moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 04 sty 2015, 16:29
Łazarz napisał(a):Wiecie może co u Intela? Jeśli nie kojarzycie to pisze on na pierwszych stronach tego tematu. Wiem, że chciał ze sobą skończyć i miał problemy z wymiarem sprawiedliwości i ciekaw jestem jak to się potoczyło.
A może sam mi odpiszesz Intelu?



Siema Koleżko
Żyję, żyję, a właściwie ni to wegetuję ni to zdycham.
Takie w miarę spokojne oczekiwanie na naturalny lub bardziej prawdopodobny nienaturalny koniec.
I tyle.
Napisałem książkę. To jedna z tych rzeczy, które pomimo udręki udało mi się doprowadzić do końca, choć było cięzko, a czasami wydawało mi się to wręcz niemożliwe.
Stale udzielam się w temacie o CHAD. Praktycznie każdego dnia...
chad-choroba-afektywna-dwubiegunowa-cz-iii-t36459.html

Przegapiłem Twój grudniowy wpis....
Ciekawe czy jeszcze tu bywasz i rozpoczniemy jak onegdaj dynamiczną dysputę...
Z wielką ciekawością zacząłem czytać od początku ten wątek...
Jak na wariata przystało kompletnie nie pamiętałem zarówno Ciebie jak i dyskusji czy nawet własnych postów.
Muszę przyznać że intel niezły styl miał :D :D
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1517
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Łazarz 10 wrz 2015, 10:28
Cześć, usiłuję wydać swój pierwszy tomik poezji. Mój projekt trafił na stronę crowfundingową, przy wystarczającym zainteresowaniu utworem, wydawnictwo Pearlic wyda moje dzieło. Jeśli ktoś jest chętny, to zapraszam na stronę:
Koszt jednego egzemplarza aż 10 zł :)

http://półka.pl/wsparcie/ksiazki/wiersze-wybrane-okres-2008-2015-tomasz-makuch/
Offline
Posty
255
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Łazarz 10 wrz 2015, 11:22
Trzeba bezpośrednio skopiować i wkleić ten link do przeglądarki bo klikając nie działa.
Offline
Posty
255
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez kaasia119 29 wrz 2015, 23:12
hejka, w ktorym watku można coś więcej dowidzieć się co z intelem, jak sie sprawa zakończyła?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
29 wrz 2015, 22:37

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez INTEL 1 30 wrz 2015, 06:45
Cześć Kasia
chad-choroba-afektywna-dwubiegunowa-cz-iii-t36459-9422.html

Sprawy w toku, życie do duupy.

Klimat ciężki.

Łazarz - zajrzę, ale obawiam się, że ja jestem absolutnie nie zdolny do pojmowania jakiejkolwiek poezji czy piosenkowych tekstów.
Kompletnie to do mnie nie trafia. Na szczęście pozostaje proza, którą to na forum czyniłeś zajeb..stą :D
...nie mam podpisu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1517
Dołączył(a)
11 maja 2013, 18:07
Lokalizacja
Śląsk

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Łazarz 02 lis 2015, 17:59
Intel
Kawał czasu się nie odzywałem, sorry.
Myślałem, że raz na zawsze pożegnałem to forum, ale wraca do mnie jak bumerang. Chętnie poprowadzę z Tobą stare dobre dysputy jakie niegdyś odwalaliśmy.

Muszę przyznać, że mój styl pisania uległ zmianie. Ketrel, który przyjmowałem( posty do czerwca 2012) powodował u mnie większą pewność siebie i większe zdolności interpersonalne. Z łatwością nawiązywałem kontakty i czułem się odporny i opanowany. Cena jednak była wysoka- zero wspomnień, uczucia terminatora. Ciężko było się uczyć nowych rzeczy, bo ciągle następnego dnia nie pamiętałem co robiłem poprzedniego.
Teraz biorę zaledwie 100 mg amisanu i 50 mg lamitrinu. Nie czuję żadnego wpływu na mą osobowość, mam dobrą pamięć. Stałem się bardziej wrażliwy jak kiedyś, przed chorobą.

Zacząłem poważniej myśleć o pisaniu, założyłem konto na wattpad(strona gdzie można publikować i czytać książki po rozdziale).
Zamieściłem tam trochę wierszy i 2 rozpocząłem 2 dłuższe projekty, jeden pisany prozą, drugi liryczny.
Dla zainteresowanych- wiadomość na priv to powiem jak mnie tam znaleźć.
Gdzieś na początku 2016 wydadzą mój tomik poezji, jak będzie coś więcej wiadomo to dam znać.

Stęskniłem się za czasami, kiedy to z niecierpliwością czekałem na kolejne odpowiedzi w wątku, lubiłem bardzo podtrzymywać temat.
Chciałbym po tej mej nieobecności do tego wrócić, dlatego zachęcam do udzielania się i pisania co wam leży na wątrobie.
Nerwico witaj ponownie! Już Cię więcej nie opuszczę!
To dziwne, bo mam pełną remisję, a tęsknię za społecznością czubków.
Może już nie pasuje do świata normalnych?
Offline
Posty
255
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez serce 20 lut 2016, 23:08
[quote="Łazarz"]Witam, nazywam się Tomek.

W listopadzie 2010 roku zniszczyła mnie choroba psychiczna; gdy sięgam pamięcią wstecz to wiem, że miałem ją już od ok.5 lat z tym, że jeszcze wtedy nie była na tyle rozwinięta by uniemożliwić normalne funkcjonowanie.
Musiałem przerwać studia na UW, byłem na III roku studiów dziennych, poświęciłem dużo by się tam dostać.
Wróciłem do domu, nie wiedziałem co się ze mną dzieje. W wyniku choroby z inteligentnego chłopaka zmieniłem się w osobę o bardzo małym IQ i pozbawionej emocji oraz maską na twarzy. Bylem w szoku, nie mogłem się z tym pogodzić, leżałem w łóżku leżąc 7 miesięcy, przez ten okres nie wychodziłem z domu, myślałem i planowałem samobójstwo, wchodziłem również na waszą stronę, oglądałem prawie wszystkie filmiki na których ludzie popełniali samobójstwo. Nie było godziny nie licząc snu żebym nie miał myśli s. W listopadzie 2010r. na początku mej wegetacji w raz z matką udałem się do psychiatry,nie potrafiłem się w sposób spójny i logiczny wypowiadać; lekarka stwierdziła, że pacjent(ja) w ich żragonie psychiatrycznym się sypie. Zdiagnozowała u mnie F20 czyli schizofrenie, przepisała mi pernazynę czyli neuroleptyki,(przeciwpsychotyczne) ja wtedy kierując się stereotypami śmiertelnie bałem się ich zażywać. Byłem w ogromnym szoku gdy to u mnie zdiagnozowano, czułem ogromny wstyd i napiętnowanie oraz pretensję do losu, dlaczego mnie to właśnie spotkało w momencie kiedy wreszcie zaczęło mi się układać w życiu i byłem na prawdę szczęśliwy. Z samej góry społecznej drabiny roztrzaskałem się na jej dole. Oczywiście nie przyjmowałem leków przez te 7 miesięcy, gniłem w łóżku wstając z niego do toalety, leżałem dzień i noc, tylko sen chwilowo przynosił mi ukojenie, tylko brak świadomości był stanem bez bólu psychicznego, dlatego też chciałem się wprowadzić w stan wiecznego niebytu czyli śmierci.
Pragnąłem śmierci jak niektórzy wygranej w totka, jednocześnie modliłem się do Boga o cud, oczywiście bez żadnych efektów, Bóg mnie zupełnie olał oraz oczywiście sam wprowadził mnie taki stan, miało to konsekwencje o których wspomnę później.

Druga sprawa, gdyby nie ultimatum mojej ukochanej lekarki, które także pojawiło się dosłownie w ostatniej chwili, byłbym teraz martwy.
Trzecia sprawa, gdyby nie ciąża i wesele mojej siostry nie poszedłbym na pewno do lekarki- byłbym teraz martwy.
Kończąc już wspominałem o moich relacjach z bogiem, nienawidzę go, uważam go za sadystę, który z lubością się nade mną znęcał, przeżyłem największe piekło mego życia, raz gdy wziąłem ibuprom i obwiązałem sznurkiem szyję po kilku minutach kiedy wstałem to nogi miałem jak z waty, omal nie zemdlałem, przejrzałem się w lustrze, moja twarz była cała ciemnogranatowa, zrejterowałem w ostatnim momencie, gdy poluzowałem węzeł usłyszałem ogromny szum odpływającej z mózgu krwi.
Będę nienawidził boga do końca życia, będę na niego bluźnił, śmiał się z niepokalanego poczęcia oraz wyszydzał kler oraz katolików i wszystkich jakichkolwiek wyznaniowców. Nie mam także najmniejszego zamiaru przestrzegać dekalogu itp. W poniedziałek wypisuję się ze wspólnoty katolickiej czyli dokonuję apostazji, nie wezmę ślubu kościelnego, a pogrzeb chcę mieć świecki.
Stałem się ateistą i antyklerykałem. Jeśli jednak zacznie mi się powodzić w życiu, jeśli spełnię moje marzenia to zastanowię się nad powrotem do kościoła.




Łazarz -
Ten Bóg którego tak obwiniasz postawił na Twej drodze lekarke która była tak stanowcza że postawiła Ci ultimatum z leczeniem, która później stała się "kochaną panią doktor", siostrę na której ślub nie chciałeś iść i wiele ludzi którzy Ci pomogli na Twej drodze do zdrowia. Bóg jest. W Kościele Trwa Rok Miłosierdzia. Obraz z napisem"Jezu Ufam Tobie" - Którego to namalowanie zlecił Pan Jezus św. Siostrze Faustynie Kowalskiej - jest to Obraz Łaskami Słynący
https://www.faustyna.pl/zmbm/laskami-sl ... osiernego/ Jest On w Krakowie-Łagiewnikach
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
18 lis 2015, 17:57

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Zbych73 08 maja 2016, 11:29
Witam Was wszystkich.
Przeczytałem wczoraj cały wątek z Waszymi wypowiedziami, które pisaliście tutaj prze parę lat. Widziałem jak zmieniają/nie zmieniają się Wasze nastroje, samopoczucia, myśli. Lektura tych wypowiedzi była dla mnie pouczającym...szokiem. To jak zagłębienie się w inną rzeczywistość, podróż na inną planetę, skok w nieznane... Nigdy nie zrozumiem Waszych odczuć i myśli, wiem o tym. Dotychczas myślałem stereotypowo: osoba psychicznie chora-psychol!!! Albo, nie bierze się za siebie tylko jęczy. Lub, robi z igły widły. Byłoby tak pewnie dalej gdybym nie spotkał i nie zakochał się w "jednej z Was". Wszystko rozleciało się po ośmiu latach z wielkim hukiem, kiedy odkryłem, że nie byłem jedyny dla niej. O jej chorobie wiedziałem od siedmiu lat ale nie zagłębiałem się w temat. Powiedziała, że ma depresję. Przyjąłem to ze zdziwieniem ale tak jak się przyjmuje wiadomość o np zapaleniu płuc. "Pomogę ci, przecież to jest wyleczalne, razem damy z tym radę". Nie wnikałem w to wszystko, i tak naprawdę nie pomagałem a wręcz utrudniałem leczenie. Do tej pory nie wiem na jaki rodzaj depresji jest chora. Podejrzewam, że jest to CHAD, po uprzytomnieniu sobie wszystkich sytuacji z tych ośmiu lat. Bardzo mi z tym wszystkim bardzo źle. Mam wyrzuty sumienia, Targają mną sprzeczne uczucia. Od żalu, tęsknoty, zagubienia do nienawiści, przekleństw i wielkiej złości. Na nią, na jej rodzinę, na tego drugiego faceta i na siebie. Trochę mi uświadomiliście co ona czuje. I za to bardzo Wam wszystkim dziękuję bardzo.
Zbyszek
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 maja 2016, 01:05

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez refren 08 maja 2016, 14:28
Łazarz napisał(a):Muszę przyznać, że mój styl pisania uległ zmianie. Ketrel, który przyjmowałem( posty do czerwca 2012) powodował u mnie większą pewność siebie i większe zdolności interpersonalne. Z łatwością nawiązywałem kontakty i czułem się odporny i opanowany. Cena jednak była wysoka- zero wspomnień, uczucia terminatora. Ciężko było się uczyć nowych rzeczy, bo ciągle następnego dnia nie pamiętałem co robiłem poprzedniego.


A nie brałeś w tym czasie lamileptu? Brałam sam ketrel przez kilka lat i wydaje mi się, że specjalnie źle nie działał na pamięć, mogłam się na nim uczyć i całkiem nieźle mi to szło. Natomiast lamilept mi płucze bańkę, nie pamiętam np. nazwisk znanych osób, a czasem i zapomnę swój numer telefonu.

W dużym stopniu się odnajdywałam w tym co piszesz. Najbardziej mnie zaciekawiło to, że napisałeś, że się Twoje samopoczucie zupełnie zmieniło w ciągu godziny. U mnie było podobnie w szpitalu przy eksperymentach z lekami, ze stanu w którym nie miałam siły wstać z łóżka, nie łapałam co się dzieje dookoła, ze spowolnionych myśli czasem szybko przechodziłam w stan prawie normalny, by znowu wpaść w to pierwsze. Trafiłam do szpitala z akatyzją, która była taką udręką, że pomyślałam że jeśli będzie trwać dłużej niż tydzień, to będę się musiała zabić, bo nie da się tego wytrzymać. I nagle po jednej tabletce poczułam ulgę na godzinę, a po kolejnej ten stan się zaczął dalej rozpuszczać, zszedł mi potworny ucisk z głowy, wcześniej miałam wrażenie, że kopie mnie prąd elektryczny, każda minuta trwała wieczność. Zaczęłam się normalnie kontaktować z ludźmi, przez te kilka dni wcześniej byłam jak zranione zwierzę, miotałam się w tę i z powrotem, płakałam, waliłam pięściami w łóżko.
Było też tak, że czułam się pozbawiona emocji, niczym drewno, nie docierały do mnie dźwięki muzyki, nie czułam najmniejszego smaku życia, w związku z czym na nic nie miałam siły (nawet żeby się przejść dookoła budynku) ani żadnej motywacji. I przy kolejnej zmianie leku coś nagle drgnęło, słuchałam w nocy radia, tak z nudów i nagle zauważyłam, że znowu czuję muzykę, to było "whisky bar" doorsów, a ja miałam ochotę tańczyć. Rano lekarze byli w szoku.
Miałam dwa razy taki moment, że myślałam, żeby się zabić. To znaczy właściwie nie myślałam, tylko byłam w takiej udręce, w jakiej nie da się wytrzymać i myśli o unicestwieniu się były reakcją układu nerwowego na ból, która pojawiała się sama, jakby poza mną.
Kiedy mi się udawało wyjść z kryzysów i wrócić do życia, byłam wdzięczna Bogu za to, że mnie z tego wyciągnął i że dal mi tyle ile mogłam wytrzymać (czasem jeden dzień dłużej i już bym przeszła tę granicę). Uczucie wdzięczności było we mnie silne.
Obecnie lekarz leczy mnie na CHAD, mam szybkie zmiany fazy w ciągu dnia (lub jest to stan mieszany). Może te nagłe zmiany kiedyś, podczas pierwszego pobytu w szpitalu, które opisywałam, ujawniały, że mam taką tendencję,
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3273
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez Monster6 17 maja 2016, 15:51
Skurwysyńsko podobna historia do mojej.Również mam CHAD.Jak to czytam to przechodzą ciary tylko dlatego że większość z tego znam z autopsji a reszta się tylko troszkę różni.Ale chodzi o to samo o CHAD.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
978
Dołączył(a)
01 maja 2016, 17:52

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez Korat 20 maja 2016, 09:18
fajny wątek, Łazarz dobrze odwzorowałeś stan depresji, który też swego czasu miałem, tylko że ja nie wyszedłem wcale z tego nakręcony na życie. Bardziej towarzyszy mi już przemęczenie tym wszystkim i spłycenie przeżywania. Nie mogę powiedzieć żebym czuł pełną satysfakcję z miejsca w którym się znalazłem.
Co do próby s., to po tym zdarzeniu mam w sobie bunt do świata, byłem opuszczony i wiem że każdy kolejny dzień zawdzięczam tylko sobie. Tego dnia powiedziałem o swoich planach rodzicom, nawet słowem nie poratowali i zostawili mnie samego w domu.
Od tego czasu mam też poczucie, że wszystko co mnie spotyka wcale nie musiało się zdarzyć, bo mogło mnie w ogóle nie być.
Jestem po tym wszystkim z deka na dystansie do wszystkiego i bardzo ważne jest dla mnie przeżycie każdego dnia, ciągle siedzi we mnie że to może być ten ostatni.
Co cię nie zabije, to uczyni niepełnosprawnym.

Ayahuasca
Psylocybina
LSD
Avatar użytkownika
Offline
Posty
982
Dołączył(a)
17 lip 2010, 16:15
Lokalizacja
Woj. Pomorskie

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez zycie_gdzie_indziej 23 maja 2016, 22:55
Historia autora tego wątku ostatecznie skłonila mnie do wzięcia seronilu, chociaż po naczytaniu się wielu negatywnych opinii miałam opory.
Posty
4
Dołączył(a)
22 maja 2016, 19:53

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Łazarz 20 cze 2016, 00:34
Witajcie wszelkie czubki, schizolce, depresy, a szczególnie chadowcy!


Nie pisałem już od dawna, robię to bo dzisiaj jakoś naszła mnie wena. Ten wątek zaczyna się chyba przeradzać nie w temat do dyskusji, a raczej w swego rodzaju blog w którym opisuję co u mnie itp.
Z racji tego, że kiedyś był nawet popularny i sporo osób brało udział w dyskusji z sentymentem raz na jakiś czas do niego wracam.
Oczywiście ludzie, którzy się tu udzielali pewnie los już pognał w różne strony, ząb czasu przegryzł wspomnienia, rotacja oczywiście następuje i ciężko podejrzewać kogokolwiek o to, by pamiętał co tu się działo na forum kilka lat temu.
Jednakże dla nowych bywalców, i może jeszcze jakichś dinozaurów piszę, jeśli komuś się chce zawsze może prześledzić wcześniejsze strony tematu, ale komu by się chciało.
Zniknąłem z tego forum, gdyż po kilku miesiącach stałego pisania tutaj, znudziło mi się to najzwyczajniej i dosyć miałem już wszechogarniającej mnie atmosfery wszelakich chorób psychicznych.
Chciałem zostawić przeszłość w tyle i wrócić do zdrowego życia, trzymając się z dala od wspomnień oraz co przyznam szczerze- toksycznego wpływu innych forumowiczów, którzy w zasadzie tak jak ja się tutaj urzalają nad sobą i piszą o swoich dolegliwościach.
Za kilku dziesiętnym razem uwierzcie, miałem tego po dziurki w nosie, obciążało mnie to i nie pozwalało iść do przodu.
Niestety zrozumiałem, że to forum nie jest tylko dla ludzi, którzy aktualnie zmagają się z chorobą i innych świeżaków. Jest też dla ludzi, których choroba napiętnowała na całe życie, i pomimo tego, że mają remisje, to demony przeszłości nigdy już nie przestaną ich prześladować.
Mogą próbować od nich uciec poprzez wyeliminowanie wszystkiego co przypominało im o traumie jaką przeżyli, ale na dłuższą metę okazuje się, że to w nich siedzi, a raczej stało się ich częścią, tą częścią jest PIĘTNO CZUBKA.
Ja, mimo tego, że nie mam ani depresji, ani manii, to prawie co noc myślę przed zaśnięciem, że nie chce mi się żyć, ale nie chcę też umierać. Wyobrażam sobie, że skaczę z 10 piętra, albo strzelam sobie w łeb. Ot taki nawyk jaki mi pozostał po (po zsumowaniu 2 epizodów) 2 latach i 2 miesiącach choroby, kiedy ciągle o tym myślałem.
Zdrowie wróciło, ale nawyk pozostał.
Kolejna sprawa, to wspomnienia, zdarza mi się po chwili zadumy przypominać sobie jakie to bzdury miałem w głowie w trakcie manii, jakie chore rzeczy myślałem np. że ściga mnie mafia czy policja, że tajni rosyjscy agenci mnie podsłuchują i, że biorę udział w wojnie agentów polskich i rosyjskich. Ogólnie chore jazdy.
Przypominam sobie czasy jak byłem w psychiatryku, jakie brednie mówiłem, przypominam sobie jak gniłem w łóżku nie myjąc się ponad miesiąc. Ogólnie w mojej głowie jest mnóstwo migawek, które do mnie wracają jak bumerang.
I mimo tego, że od ostatniego epizodu upłynęły prawie dwa lata, a od pierwszego aż 6, to po dziś dzień odczuwam skutki tej katastrofy, która mnie spotkała.
Po dziś dzień jestem w plecy z dorosłym życiem, wierzę, że w tym roku jednak w końcu uda mi się obronić licencjat (tak w wieku 28 lat) i znaleźć dobrą pracę oraz żyć jak moi rówieśnicy.
Przeszkodą niestety są leki, amisan i lamitrin.
Odkryłem, że amisan jakoś nie ma wpływu negatywnego na mnie, natomiast lamitrin brany na noc resetuje mi pamięć ( nie ma jak się uczyć), a brany rano nie wpływa na pamięć, ale powoduje ogromną senność i zmęczenie, takie że człowiek dosłownie traci przytomność i dopiero wieczorem wraca do siebie. W międzyczasie na nic nie ma energii i najchętniej nie wstawałby z łóżka tylko spał.
To brzemię muszę dźwigać aż do śmierci, przypomina mi o tym, że mam chad. To brzemię jest też zbawieniem, bo dzięki lekom mam remisję.


Ogólnie, to myślałem, że z czasem zapomnę co mnie spotkało i nie będzie po tym śladu. A tu gówno. Strategia wypierania nie odniosła na dłuższą metę skutku. Muszę się pogodzić, że już zawsze będę częścią społeczności czubków i jakoś temat depresji/manii będzie się przewijał w moim życiu. Będzie też obecna trauma po tym wszystkim, która raczy mnie zgorzknieniem, które we mnie na dobre wsiąknęło.

Co jeszcze mogę napisać?
Stąd mój post, zdałem sobie sprawę, że nie ucieknę od demonów przeszłości, i skoro nie mogę się ich pozbyć, to należy się z nimi zaprzyjaźnić i żyć w zgodzie. Dlatego zdecydowałem, że częściej będę zaglądał na to forum, by użalać się nad sobą, oczekiwać pocieszenia, a w razie chęci łaskawie pocieszać innych czy im jakoś radzić/służyć doświadczeniem psychiatrycznym(spore).

Dodam jeszcze refleksję, ludzie naprawdę chorzy tu nie zaglądają, mogą co najwyżej napisać jakiś lakoniczny/szalony post, stąd moja opinia jest taka, że skoro jesteś w stanie sensownie pisać i logicznie/emocjonalnie reagować na to co dzieje się na tym forum, to najprawdopodobniej nie jest z Tobą tak źle. Owszem są wzloty i upadki, ale gardzę ludźmi, którzy choć mogą wyjść z tego szamba jakim są choroby psychiczne, to dobrowolnie się w tym gównie babrają.

Miałem takiego znajomego z psychiatryka, i dam sobie rękę uciąć, że ląduje w psychiatryku minimum 2 razy w roku na 8 tygodni nie dlatego, że tego potrzebuje, a dlatego, że lubi tam być, kiedy się nim opiekują, kiedy może żyć swoją chorobą i wszyscy mu współczują jaka to z niego ofiara losu.
Jest to już swojego rodzaju syndrom sztokholmski w wersji psychiatrycznej, kiedy to ludzie nie mogą czy nie chcą już żyć bez choroby, kiedy bycie czubkiem staje się sposobem na życie.

Ja babram się w tym szambie, tzn. piszę tutaj, bo chyba muszę, nie potrafię choć bardzo chcę, uwolnić się od traumy choroby jaka mnie dotknęła. Zmieniła mój charakter, postarzyła mnie mentalnie tak do 50tki.
Dlatego potrzebuję przynależeć do grupy innych czubków, którzy mnie rozumieją.
Zaznaczę, że gdybym tylko mógł o tym wszystkim zapomnieć, i wrócić do stanu jak sprzed zachorowania, bez tej skazy, to z pewnością bym tu już nigdy nie zajrzał.

Czytanie tych wszystkich wątków, gdzie ludzie opisują swoje cierpienia i dolegliwości, jest według mnie obciążające w dłuższym okresie ekspozycji na nie.

Mój obecny problem(w końcu to prawie już blog), to niespełniona potrzeba samorealizacji. Kolejny, to to, że chyba już nigdy nie zaufam kobiecie i nie wpuszczę jej do swego serca, nie odsłonię przed nią miękkiego podbrzusza, kolejny raz przekonałem się, że skutkuje to bardzo głęboką raną, nie do wyleczenia.
Moim zdaniem nie wolna dać opanować się miłości do kobiety, opuszczamy wtedy gardę, one wchodzą nam wtedy do serca i jesteśmy wtedy na ich łasce. Bo mają w ręku nasze serca i mogą z nimi zrobić co chcą, a my nie możemy się bronić ani cokolwiek zrobić.
Owszem, ktoś powie- zaufanie. Tyle, że miłość jest ślepa i zdarza się, że darzymy ją kogoś komu nie można zaufać. Komuś, kto to zaufanie po jakimś czasie notorycznie zaczyna zdradzać i zostajemy wówczas z ręką w nocniku. Bo ta osoba trzyma w garści nasze serce, i choć rozum mówi, że to koniec, to serce niczym wierny pies, który liże rękę, która przed chwilą ją biła, to kocha bezwarunkowo.

Bądźmy bardzo ostrożni i przemyślmy 100 razy zanim oddamy komuś nasze serce.
Ja zrozumiałem, że nie jestem w stanie sprawdzić w dana osoba jest godna zaufania i nas nie zrani w przyszłości, i zdecydowałem się nie wpuszczać nikogo. Tak jest o wiele bezpieczniej.
Moim zdaniem lepiej nie kochać i nie być zranionym potem, niż kochać np. 1,5 roku do bólu, by potem mieć złamane serce.

To była taka dygresja o sprawach sercowych.

Co jeszcze napisać? W zasadzie będę już kończył, piszę już tego posta dobre pół godziny, głównie improwizowałem, miałem po prostu wenę i potrzebę napisania czegoś.

Chętnie przeczytam i odpowiem na wasze ewentualne wpisy, jeśli ktoś ma ochotę wtrącić swoje 3 grosze, to serdecznie zapraszam do pisania w tym wątku.

Pozdrawiam
Łazarz
Offline
Posty
255
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez Stracona100 20 cze 2016, 18:49
Łazarzu...
Przeczytałam ten niezwykle interesujący wątek i jestem......... przerażona. Przerażona tym, że nie ma nadziei na lepsze życie, że to wszystko ciągle wraca i już nigdy nie będzie normalnie. Ze już zawsze będę psycholem. Choruję na depresję od kilkunastu (albo i więcej) lat, leczę się od 6. Mimo kilku eksperymentów nie trafiłam jeszcze na "swój" lek za to lekarz "zafundował mi" zespół serotoninowy. Nigdy nie miałam manii (a czasem bym chciała :mrgreen: choć na chwilę poczuć się szczęśliwa) za to codziennie, bez względu na to co robię, myślę o śmierci. Przyzwyczaiłam się do niej i czekam na nią jak na zbawienie. Żyję jak zombi z małymi przerwami na remsję. Mam rodzinę, ale stałam się kompletnym odludkiem. Nigdzie nie wychodzę, bo nie mam ochoty spotykać się z nikim, źle się czuję wśród uśmiechniętych ludzi, nie zależy mi na podtrzymywaniu znajomości. I tak sobie jestem, a właściwie... tak mnie nie ma.
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do