CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez S jak... 28 gru 2013, 18:45
Instynktami się nie martw. Ja do tej pory jakoś ich nie mam(w moim mniemaniu) a moje dzieci uważają że jestem najlepszą matką na świecie :D
Sulpiryd 2x 50
Jak feniks raz ptak innym razem popiół

Nieskończoność można zmierzyć jedynie ludzką głupotą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
396
Dołączył(a)
04 lis 2011, 19:06

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Depakiniarz 28 gru 2013, 22:45
Od dłuższego czasu straciłem zupełnie motywację. Budzę się co rano i pierwsze co mi przychodzi na myśl to to, aby jakoś zmusić się ponownie do spania, co raczej mi nie wychodzi. Straciłem ochotę na wszystko, łącznie z pisaniem tutaj na forum. Co dzień myślę o tym, jakie to życie jest pojebane, że wszystko to co mnie otacza to same problemy. Nie widzę nic pozytywnego w tym co robię, oraz w tym co mógłbym zrobić a czego nie robię. Od prawie roku nie byłem u fryzjera. Tak samo się nie golę, mam na to wszystko wyjebane. Myję się tylko jak muszę gdzieś wyjść. Ludzie gapią się na mnie jak na jakiegoś żura. Śmierdzę. Rodzina do mnie dzwoni, pyta się jak się czuję, odpowiadam że dobrze a potem wyłączam telefon. Trzęsą mi się ręce. Snajperem w woju chyba nie zostanę. Nie ma dnia, abym nie myślał o tym, aby ze sobą skończyć. Wszystko kurewsko mnie przerasta. Przestałem kochać kogokolwiek. Seks stracił dla mnie całe piękno. Co chwile godzę się ze swoja kobietą i odchodzę. Jeśli już ma dojść do stosunku, to zwykle wciągam białe, bo nie mam inaczej odwagi, a potem, na drugi dzień kiedy emocje opadają i leże obok niej w łóżku, to jak najszybciej chcę się znaleźć u siebie w domu. Wkurwia mnie to że nikt nie stara się mnie chociaż zrozumieć. Pierdolenie o tym, że w depresji człowiek nie jest agresywny, że jak chce to może się zmobilizować. Jebane skurwysyny niech same się postawią w mojej obecnej sytuacji. Kiwam się na krześle jak w chorobie sierocej, z samotności oraz z /cenzura/ bezradności nad niemocą poprawienia czegokolwiek. Powoli wkraczam w stan debilizmu, chciałem się ostatnio zmusić do napisania opowiadania, co zwykle wychodziło mi bardzo dobrze, ale zatrzymałem się tylko na napisaniu kilka zdań. W poprzedniej pracy operowałem tylko językiem angielskim, teraz nawet nie potrafię sobie przypomnieć nawet najprostszych słów, już nawet nie wspominając o innych językach. Lustrzanki na których wygrywałem konkursy sprzedałem, dochodząc do wniosku że to nie dla mnie. Miałem /cenzura/ dwie gitary, basową i elektryka, Firebirdy- jedną sprzedałem, a drugą w złości rozwaliłem o ścianę myśląc o tym że już nigdy nie będę taki jak kiedyś. Boję się huku eksplodujących petard, podskakuje chce mi się wtedy płakać, /cenzura/ wie czemu
Chcę z tym jak najszybciej skończyć. Moja matka ma złośliwego raka płuc. Najgorsze jest to że jestem tak w tym momencie wyprany z uczuć że nie potrafię współczuć jej w tym wszystkim.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1501
Dołączył(a)
30 lis 2013, 23:04
Lokalizacja
Trójmiasto

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 29 gru 2013, 00:12
Mógłbym napisać dokładnie to samo...........ale mi się nie chce. Nie mam sił. Mam wyje.ane. Podobnie jak ty. Jestem śmiertelnie zmęczony.

-- 29 gru 2013, 11:52 --

sens napisał(a):Nic albo bardzo rzadko coś cieszy. Nudzę się bo nie wiem jak czas wypełnić między wstaniem a zaśnięciem, między tym dniem a swoją śmiercią (...) Ja chcę urodzić zdrową szczęśliwą córeczkę a potem... zobaczymy czasami fantazjuję że potem sobie coś zrobię. Mam wyrzuty sumienia że powołalismy ją na świat, ale to był przypadek.


Doskonale Cię rozumiem. Ponieważ nic mnie nie cieszy, nic nie jest istotne, nic nie ma absolutnie żadnego znaczenia, nie widzę sensu życia. Życie to emocje. Obojętnie złe czy dobre. Ale emocje które wywołują poruszenie, działanie. Emocje, ktore pobudzają i inicjują chęć do działania, do zmiany lub eskalacji tychże emocji. Emocje to czucie. Ja nie czuję. Niczego poza rezygnacją i lękiem. Bardzo mały wachlarz uczuć, nie stymulujący nawet w najmniejszym stopniu do dalszej egzystencji. Życie to zmiany, lub dążenie do nich. Życie to ruch i inicjacja. U mnie tego nie ma. Świat się zatrzymał, umysł stanął, utkwił w szarym, smutnym, beznadziejnym i beznamiętnym kadrze... I tak już będzie zapewne zawsze... Mam wrażenie że tylko chwila przed podjęciem ostatecznego kroku wywoła chwilowe uniesienie, krótki rozbłysk dawnej świetności....
Co do dziecka. Szkoda, że nie zachorowałem kilka lat wcześniej, zanim jeszcze mój synek się pojawił. Nigdy bym się na dziecko nie zdecydował. Uniknął bym tym straszliwych chwil, kiedy w kompletnej niemocy i całkowitym obłędzie nie byłem w stanie w jakikolwiek sposób Nim się zająć. To poczucie bezsilności i utraty zmysłów potęgowało jeszcze beznadzieję i szaleństwo . Eskalowało przekonanie że jestem kompletnie nienormalny i nie powinienem w takim stanie ani chwili dłużej egzystować. Ślepy zaułek. Pewnośc że jedynym wyjściem z matni jest samobójstwo i niemożność spokojnego dokonania tegoż czynu z powodu odpowiedzialności za dziecko ( pomimo że w katatonicznym stanie niczego dla dziecka nie wnosiłem)
Trzymaj się

-- 29 gru 2013, 12:11 --

Depakiniarz
Czasami mam wrażenie, że nie muszę już niczego pisać- Twoje wpisy mogłyby być sygnowane również moim nickiem. Wszystko się zgadza. Nic dodać nic ująć. Co do muzyki. Ponad 10 lat grałem na bębnach w metalowej kapeli. Ale tak na wypasie. Płyty, ciągłe koncerty ( na "dużych" scenach również w towarzystwie polskiej metalowej śmietanki ) Próby, w trakcie których świat należał do mnie. Koncerty i pokoncertowe bale do rana. Szczęście wynikające z realizacji młodzieńczych marzeń. Poczucie boskości na scenie przed którą czasami setki osób skanduje nazwę kapeli. Niestety ostatnie lata grania to już była udręka wynikająca ze znacznych deficytów umysłowych, jakie wywołała choroba. Problemy z poprawnym zagraniem kawałków, które wcześniej ogrywałem setki razy. Całkowita przedkoncertowa derealizacja i paniczny lęk. Czasami nie byłem w stanie poskładać nawet bębnów na scenie. Coraz więcej katastrofalnych pomyłek z ktorych potrafiłem wybrnąc tylko i wyłacznie instynktownie, dzięki wieloletniemu ograniu. I tak z miesiąca na miesiąc coraz gorzej. Bywało, że na próbach miałem wrażenie iż chłopacy grają całkowicie nowe kawałki, do ktorych linie bębnów trzeba dopiero skomponować. Dostawałem wtedy obłędu. Granie w takim stanie koncertów, ktore wcześniej dawały niesamowitego i długotrwałego energetycznego kopa do życia, stało się udręką podobną do pracy w kamieniołomach. W końcu połamałem na próbie w bezsilnym gniewie blachy i statywy i dałem sobie spokój. Bębny posprzedawałem. Zostawiłem sobie tylko werbel i kilka plakatów koncertowych wiszących na ścianach. Wywołują te przedmioty u mnie mieszane uczucia. Nostalgię za dawnym życiem i świetnością kiedy miałem wrażenie że kieruję swoim życiem , ale również beznadzieję i poczucie całkowitego upadku i świadomości że życie już jest za mną.
Polecam fantastyczny , krótki dokument o polskim bębniarzu, ktory zmasakrowany objawami CHAD popełnił w końcu samobójstwo.
http://zalukaj.tv/zalukaj-film/16774/olter_2004_.html
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1513
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Asmo 29 gru 2013, 21:54
Jakiś czas temu usłyszałem od znajomej, że piszę na blogu tylko o tabletkach i chorobie. Staram się pisać ogólnie o wszystkim, ale dla mnie blog jest miejscem w którym mogę się tez wykrzyczeć i wyrzucić coś z siebie co zalega. Jak tu nie pisać o chorobie gdy na każdym kroku czujesz jak Cię zżera? Wkońcu to poważna choroba. Czuje się fatalnie. Choć wczoraj będąc w pubie ze znajomymi na piwku czułem się dobrze, rozmawiałem, śmiałem się. Dziś siedząc w pokoju z okropnym uczuciem lęku, patrząc w okno rozpłakałem się. Pękłem. Bo doszedłem do smutnych wniosków. Na przestrzeni ostatniego półrocza uważam, że mój stan się pogorszył i co najsmutniejsze postępuje. Uważam, że w jakimś stopniu zdebilniałem umysłowo. Nie wiem jak to zobrazować na przykładzie ale momentami czuje się jakbym był lekko upośledzony. Powstaje lęk i obawy. Wiem, że wiele obaw rodzi się gdy jesteśmy sami... Czuje się jakbym gdzieś zgubił wiarę w siebie. Wiele rzeczy wydaje mi się nie osiągalne lub ciężko osiągalne i jest jakimś filozoficznym problemem ciężkim do wytłumaczenia sobie. Ostatnio w pracy koleżanka mówi do mnie: "Krzychu? Słuchasz mnie wogóle? Jesteś taki nieobecny". Nie zwracałem wcześniej na to uwagi ale przyłapuje się na tym. Siedzę tu niby obok a jednocześnie "przemierzam kosmos". Do tego czasem mnie łapię derealizacja, poczucie odrealnienia. Siedzisz np. w pracy czy gdzieś i zadajesz sobie pytania: czy ja tutaj jestem? Czy mnie tutaj nie ma? Gdzie teraz powinienem być i co powinienem robić? Cholerne uczucie pustki. Ciężko mi znaleźć siły czy chęci do czegoś. Nie wspomnę o zaglonionej szybie w akwarium i rybkach które już kilka dni mnie proszą o wyczyszczenie jej. Jutro mam iść do pracy. Najchętniej bym zadzwonił, że nie przyjdę. Ciężko mi się umysłowo do tego zebrać. Czasami są dni kiedy przemierzenie kawałka miasta jest jak wyprawa na Alaskę. Zaczynam się czegoś bać. Nie wiem czego ale się boję. Okropne uczucie. Strach pomyśleć jak będzie moja choroba wyglądać za kilka lat. Coś nie tak zaczęło się dziać już od jakiś 3 lat kiedy trafiłem po raz pierwszy do psychiatry z depresją i objawami nerwicowymi. Później było różnie... Aktualnie od początku czerwca jest nie wiele dni w których było dobrze. Nie licząc szczęśliwego etapu hypomani. Nie wiem co będzie. Może kiedyś tak zeżre mnie choroba, że nie wytrzymam dostanę impulsu i skończę z sobą. Wtedy mój blog będzie czymś po mnie. Jakąś historią. Co przeżywałem. Słabym uczuciem też jest to, że inni obserwują twoją porażkę, to jak się męczysz i jest Ci ciężko. Pamiętam jak po nie udanej próbie samobójczej zadzwoniłem nad ranem do kumpla wyjąc w słuchawkę: pomóż mi! Nie wiem jak się czuł, napewno kiepsko widząc kumpla który puknął o dno. Rodzice nie wiedzą o aktualnej diagnozie. Wiedzieli, że kiedyś chodziłem do psychiatry i że bywało gorzej. Uważam, że jestem mistrzem maskowania się i wiele potrafię ukrywać i sztucznie grać że niby wszystko jest wporządku. Ale w lato nie potrafiłem ukryć jak gnije. Wyglądałem jak wrak. Rodzice na to patrzyli i znajomi w pracy. Co można myśleć gdy dotyka się pyskiem gleby? Myśleć? Czy myśleć można? Czekam na wiatr co rozgoni, ciemne, skłębione zasłony.
F31 - wredna suka!

Lit 750mg
Venlafaksyna 300mg
Lamotrygina 200mg
Kwetiapina 50mg
Xanax, Clonazepam (sometimes)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
31 maja 2013, 14:20
Lokalizacja
Poznańska gimela

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez barsinister 29 gru 2013, 22:41
maargooo napisał(a):Barsinister też usłyszałam od lekarza, że Abilify powinien mnie zaktywizować i dołożyłam go do swojego zestawu czyli karbamazepina (na noc), sertralina (rano). Niestety biorę go prawie 1,5 miesiąca i nie czuję "zbawiennego" działania o które mi cały czas chodzi :? Potrzebuję leku, który zmniejszy potrzebę snu, da mi power'a i zmobilizuje do działania, bo jest straszna lipa z tym i łatwo popadam w dół. Oczywiście każdy reaguje inaczej, więc życzę Ci by się udało, pozdrawiam


uboki jednak mnie wystraszyły, jeśli w bardzo częstych są objawy pozapiramidalne a w częstych późne dyskinezy to uciekam
Not poppy, nor mandragora,
Nor all the drowsy syrups of the world,
Shall ever medicine thee to that sweet sleep
Which thou ow'dst yesterday.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
838
Dołączył(a)
17 sty 2013, 04:44

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 30 gru 2013, 00:07
Asmo napisał(a): Czekam na wiatr co rozgoni, ciemne, skłębione zasłony.


"Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz"
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1513
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Depakiniarz 30 gru 2013, 00:47
Moje granie na wypasie ograniczyło się tylko do jednego dużego występu na koncercie WOŚP, dostaliśmy miejsce po znajomości. A tak to pozostało nam granie na próbach. Potem zaczęły się moje problemy z psychiką, ciąłem się, dwie próby samobójcze. To było z 12 lat temu na pewno. Podobnie tak jak Ty pisałem. Książek nie wydałem żadnych, ale pisałem artykuły do gazet, oraz wiersze i opowiadania, zająłem się także fotografią, wygrałem kilka konkursów, w tym i jeden państwowy organizowany przez Ministerstwo Zdrowia. Uczyłem się trzech języków, łatwo przychodziła mi także gra perkusji na której w miarę nauczyłem się grac z obserwacji oraz z wyczucia rytmu.
A potem to już wiadomo-wszystko /cenzura/ strzelił. Cały świat właśnie jakby był za szybą, odizolowany od reszty, obiekt badań psychiatrów i tester leków które w ogóle nie pomagają
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1501
Dołączył(a)
30 lis 2013, 23:04
Lokalizacja
Trójmiasto

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez malgosia7602 30 gru 2013, 12:54
INTEL 1 napisał(a):
Asmo napisał(a): Czekam na wiatr co rozgoni, ciemne, skłębione zasłony.


"Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz"


:D
F31
"Za każdą chwilę ekstazy musimy płacić drżący twardą walutą cierpienia."- Emily Dickinson

Lamotrygina 200 mg
remisja
Avatar użytkownika
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
16 lis 2012, 18:53
Lokalizacja
Iława

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez barsinister 30 gru 2013, 15:29
INTEL 1 napisał(a):Polecam fantastyczny , krótki dokument o polskim bębniarzu, ktory zmasakrowany objawami CHAD popełnił w końcu samobójstwo.
http://zalukaj.tv/zalukaj-film/16774/olter_2004_.html


Byłem na kilkudziesięciu koncertach, ale poznałem go osobiście dopiero tydzień przed śmiercią, był kompletnie nabuzowany i bardzo wesoły. W dokumencie jest mowa o załamaniu tuż po sylwestrze, parę dni i go już nie było.

ChAD miał w najgorszej postaci, szybkie zmiany faz, odklejanie się, urojenia, stany lękowe.
Not poppy, nor mandragora,
Nor all the drowsy syrups of the world,
Shall ever medicine thee to that sweet sleep
Which thou ow'dst yesterday.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
838
Dołączył(a)
17 sty 2013, 04:44

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez marwil 30 gru 2013, 16:13
Jest naprawdę źle.
Od roku bez marihuany, od dwóch tygodni bez benzo (brałem 3 m-ce) i kilka ostatnich dni bez alko (piłem ostatni miesiąc -niedużo ale regularnie odstawiając benzo). Nie mam chęci na żadną, mimo to nie wiem, czy sie tymi substancjami nie skaleczyłem. Jestem dziwnie rozstrzęsiony i mam niezborne przyhamowane ruchy. Boli mnie głowa.
Zostałem dzisiaj sam w pracy. Każdy telefon lub klient są torturą. Jestem w stanie tylko przyjmować i wydawać zamówienia, bez szans na bieżącą realizację. Rozmawiam jak neptyk.
Ledwo powstrzymuję się od zamknięcia drzwi na klucz i udawania, że mnie nie ma.
Rano na poważnie wkręciłem sobie, że mój stan to wynik opętania. Znalazłem nawet kontakt do egzorcystów ks. katolickich w swojej okolicy.
Na początku tego roku tafiłem do szpitala z urojeniami o treści religijnej, prawdopodobnie spowodowanych marysieńką i lekką górą, więc to pewnie tylko ich echo.
Dla ciekawości:
http://www.egzorcyzmy.katolik.pl/egzorc ... ie-szatana
Wierzący na dnie może naprawdę się nakręcić.
Muszę po południu prowadzić samochód z dzieckiem i żoną - kilkanaście kilometrów, w takim stanie to niebezpieczne.
Ten dzień się jeszcze nie skończył a boję się następnego i kolejnych, przyszłości.
Gdybym mógł chociaż siedzieć (leżeć) w domu, niestety codziennie o 6 pobudka oprócz weekendów.
Ten codzienny przymus "niby pracy" i dojazdów wysysa mnie do cna.
Nie widzę znikąd ratunku, pojadę jeszcze na obecnym leku, bez żadnych innych nieporządanych substancji. Następnie będę się zastanawiał nad zmianą psychiatry. Leczę się już kilkanaście lat u tego samego.
Nie wspominam nawet o wszelkich utraconych pasjach. Chcę tylko chcieć i móc żyć. Póki co tylko się tego życia z ledwością trzymam.
Czekam na wiatr co rozgoni....
Karkulowsiał zwartusiał ratuwsianko Bożywsio.
Wellbutrin 300mg od 13.10.2016 Trittico 25mg Na sen Nikotyna, Kofeina, Teina, Cerveza
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1892
Dołączył(a)
13 lis 2013, 10:14

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Asmo 30 gru 2013, 21:01
Czuje ze odplywam. Tak zle sie jeszcze nie czulem w calej swojej histori. Jest to jakis "legendarny" moment. Czuje sie odrealniony. Jakbym tracil kontakt z rzeczywistoscia i mialo sie cos stac w stylu zemdlenia. Jestem w pracy a zastanawiam sie czy w niej jestem. I co chwile slysze "Krzysiek czy ty mnie wogole sluchasz? Co z toba?". Rozmawialem z kolezanka na dany temat a pozniej zaczynam ten sam temat a ona mowi ze juz o tym rozmawialismy a ja nie pamietam. Dzwoni matka: jakie ciasto Ci upiec? Ja mowie ciasto? Jakie ciasto? No wczoraj rozmawialismy ze na sylwestra zabierzesz? A ja nic o tym nie wiem. Ku.rwa. Co sie dzieje? Okropny lęk. Moge poratowac sie benzo ale na nocce w pracy to samobojstwo ale chyba lepsza sennosc niz taki stan. Przez chwile mialem ochote jebnac prace w czort i poprostu stad wyjsc i zglosic sie na dyzur psychiatryczny celem skierowania do szpitala. Resztkami samozaparcia i checi walki bronie sie by tak nie zrobic. Boje sie tego stanu odplywania co jeszcze pogorsza sytuacje.

JESTEŚ TAM BOŻE? CZYŚMY TU SAMI?!

-- 30 gru 2013, 21:33 --

Ale mialem krzywy sajd. Wszedla kobieta do pracy. Jak zobaczylem ja w drzwiach bylem przekonany ze przyszla mnie zabrac do szpitala. Ale podeszla i zaczela u kumpla obok zalatwiac swoja sprawe i po dluzszej chwili skapowalem ze to co pomyslalem jest przeciez nie prawda. Co sie dzieje?

BOŻE CHROŃ NAS PRZED PIEKŁEM. OTWÓRZ BRAMY NIEBA.
F31 - wredna suka!

Lit 750mg
Venlafaksyna 300mg
Lamotrygina 200mg
Kwetiapina 50mg
Xanax, Clonazepam (sometimes)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
31 maja 2013, 14:20
Lokalizacja
Poznańska gimela

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 30 gru 2013, 21:42
marwil napisał(a):Rano na poważnie wkręciłem sobie, że mój stan to wynik opętania.


A wiesz , że ostatnio, odkąd tak mi się znów bardzo pogorszyło też o tym pomyślałem?
Jestem praktycznie niewierzący, więc skąd u mnie takie "naiwne" myślenie?
Przeczytajcie cierpliwie poniższe ku przestrodze
Kiedyś , będąc zdrowym, miałem poważne kłopoty małżeńskie i poszliśmy z żoną do psychologa, który również specjalizował się w terapii małżeńskiej. Po rozmowie stwierdziła ( psycholog) że jedynym ratunkiem jest udział w „ustawieniach Hellingera”, które ona ( psycholog) prowadzi…
Poczytajcie sobie o tym gównie. To takie nowoczesne, hipnotyczne przywoływanie duchów ( "energii") przodków osoby "leczonej". Uczestnicy ( najczęściej kilkanaście osób) biorące udział w tym gównie użyczają swej osoby jako swoistego medium i przedstawiają dużą pantomimę mającą odzwierciedlać najczęściej traumatyczne i dramatyczne relacje rodzinne z przeszłości....Bardzo dziwne uczucie. Będąc praktycznie zahipnotyzowanym miałem poczucie obcego bytu i dosłownie niczym opętany przemieszczałem się w sposób na ktory praktycznie nie miałem wpływu ( kazano mi podążać na „scenie”za głosem duszy, za instynktem). Ludzie w czasie ustawień z zamkniętym lub otwartymi oczami przyjmują dziwne pozycje, kładą się , wykrzywiają twarze, wiją się, przytulają lub odpychają od siebie, zastygają w bezruchu, krzyczą, płaczą i widać że tak naprawdę nie wiedzą po co i dlaczego to robią i że dzieje się to wszystko niejako poza ich świadomą wolą i poza kontrolą... Na podstawie tych wzajemnych "ustawień" powstałych z uczestniczących w nich delikwentów psychoterapeuta i osoba "leczona" odczytują wydarzenia, napięcia, ktore nagromadzone w przeszłości wikłają ducha i psychikę osoby "leczonej". W pewnym momencie "zrozumienie" tychże dawnych wydarzeń i uwikłań uwalnia nagromadzoną od pokoleń "złą energię" i daje efekt w postaci całkowitej ulgi wynikającej z "załatwienia" strasznych zadawnionych od pokoleń spraw....
Wiem, że to zagmatwane, nie potrafię tego lepiej opisać.... Fakt jest taki, ż bardzo ciężko odzyskać po takim "użyczaniu" swej osoby równowagę. Takie „show” powtarza się wielokrotnie-tyle razy ile jest uczestników tej pseudoterapii ( każdy ma „swoje” ustawienie, w którym pozostali uczestnicy-marionetki – wcielają się w postaci najczęściej zmarłych, przodków…)Tak więc w trakcie tej psudoterapii kilka razy należy „wcielić” się w osobę zmarłą i wyczuwać jej emocje wynikające z rodzinnych uwikłań prezentowanych na scenie. Pomimo że jeszcze byłem psychicznie zdrowy czułem się bardzo dziwnie, miałem takie chwilowe rozdwojenie jaźni , byłem zdezorientowany i miałem poczucie że nie potrafię się otrząsnąć z „roli” Pojawiła się silna derealizacja, oszołomienie, depersonalizacja. Kilka osób po wszystkim było przerażonych i wyraźnie „nie swoich” i na próżno terapeutka starała się je wybudzić z transu…
Niedawno , czytając gdzieś przypadkowo o zagrożeniach wynikających z tego typu praktyk z trwogą stwierdziłem że odjebało mi kilka miesięcy po tych ustawieniach.
Moja Żona również ma coraz poważniejsze dolegliwości natury psychicznej. Również zaczęła chodzić do psychiatry. Przypadek?
Nie wiem jak to wszystko zinterpretować. Stanowisko Kościoła katolickiego w sprawie ustawień helling era jest jasne-te praktyki mogą być powodem opętania, które bardzo często manifestuje się poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Do wizyty u tej „specjalistki” namówił mnie kolega, która wypowiadał się entuzjastycznie o ustawieniach… Dziś również jest wariatem, na krawędzi obłędu.
Oczywiście nie wierzę w komiksowe diabły, ale coś tu może być na rzeczy. Nawet na portalu abczdrowie bardzo negatywnie się o tym wypowiadają

http://portal.abczdrowie.pl/pytania/mam ... gerowskich

A tu widzę że na naszym forum jakiś kretyn nie tak dawno temu proponował te gusła

ustawienia-systemowe-hellingera-pomoc-w-problemach-t42043.html
Poczytajcie
Tak więc będąc pragmatykiem i realistą pomimo wszystko biorę całkiem poważnie teorię o „opętaniu” ( oczywiście nie przez rogatego bydlaka z rozdwojonym językiem). Może opętanie to poważne zaburzenie jakiejś nie do końca zdefiniowanej wewnętrznej energii życiowej? Może za pomocą takich „przywoływań” dawnych istnień ( czyli energii) jakie mają miejsce między innymi w trakcie seansów „ustawień” można zaburzyć , zniszczyć wewnętrzną energię zwaną przez jednych „duszą” przez innych „chi” a jeszcze innych „ying-yang”??
Powiem szczerze że po latach mam ochotę pojechać rozwalić łeb tej pseudoterapeutce.
Mam zaprzyjaźnionego księdza sprzed lat , który udzielał mi ślubu. Korci mnie aby skonsultować z nim moje powyższe obawy.

-- 30 gru 2013, 21:44 --

Asmo napisał(a):Czuje ze odplywam. Tak zle sie jeszcze nie czulem w calej swojej histori. Jest to jakis "legendarny" moment. Czuje sie odrealniony. Jakbym tracil kontakt z rzeczywistoscia i mialo sie cos stac w stylu zemdlenia. Jestem w pracy a zastanawiam sie czy w niej jestem. I co chwile slysze "Krzysiek czy ty mnie wogole sluchasz? Co z toba?". Rozmawialem z kolezanka na dany temat a pozniej zaczynam ten sam temat a ona mowi ze juz o tym rozmawialismy a ja nie pamietam. Dzwoni matka: jakie ciasto Ci upiec? Ja mowie ciasto? Jakie ciasto? No wczoraj rozmawialismy ze na sylwestra zabierzesz? A ja nic o tym nie wiem. Ku.rwa. Co sie dzieje? Okropny lęk. Moge poratowac sie benzo ale na nocce w pracy to samobojstwo ale chyba lepsza sennosc niz taki stan. Przez chwile mialem ochote jebnac prace w czort i poprostu stad wyjsc i zglosic sie na dyzur psychiatryczny celem skierowania do szpitala. Resztkami samozaparcia i checi walki bronie sie by tak nie zrobic. Boje sie tego stanu odplywania co jeszcze pogorsza sytuacje.

JESTEŚ TAM BOŻE? CZYŚMY TU SAMI?!

-- 30 gru 2013, 21:33 --

Ale mialem krzywy sajd. Wszedla kobieta do pracy. Jak zobaczylem ja w drzwiach bylem przekonany ze przyszla mnie zabrac do szpitala. Ale podeszla i zaczela u kumpla obok zalatwiac swoja sprawe i po dluzszej chwili skapowalem ze to co pomyslalem jest przeciez nie prawda. Co sie dzieje?

BOŻE CHROŃ NAS PRZED PIEKŁEM. OTWÓRZ BRAMY NIEBA.


Czuję dokładnie to samo.
Obawiam się że nie zniosę kolejnych dni w takim stanie. Boję się, że coś sobie zrobię. To chyba jedyny spsób na uniknięcie ponownej kilkuletniej matni, ktora była moim udziałem i która całkowicie zniszczyła mi życie...
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1513
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez Asmo 30 gru 2013, 22:07
Intel

W obecnych stanach podejrzewam, ze kazdy lekarz odeslalby zarowno mnie jak i Ciebie do szpitala. Zreszta mi ten szpital jest proponowany chyba juz z 5 miesiecy i to w stanach wg mnie lzejszych wiec teraz gdy wg mnie jest gozej nie mialbym trudnosci dostac sie do szpitala. Nie obraz sie, moze bedziesz mial mi za zle ale nie chce Cie urazic lecz tlumaczenie, jak to napisales gdzies wczesniej, ze teraz nie pojdziesz do szpitala bo jest zima i nie bedziesz mogl spedzac czasu w ogrodzie przy szpitalnym tylko bedziesz zamkniety nie jest tlumaczeniem. Teraz tez jestes zamkniety tyle ze w mieszkaniu. Tak samo jak nie jest tlumaczeniem moje gadanie ze strace prace jak pojde do szpitala choc jak sam pisales brak pracy i kasy sprzyja eskalacji choroby ale to w tej chwili nie jest wazne tylko zdrowie. Musze przyznac, ze coraz mniej mi na tej pracy zalezy co by sprzyjalo ewentualnemu zdecydowaniu sie na szpital. Jednak mam przekonanie ze po wyjsciu mialbym klopot ze znalezieniem pracy i zaadoptowaniu sie oraz wtopieniu w nowe warunki, nowych ludzi i nowe funkcjonowanie. I tak to srak wyglada. Chyba ze jakims cudem by mi jakas rente przyznali co domniemam byloby nie mozliwe z 3 miesieczna diagnoza i 1 pobycie w szpitalu przy czym wiem ze renta to nie kokosy ale pozwala by rodzica dorzucic sie do garnuszka i przewegetowac w oczekiwaniu na "...wiatr co rozgoni, ciemne, sklebione, zaslony". Ale to nie prezenty pod choinke czy koncert zyczen.
Z poczatku zastanawialem sie czy mnie dobrze zdiagnozowano. Teraz nie ma juz watpliwosci. Kur.wa mam to gowno. Musze przyznac ze patrzac na siebie z boku nie spodziewalem sie tak szybkiego rozwoju choroby. Ale tak to jest. Bankrutuje sie powoli a potem nagle.
F31 - wredna suka!

Lit 750mg
Venlafaksyna 300mg
Lamotrygina 200mg
Kwetiapina 50mg
Xanax, Clonazepam (sometimes)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
31 maja 2013, 14:20
Lokalizacja
Poznańska gimela

CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III

Avatar użytkownika
przez _Jack_ 30 gru 2013, 22:50
Asmo napisał(a):Intel

W obecnych stanach podejrzewam, ze kazdy lekarz odeslalby zarowno mnie jak i Ciebie do szpitala. Zreszta mi ten szpital jest proponowany chyba juz z 5 miesiecy i to w stanach wg mnie lzejszych wiec teraz gdy wg mnie jest gozej nie mialbym trudnosci dostac sie do szpitala. Nie obraz sie, moze bedziesz mial mi za zle ale nie chce Cie urazic lecz tlumaczenie, jak to napisales gdzies wczesniej, ze teraz nie pojdziesz do szpitala bo jest zima i nie bedziesz mogl spedzac czasu w ogrodzie przy szpitalnym tylko bedziesz zamkniety nie jest tlumaczeniem. Teraz tez jestes zamkniety tyle ze w mieszkaniu. Tak samo jak nie jest tlumaczeniem moje gadanie ze strace prace jak pojde do szpitala choc jak sam pisales brak pracy i kasy sprzyja eskalacji choroby ale to w tej chwili nie jest wazne tylko zdrowie. Musze przyznac, ze coraz mniej mi na tej pracy zalezy co by sprzyjalo ewentualnemu zdecydowaniu sie na szpital. Jednak mam przekonanie ze po wyjsciu mialbym klopot ze znalezieniem pracy i zaadoptowaniu sie oraz wtopieniu w nowe warunki, nowych ludzi i nowe funkcjonowanie. I tak to srak wyglada. Chyba ze jakims cudem by mi jakas rente przyznali co domniemam byloby nie mozliwe z 3 miesieczna diagnoza i 1 pobycie w szpitalu przy czym wiem ze renta to nie kokosy ale pozwala by rodzica dorzucic sie do garnuszka i przewegetowac w oczekiwaniu na "...wiatr co rozgoni, ciemne, sklebione, zaslony". Ale to nie prezenty pod choinke czy koncert zyczen.
Z poczatku zastanawialem sie czy mnie dobrze zdiagnozowano. Teraz nie ma juz watpliwosci. Kur.wa mam to gowno. Musze przyznac ze patrzac na siebie z boku nie spodziewalem sie tak szybkiego rozwoju choroby. Ale tak to jest. Bankrutuje sie powoli a potem nagle.


Zdrowie jest najważniejsze ,ale czasami warto przekalkulować konsekwencje które mogą wrócić po kilku latach. Ja również postawiłem wszystko na jedną kartę i zgodziłem się na szpital psychiatryczny. Dzisiaj wiem ,że drugi raz już nigdy tam nie pójdę z własnej woli. Znamię "wariatkowa" nosi się dożywotnio a i w tej placówce gówno mi pomogli. W dodatku rodzina może nieprzychylnie to odebrać i być może wykorzystać to przeciwko Tobie. Obsługa personelu też nie jest najmilsza. Pielęgniarki przy depresji zarzucają lenistwo i karzą brać się do roboty(oczywiście co niektóre). Wiadomo ,że każdy podchodzi do tego inaczej. Ważna jest skuteczność ich leczenia. Jak Ci się poprawi to po wyjściu ze szpitala na pewno się odnajdziesz.
F33 Zaburzenia Depresyjne Nawracające
10 mg Escitalopram
https://www.youtube.com/watch?v=IMZFvs-qy44
Avatar użytkownika
Offline
Posty
652
Dołączył(a)
05 cze 2011, 18:22
Lokalizacja
okolice WWA

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do