Nie potrafię sobie pomóc

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie potrafię sobie pomóc

Avatar użytkownika
przez Tes 02 lis 2011, 15:08
Nie wiem od czego zacząć, mam wrażenie, że przerabiam całe życie od początku po raz setny, to robi się nudne. Niech będzie, powiem coś o sobie.

Kiedy byłam w podstawówce bałam się szkoły, nienawidziłam jej, nie miałam przyjaciół. Rodzina nie pomagała mi wyjść z głębokiej depresji która mnie dosięgła, naśmiewali się z mojej "uciągniętej gęby". Czasami pytali, co się stało, ale ja sama nie wiedziałam, prawie od razu dawali sobie spokój.. W gimnazjum chwilowo było lepiej (zazwyczaj towarzyszy to "nowemu etapowi", który przeżywałam również np teraz, przy rozpoczęciu pracy i studiów), potem zaczęłam odpływać totalnie. Czułam się tak samotna, że świadomie pogłębiałam swój stan, żeby łaskawie ktoś w końcu mi pomógł. Jak dziś pamiętam dzień, w którym leżałam na stole za domem kompletnie nieobecna. Mama postanowiła mnie zabrać do psychiatry. Zapisał mi leki na nerwice (brałam jakiś czas, ale zrobiło się tak źle, że przestałam widzieć samochody na ulicy) no i zalecił psychoterapię. Pani psycholog jedna i druga okazały się niekompetentne i zupełnie straciłam wiarę. Potem spotkałam chłopaka. No wiecie, znowu "nowy etap" i zrobiło mi się tyle lepiej, że przestałam brać leki. Związek po roku przestał mieć cokolwiek wspólnego ze szczęściem, znowu miałam ciężki epizod, ale nikt nie wyciągnął do mnie ręki. Rodzice uważają, że lepiej bym się robotą zajęła, a nie o pierdołach myślała. Nawet dawali mi kary za niezadowoloną minę. Wstydzą się tego, że byłam u psychiatry. Nie wiem jak to zrobiłam, ale w końcu się zebrałam i poszłam do psychiatry. 100zł z własnej kieszeni. Załatwił mi psychoterapię na kasę chorych. Pani psycholog, nie wiem jak to w ogóle możliwe, miała poglądy jak moi rodzice i powiedziała żebym się wzięła w garść i czymś zajęła. "Jaki masz niby problem?!" - pytała. Namówiłam mamę na finansowanie terapeuty behawioralno-poznawczego. Jakiś czas chodziłam, podczas gdy on zastanawiał się, który z moich problemów najpierw poruszyć, ale ciągle pojawiał się nowy i po 1,5 miesiąca (a każda wizyta 80zł) dowiedziałam się tylko, że świat nie jest czarno-biały. Któregoś wieczoru, kiedy powiedziałam mamie, że chyba nie jest mi lepiej powiedziała, że jak chcę tam bezcelowo chodzić to mam sobie sama płacić, w gimnazjum! Dzięki za wsparcie, mamo. Tak więc przestałam chodzić. Zresztą nie wiem, czy to by coś dało. Czułam się jeszcze gorzej uświadamiając sobie, że mam jeszcze więcej wad niż myślę. Potem nowy chłopak i chwile szczęścia. Teraz coraz częściej wracają demony przeszłości. Bardzo się zmieniłam (na lepsze) jeśli chodzi o podejście do życia itd, chłopak świeci mi dobrym przykładem. Nie wiem dlaczego mam teraz myśli samobójcze i strasznie się męczę. Może to moje poczucie własnej wartości.. Może strach.. Straciłam nadzieję, że to się kiedyś skończy. Moi bliscy nie chcą nawet słyszeć o tym, że "sobie wymyśliłam" depresje. Chłopak mnie kocha, ale "czarne myśli" są mu zupełnie obce i nie pojmuje powagi sytuacji. Kiedy mam "ciche dni" tracę z nim kontakt, on się od razu irytuje, on chodzi tylko tam, gdzie jest wesoło. Mogłabym mu tłumaczyć, że trzeba czasami stawić czoła też trudnością, ale ja osobiście nie chciałabym usłyszeć od niego, że całe życie będzie mieć epizody depresyjne a ja będę się musiała z tym męczyć. Trzeba się w końcu o siebie też troszczyć. Długi czas myślałam, że on mnie po prostu nie kocha, ale po 2 latach dotarło do mnie, że on taki już jest i muszę z tym żyć. Tak więc wiem, że nikt mi nie pomoże, a sama nie potrafię się zebrać. Do tego koszty terapii.. A do psychiatry na kasę chorych już nie pójdę, bo spaliłam się u wszystkich w mieście. Jakoś nie wierzę, że jest też normalny terapeuta na kasę chorych, skoro ci za masę kasy nie dają rady. Nie wiem gdzie mam zapukać, nie chcę po raz kolejny wyrzucić tylu pieniędzy w błoto. Pieniędzy, które są okupione olbrzymim cierpieniem związanym z moją pracą mimo wewnętrznego koszmaru, jaki przeżywam. To dla mnie duże pieniądze. Nie wiem co robić. Chyba chciałabym, żeby zamknęli mnie w psychiatryku, żebym nie musiała przed wszystkimi udawać, że jest ok, żeby nie mieli mnie dosyć, żeby ktoś mnie rozumiał, żałował.. A ja cierpię sama. Jak tam w ogóle trafić? Moje stany depresyjne przeplatają się z jakąś euforią ostatnio, przez co chyba ciężej jest mi uczynić jakiś krok do leczenia, bo mówię sobie, że mi przejdzie.. Dlaczego ktoś w końcu się nie zatroszczy i nie zaciągnie mnie za szmaty na terapię?!:(

A tak w ogóle to ile razy można zaczynać kolejną terapie i opowiadać całe swoje życie, które już jest na tyle długie, że opowiadasz to kilka tygodni (kilka spotkań)? To dobijające. I tak rozdrapuje rany, że potem mi trzy razy gorzej.
Avatar użytkownika
Tes
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 paź 2011, 15:53

Nie potrafię sobie pomóc

Avatar użytkownika
przez accidentalbaby 02 lis 2011, 16:45
Tes, słuchaj, wiem co czujesz w związku ze zmianami lekarzy i terapeutów. To jest koszmarne. Sama przeżyłam coś takiego, wszystko ciągle od początku, rozdrapywanie wszystkiego i rezygnacja, w końcu traci się wiarę, że ktoś może pomóc. Doskonale Cię rozumiem. Tylko że jak patrzę na swoje doświadczenia, czasami się zastanawiam, czy słusznie "porzucałam" jakiegoś terapeutę czy lekarza...

Chyba chciałabym, żeby zamknęli mnie w psychiatryku, żebym nie musiała przed wszystkimi udawać, że jest ok, żeby nie mieli mnie dosyć, żeby ktoś mnie rozumiał, żałował.. A ja cierpię sama.

A powiedziałaś o tym wszystkim chłopakowi? Przecież on może być dla Ciebie wsparciem. Musisz tylko spróbować mu wszystko wytłumaczyć. On nigdy nie będzie wiedział, co tak naprawdę czujesz, ale przynajmniej dowie się, że to ważne.

Mieszkasz z rodzicami? Spróbuj przekonać mamę, żeby dofinansowała Ci terapię. Ja wiem jak to jest, ja zawsze słyszałam, że wymyślam sobie wszystko, bo jestem leniwa ;) Kiedyś mnie to bardzo wkurzało, bo przeżywałam koszmar, a najbliżsi oskarżali mnie o lenistwo ("weź się w garść"), ale teraz mam świadomość, że ci, którzy tego nigdy nie doświadczyli nie wiedzą jak to jest, nie mogą sobie wyobrazić, tak jakby brakowało im dodatkowe zmysłu, który my mamy... Trzeba być dla nich wyrozumiałym ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
17 paź 2011, 19:46

Nie potrafię sobie pomóc

Avatar użytkownika
przez niosaca_radosc 02 lis 2011, 21:19
Tes napisał(a):Czułam się tak samotna, że świadomie pogłębiałam swój stan, żeby łaskawie ktoś w końcu mi pomógł.[...]
Dlaczego ktoś w końcu się nie zatroszczy i nie zaciągnie mnie za szmaty na terapię?!:(

Miałam, mam, sama już nie wiem w jakim czasie pisać, coś bardzo podobnego. Dotarłam do miejsca, w którym jedynym rozwiązaniem jest specjalista, ale za nic w świecie nie potrafię wykonać tego kroku. Czasami myślałam tak jak Ty, żeby w końcu ktoś zauważył i spróbował pomóc. Z drugiej jednak strony panicznie boję się przymusu albo, że nagle o wszystkim dowiedzą się niepowołane osoby. Porażka...
A odnośnie Twojej sytuacji, wydaje mi się, że powinnaś dalej próbować. Porozmawiaj z chłopakiem, bo może mu rozmowa o problemach też sprawia trudność i dlatego chowa się za maską wieczenej radości?
Problemem nie jest problem. Problemem jest Twoje nastawienie do problemu
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
2204
Dołączył(a)
11 paź 2011, 21:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie potrafię sobie pomóc

przez okey3 06 lis 2011, 17:12
cześć . nie wiem ,czy potrafię pomóc. jestem na tym portalu po raz pierwszy , a to mój pierwszy wątek ,na który kliknąłem. przeczytałem twoją opowieść i bardzo chciałbym Ci pomóc. musisz tylko odpowiedziec mi ,a raczej sobie na pare pytań. Na ile masz juz dość takiego życia?(np. palacz ,który rzuca palenie musi najpierw obrzydzić sobie lub znienawidzić tą czynność ;nie tylko papierosy).
Czy masz kogoś zaufanego ,któremu możesz opowiedzieć o wszystkim?
Czy zdajesz sobie sprawę,że tak naprawdę to TY jesteś swoim lekarzem? (nikt nie wie co tak naprawdę siedzi w twojej głowie)
jesli chcesz ,mogę spróbować Ci pomóc ale musisz zacząć ze mna rozmawiać szczerze, powiem Ci jakie mam doświadczenia z deresją i stanami maniakalnymi. i nie obiecuję ,że wszystko będzie ok.
największą pracę to Ty musisz wykonać . czekam na odzew. pozdrawiam
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
06 lis 2011, 16:54

Nie potrafię sobie pomóc

przez nicola_em 21 lis 2011, 11:24
CZeść. Trafiłam na to forum, ponieważ któyś dzień z rzędu siedze i zalewam się łzami. Tak na prawde nie wiem co mi jest ale postanowiłąm opisa tu swoją historię licząc że może ktoś w jakiś sposób mi pomoże i przywróci mnie do pionu. Tak więc, wszystko zaczęło się gdy rok temu zaczęłam studia.. Przeprowadziłam się na mieszkanie i mieszkam z koleżanką, która jest mi bardzo bliska i generalnie na prawde powinnam być szczęśliwa. Eh. Na początku wszystko było fajnie.. tzn. może nowa uczelnia mnie troche przeraziła ale potem się wszystko rozkręciło jakoś. Rok temu przed świętami zaczęłam bez powodu płakać. Po prostu przychodziłam ze szkoły - płacz.. Na początku było to tylko płakanie w ukryciu.. Później jednak przerodziło się w płakanie dosłownie wszędzie, siedząc na zajęciach.. czekając na tramwaj.. zamknęłam się w sobie.. Któregoś dnia jak zwykle zalewając się łzami zadzwoniłam do mojej mamy.. Wszystko jej opowiedziałam. Powiedziałą mi zebym zażywała magnez i poszła do apteki zapytać o jakieś leki z dziurawcem.. Kupiłąm deprim. Szczegół że całą drogę do apteki ryczałam i wracając również. Było mi tak źle jak nie było chyba jeszcze nigdy.. Zaczęłam zażywać magnez i deprim.. Niewiele mi to pomagało.. Wtedy poznałam chłopaka, który w sumie zajął mi mój czas i jakoś to się tak rozeszło po kościach że mi to przeszło.. Zostawiłam chłopaka po półtorej miesiąca znajomości bo nie był on dobry dla mnie.. Ale moje stany płaczu nie wróciły.. wszystko było ok. Zaliczyłam pierwszy rok, wróciłam do domu na wakacje.. w sierpniu złapałam dorywczą pracę w mieście więc znowu się tu przeprowadziłam i pracowałam.. w pracy zdarzało mi się bezpodstawnie rozpłakać i po prostu czuć się źle. Ale potem cały wrzesień w sumie było ok. W październiku wróciłam na studia wszystko i wszystko było dobrze aż do teraz.. OD jakichś 3 tygodni znowu coraz częściej płaczę.. Byleby niepowodzenie na studiach z którym wcześniej sobie radziłam jak niezdane kolokwium czy coś.. to nie tragedia a jednak wpędza mnie w stan z którego nie umiem wyjść.. Jest źle i czuję że jestr to silniejsze niż rok temu.. Zaczełam brać magnez i deprim od nowa.. Ale to nic nie zmienia.. Zamykam się w sobie coraz bardziej.. Nie wiem co jest powodem moich stanów. Przestałąm wychodzić z ludźmi bo czuje się dziwnie.. Mam wrażenie że jestem brzydka i okropna, beznadziejna. i Że nie powinnam pokazywać się w towarzystwie.. Jest mi Strasznie.. Rozmawiam o tym z moją przyjaciółką.. Jedną i drugą.. Ale to nie pomaga.. Nie wiem co mi jest i czym to jest spowodowane? może to te studia? może po prostu nie umiem przebywać z ludźmi? Ale dodam do tego, że w liceum byłam najbardziej rozrywkową dziewczyną, pewną siebie i mającą full znajomych.. Co się stało?? :/ Eh. Proszę o pomoc.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 lis 2011, 11:10

Nie potrafię sobie pomóc

przez Noopii 21 lis 2011, 12:36
nicola_em,to są jakieś objawy depresyjne,udaj się do psychologa pomorze znaleźć Ci przyczynę Twojego stanu..i zniwelować ją.

-- 21 lis 2011, 12:37 --

nicola_em,to są jakieś objawy depresyjne,udaj się do psychologa pomorze znaleźć Ci przyczynę Twojego stanu..i zniwelować ją.
Noopii
Offline

Nie potrafię sobie pomóc

Avatar użytkownika
przez tahela 21 lis 2011, 12:54
nicola_em,
to objawy depresji ja radze do psychatry po leki a do psychologa później jednak
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10974
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Nie potrafię sobie pomóc

przez ninon 21 lis 2011, 13:51
Tes dużo piszesz ale tak naprawdę nic o sobie nie piszesz. Co się z tobą dzieje? Tyle z tego wiem, że ci źle. Ale konkretnie co ci jest? Stan stanowi nierówny, bo każdy ma inne podłoże. Potrzebujesz bezgranicznej miłości, która nie ocenia a otula i akceptuje cię taką jaka jesteś. Każdy o takiej marzy. Ale co możemy zrobić do czasu aż taką znajdziemy, a może takiej nie ma, a może ktoś czeka na właśnie NASZĄ taką miłość???? Zadajmy sobie pytanie: Po co to wszystko mi się dzieje? Po co jestem taka zdenerwowana, taka nieakceptowana, po co czekam aż ktoś mnie zobaczy jak cierpię, co chcę zyskać od innych tym strasznym cierpieniem, Po co mi to teraz. Nie szukaj powodów tego stanu w przeszłości, ale zapytaj siebie po co mi to nadal teraz. Zastanów się jakie upiory cię dręczą - konkretnie.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 paź 2010, 18:19

Nie potrafię sobie pomóc

przez nanaa 11 cze 2012, 00:08
Cześć wszystkim

niestety ale mam podobny problem , od jakiś dwóch lat mam stany depresyjne, od czasu kiedy nic mi nie dolegało bardzo się zmieniłam kiedyś byłam duszą towarzystwa potrafiłam śmiać się tak naprawdę czasami bez powodu, wszędzie gdzieś biegałam miałam dużo energii, nie wiem tak naprawdę co się stało nie było konkretnego powodu ale i mnie to dopadło być możę nudna praca i dalekie dojazdy do niej ,o brak pasji, do tej pory nie potrafie odpowiedzieć sobie na to pytanie jak to sie stało, byłam w kilkuletnim związku który nietstey ale rozpadł się rok temu i ten rok był bardzo ciężki, pracowałam tylko dowrywczo nie mogłam nigdzie na stałe się zatrzymać ciagle cos nie pozwalało mi zostac w jednej pracy na dłuzej i tak jest do tej pory , strasznie sie miotam i wszędzie mi żle próbuje się ratować jezdzę czesto do znajomych , szukam pracy chodze na rozmowy , jest mi bardzo ciezko ale próbuję wczesniej chodziłam do psychologa jakis czas juz bylo dobrze ale rozstanie konkretnie mnie rozsypalo w tym samym czasie zrezygnowałam z pracy i zaczęłam szukac innej , tak naprawdę chwilami brakuję już mi sił żeby kolejny raz się podnosić , nie mogę też patrzeć na to jak moja rodzina sie o mnie zamartwia wszytsko to jeszcze bardziej mnie przytłącza, czesto pytają sie co mi jest czemu jestem smutna a ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie i jest mi wtedy jeszcze gorzej ,chciałabym bardzo się z tego wydostać ale toi jest naporawdę bardzo trudne, czsami mam wrazenie ze co bym nie zrobiła to i tak bede tego załować nie wiem skąd to sie u mnie wzięło jestem tu to chcę być tam strasznie niezdzecydowania , czsamai potafie przez kilka godzin zanstanwiac się nad podjęciem decyzji , i tak w kołko koszmar totalny ..
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 cze 2012, 23:11

Nie potrafię sobie pomóc

przez stoper 11 cze 2012, 23:27
Po co leki? Żeby się truć chemią?

Tutaj trzeba zmienić swoje życie. Działać :)

Większość lekarzy będzie rozbierać Twoją przyszłość na czynniki pierwsze, co jak się okazuje jest nieskuteczne.

Nas interesuje przyszłość. Jakie masz cele i marzenia?

Skupiaj się na tym, co pozytywne.

Wypatruj u u siebie, u innych, w swojej pracy pozytywy, zapisuj je na kartce.

Załóż dziennik sukcesów i zapisuje tam codziennie chociaż najdrobniejsze rzeczy, które udało Ci się zrobić.

Pozdrawiam :)
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
11 cze 2012, 23:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do