się ze swojej klatki i zawładnąć mną całkowicie.
Od tamtego momentu nic już nie było takie jak przedtem."

Próbowałem dziś w sobie odnaleźć jakieś ludzkie uczucia związane z tamtym wydarzeniem. Jakiś żal, współczucie, potrzebę, czy nawet celowość wybaczenia ( " i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom")
Być może, jeżeli istnieje jakieś życie pozagrobowe, ponadczasowy byt to mój ojciec na takowe wybaczenie czeka, może otworzyłoby to mu drogę do jakiegoś mitycznego raju... Może rozumie już teraz to co mnie ( nam) uczynił i żałuje...
Nie potrafię zapomnieć, wybaczyć. Nie potrafię i nie chcę. I cieszę się z tego. Wybaczanie jest dobre dla frajerów. Wybaczanie usprawiedliwia wyrządzone krzywdy. Wybaczanie daje mandat skurwysynoom do dokonywania kolejnych skurwysyństw.
Jestem przekonany że gdyby nie jakieś 10 lat alkoholickiej gehenny byłbym być może mniej zaburzonym i lepiej radzącym sobie w życiu człowiekiem. Być może te przeklęte geny CHAD nie rozkwitły by bez sprzyjających im warunków. Być może nie był bym od wielu lat cierpiącym wariatem w przerażającym napięciu czekającym na wyrok, który będzie dla mnie wyrokiem śmierci.

"Niepostrzeżenie gdzieś w połowie szkoły podstawowej zaczęło się piekło. Ojciec zaczął pić i dostawał niekontrolowanych ataków złości. Mój spokojny świat runął w gruzach. Nastały powtarzające się każdego dnia i kończące nad ranem pijackie awantury, libacje, niszczenie wyposażenia mieszkania, wykopywanie drzwi wejściowych, bicie mojej mamy, nocne ucieczki po pomoc do sąsiadów, wzywanie Milicji. Pamiętam wyraźnie słowa sąsiadki po jednej z kolejnych pijackich burd, kiedy ojciec bił mamę, a ja rozhisteryzowany, na krawędzi obłędu biegałem po klatce schodowej i wzywałem pomocy. Powiedziała potem do mojej mamy – „musisz coś z tym zrobić, bo twoje dzieci dostaną ciężkiej nerwicy”. Wtedy te słowa nic jeszcze dla mnie nie znaczyły. Nieustanne groźby wobec mojej mamy pozbawienia życia, duszenia i pobicia. W moje życie, życie małego, wrażliwego i dobrze nastawionego do świata chłopca wkradł się lęk i strach. Starałem się jakoś pijanego ojca uspokoić, załagodzić, ale moje starania były na nic – awantura trwała dalej. Pamiętam, że gdy ojciec nie wracał z pracy o określonej godzinie to zaczynałem się bać – pojawiał się strach, który nie pozwalał mi już wtedy nad niczym się skupić, czy czymkolwiek się zająć. Z każdą mijającą godziną było coraz gorzej. Pamiętam wściekły huk drzwi wejściowych do klatki schodowej. Wpadałem w tym momencie w panikę, bo tylko sekundy dzieliły nas od awantury i strach, że być może to tym razem dojdzie do tragedii. Do dziś huk mocno zamykanych drzwi napawa mnie lękiem. Pamiętam przerażony wyraz twarzy mojej mamy i brata. I bezsilność – chyba do dzisiaj najgorsze dla mnie uczucie. Pamiętam wieczorne ucieczki do sąsiadów, czy też do babci mieszkającej w innej dzielnicy miasta. Czasami, gdy było szczególnie źle mieszkaliśmy po kilka dni u babci. Panicznie bałem się latem wyjeżdżać na kolonie z rówieśnikami – bałem się, że pod moją i brata nieobecność ojcu puszczą wszelkie hamulce i po prostu zabije naszą mamę, a my z bratem znajdziemy się w domu dziecka. Okresy picia ojca przeplatały się z okresami całkowitej abstynencji co skutkowało powrotem do normalności w naszym domu. Miałem wówczas nadzieję, że to koniec gehenny, modliłem się o to do Boga, zostałem nawet ministrantem. Okresy spokoju kończyły się jednak tak szybko, jak się zaczynały i znów było piekło.
Z perspektywy czasu odkryłem, że zaczęły się pojawiać u mnie pierwsze derealizacje. Najczęściej wieczorem, w łóżku przed zaśnięciem. Miałem wrażenie, że opuszczam swoje ciało, oddalam się od pokoju. Strasznie się tego stanu bałem. "

Dlaczego moja żona i syn nie muszą po nocach spierdalaać z domu? Dlaczego mój synek nie umiera ze strachu slysząc mnie spóźnionego na klatce schodowej? Dlaczego ja, pomimo tego że jestem bardziej rozjebaany od ojca , potrafię stworzyć chociaż iluzję normalności w domu?
Ktoś powie- mój ojciec nie leczył się, nie było wtedy leków takich jak dzisiaj, nie było takiej świadomości chorób psychicznych. Leczył się tylko wódką.
I dlatego być może mnie jest łatwiej.
I dziś tocząc sam ze sobą jak zwykle jeden ze sporów w swojej glowie prawie tej demagogii uległem. Prawie.
Ale nie. Nie zapomnę i nie wybaczę. Ja odpowiednie leki tylko ŁAGODZĄCE mój stan biorę od 3 lat. Wcześniejsze 4 lata to kompletny obłęd, maligna i szaleństwo. I nawet wtedy nikt przede mną nie uciekał ( no może kilku frajerów na ulicy kiedy clonazepam zapijałem butelką wódki).
Czy ktoś myśli , że jestem normalny? Nie jestem. Są dni, a nawet tygodnie kiedy budzi się we mnie nienawiśc tak straszna że jestem na krawędzi płaczu. Nienawidzę żony, matki, brata. Nienawidzę wszystkich i wszystkiego. Nienawidzę pieszych, kierowców, dziur w drodze, ludzi na ulicy, zaparkowanych samochodów, zapachu z kebabowni, chmur na niebie, wiatru, słońca, deszczu i suszy. Koloru czerwonego zielonego i niebieskiego. Nienawidzę zupy i nienawidzę drugiego dania. Nienawidzę polityków, marketów, ludzi chudych i spasionych. Czy ktoś myśli, że nie mam nieprzepartej, atawistycznej ochoty zrobić karczemnej awantury w domu "bo zupa była za słona" ? Czy ktoś myśli, że podlany cowieczorną dawką browarów nie mam ochoty wkurwioony do białości wpaść do domu i w bezsilnym szale rozpierdolic wszystko i wszystkich? Mnie jest łatwiej? Mam pewność co do coraz bliższego końca. Ta świadomośc definiuje moje globalne myślenie. Nie ma chwili wolnej od bardziej lub mniej wyrazistej myśli że jest juz po mnie, a jakikolwiek wysiłek zmierzający do tak zwanego "poukładania sobie zycia" MUSI spalić na panewce. Nie mam przyszłości. NO FUTURE !!!
Mam ochotę wyć jak ranny drapieżnik. Mam ochotę gryźć , rozrywać, niszczyć, niweczyć, krzywdzić w bezlitosnym i bezsilnym szale.
Lecz potrafię. Potrafię się opanować. Potrafię rozpoznać nieomylnie nadchodzący cyklon i bez słowa wychodzę z domu do parku czy do biura które sprzątam i do ktorego mam klucze i tam w samotności pijąc i paląc utylizuję ten stan, doprowadzam wartości definiujące obłęd i furię do kontrolowalnych poziomów.. Czasami znikam na cały dzień, czasami na kilka dni ( przychodzę tylko do domu spac ) i próbuję kiełznać ten coraz większy korowód destrukcyjnych i autodestrukcyjnych myśli. Wszystko po to, aby bliscy nie musieli odczuwać czy też ponosić ekstremalnych konsekwencji mojego obłędu.
Gdzieś , w głębi duszy ta stłamszona resztka człowieczeństwa ( sumienie ?) próbuje toczyć walkę z ogromnym bezeceństwem jakie zagościło we mnie na dobre, a które stale świadomie podsycam mając świadomośc że jest ono jedyną tarczą chroniącą mnie przed światem.
Tak więc wybacz ojcze- nie pojawię się dziś na twoim grobie... I nie mogę się już doczekać północy, aby stało się już za późno na ewentualną uległośc i zmiane zasad...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1518
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Bode Miller 21 maja 2015, 21:26
Dzisiaj byłem u dentysty. Niebo a ziemia w porównaniu z wizytą u psychiatry. Pełen szacunek i zaangażowanie w obsługę pacjenta. Wizyta konkretna 30 minut i problem rozwiązany. Oczywiście mam jeszcze przyjść za 3 tygodnie na leczenie kanałowe, ale aż chcę się płacić takiemu gościowi za dobrze wykonaną robotę po tych wszystkich wizytach u tych debili. Czuje się ten profesjonalizm od prawdziwego fachowca. Daje pewność pacjentowi ,że jest pod dobrą opieką. Lecząc się u psychiatry jest się często pozostawionym samemu sobie. Lekarze traktują pacjentów z góry. Niektórym na prawdę brakuje podstawowej wiedzy na temat podejścia do pacjentów. Oczywiście kilkukrotnie spotkałem się z fajnym podejściem i życzliwością ,ale wiele razy zostałem obsłużony tak nieprofesjonalnie ,że aż ręce opadają.
Bode Miller
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do