Nie radzę sobie z życiem...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie radzę sobie z życiem...

przez Tajka-90 23 lut 2012, 00:36
Witajcie...
Nie bardzo wiem pod jaki temat mogłabym się podpiąć - każdy post to z reguły osobna historia. Chciałabym podzielić się moim życiem ( w wieeeelkim skrócie), z którym sobie nie radzę...
Jestem bardzo nieszczęśliwa. Często płaczę i myślę jak inaczej moje życie mogłoby wyglądać. Jestem w związku od ponad 5 lat, a mam 22 lata. Związku bardzo toksycznym, w którym nie ma zaufania i być może (po wszystkich dramatycznych przejściach) prawdziwej miłości. Wiązałam z tym człowiekiem całe swoje życie, ale kilka razy perfidnie mnie oszukał i przestał się starać, przez co wszystko się rozpadło. W domu nie mam raczej trudnej sytuacji, ale relacje nie należą do najlepszych. Nie ma szczerych rozmów, zrozumienia i wsparcia. Czuję się bardzo samotna. Nie mam przyjaciół, bo jestem bardzo zamkniętą na świat osobą. Wszystkie moje znajomości - pomimo moich starań - są powierzchowne. Staram się doceniać ludzi wokół, a tymczasem nikt nie docenia mnie... A ja się tak staram. Poza tym mam bardzo niską samoocenę. Czuję, że mam tylko chłopaka, któremu mogę się wypłakać w rękaw i który mnie akceptuje taką jaka jestem, ale... Przez ostatnie miesiące uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie nie jest to człowiek, z którym chcę spędzić życie. Że nie wiem, czy go jeszcze po tym wszystkim kocham. Narasta we mnie bezradność, bo nie mam z kim porozmawiać. Myślę o tym, że wszystkim byłoby lepiej beze mnie...
Poza tym myślę, że mam fobię społeczną. Stresuje mnie dosłownie wszystko - przez wizytę na poczcie po wykonanie telefonu po pizzę... :roll: Po każdej sesji na studiach jestem dosłownie wrakiem człowieka...
W związku z końcem studiów, możliwością podjęcia pracy za granicą i wyprowadzki mam zamiar właśnie wyjechać - z chłopakiem. Zastanawiam się, czy nieunieszczęśliwię się jeszcze bardziej. A może wywrócenie życia do góry nogami wyjdzie mi na dobre?
Szukałam psychiatry w moim mieście, tzn. Bydgoszczy, ale ze względu na kiepskie warunki finansowe nie mogę sobie pozwolić na wizyty prywatne, a przekopując informacje w internecie nie znalazłam nikogo do kogo chciałabym pójść.

Podsumowując - czuję, że życie to dla mnie przykry obowiązek, który skończyłabym gdyby starczyło mi odwagi. Z drugiej strony chciałabym bardzo cieszyć się życiem. Ale nie wierzę już chyba, że mogę tego doświadczyć :(
Macie pomysły jak wybrnąć z takiej sytuacji i nadać sens czemukolwiek?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
23 lut 2012, 00:06
Lokalizacja
Bydgoszcz

Nie radzę sobie z życiem...

przez conscious 23 lut 2012, 01:37
Jesteś młoda i przeżywasz teraz prawdopodobnie tzw. "zderzenie z rzeczywistością", widzisz powierzchowność innych ludzi, jak i swojego związku. Jeżeli nie wyobrażasz sobie życia z tym chłopakiem, z którym teraz jesteś, to wiadomo co tu trzeba zrobić, trzeba się rozstać, posłuchaj swojej intuicji. Nie masz nikogo bliskiego z tego co piszesz, może wizyta u psychologa by pomogła? Po co od razu zaraz brać leki od psychiatry? One mogą pogorszyć Twój stan, wiem to z autopsji.
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
16 mar 2011, 00:17

Nie radzę sobie z życiem...

Avatar użytkownika
przez tahela 23 lut 2012, 03:09
W życiu róznie bywa jestes na rozdrozu po studiach szukasz pracy, zastanawiasz sie czy nie wyjechać, zastanawiasz się czy to ten chłopak taki etap w zyciu ja tylko raz spotkałam kogoś z kim chciałam być bardziej.
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie radzę sobie z życiem...

Avatar użytkownika
przez Artemizja 23 lut 2012, 12:15
Tajka-90, witaj.Czytając post,który napisałaś, wręcz odczułam Twój smutek.Jest on ogromny.Myślę też,że jesteś bardzo rozczarowana i zawiedziona relacją z chłopakiem.Jakby nie było pokładałaś w nim nadzieję.Pięć lat,to długo.Próbowałaś z nim rozmawiać na temat swoich uczuć?Może uda się naprawić Wasz związek?Dobrze by było,żebyś zajrzała w głąb siebie i zastanowiła się, czy aby na pewno tego chcesz.Jeśli nie,to myślę,że im szybciej podejmiesz jakieś kroki,tym lepiej.Rozumiem,że jesteś z nim związana,zaangażowana,czujesz się przez niego akceptowana.Ale z drugiej strony mam wrażenie,że dusisz się w tym związku.A to raczej nie jest dobry znak.Zastanów się dobrze nad tym,czego potrzebujesz,co będzie dla Ciebie najlepsze.Nie ma sensu się męczyć.Za kilka lat możesz bardzo tego żałować.

Wizytę u psychologa również doradzam.Mogłoby to pomóc Ci zagłębić się w samą siebie,zrozumieć swoje uczucia i potrzeby.Myślę,że byłoby to dla Ciebie dużym wsparciem,zwłaszcza,że czujesz się osamotniona.Wówczas nie byłabyś już sama.Miałabyś osobę,z którą mogłabyś się podzielić swoimi problemami i która spojrzałaby na nie obiektywnie,spróbowała coś doradzić.To bardzo wiele daje...

Myślę,że napisanie posta na forum,to krok do przodu.Podzieliłaś się z ludźmi swoim problemem,a to wcale nie jest takie proste.Zawsze możesz tutaj napisać.Na forum jest wiele osób,które Cię zrozumieją.Wirtualny kontakt z ludźmi też pomaga.Dlatego zachęcam Cię,żebyś pisała za każdym razem,kiedy jest Ci źle,spróbowała się włączyć do dyskusji.Być może zaowocuje to jakimiś bliższymi kontaktami?Byłoby to pomocne,ponieważ poczucie osamotnienia jest jednym z najbardziej odbierających motywację uczuć...

Warto walczyć o siebie,o swoje życie i szczęście.Zawsze jest nadzieja,że można coś zmienić,zdziałać.Poddając się,odbierasz sobie szansę na jakiekolwiek zmiany.Dlatego zachęcam Cię,żebyś wszystko dokładnie sobie przemyślała i rozważyła we własnym sumieniu,czego tak naprawdę potrzebujesz i co jest dla Ciebie ważne.
Pozdrawiam serdecznie.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44133
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Nie radzę sobie z życiem...

przez basia_m 23 lut 2012, 12:32
w moich perypetiach życiowych zdarzyło się właśnie takie coś - bylam z kimś długo i coraz bardziej się dusiłam - tak, jak Ty. Najgorszy był ten lęk przed nieznanym - no skończę to i co? Co dalej? Wiem, że teraz jestem w bagnie, ale to moje znajome i bliskie mi bagienko, a co mnie czeka poza nim?
Proponuję Ci małe ćwiczenie - stań przed lustrem, kiedy nikogo w pobliżu nie będzie i głośno, dobitnie powiedz: między nami wszystko skończone (tu wstaw imię chłopaka). Nie kocham Cię.

Zaobserwuj swoją reakcję - jeśli to będzie ulga, to wiesz, co powinnaś zrobić :) Jeśli strach, albo poczucie winy, to też będzie jakaś dla Ciebie informacja. W kazdym razie zaglądaj tutaj, pamiętaj, to jest miejsce, gdzie możesz spokojnie wyrzucić blecha z serca :)
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
21 lut 2012, 12:52

Nie radzę sobie z życiem...

przez Tajka-90 23 lut 2012, 16:18
Dziękuję za wszelkie wsparcie.
Jeżeli chodzi o związek, to początek był cudowny i byłam pewna, że zaraz po studiach zamieszkamy ze sobą i weźmiemy ślub, założymy rodzinę. Teraz nadszedł czas końca studiów, a my jesteśmy na bardzo niepewnym gruncie. Jeszcze nie doszłam do wniosku: Nie kocham go. Gdyby tak było, łatwiej byłoby mi podjąć decyzję o odejściu. Zastanawiam się po prostu, czy jest to miłość mojego życia, czy po prostu najbliższy przyjaciel, którego kocham raczej platoniczną miłością. Albo nie mylę miłości z przyzwyczajeniem, wdzięcznością. Kiedyś częściej wypowiadałam się o nim ciepło, ale zranił mnie niewyobrażalnie. Oszukał mnie kilka razy. Postanowił jednak walczyć do samego końca, poszedł do psychologa i chodzi tam regularnie. Staramy się jeszcze podratować ten związek, choć czuję że nigdy tak źle jeszcze nie było. Poza tym oczywiście regularnie szczerze rozmawiamy, mówię o swoich uczuciach, obawach i myślach. Rzecz w tym, że patrzę teraz na niego zupełnie inaczej i czuję, że się wypalam...
Cieszę się, że mogę podzielić się z Wami swoimi emocjami. Rzeczywiście, daje to upust emocjom. Pogubiłam się gdzieś w tym wszystkim i nic mnie już nie cieszy :( Poza tym męczę się z somatycznymi dolegliwościami nasilonymi przez stres - stąd pomysł o wizycie u psychiatry, a nie psychologa. Przez kilka miesięcy wykonywałam wszelkie badania (w tym m.in. krwi, usg brzucha, gastroskopię, kolonoskopię) bo męczą mnie wciąż nudności, bóle brzucha, biegunki, wymioty. Po serii wymienionych badań wiadomo już, że to wynik stresu. Chwilami utrudnia mi to życie, a jak już wspomniałam - zderzenie się z rzeczywistością i codzienne błahe czynności są dla mnie ogromnie stresujące i wyjątkowo przykre. Poza tym staram się dopasować do otoczenia nie zatracając w tym siebie, ale wystarczy, że ktoś sformułuje wypowiedź źle nacechowaną w moją stronę, a ja się załamuję... Uważam - czasem jak obrażone na świat dziecko - że nikt mnie nie lubi, jestem wszystkim obojętna i równie dobrze mogłabym zniknąć.

Ot, moich przemyśleń ciąg dalszy.
Dziękuję za wszelkie wsparcie,
pozdrawiam serdecznie.

PS. Na lekarza jestem zdecydowana, bo wiem, że może mi pomóc. Cały czas skłaniałam się ku psychiatrom i lekom (uspokajającym), czy radzicie może wizytę u psychologa na początek? A czy uważacie, że wizyty u Pani Psycholog, do której chodzi mój chłopak jest dobrym pomysłem?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
23 lut 2012, 00:06
Lokalizacja
Bydgoszcz

Nie radzę sobie z życiem...

przez basia_m 24 lut 2012, 09:13
w każdym związku nadchodzi ten moment, kiedy ludzie zastanawiają się "co dalej". Szczególnie, kiedy w pozostałych dziedzinach życia szykują sie poważne zmiany. Mówiesz, że to końcówka studiów - maja one to do siebie, że człowiek się zmienia, dojrzewa. Nie jesteś tą samą osobą, która zaczynała studia, prawda? Wygaśniecie namiętności i przejście na plaszczyznę spokojnego współtrwania jest naturalne, poza tym Twoje obniżenie nastroju też wpływa na Twoje postrzeganie związku. Może nadal kochasz, tylko depresja i stres Ci to przesłaniają. A może być tak, że wasze drogi naturalnie zaczęły się rozchodzić. Trudno jest cokolwiek powiedzieć teraz, kiedy w głowie masz taki chaos.

Najważniejsze, to żebyś przestała się tak bardzo bać i nauczyła się odporności. Ludzie będą krzywo patrzec i mówić, niezależnie, co zrobisz, bo taka jest natura ludzka. Trzeba tylko przesunąć umiejscownienie Twojego poczucia wartości z zewnątrz do wewnatrz, czyli uzależnić je od Twoich czynów i myśli, a nie czynów otoczenia. Tym niech się zajmie psycholog - możesz zapytać jej, czy powinnaś iść do psychiatry po leki, czy ona uważa, że wszystko da się załatwić porządną terapią.

Ja wiem, że czasem jest Ci tak źle, że marzy się o tabletce, która wszystko wymaże, zabierze i jak za dotyiem czarodziejskiej różdżki uspokoi. Ale jesteś jeszcze młoda, może warto spróbować najpierw bez lekarstw :)

Trzymam za Ciebie kciuki!
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
21 lut 2012, 12:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do