moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez bittersweet 01 maja 2012, 21:18
o.n.a,
wszystko pięknie ładnie na tej zielonej polanie ... tylko że czasami nic Cię nie cieszy, niezależnie gdzie i z kim jesteś, wszędzie i zawsze czujesz przygnębienie, a czasami potworna pustkę. Wtedy niebycie, nieistnienie jest perspektywą totalnej ulgi. Zapadasz się w ciemność i wreszcie upragniony koniec.

A co do asekuracji w zyciu, Łazarz, drogi Kolego, podejrzewam, że wiesz dobrze o co mi sie rozchodzi. Jeśli zechcesz się na kimś oprzeć, Twoja równowaga będzie zależeć od tej osoby. A wtedy prędzej czy później nadejdzie upadek.
Ale rezygnować z tego oparcia jest b trudno... kusząca i nęcąca perspektywa, ze ktoś pomaga Ci w życiowych trudach, wspiera, że można kogoś obdarzyć zaufaniem i przez chwile nie czuć się samotnym...... tylko kompletnym. Nawet jeśli to tylko na jakiś czas... bo nic nie trwa wiecznie.

Na tym kończę swoje optymistyczne rozważania w ten piękny wiosenny wieczór :mrgreen: .
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez _Jack_ 03 maja 2012, 18:25
Miałem wczoraj to samo co ty Łazarzu.Mianowicie chęć dostania w***rdol od bandy dresów. Po prostu od tak całkowicie za darmo i dodatkowo chciałem być tak pobity,że wylądowałbym w szpitalu i wszyscy naciskaliby mnie ,żebym zeznawał przeciw nim a ja jeszcze nie dość ,że nie wskazałbym palcem to obciążyłbym zeznaniami siebie w 100%. Ta cała złość i nienawiść która we mnie narasta to kieruje ją do siebie zamiast do innych. Dzisiaj również czułem podniecenie jak kolega ośmieszył mnie publicznie przed innymi.
F33 Zaburzenia Depresyjne Nawracające
10 mg Escitalopram
https://www.youtube.com/watch?v=IMZFvs-qy44
Avatar użytkownika
Offline
Posty
652
Dołączył(a)
05 cze 2011, 18:22
Lokalizacja
okolice WWA

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Łazarz 04 maja 2012, 05:56
No Jack,

chyba jest to męski odpowiednik autoagresji wobec kobiecej żyletki, bycie pobitym przez bandę dresów.
A co, niech każdy ma własne narzędzia autodestrukcji! :P

Doskonale Cię rozumiem, w stanach gdy człowiek ma ochotę popełnić s. to chociaż pewną formą półśrodka (coś jak setka wódki zamiast 0,7) jest zwykłe dostanie wpierdol, jakby to nie było chodzi tu głównie o zadanie sobie cierpienia, forma auto-ukarania się, danie upustu swoim toksycznym, negatywnym emocjom.

I tak.. leżąc nosem z którego płynie stróżka krwi, limem pod okiem, złamanym żebrem, obitymi trzewiami- leżymy z ulgą, uśmiechamy się, czujemy jakbyśmy dopiero co opuścili gabinet psychoterapeuty- pytanie- kiedy pójdziemy na następną wizytę?, i - czy taka terapia kiedyś się skończy? - myślę, że tak, 6 stóp pod ziemią.

Pozdrawiam.
Offline
Posty
255
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez aboaterica 06 maja 2012, 13:01
Łazarz napisał(a):Kończąc już wspominałem o moich relacjach z bogiem, nienawidzę go, uważam go za sadystę, który z lubością się nade mną znęcał, przeżyłem największe piekło mego życia,


Myślę, że nie powinieneś obwiniać Boga o depresję. Rozumiem, że masz do Niego ogromny żal za to, co przeżyłeś tutaj. Ja jestem w trakcie leczenia z depresji, w którą wpadłam z własnej winy, ponieważ odrzuciłam Boga, nie chciałam zgodzić się z wyzwaniem jakie mi dał. Ale wiem, że żadne doświadczenie nie idzie na marne, bo dzięki temu co się stało i nadal dzieje nauczyłam sie wiele.
Może to właśnie Bóg zesłał ci tą lekarkę? Pomyśl w ten sposób. Wspominałes o ciąży i ślubie siostry - dzięki niemu poszedłeś do lekarza. Może to właśnie On pokierował tak ludźmi aby cie uratować.
Wiem, że czas leczenia był bardzo ciężki, ale dzięki temu poznałeś (jak sam wspominałeś) wielu ludzi, na pewno zmieniłeś stosunek do wielu spraw. Ale najważniejsze jest to, że jest już z tobą w porządku!! :)

Ja mimo wszystko dziękuje Bogu za to co mam, bo wiem, że to co mnie spotkało miało na celu uświadomienie mi, że nie zawsze byłam w porządku wobec innych, teraz to sie zmieniło. Wiem, że jak wyzdrowieję, będę silniejsza. Ty też jesteś.
Boże mój, zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie
na niepodobieństwo twardych kamieni...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
05 maja 2012, 22:32

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez intel 06 maja 2012, 13:24
aboaterica napisał(a):Może to właśnie Bóg zesłał ci tą lekarkę?



...gdyby wcześniej nie zsyłał choroby to nie musiałby potem zsyłać lekarki....

To tak jakbym komuś wybił zęby , a potem w swej łaskawości dał namiary na dobrego dentystę.Czy byłbym uznany za miłosiernego ?

Ja jestem w trakcie leczenia z depresji, w którą wpadłam z własnej winy, ponieważ odrzuciłam Boga


Czyli każdy ateista prędzej czy później MUSI zachorować i zachoruje na depresję?
Argumentacja godna radio maryja.

Ale najważniejsze jest to, że jest już z tobą w porządku!! :)


Czy życie na psychotropach to jest według Ciebie "wszystko w porządku" ?

Wiem, że jak wyzdrowieję, będę silniejsza.


Z chorób psychicznych się "zdrowieje"
Nie wiesz o tym?
Chyba , że masz depresję sezonową albo hipochondryczną.

Mamy z Bogiem na pieńku.
Gdybym nadal wierzył że istnieje ,to z pewnością dziełem mojego życia stałoby się odciągnięcie od Niego jak największej liczby "owieczek"
intel
Offline

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez aboaterica 06 maja 2012, 13:53
intel napisał(a):...gdyby wcześniej nie zsyłał choroby to nie musiałby potem zsyłać lekarki....


Jeśli na każde niepowodzenie, upadek, przeciwność itp. będziesz patrzył jak na karę, to zawsze kogoś trzeba będzie obarczyć winą za nią, najlepiej Boga.

Czyli każdy ateista prędzej czy później MUSI zachorować i zachoruje na depresję?
Argumentacja godna radio maryja.


Ja nie powiedziałam, że musi. Taki był mój przypadek. Jesli człowiek jest autentycznie wierzący, widzi sens w życiu, ja go nie widziałam.

Czy życie na psychotropach to jest według Ciebie "wszystko w porządku" ?


W porównaniu do tego, co było wcześniej, dla mnie jest w porządku. Chodzi mi głównie o działania w kierunku leczenia się, o chęć i siły.

Z chorób psychicznych się "zdrowieje"
Nie wiesz o tym?
Chyba , że masz depresję sezonową albo hipochondryczną.


Tak, zdrowieje się, chociaż to nie grypa...
Boże mój, zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie
na niepodobieństwo twardych kamieni...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
05 maja 2012, 22:32

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez bittersweet 06 maja 2012, 14:14
intel,
ta Twoja dziwna wiara w niewiarę........... Nie lepiej wierzyć w coś, co nam przynosi ulgę ? fajnie że znowu klikasz :P
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez intel 06 maja 2012, 17:31
aboaterica
Dziękuję za podjęcie dyskusji na argumenty. Zwłaszcza że są tu na forum osoby twierdzące "nie bo nie" lub "tak bo tak"
Dyskusja z takimi personami urąga mojej inteligencji.
Jeśli na każde niepowodzenie, upadek, przeciwność itp. będziesz patrzył jak na karę, to zawsze kogoś trzeba będzie obarczyć winą za nią, najlepiej Boga


Lecz skoro za niezasłużone niepowodzenia nie mogę obwiniać Boga , to z jakiej racji ewentualne zwycięstwa czy powodzenia mogę przypisywać Jego zasłudze ?

Albo jest Dobrem i interesuje Go mój los albo nie.
Z Bogiem to jest tak :
-albo chce ,ale nie może być dobry, co przeczy Jego Boskości
-albo może ,ale nie chce, co przeczy Jego niekończonej dobroci.
-albo nie chce i nie może , co pozostawiam już bez komentarza.


Aha. Piszę " Bóg " z dużych liter , ponieważ żyję w kraju chrześcijańskim i w takiej kulturze dorastałem, więc moja do Niego niechęć nie może być manifestowana poprzez obrażanie uczuć religijnych innych.

Nikt mi nie wmówi, że moje cale dzieciństwo które było piekłem spowodowanym alkoholizmem ojca , oraz nagroda w postaci choroby psychicznej w wieku dorosłym uniemożliwiająca mi normalne zycie i przyczyniająca się do całkowitego upadku jest częścią jakiegoś Boskiego planu, mającego mnie "wzmocnić" duchowo czy mentalnie !!

A pomimo domowej degrengolady byłym bardzo grzeczny, dobrze się uczyłem, byłem nawet ministrantem modlącym się o spokojną noc ..........bezskutecznie.
Czym zasłużył sobie 10 latek na taki los?
Skoro życie jest darem od Boga , to tym chętniej się zabiję. Dzięki temu w jedyny znany mi sposób pokrzyżuję Mu plany :D
intel
Offline

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez aboaterica 06 maja 2012, 18:43
intel napisał(a):Lecz skoro za niezasłużone niepowodzenia nie mogę obwiniać Boga , to z jakiej racji ewentualne zwycięstwa czy powodzenia mogę przypisywać Jego zasłudze ?


Mnie chodzi jedynie o to, abyś zastanowił się, dlaczego Bóg zesłał ci te przeszkody, może chciał, abyś zastanowił sie, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Nie może powiedzieć do ciebie bezpośrednio, to używa znaków. Taki Boski język migowy ;)

Nikt mi nie wmówi, że moje cale dzieciństwo które było piekłem spowodowanym alkoholizmem ojca , oraz nagroda w postaci choroby psychicznej w wieku dorosłym uniemożliwiająca mi normalne zycie i przyczyniająca się do całkowitego upadku jest częścią jakiegoś Boskiego planu, mającego mnie "wzmocnić" duchowo czy mentalnie !!

A pomimo domowej degrengolady byłym bardzo grzeczny, dobrze się uczyłem, byłem nawet ministrantem modlącym się o spokojną noc ..........bezskutecznie.
Czym zasłużył sobie 10 latek na taki los?


Gdyby życie każdego człowieka było pasmem tylko i wyłącznie sukcesów, to myślę, że ten świat byłby jeszcze gorszy niż jest. Gdyby takiego "człowieka sukcesu" ( ;> ) spotkała jakaś porażka, drobiazg, to odrazu powaliłaby go na kolana. Każdy ma jakiś krzyż, każdy przeżywa własną droge krzyżową, ale myślę, że domyślasz się po co to wszystko (nie chce byś znów zarzucił mi kontakty z RM ;>)
Ja też nie miałam łatwego dzieciństwa, ojciec bił mnie i mamę, więc też przeżyłam piekło. Poza tym byliśmy biedni, bardzo biedni. Dlatego staram się z wszystkich sił iść na wymarzone studia i znaleźć pracę, aby moje dzieci (jesli takowe bedę mieć) nie przeżyły tego co ja. Wyciągnęłam wnioski i jeśli tylko dam radę, to nie pozwolę aby inni przeżyli to, co ja.

Skoro życie jest darem od Boga , to tym chętniej się zabiję. Dzięki temu w jedyny znany mi sposób pokrzyżuję Mu plany :D

Chyba, że On wygra i Ci na to nie pozwoli, to by było dopiero złośliwe z Jego strony ;)

-- 06 maja 2012, 19:19 --

aboaterica napisał(a):
Ja też nie miałam łatwego dzieciństwa, ojciec bił mnie i mamę, więc też przeżyłam piekło. Poza tym byliśmy biedni, bardzo biedni.


A propos tej wypowiedzi. Nie moge winić Boga za błędy mojego ojca, w końcu człowiek jest obdarzony wolną wolą. Jemu to bedzie 'policzone', dlatego staram się mu wybaczyć. Robię to przede wszystkim dla siebie, bo wiem, że ciągły żal zatrułby mnie samą i moje życie byłoby jeszcze gorsze.

-- 06 maja 2012, 19:21 --

O źle zacytowałam, ale nie dam rady już tego zmienić.
Ostatnio edytowano 14 maja 2012, 00:09 przez *Monika*, łącznie edytowano 2 razy
Powód: poprawiono cytowanie, usunięto część zdublowanego postu
Boże mój, zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie
na niepodobieństwo twardych kamieni...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
05 maja 2012, 22:32

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Łazarz 06 maja 2012, 19:57
Witaj aboaterica,

na początek chciałbym Cię powitać w skromnych progach naszego tematu.

Jak widzę z wysokim zrozumieniem przeczytałaś mój otwierający post.
Może to właśnie Bóg zesłał ci tą lekarkę? Pomyśl w ten sposób. Wspominałes o ciąży i ślubie siostry - dzięki niemu poszedłeś do lekarza. Może to właśnie On pokierował tak ludźmi aby cie uratować.


Rzeczywiście, bardzo trafnie ujęłaś swoje spostrzeżenia, masz rację w pewnym sensie, tak, przez pewien czas zastanawiałem się czy to aby nie interwencja boska o którą wcześniej tak bardzo się modliłem. Zastanawiałem się wtedy czy to za pomocą boga czyli przez ślub siostry poszedłem do lekarza; że trafiłem na odpowiednią lekarkę, która przekonała mnie do hospitalizacji- a potem dzięki kompetentnemu zespołowi psychiatrów zostałem zaleczony.
Uwierz mi, myślałem o tym sporo, nawet w tym otwierającym poście napisałem, że gdyby nie ten ślub, a potem perswazja lekarki to na pewno już robaczki przerobiłyby moje ciało na ser szwajcarski.
Kiedy jest ,,już po wszystkim'' może nasuwać się taka myśl, ale kiedy to jeszcze trwało to raczej nie było mi do śmiechu bo nadziei wówczas już nie było.
I czy to zbieg okoliczności, kiedy w 12 miesiącu mojej choroby powiedziałem dość, dość mam lizania dupy panu buckowi, kiedy wziąłem różaniec, który nosiłem ze sobą od roku codziennie klepiąc zdrowaśki i wywaliłem do kosza o dziwo w parę tygodni później depresja ,,ustąpiła''?
Jak przez pryzmat mojego ówczesnego katolickiego myślenia zinterpretowałbym tą sytuację?
Że to była pewna forma catharsis, oczyszczenia relacji z jahwe, że wreszcie pokazałem prawdziwą twarz, że przez całe życie modliłem się do niego bo chciałem uzyskać jakąś korzyść, że zachowywałem się w sposób dobry tylko dlatego bo myślałem, że mam w tym interes, bo jak nie to będzie kara lub nie uzyskam profitów.
1Kiedy wreszcie wykrzyczałem co tak naprawę nosiłem w sercu, ,,boże, ku.rwa mać, nienawidzę cię za to co mi zrobiłeś, mam cię gdzieś, nie będę cię o nic więcej prosić, dosyć tego żebrania, nie będę więcej twoim sługusem oczekującym wynagrodzenia'',2 pomyślałem później, że może właśnie dzięki temu ,,wyzdrowiałem'' że wreszcie wyłożyłem kawę na ławę, że bóg doskonale wiedział, że go oszukuję, że jestem zakłamańcem,3że może docenił tą szczerość, i zniósł tą karę za te oszukaństwa, bo wolał mnie nienawidzącego mnie ale szczerego, zgodnego z moim sumieniem niż tchórzliwego koniunkturalnego hipokrytę?
Tak przez pewien czas myślałem, dotarło do mnie jednak, że kiedy ktoś chce uparcie(nawyk wierzących) się w czymś doszukać transcendentalnego sensu to go znajdzie, a nawet jeśli nie potwierdzają temu fakty- to tym gorzej dla faktów.
Do głowy przyszła mi pewna zasada, nazywa się Brzytwą Ockhama –,, zasada, zgodnie z którą w wyjaśnianiu zjawisk należy dążyć do prostoty, wybierając takie wyjaśnienia, które opierają się na jak najmniejszej liczbie założeń i pojęć''.
Czyli nie wymyślając najprzeróżniejszych teorii trzeba spojrzeć na to prosto, żyję dzięki możliwościom medycyny, a dokładniej- psychiatrii. Poszedłem po pomoc nie dlatego, że palec boży pokierował moją siostrą ku zamążpójściu bym z konieczności pojawienia się na jej weselu poszedł do psychiatrii(wzięła ślub bo po prostu nadszedł na to czas); to nie archanioł Gabriel natchnął moją lekarkę do przekonania mnie do hospitalizacji tylko jej wysokie kompetencje. Nie zabiłem się nie dlatego, że wiara trzymała mnie przy życiu tylko dlatego, że nie pozwolił mi na to ,,jeszcze'' głęboko zakorzeniony we mnie instynkt naturalny.
Bo posługując się argumentami na których nie ma dowodów to równie dobrze mógłbym Cię przekonywać, że to zębowa wróżka, siedmiu krasnoludków i jednorożec zaaranżowali przebieg wydarzeń dzięki którym doszedłem do siebie, wystarczy tylko te wszelkie tezy z wyrazem ,,bóg'' zastąpić ,,siedmiu krasnolódków czy Dziadek Mróz''.

Jeszcze raz chciałem pogratulować Ci Twojej spostrzegawczości bo wychwyciłeś umiejętnie procesy które miały przebieg głęboko wewnątrz mojej istoty szarej, a to nie jest takie proste :P
Chętnie wdam się z Tobą w dalszą polemikę, czy to na ten czy inne tematy.
Szanuję Twoją wiarę i światopogląd masz do niego święte prawo.

Intel,

my to się rozumiemy :P czasem to nawet nie muszę odpowiadać na posty bo już nie pierwszy raz się zdarzyło, że uprzedzałeś mnie w tym co chciałem napisać :P

Pozdrawiam serdecznie

P.S. Bo już zaczynał rdzewieć ten temat! :D
Offline
Posty
255
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez aboaterica 06 maja 2012, 21:26
Łazarz, dziękuję za szacunek do mojej wiary. W końcu ty sam wierzysz w "mojego" Boga.
Piszesz, że po odrzuceniu modlitw, po zaprzestaniu proszenia - ozdrowiałeś. I stwierdziłeś, że odrzucasz Boga. Okej, Twoja decyzja, Twoja wolna wola.
Ale wiesz... Poza Tobą, wolną wolę ma także Bóg. Jak wspomniałeś znał powody Twoich gorliwych modlitw, ale niestety (bez urazy dla Ciebie) - pustych. Na chwilę postaw się na Jego miejscu. Wyobraźmy sobie taka sytuację:
Poznajesz jakąś osobę, chcesz się z nią zaprzyjaźnić. Ta druga osoba wykazuje zainteresowanie. Ale okazuje się, że osoba ta rozmawia z Tobą, spotyka się itp. tylko dlatego, bo chce np. pożyczyć od Ciebie kasę. No i dowiadujesz się o tym, no i wiadomo, wkurzasz się, jesteś zawiedziony itp. I ja osobiście będąc w takiej sytuacji wolałabym wiedzieć prawdę. No i Ty przyznałeś się do tego przed Bogiem, uświadomiłeś sobie sam, jaki jest powód kontynuowania relacji z Bogiem.
No i moim zdaniem to był ruch Boga, abyś zrozumiał sens więzi z Bogiem. Nie rozumiem, dlaczego tak wielu ludzi traktuje Boga jak jakiś przedmiot, bez uczuć, nie myślącego, a jednocześnie mogącego wszystko. Tak, Bóg może wszystko, ale jest także jak człowiek - ma serce i rozum. Ciesze się, że mimo wszystko traktujesz Go jak kogoś, kto potrafi myśleć i czuć. Ale wracając... Niestety, po poznaniu sensu więzi/relacji z Bogiem, często zamiast jej naprawiać, odsuwamy się od Boga, bo nie zrobił On tak jak my byśmy tego chcieli. Też kiedyś obwiniałam Boga o to, że nie spełnił moich próśb, ale teraz wiem, że zrobił inaczej, bo tak miało potoczyć się moje życie.
Już od Niego nie żądam, ale mówię: "Boże, jeśli tylko chcesz, spraw...", bo przecież nikt nie lubi jak jest się do czegoś zmuszonym.


Nie lubię takiego ''prostego" myślenia. Dla mnie ono nie istnieje. Wierzę w przeznaczenie, wierzę w to, że na swojej drodze spotykamy ludzi nieprzypadkowo i, że każdy coś wnosi do naszego życia. Więc wybacz, nie wierzę w te proste teorie.

Poza tym, czyż nie piękna jest ta myśl, że ktoś jest zawsze przy Tobie, mimo niedoskonałości, wad? I nawet jeśli robi coś przeciwko nam, to i tak nadal jest naszym Przyjacielem/Mistrzem/Ojcem; przecież On wie lepiej.
Boże mój, zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie
na niepodobieństwo twardych kamieni...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
05 maja 2012, 22:32

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez bittersweet 06 maja 2012, 21:46
aboaterica,
intryguje mnie skąd masz te info dotyczące Boga ? że ma serce, rozum, wolną wolę, że jest jak człowiek .... Możesz wyjasnić skąd ta pewność w tym zawiłym temacie ?
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

Avatar użytkownika
przez aboaterica 06 maja 2012, 21:50
cudak napisał(a):aboaterica,
intryguje mnie skąd masz te info dotyczące Boga ? że ma serce, rozum, wolną wolę, że jest jak człowiek .... Możesz wyjasnić skąd ta pewność w tym zawiłym temacie ?


No w końcu człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga. Nie wydaje mi się, aby Doskonałość jaką jest Bóg był pustym przedmiotem. To by troche zaprzeczało Jego doskonałości.
Boże mój, zmiłuj się nade mną
czemu stworzyłeś mnie
na niepodobieństwo twardych kamieni...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
05 maja 2012, 22:32

moja historia, dla szukających ukojenia w śmierci.

przez Łazarz 06 maja 2012, 22:53
W końcu ty sam wierzysz w "mojego" Boga.


Możliwe, że na to wygląda, ale jest inaczej, jestem ateistą.
Te moje rozmyślanie na temat boga to jest piętno jakie wycisnęła na mnie indoktrynacja katolicka jaką wpajano mi od dziecka, i bardzo prawdopodobne jest to, że ciężko mi się będzie tego pozbyć.

Ta analogia z relacją z kimś bo ktoś chce pożyczyć pieniędzy jest strzałem w dziesiątkę.
Jest tylko jedno ,,ale'' . fajnie się rozmawia o tym co było gdy jest już dobrze, gdy przeszło się przez tą mroczną ścieżkę i można wreszcie odetchnąć z ulgą.
Ciekaw jestem co byś mi napisała gdyby to było rok temu?
Podążając tokiem powyższego rozumowania powinnaś mi napisać, że bóg mnie teraz karze za moje grzechy i że w końcu wszystko skończy się dobrze, a ja wyjdę z tej kaźni wzbogacony o nauczkę i lekcję życia.
Co z tymi którzy nie wyleczyli się? Co z tymi co popełnili s. ?
Co oni z tej interwencji boskiej wynieśli?
Myślisz, że ja w trakcie choroby byłem spokojny, bo mówiłem sobie ,, spokojnie Tomek, to, że masz myśli s. gnijesz9 miesiąc w łóżku oraz masz iq nietoperza to nie powód do zmartwień, w końcu to przecież do ciebie bóg przemawia, on cię karze , a ty posłusznie i z pokorą znoś jego wolę''.

Gdy nie ma happy end'u to nawet pomimo najszczerszych chęci nie da się podpiąć tego pod boży plan.

Ja to bym chciał, żeby bóg wpadł w depresję, i żeby też miał myśli samobójcze.
Heh, ciekawe jaką metodę by wybrał :P
Samobójstwo nieśmiertelnego, to dopiero wyczyn!!! :D
Skoro jest wszechmogący to powinien umieć się zabić... ale gdyby mu się to udało to by nie był nieśmiertelny.
Duchowa sprzeczność :angel: :angel: :angel:
Offline
Posty
255
Dołączył(a)
14 sty 2012, 18:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 14 gości

Przeskocz do