Nie wiem już jak sobie pomóc :(((

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie wiem już jak sobie pomóc :(((

przez ferris 23 sty 2012, 00:38
Witam wszystkich, mam na imię Tomek i mam 38 lat (nietety).
Chciałbym wam opowiedzieć o moich problemach i poprosić o radę jak z tym żyć dalej i co zrobić ?

Pierwszy raz kiedy zdecydowałem się na pomoc psychiatry to było jakieś 7 lat temu. Byłem po kolejnym nieudanym związku, ale już się z niego wyleczyłem (przynajmniej tak mi się wydawało), miałem spokojne życie, sprawdzonych przyjaciół, dobrą pracę czyli z pozoru sielanka. Pewnwgo wieczoru oglądając tv ni z tąd ni z owąd nagle ciepło, zimno dreszcze, jakiś taki lęk niewiadomo przed czym, że chciałem wyjść z siebie i stanąć obok no i oczywiście tętno chyba ze 150.
Tak samo nagle jak się to wszystko pojawiło, tak samo nagle po około 30 minutach minęło.
Na początku powiązałem to z podobnym uczuciem które pojawiło się u mnie po zapaleniu trawy, z tą różnicą, że wtedy miałem taką panikę, że spędziłem noc w szpitalu. W sumie to zapaliłem może z 5 razy więc raczej to nie jest powód moich problemów.
Napady te jednak nie skończyły się, zaczęły się pojawiać coraz częściej w sytuacjach nie zawsze stresujących, np. w drodze na imprezę, po alkoholu czułem się lepiej natomiast kac był paskudny.
Do tego doszły kłopoty ze snem. Kładąc się spać byłem zmęczony i zamykały mi się oczy, kiedy tylko zgasiłem światło zaczynała się jazda, serce przyspieszało a ja nie mogłem przestać się w nie wsłuchiwać i wmawiać sobie, że zaraz będę miał zawał.
Poszedłem wreszcie do lekaża i stwierdził u mnie z tego co pamiętam stany depresyjno lękowe, sostałem anafranił i jakoś z tego wyszedłem. Nie było łatwo, na początku nawet gorzej, ale tak mają te leki, pozatym byłem śpiący i miałem jakieś dziwne swędzenie w uszach.
Po jakimś czasie problemy wróciły w trochę zmienionej formie. Nie miałem już takich napadów lęku tylko raczej stałe uczucie poddenerwowanai, przyspieszone tętno i spadek nastroju. Głównie wtedy gdy nie miałem nic na głowie no i znowu pojawiły się kłopoty ze snem. Za poradą przyjaciółki poszedłęm do innego lekarza który zapisał mi Andepin codziennie rano i doraźnie Afobam.

Po roku byłem innym człowiekiem, znowu cieszyło mnie życie, poznałem kilka kobiet, ale z żadną nie byłem bo miałem w sobie jakąś blokadę przed poważnym związkiem po ostatnim niepowodzeniu.

Wreszcie dochodzimy do obecnych problemów. W czerwcu 2010 zacząłem się spotykać z koleżanką z pracy, okazało się że przy niej straciłem hamulce i zakochaliśmy się w sobie. Było pięknie do sierpnia, wtedy stwierdziła, że coś się między nami popsuło i nie możemy być razem. Ja się nie poddałem, walczyłem o Nią ponieważ myślałem że to właśnie ta jedyna.
Spotykaliśmy się, sypialiśmy ze sobą i pomimo rónych gorszych dni było dobrze. Tak dotrwaliśmy do momentu kiedy w marcu 2011 moja pani wyjechała na miesiąc do Kanady i po powrocie oświadczyła, że chyba wyjedzie na dłużej i nie możemy być razem na odległość (to wszystko oczywiście w wielkim skrócie, ponieważ było mnóstwo emocji po obydwóch stronach).
Byłem załamany, moja nerwowość wróciła, nie potrafiłem się skupić, nie mogłem o niczym innym myśleć i na nic nie miałem ochoty - pomyślałem depresja. Na początku poszły leki bez recepty ale to nic nie dało. Zacząłem chudnąć w oczach, nie miałem apetytu i ciągle chciałem utrzymać z Nią kontakt, którego Ona skutecznie unikała.
W końcu znów sięgnąłem po Andepin, zadziałał na mnie ale jakby słabiej i na pewno po dłuższym czasie, który był dla mnie masakrą. Pojawiła się też psychoterapia ale ją przerwałem.

W czerwcu moja pani się do mnie odezwała, była zapłakana i mówiła że też za mną tęskni. Podjęliśmy wspólnie ryzyko i spróbowaliśmy jeszcze raz. Na początku było ze mną krucho, były takie dni, że na jej widok płakałem jak dzieciak, ale andepin pomógł, nie odstawiłem go.
W dużym skrócie zaczęło się nam układać, znów czułem się kochany, były piękne chwile, wspólne wakacje i planowanie przyszłości, pon czym przed świętami gdy moja pani wróciła od siostry z Brukseli znów oświadczyła, że nie damy rady być razem. Nie wierzyłem w top co usłyszałem, bo jescze dwa tygodnioe wcześniej mówiła że mnie kocha a nagle była zimna jak głaz, okazało się potem, że to była jej reakcja obronna na tą syhtuację i metoda na zapanowanie nad emocjami.

Na moje kolejne próby kontaktu dostałem sms z groźbą podania mnie na policję jeśli nie przestanę.
Końcówka roku była dlamnie fatalna, wszystkie moje plany legły w gruzach i zostałem sam zakochany jak szczeniak. W pierwszym tygodniu stycznia byłem i innej Pani doktor, zwiększyliśmy dawkę andepinu na x2 tabletki, porozmawialiśmy i zacząłem sobie wszystko jakoś układać, ale to były tylko pozory. Wydawało mi się, że jestem silny i przez to przejdę i gdyby moja pani się nie odezwała do mnie nie wiem jak szybko i czt wogóle ja zrobiłbym ten pierwszy krok. Ale stało się, w zeszłym tygodniu pod pretekstem pewnej sprawy zadzwoniła do mnie. Starałem się być przez telefon zimny i słyszałem też w jej głosie, że nie jest szczęśliwa. Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy, przeprosiła mnie za ten ból który mi zadała, jednocześnie potwierdzając, że bardzo tęskniła, wiele razy chciała zadzwonić, ale że nie możemy spróbować kolejny raz. Wylądowaliśmy w łózku, kilka dni się widzieliśmy. Wreszcie przyszedł dziś ten moment, że powiedziała mi że zależy Jej na mnie ale jesteśmy od siebie kompletnie różni i nam się nie uda kolejny raz. Ja obiecałem sobie, że już nigdy nie będę się Jej prosił o"Nas" ale wystarczyło kilka dni, poczucie tego ciepła co dawniej i znowu wpadłem po uszy.

To tyle co do historii (w ogromnym skrócie, nie wysnujcie z tego, że zła z niej kobieta, tak nie jest, też kilka razy życie ją kopnęło w tyłek i jest przez to bardziej ostrożna i odporna psychicznie, ale i tak się razem poryczeliśmy jak się zobaczyliśmy).

W tym momencie na nowo rozbudziłem w sobie nadzieję i czuję się znowu strasznie. Nie radzę sobie z emocjami, nie mam apetytu, znowu na nic nie mam ochoty i jedyne co mam to ciągłe uczucie napięcia, ciągłe myśli którekrąż wokół jednej osoby i problemy ze snem. Budzę się rano o 6 regularnie i od razu jestem cały spięty, nawet mam zimne dreszcze. Moja depresja nie daje mi, żyć i cieszyć się życiem !!! Potrzebuję pilnej pomocy i rad jak ogarnąć moje zranione uczucia...

Dzięki tym co dobrnęli do końca i z góry dziękuję za pomoc, mam nadzieję, że ktoś z was sobie poradził z takim miłosnym zawodem i depresją z nim związaną.

Pozdrawiam.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
05 maja 2011, 21:02

Nie wiem już jak sobie pomóc :(((

Avatar użytkownika
przez *Monika* 23 sty 2012, 00:54
ferris, niedobrze, że przerwałeś terapię.
Nie umiesz pogodzic się ze stratą i bardzo ją przeżywasz.
Leki to nie wszystko.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Nie wiem już jak sobie pomóc :(((

Avatar użytkownika
przez tahela 23 sty 2012, 06:48
:cry: , rozumiem co przeżywasz
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie wiem już jak sobie pomóc :(((

Avatar użytkownika
przez Pasman 23 sty 2012, 09:07
Ferris, mózg masz tylko jeden. Jeśli pozwolisz sobie na tak stresujące sytuacje to dorobisz się depresji lekoopornej lub schizofrenii.
Wszystkie wymienione tutaj porady moga byc nieprawidłowe. Stosujesz na własne ryzyko !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

Nie wiem już jak sobie pomóc :(((

przez ferris 23 sty 2012, 19:58
*Monika* napisał(a):ferris, niedobrze, że przerwałeś terapię.
Nie umiesz pogodzic się ze stratą i bardzo ją przeżywasz.
Leki to nie wszystko.


Potzrebuję dobrego psychologa z Krakowa, może jakieś sanatorium specjalistyczne, cokolwiek gdzie mogę szukać pomocy.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
05 maja 2011, 21:02

Nie wiem już jak sobie pomóc :(((

Avatar użytkownika
przez *Monika* 23 sty 2012, 20:17
ferris, Sanatorium? Nie słyszałam o takim. Myślę też, że jeden turnus....to byłoby mało.
Na swoje trudności często pracuje się przez większość życia.
Pomyśl o terapii, w jakiś określonym nurcie.

Pasman, Nie przesadzasz trochę? :evil:
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do