CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez lucy1979 03 kwi 2014, 20:27
Depakiniarz napisał(a):Dziś wpadłem na pomysł aby pewnego dnia zekranizować mojego bloga. Ciekawe czy znajdzie się jakiś debil który wyłoży kasę na produkcję i następny, który to wyreżyseruje. Andrzej Wajda?, Jan Jakub Kolski?, Agnieszka Holland? W rolach głównych widzę braci Mroczek, dlatego że są tani i tak samo tanio grają, musi być jeden dubler gdyby drugi przy okazji odgrywania roli dostał zapaści. W roli Ani widzę Martę Grycan, która swoją figurą najbardziej mi przypomina swoją byłą kobietę. W roli swojego lekarza obsadzę tego kolesia co grał w II sezonie "13 Posterunku", ten co miał metalową rękę.

Wyobrażacie sobie jednego z braci Mroczków krzyczących do Marty Grycan- :" Ty stara jebana ku.rwo zabije cie!" ? :D



Byłeś z taką grubą babą , bleeeeeeee ohyda
Gratulacje, nie ma jak szacunek do byłej kobiety :evil:
Hardcore w duszy w bani Meksyk
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1739
Dołączył(a)
06 mar 2014, 21:32
Lokalizacja
warszawa

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez comatom 03 kwi 2014, 20:44
lucy1979, :papa:
comatom
Offline

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Łapa 03 kwi 2014, 21:00
Ale ta była kobieta też kwalifikuje się na leczenie, z tego co czytam na blogu Depakiniarza...
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1253
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 23:55
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez khaleesi 03 kwi 2014, 21:02
Ta była Depakiniarza nie dość, że otyła to jeszcze dużo starsza i taki podły charakter. Nie ma czego żałować Obrazek


Łapa napisał(a):Ale ta była kobieta też kwalifikuje się na leczenie, z tego co czytam na blogu Depakiniarza...

zaiste :mrgreen: Ona ma niezle narypane w bani.
"Zajmij się życiem albo umieraniem"
Nie wystarczy mieć rozum, trzeba jeszcze posiadać go tyle, by go nie mieć za dużo.~~Andre Maurois
Jest cechą głupo­ty dos­trze­gać błędy in­nych, a za­pomi­nać o swoich
Avatar użytkownika
Offline
Mistrz Avatara
Posty
12625
Dołączył(a)
20 lis 2010, 22:09
Lokalizacja
Kraina Czarów ekm Smoczków! :)

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Weiss 04 kwi 2014, 10:09
Wczoraj poczulam chyba dzialanie Tomapiratu - przestaje spac :roll: Pomomo tego ze lyknelam mianseryne i 50 hydroksyzyny, bo mysli nie moglam polapac, to poszlam spac o 4 a wstalam o 6 :roll:
No nic, jak juz godzina zrobila sie przyzwoita, to pognalam z kosiarka do babci sasiadki, ktora mieszka dwie szeregowki dalej. Skosilam jej ogrodek, przy okazji ogolilam jej krzaczory, przesadzilam pare chabazi - w tym czasie babcia sasiadka zrobila nalesniki, zjadlymmy i poczlapalam do domu. A ze dostalam od niej pare rozsad, to poszlam do siebie zobaczyc gdzie posadzic, zrobilam sobie kawe usiadlam na tarasie, bo chcialam troche odpoczac i tak sobie siedzialam i siedzialam i siedzialam w spokoju ducha...... i wiecie co i nie posadzilam. I wcale mnie nie meczylo ze tego nie zrobilam :shock: Co wiecej, poszlam do domu, polozylam sie na kanapie, oblozylam psami, bo nogi mialam jak z waty a moj "wkurw nic nie robienia" nawet do mnie nie zajrzal :yeah:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
09 sty 2014, 00:59
Lokalizacja
PL

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Widmo 04 kwi 2014, 11:33
Depakiniarz,

Nie wdajac sie w ocene sytuacji zawsze warto pamietac, ze chad w istotny sposob zmienia nasze postrzeganie rzeczywistosci
i rzutuje na to jak dzialamy i podejmujemy decyzje. I nie wazne, czy ktos ma racje, czy za postepowaniem stoi slusznosc.
Stad w sytuacjach skomplikowanych i konfilktowych a takie sa relacje ludzi po rozwaleniu zwiazku nalezy zachowacjak najwieksza czujnosc i spokoj. Mialem tego typu, choc nie az tak skrajna przepychanke (do tego jeszcze wmieszane byly w to kontakty na plaszczyznie zawodowej). Pomimo, ze po czasie nadal widze, ze postepowalem slusznie to wiem, ze gdybym podszedl do sprawy spokojniej, skonczyla ona by sie szybciej i bez niepotrzebnych emocji i nerwow. Niepotrzebne emocje tylko zaostrzaly konfilikt co trafilo tez na podatny grunt. Tez w pewnym momencie wmawiano mi, ze majac chad we wszystkim jestem wariatem.
Jezeli juz podjales decyzje, jezeli wiesz jak te relacje ulozyc, po prostu rob wszytsko aby jak najszybciej wszytsko pozalatwiac. Nie psuj sobie zdrowia.

Na marginesie zabawne jest to, ze nas chadowcow, kiedy wyrazne dochodzi do konfiktu na jakims tle latwo naznacza sie choroba.
Ale w sprawach mniejszego kalibru tak ciezko jest zrozumiec, ze nie zawsze jestesmy w stanie funkcjonowac idealnie.

Ostatnie dni tez mialem troche burz w domu. Uswiadomilem sobie ciekawa rzecz.
W momencie trudnosci w relacjach z innymi ludzmi a szczegolnie w zwiazku, nastepuje skrajny przeskok emocji.
W momencie, kiedy pojawi sie juz jakas zla choc krotkotrwala mysl typu: nie nawidze, ona jest okropna, to wszystko do dupy, to nie ma sensu itd... nawet jesli szybko ona mija i wraca sie do normy to wypala ona w mozgu trwaly slad.
Bardzo ciezko pozniej tego sie pozbyc szczegolnie, ze czesto tez funkcjonuje sie w kategoriach wszystko albo nic - radosc - smutek.
Mam wrazenie, ze te wszystkie emocje gdzies za gleboko i za dlugo w nas zostaja i trwale zmieniaja psujac wlasciwe postrzeganie swiata.
Offline
Posty
665
Dołączył(a)
10 mar 2012, 19:09

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Weiss 04 kwi 2014, 14:56
Widmo napisał(a):Ostatnie dni tez mialem troche burz w domu. Uswiadomilem sobie ciekawa rzecz.
W momencie trudnosci w relacjach z innymi ludzmi a szczegolnie w zwiazku, nastepuje skrajny przeskok emocji.
W momencie, kiedy pojawi sie juz jakas zla choc krotkotrwala mysl typu: nie nawidze, ona jest okropna, to wszystko do dupy, to nie ma sensu itd... nawet jesli szybko ona mija i wraca sie do normy to wypala ona w mozgu trwaly slad.
Bardzo ciezko pozniej tego sie pozbyc szczegolnie, ze czesto tez funkcjonuje sie w kategoriach wszystko albo nic - radosc - smutek.
Mam wrazenie, ze te wszystkie emocje gdzies za gleboko i za dlugo w nas zostaja i trwale zmieniaja psujac wlasciwe postrzeganie swiata.


Tez mam ta przypadlosc, tylko u mnie przeklada sie ona na moja intensywnosc uczuciowa w zwiazku. W relacjach z innymi ludzmi, nawet jezeli jest to rodzina, jakos potrafie stopowac w dol czy w gore ale jak jestem zaangazowana uczuciowo, to jest juz dupa blada :roll: Cos rwie sie na kawalki, ktorych nie mozna poskladac za cholere do kupy i czlek sie sam siebie boi. Bo normalnie jak cos sknocisz, wywalisz, rozpieprzysz czy sie wsciekniesz, to naprawisz, przeprosisz, ochloniesz a ja kompletnie nie czuje takiej potrzeby. A nieraz, to jestem jeszcze swiecie przekonana, ze tak wlasnie powinnam postapic ... jakbym kurna wszystkie rozumy pozjadala.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
09 sty 2014, 00:59
Lokalizacja
PL

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez Widmo 04 kwi 2014, 15:35
Weiss,
Mnie niestety dosyc mocno obciaza to, ze pomimo swiadomosci wplywu emocji na zachowanie i postrzeganie to
nie zawsze jestem w stanie roztrzygnac czy moj odbior i zwiazane z tym reakcje sa wlasciwe czy nie. A raczej jakie one w ogole sa?
Po diagnozie jest o wiele latwiej poniewaz zdaje juz sobie sprawe, ze moge byc zakrecony ale nadal nie wiem kiedy i jak :D
Wczesniej przez wiele lat, wiele czasu tracilem z marnym skutkiem na rozstrzyganie gdzie tkwi w danej sytuacji tzw. prawda, zeby jakos sie w ogole odnosic do swojego zycia. Teraz mam wiekszego chyba luza - wariatom trezba poblazac ;) Zazdroszcze ludzia, ktorzy potrafia to po prostu olac a z drugiej strony moze dlatego nigdy nie narozrabialem mocno poniewaz w podwyzszonym nastroju zawsze jakos analizowalem siebie i sie pilnowalem?
Zazdroszcze tez Ci energii w dobrym nastroju. U mnie to niestety nigdy nie bylo bardzo konstruktywne.

Ostatnio dochodze do wniosku, ze gdyby chad a raczej jego ekspresja nijak sie nie wiazala z osobowoscia czlowieka (a ta niby mozna zmodyfikowac na psychoterapii) to wiekszosc naszych zachowan podczas manii i depresji byla by do siebie bardzo podobna.
A tak nie jest. W zasadzie jedynie dla chad I rodzaju mozna podac typowe skrajne zachowania typu: kredyty, dlugi itd.
Ale juz u chorych na chad II, z szybka zmiana faz, spektrum chad itd. widac caly rozrzut i game ekspresji choroby, ktore jak sie zastanowic maja swoja podstawe w osobowosci.
Np. normalnie dosyc dobrze dbam o finanse i wrecz mam swiadomosc, ze czasami niepotrzebnie sobie czegos odmawiam.
W podwyzszonym nastroju paradoksalnie udaje mi sie zrobic sobie fajne przyjemnosci i kupic wlasciwe rzeczy ktore mnie pozniej ciesza.
Offline
Posty
665
Dołączył(a)
10 mar 2012, 19:09

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Weiss 04 kwi 2014, 16:43
Widmo, o to, to, mnie dopasowanie czy okreslenie emocjonalne danego zachowania, tez jakos idzie po grudzie albo na opak. Ale tak jak kiedys juz pisalam, ja od dziecka obserwowalam i uczylam sie ludzi, bo inaczej nie moglam ich zalapac i z tym nie mam problemu ale blisko zwiazkowe zawilosci, gdzie uczucie gra role - to jest dla mnie czarna magia. W poprzednim zwiazku bylo prosciej, bo byl w moim odczuciu kumpelsko-przynacielski, raczej letni a nie goracy z mojej strony, to jakos tak wszystko latwiejsze do opanowania mi sie wydawalo. Do tego moj ex byl bardzo spokojnym czlowiekiem, to jakos wyrownywalo sie moje szalenstwo ;) A teraz jestem, jak ja to sie smieje w hipomaniakalnym zwiazku i pomimo ze jestesmy juz kupe lat razem i jako MY tzn zwiazek-rodzina, jestesmy nie do przebicia, funkcjonujemy jak zegarek szwajcarski i razem mozemy gory przenosic, to na plaszczyznie uczuciowej JA-ON jest jak jazda po bandzie. Kiedys sie pozabijamy :twisted: bo M. jest zawsze dwa kroki przede mna i mi nie popuszcza, tak mnie dlugo naprowadza, kieruje az zalapie ... ja sie wsciekam, zacinam, robie wojny, podchody, uciekam a on ma to w nosie - uparty osiol.

Np. normalnie dosyc dobrze dbam o finanse i wrecz mam swiadomosc, ze czasami niepotrzebnie sobie czegos odmawiam.
W podwyzszonym nastroju paradoksalnie udaje mi sie zrobic sobie fajne przyjemnosci i kupic wlasciwe rzeczy ktore mnie pozniej ciesza.


mam identyko i wbrew wszystkiemu, to ja zarzadzam domowa kasa :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
09 sty 2014, 00:59
Lokalizacja
PL

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez lucy1979 04 kwi 2014, 17:43
comatom napisał(a):lucy1979, :papa:


Hej, hej :papa: Comatom :smile:

-- 04 kwi 2014, 16:56 --

Łapa napisał(a):Ale ta była kobieta też kwalifikuje się na leczenie, z tego co czytam na blogu Depakiniarza...


Tez czytałam tego bloga, poza tym sama mam takie jakby jazdy i mimo, że nie mam chad tylko depresje, to wiem, że raczej nie powinnam sobie ufać jeśli chodzi o ocenę ludzi. Przeważnie jak kogoś nowego poznaję to jestem w euforii, jaka to mega super osoba, fajna, miła , same superlatywy a potem z biegiem czasu ten ktoś zaczyna tracić w moich oczach. Kończy się często tak, że zaczynam tego kogos nienawidzieć, bo oczekiwałam, że będzie ideałem a okazał się zwykłym człowiekiem.
Wydaje mi się, że w tej sytuacji może być podobnie.
Przecież kiedyś coś połączyło Depakiniarza z tą dziewczyną. Skoro się związali to musiał coś do niej czuć a przynajmniej lubił.
Fakt, że laska ma dziwne jazdy, chodzi mi o te śmieszne smsy, żeby wzbudzić zazdrość. Masakra, jazdy na poziomie podstawówki :roll:
Hardcore w duszy w bani Meksyk
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1739
Dołączył(a)
06 mar 2014, 21:32
Lokalizacja
warszawa

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Asmo 04 kwi 2014, 18:05
Choroba podąża jak niechciana ciąża...


Od kilku dobrych dni odnotowuje "spadek". Żeby nie pisać nic nie mówiących określeń w stylu "katastrofa", "jest do d..." to może opisze na przykładach. Nie mam wciąż siły na nic. Zmusiłem się do wyjścia na ryby bo była ładna pogoda ale po 40 minutach się zniechęciłem i wróciłem do domu - widziałem, że kobieta była tym trochę zawiedziona i że słowa, że jest ok nie były do końca prawdziwie. Ale cóż, wiedziała w co się pakuje i widzę, że się stara być wyrozumiała. Myślałem, że najtrudniej to będzie się ruszyć ale to nie koniecznie prawda. Jakoś się tam męczyłem nad tą rzeką mimo iż pogoda wymarzona i po części czułem się jakbym tam był z przymusu. Oprócz tego wyjścia na "ryby" i chodzenia do pracy oraz z psem wokół bloku. Nigdzie nie wychodziłem przez 2 tygodnie.
Dziś pojechałem auto zawieźć do mechanika i póki jechałem nim to wszystko było ok. Ale jak miałem iść na tramwaj to byłem po prostu przerażony perspektywą powrotu. Na przystanku mnóstwo ludzi, co mnie przytłaczało. Jechałem tramwajem jak jakiś obłąkany, jakbym zgubił się w dużym mieście i nie wiedział gdzie jadę. Miałem teraz kilka dni wolnego i zamiast coś robić to gnije w domu. Śpię w nocy po 10-12h a potem jeszcze 3h w ciągu dnia. W ciągu dnia dosypiam, żeby dzień się szybciej skończył i mógł się znów położyć. Czuje się zmęczony, ospały i wypruty z sił i motywacji. Nie jest to spowodowane sprawami fizycznymi bo przecież się wysypiam, mam wolne, zdrowie w porządku, żadnych infekcji i nic mi nie dolega. Albo śpię, albo zabijam czas w internecie. Ledwo co z psem chodzę wokół bloku a i za nim wyjdę to mija dobre pół godziny nim się zbiorę. Znów mam motyw na unikanie ludzi. Nie lubie gdy na mnie patrzą jak idę ulicą, czasami odnoszę wrażenie, że o mnie myślą albo mnie analizują że coś ze mną nie tak. Pomaga mi wtedy noszenie kaptura na głowie albo okularów przeciwsłonecznych. A już najlepiej wychodzi się z psem jak jest ciemno i mnie nie widać. Chyba się alienuję poprostu i nie świadomie izoluję. Skasowałem nawet konto na facebooku, jak ktoś będzie chciał coś to zadzwoni. Jakbym wziął jakiś wyciąg za ostatni rok to by na nim były tylko rozmowy z matką, bratem (czasami), z pracy i od 2 miesiący od dziewczyny. To przykre.
Mam chyba jakiś problem z utrzymywaniem długo falowych relacji. Najgorsze jest to, że jak dzwoni moja kobieta to ostatnimi czasy nie mam ochoty odbierać telefonu. Czuje jakbym nie miał z nią o czym gadać i o czym opowiedzieć. Przecież przez te 3-4 godziny nic się do cholery nie zmieniło to czego ona chce znowu? Najgorsze jest też to, że czy zadzwoni czy nie zadzwoni jest mi to obojętne. Nie chodzi wcale o to, że znamy się 2 miesiące i minął pierwszy szał i wybuch hormonów tylko poprostu coś jest nie tak z moim odbiorem/emocjami(?). W każdym razie bardzo ją kocham i nie oddałbym za nic - choć ciężko mi to czuć w środku. Bardzo sie zamartwia moim stanem.
Czuje się na tyle źle, że nie wiem czy po jutrze pójdę do pracy. Możliwe, że zadzwonię, że się źle czuje. Tylko najgorzej jeśli na kolejny i następny dzień znów zadzwonię, że nie dam rady przyjść do pracy - wtedy już będzie bardzo źle. Jak wracałem tym tramwajem, to pomyślałem sobie, że jest mi naprawdę bardzo ciężko. Raz jest dobrze a raz jest źle. Jestem już tym cholernie zmęczony psychicznie. A jeśli jest dobrze to tylko za sprawą leków. Po cholerę tacy jak ja chodzą do psychiatry? Tak dosadnie prawdę mówiąc to po to by dostać masę tych chemicznych ścierw by sztucznie/dobrze postrzegali świat i jakoś żyli i żeby trumny dożyli jako starzy ludzie, bo inaczej każdy by poszedł na 11 piętro i skoczył na główkę. No bo ile mózg jest w stanie przyjąć na klatę? Ja już powoli zaczynam fixować. Kiedyś mi odpier... palma, prędzej czy później bo to wszystko przecież musi mieć gdzieś ujście.
Byłem dziś na wizycie. Mam ostatnio dziwne jazdy, ochote pociąć się, albo jebnąć z bani w kafelki w łazience ale bogu dzięki chyba te syfy chemiczne co biorą mnie nieco blokują. Boję się, że dostanę impulsu i niekontrolowanie skoczę z okna. Naprawdę głupieję. Wstrętna i wredna ta choroba. Powiedziałem wszystko na wizycie siedziałem z godzinę ponad w gabinecie i szczerze myślałem, że dostanę skierowanie do szpitala z którego bez wahania bym skorzystał ale zostałem wypuszczony i mam się ratować xanaxem i pisać co się dzieje. Przy okazji udało się wyciągnąć rozmycie osobowości oraz doszliśmy do wniosku, że ja ciągle potrzebuje bodźca i stymulacji, że jak mi dopamina gra w głowie to jest ok. Póki co schodzę z paroksetyny bo zaczęło być gorzej a zwiększanie dawki daje odmienny efekt od zamierzonego i będę brał albo venlafaksynę albo wellbutrin. Nie wiem czy to dobre wybory ale ufam swojej lekarce i w zasadzie co będę żarł to mi wszystko jedno.
Jebie mnie na łeb naprawdę. Jakieś kretyńskie pomysły mi przychodzą do głowy w stylu: żyj szybko, umrzyj młodo i zostaw atrakcyjne zwłoki bo czy z życia będziesz brać garściami czy tylko łyżeczką to zarówno lekarzowi, grabarzowi to i tak wszystko jedno.
Dziś mija rok od momentu gdy zacząłem poważnie lecieć w dół i zaczęły się najprawdziwsze w świecie moje problemy. Tak sobie pomyślałem ile od roku było miesięcy/dni "dobrych"? 3-4tygodnie jesienią 2013 (hipo) i jakieś 2 miesiące w tym roku (lekkie hipo). Czyli w prostym rachunku z 12 miesięcy 3 były normalne/do życia. A te 9? Biorąc to za średnią wypadkową z kolejnych 12 lat jedynie 3 były by normalnie a 9 to męka pańska. Prędzej sobie palnę w łeb niż to przeżyje. Podejrzewam, że wówczas przynajmniej Ci którzy byli wtajemniczeni w moje problemy nie mieli by do mnie pretensji. Na pewno by zrozumieli, że tak się nie dało żyć.
A te gówno co siedzi we mnie pewnie się teraz cieszy...
F31 - wredna suka!

Lit 750mg
Venlafaksyna 300mg
Lamotrygina 200mg
Kwetiapina 50mg
Xanax, Clonazepam (sometimes)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
31 maja 2013, 14:20
Lokalizacja
Poznańska gimela

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez S jak... 04 kwi 2014, 21:00
Weiss napisał(a):Tez mam ta przypadlosc, tylko u mnie przeklada sie ona na moja intensywnosc uczuciowa w zwiazku. W relacjach z innymi ludzmi, nawet jezeli jest to rodzina, jakos potrafie stopowac w dol czy w gore ale jak jestem zaangazowana uczuciowo, to jest juz dupa blada :roll: Cos rwie sie na kawalki, ktorych nie mozna poskladac za cholere do kupy i czlek sie sam siebie boi. Bo normalnie jak cos sknocisz, wywalisz, rozpieprzysz czy sie wsciekniesz, to naprawisz, przeprosisz, ochloniesz a ja kompletnie nie czuje takiej potrzeby. A nieraz, to jestem jeszcze swiecie przekonana, ze tak wlasnie powinnam postapic ... jakbym kurna wszystkie rozumy pozjadala.


I gdybyś później nie miała wyrzutów sumienia to w sumie byłoby wszystko w normie. Tak funkcjonuje połowa społeczeństwa tylko później nie ma wyrzutów co do złego zachowania :mrgreen:
Sulpiryd 2x 50
Jak feniks raz ptak innym razem popiół

Nieskończoność można zmierzyć jedynie ludzką głupotą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
396
Dołączył(a)
04 lis 2011, 19:06

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

przez mania118 04 kwi 2014, 21:53
cześć jestem nowa
może to głupie pytanie ale co oznacza ten skrót CHAD

-- 04 kwi 2014, 22:04 --

ok już mniej więcej wiem ja nie mam zdiagnozowanego chadu ale leczę się na depresję już czwarty rok :roll: jak dla mnie trochę za długo nie wiem czy dobrze trafiłam tu do was na forum

-- 04 kwi 2014, 22:14 --

sama nie wiem czego chcę jestem chyba na etapie w sumie sama nie wiem uważam że świat byłby lepszy beze mnie :? nie wiem jak mi się udaje przeżyć kolejne dni chyba tylko córki dają mi chociaż odrobinę siły do wstawania z łóżka leki różne przyjmowałam ale ostatnio pan doktor przepisał mi takie które maja osłabić mój apetyt :why: może na to pomaga ale psychicznie czuję się zdołowana i przybita nic mnie nie cieszy co mam zrobić nie chcę wracać do szpitala a może ja mam jakieś paranoje że ze mną jest źle ale tak to nie było by chyba śladów na moim ciele od samookaleczenia nawet teraz przerzuciłam się na nogi bo na rękach nie chcę ich więcej mieć jeśli ktoś może niech mi poradzi a naprawdę nie chcę by któregoś dnia moje córki znalazły moje ciało choć z drugiej strony śmierć mnie woła kusi do siebie i boję się że w końcu jej się nie oprze tylko rzucę się jej w ramiona
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 kwi 2014, 21:37

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Łapa 04 kwi 2014, 22:32
mania118 depresje potrafią trwać długo i krótko, ale cztery lata, to, moim zdaniem, stanowczo za długo! Czy zmieniają Ci leki czy lecisz cały czas na tym samym zestawie? (poza zmianą na takie, które osłabiają apetyt).
No i przede wszystkim - świat absolutnie nie byłby lepszy bez Ciebie, z pewnością jesteś wyjątkową osobą i nie daj sobie samej wmówić, że nie warto żyć!
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1253
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 23:55
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do