Nie wiem co ze sobą zrobić

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie wiem co ze sobą zrobić

Avatar użytkownika
przez Transfuse 20 lis 2011, 21:12
Piszesz, że chodziłeś kiedyś na terapię ale nie była ona skuteczna. Może powinieneś zmienić terapeutę ?

kompletnie nie jestem asertywny, zawsze ustępuje innym nawet jak to jest niekorzystne dla mnie
Mam to samo, strasznie mnie to denerwuje, nie umiem sobie z tym poradzić!

źle znoszę stres, mam wtedy masakrycznie złe samopoczucie, przy byle głupocie mi drżą strasznie ręce
I tutaj identycznie.
Wiesz, jutro przeanalizuję Twój post bardziej dogłębnie. Przepraszam, że tak powierzchownie ale ogarnia mnie już zmęczenie. Ciągle jestem senny, chociaż dzisiaj spałem do 10...
Przyjaźń wcale nie jest nienaruszalną więzią. Jest raczej jak olbrzymia, piaszczysta wydma, pozornie potężna i trwała, ale pewnego dnia budzisz się, a jej już nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2327
Dołączył(a)
29 paź 2011, 13:31
Lokalizacja
Poznań

Nie wiem co ze sobą zrobić

Avatar użytkownika
przez akmus 20 lis 2011, 23:39
Wiesz, mamy wiele wspolnego, bo przezywalem podobne rzeczy. Niestety nie potrafię Ci pomóc, bo sam dopiero powoli zamierzam wyjść z tego dna życiowego. I dlatego w tym tygodniu idę do psychologa, poproszę go o diagnozę i o radę, co mam dalej ze sobą robić. Jedyne co jest pewne to to, że stanie bezczynnie w miejscu nic nie da, nic samo nie przejdzie. Dlatego trzeba wykonać jakikolwiek krok, nieważne póki co w jakim kierunku, ważne żeby inicjatywa przeprowadzenia zmian w życiu ujrzała światło dzienne.
Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie – zaczniecie tęsknić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
18 lis 2011, 17:34

Nie wiem co ze sobą zrobić

Avatar użytkownika
przez tahela 21 lis 2011, 11:50
oj chłopie musisz isc do lekarza na lęki i NN leki od psychiatry, na przeżycia z przeszłosci później terapia a sam radź sobie jak potrafisz jednym lepiej to wychodzi innym gorzej jak sam sobie nie radzisz idź po pomoc
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie wiem co ze sobą zrobić

Avatar użytkownika
przez Kiya 05 gru 2011, 00:30
Nie potrafię odpowiedzieć Ci na żadne z Twoich pytań... Przepraszam... Mogę Ci tylko powiedzieć, że wiem co czujesz. U mnie to nie ojciec alkoholik, a matka wariatka. Przemoc zarówno psychiczna jak i fizyczna, najczęściej na starszej siostrze, przez co ja jestem teraz "ta zła", bo nigdy nie dostałam. Musiałam tylko bezczynnie patrzeć. I słuchać. O tym, że pieprzymy się z ojcem, że widziała ślady spermy na naszej bieliźnie, że cały świat spiskuje przeciwko niej. I tak od najmłodszych lat. Ojciec choleryk, więc codziennie kłótnie, bójki (kto by wytrzymał słuchanie czegoś takiego? mówiła tez takie rzeczy o jego siostrach i nieżyjących rodzicach). Ciąganie po psychologach i niebieskich liniach, porywanie - wszystko przez matkę, bo w jej głowie to ojciec nas krzywdził. Sądy, kuratorzy, psycholodzy, szpitale psychiatryczne. Pierwszy raz o tym piszę na forum.
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

Nie wiem co ze sobą zrobić

Avatar użytkownika
przez Kiya 06 gru 2011, 23:19
autsajder, u mnie żadnych drzwi nie szło zamknąć nawet na zwykłą klamkę, wszystkie powyrywane z zawiasów. I dobrze,że mieliście do kogo uciekać... Powodzenia Ci życzę...
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

Nie wiem co ze sobą zrobić

Avatar użytkownika
przez never1337 09 gru 2011, 01:15
Czesc, mam praktycznie identyczne problemy jak ty i tez nie wiem co ze soba poczac. ojciec alkoholik, przemoc od malego (moze nie taka doslownie fizyczna) lecz glownie psychiczna. tez wypalilem sie z uczuc, nie potrafie zwiazac sie z kobieta, te same lęki przed wszystkim. z jazda autem mam to samo, ten sam lęk. to jest okropne.. i przez to wszystko powstaje depresja. teraz spie pól doby i jem kilogramy slodyczy/kofeiny.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
19 lut 2009, 13:25
Lokalizacja
Kraków

Nie wiem co ze sobą zrobić

przez Simone 16 gru 2011, 21:15
Witaj,

Moje problemy miały nieco inne podłoże niż Twoje, ale ostateczny kształt przybrały podobny. Pierwszy raz, kiedy sytuacja urosła do rozmiarów przekraczających moje możliwości, udałam się do psychiatry 10 lat temu. Standard: wizyta na "kasę chorych", pach-pach recepta na prochy i skierowanie do psychologa, też na "kasę chorych". Od samego początku miałam wrażenie, że "to nie to"; nie odpowiadało mi ani branie leków, ani wywnętrzanie się przed obcym człowiekiem. Generalnie psychiatra jest od farmakoterapii a psycholog od psychoterapii; teoretycznie najlepsze efekty osiąga się poprzez współpracę z jednym i z drugim. Przez te niemal 10 lat było raz pod górkę, raz górki, choć z bilansem ujemnym. Nie będę wnikać w szczegóły, bo nie o moją historię tu chodzi a o walkę z problemami w ogóle. Najłatwiejszą drogą dla mnie było pojawianie się co jakiś czas u psychiatry i rezygnacja - po wielu nieudanych podejściach do psychologów - z rozmów o tym, co w środku. To był błąd, dziś z perspektywy lat mogę to stwierdzić na pewno. Różni ludzie snują różne opowieści, ale fakt faktem - leki w końcu pomagają. Nie te, to inne; czasem trzeba wypróbować wiele różnych. Osobiście przetestowałam połowę dostępnych na polskim rynku antydepresantów i preparatów przeciwlękowych :] Ale to przypomina branie tabletki na ból zęba - chwilowo pomoże, ale problemu nie rozwiąże. Przez takie podejście do sprawy nie uporałam się ze swoimi demonami przez tyle lat... Bo "uciszane" znikały na jakiś czas tylko po to, by później wrócić jeszcze silniejszymi. Musiałam wytaczać przeciw nim coraz cięższe działa... I tak w kółko. Droga donikąd. Do czego zmierzam? Z mojego punktu widzenia wygląda to tak: nawet jeśli jesteś człowiekiem skrytym, lata takich a nie innych okoliczności wykształciły w Tobie specyficzny sposób komunikacji z drugim człowiekiem, albo wręcz go ograniczyły do zera - więc nawet jeśli jesteś takim człowiekiem, wierzę, że może Ci pomóc psychoterapia. Mnie pomogła. Tylko trzeba się do tego odpowiednio nastawić. Psychoterapia jest procesem żmudnym, trudnym, niejednokrotnie bolesnym i wymagającym wysiłku. Słaba reklama? ;) Być może. Dodam więc, że często wydaje się procesem wręcz bezsensownym a niektóre ćwiczenia zalecane przez psychologa zdają się idiotyczne i człowiek czuje się jak skończony, żałosny dureń i zaczyna podejrzewać, że ktoś nabija go właśnie w butelkę... ALE: jest jedno wielkie ALE a potem zaczynasz odnajdować kolejne. Otóż po pewnym czasie zaczynasz się czuć lepiej. Po prostu. Nie musisz wcale zauważyć jakiegoś konkretnego mechanizmu - pomogło mi to i tamto, zmieniłem takie a takie zachowanie i pstryk! wszystkie problemy zniknęły. Tak nie ma. Ale my, ludzie z problemami, ludzie na tyle zagubieni, że potrzebujemy pomocy, ale też na tyle silni, że wreszcie po tę pomoc sięgamy, mamy wielkiego plusa z całej tej historii: mamy szansę poznać siebie. Brzmi banalnie? Zastanów się jeszcze raz. "Grzebanie" w głowie, przepracowywanie swoich zachowań, stawanie oko w oko z własnymi lękami - to ogromnie cenne doświadczenie, wzmacniające i oczyszczające. Zdobywasz wiedzę o sobie samym, zaczynasz rozumieć świat dookoła. Skąd pan/pani psycholog może wszystko o mnie wiedzieć? Nie może - i nie wie. Ale są pewne mechanizmy wspólne dla nas wszystkich; jedni z nas podlegają takim, inni innym, ale da się wyodrębnić pewne schematy dla każdego z nas - a na każdy schemat obmyślono też receptę. Chcę Ci powiedzieć, że naprawdę warto - warto - pójść na psychoterapię. Pozwól, by ktoś poprowadził Cię przez jakis czas za rękę, pomógł Ci uporać się z kilkoma zbyt ciężkimi sprawami. Jeśli potrzebujesz - weź leki, one wesprą Twoja psychoterapię. Ale nie rezygnuj z walki z problemami u podstaw - czyli nie rezygnuj z poznawania siebie. Z czasem nauczysz się tego sam, pokochasz siebie, uwierzysz w siebie. Poznasz swoje silne strony i nauczysz się je rozwijać. Zdaję sobie sprawę, że brzmię jak nawiedzona. Jeszcze kilka lat temu pewnie nie zrozumiałabym takiej Simone, która opowiada takie rzeczy... Ale dziś jestem już w trakcie przepoczwarzania... Zdarzyło się w moim życiu tak, że kiedy przyszedł - po raz kolejny od kilku lat - bardzo poważny problem a życie znów wymknęło mi się z rąk, nie mogłam stosować leków. Byłam w ciąży i było to niewskazane ze względu na dziecko. Musiałam więc poczynić heroiczny wysiłek i zawalczyć z moim demonem gołymi rękami. Ja, kobieta ciężarna, głupia (tak zawsze o sobie myślałam), słaba (tak zawsze o sobie myślałam), z problemami większymi niż mają inni (tak zawsze o sobie myślałam), popie..ona bardziej niż cała reszta świata (tak zawsze o sobie myślałam), bezwartościowa (tak zawsze o sobie myślałam)... Właśnie JA musiałam to zrobić, bo chodziło o zdrowie i życie mojego dziecka. I okazało się, że to wszystko, co o sobie myślałam, to kompletna bzdura, Że każde wcześniejsze fiasko było wynikiem chęci pójścia na łatwiznę - leki i do widzenia. Dziś mam wspaniałą córkę i przyznaję, że to ona jest moją motywacją by dalej walczyć, by poznawać siebie i rozpirzać w pył te wszystkie demony. Ale zaczynam to robić też coraz bardziej dla siebie. Zaczęłam się kochać (!), wierzyć w siebie, zaczęłam rozumieć, że niekoniecznie zjadłam wszystko rozumy i mam prawo o sobie powiedzieć to wszystko, co powyżej: głupia, bezradna itd. Nie znałam siebie, nie znałam ludzi, byłam zakleszczona w szponach lęku i tworzyłam sobie smutne, depresyjne, beznadziejne "prawdy" o świecie. JEST wyjście z tego wszystkiego i jestem pewna, że skoro ja dałam radę, Ty też dasz. Bądź tylko szczery ze swoim psychologiem i nie bój się - jeśli po kilku spotkaniach dany człowiek Ci nie podejdzie, zmień na innego - aż do skutku. Początki są najcięższe, ale w końcu zaskoczysz - i będzie już coraz lepiej. Techniczna wskazówka - napisz do psychologa taki "list", skopiuj może nawet to co napisałeś tutaj, do nas - i daj mu to do przeczytania. Oszczędzicie sobie trochę czasu w poznawaniu Twojej osoby. czasem ciężko się opowiada "na żywo", a na papier można przelewać swoje myśli powoli, w domowym zaciszu, "na raty"..
Serdecznie życzę powodzenia i mam nadzieję, ze mój chaotyczny wywód powyżej przyniósł promyk optymizmu. Przesyłam Tobie i wszystkim ludziom, którzy stracili - bądź nigdy jej nie mieli - wiarę w siebie i w życie, przesyłam wam wszystkim wielki kosz pozytywa. Wiem, co to znaczy chcieć umrzeć, wiem, czym jest poczucie pełnej beznadziei, ale najważniejsze, że wiem, że jest stamtąd wyjście.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
16 gru 2011, 20:38

Nie wiem co ze sobą zrobić

przez vintage 17 gru 2011, 16:04
Musisz dać temu szansę. Chodzę na psychoterapię od miesiąca i w chwili obecnej jestem w kawałkach. Czuję ból, apatię, gniew, strach - wszystkie te rzeczy, które towarzyszyły mi od dawna, ale nabieram świadomości w ich przeżywaniu. Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym dalej radzić sobie z tym sam. Czuję, że jestem dopiero na początku, bo nadal dręczą mnie kompleksy, niska samoocena, strach przed kontaktem z ludźmi i kompletny brak wiary w siebie, ale nie wyobrażam sobie, że mógłbym dalej radzić sobie z tym sam.
Na pierwsze spotkanie przyszedłem obcykany, z gotowym scenariuszem tego, co będę mówił, jak będę mówił, jakich tematów w ogóle nie poruszę. To jest mój mechanizm działania w kontaktach z ludźmi, zawsze wyobrażam sobie sytuacje, swoje odpowiedzi, próbuję przewidzieć ich przebieg, a zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne - źle znoszę niespodziewane sytuacje, momenty, kiedy czyjaś (broń Boże kilku ludzi) uwaga skupia się na mnie. Nie umiem działać w czasie rzeczywistym, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Zawsze sobie później to wyrzucam, wałkuje różne sytuacje z przeszłości, zmieniam w głowie ich przebieg, zastanawiam się, co by było gdybym postąpił inaczej/nie wycofał się. Przed kolejnymi dwiema wizytami również miałem w głowie gotowe eseje, mówiłem jak ze scenariusza, beznamiętnie, z perspektywy trzeciej osoby. Psycholog oczywiście zauważyła to i moim zadaniem na kolejne spotkanie było nie przygotowanie się :smile: Na ostatniej wizycie coś się zmieniło, zacząłem mówić o tym, co czuję w chwili obecnej, skonfrontowałem się z emocjami na poziomie przeżywającego zamiast obserwatora. Broniłem się rękami i nogami przed ich okazaniem, bo mimo wsparcia z jej strony, otwarcie się z uczuciami przy drugim człowieku na razie mnie przerasta. Na myśl o tym, ile straciłem przez strach przed otwarciem się, ogarnia mnie pusty gniew. Ale to początek drogi, jeśli tylko znajdę w sobie siłę na pracę nad sobą. A póki co, jej źródło widzę w kolejnych wizytach.
Jeśli nadasz myślom formę słów, łatwiej będzie Ci prowadzić wewnętrzny dialog.
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
12 lis 2011, 14:19

Nie wiem co ze sobą zrobić

przez Simone 17 gru 2011, 23:35
Pozdrawiam również :) i życzę wytrwałości. A także... trochę wiary. Ja nie stanęłam jeszcze zupełnie na nogi, ale jestem w drodze, czuję, że nabieram wiatru w żagle. Na moim etapie, nazwijmy to "samopoznawania", wciąż niejednokrotnie czuję się jak idiotka, kiedy wykonuję takie a nie inne ćwiczenia. Zupełnie nie mogłam się przekonać na przykład do wizualizacji, do medytacji (to drugie zresztą do dzisiaj mi nie wychodzi), ale po czasie, po wielu próbach coś zaczynało się układać i powoli zaczęło działać. Psychoterapia to generalnie niełatwa droga, ale za to - do pięknego celu.
Napisz proszę, jak kolejne podejścia do psychoterapeutów. Życzę też powodzenia i trafienia na odpowiednią osobę :papa:
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
16 gru 2011, 20:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do