Pomóżcie mi ... proszę ja już nie daje rady :(

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Pomóżcie mi ... proszę ja już nie daje rady :(

przez szesnastolatka 24 wrz 2011, 10:14
Zacznę od początku. Poszłam do nowej szkoły oddalonej od mojego domu o kilkadziesiąt km, muszę mieszkać w internacie bo nie mam jak dojeżdżać. Jest to liceum profilowane (mat-fiz). Moje przygnębienie zaczęło się jakiś tydzień po rozpoczęciu szkoły i z dnia na dzień jest coraz silniejsze a ja nie mogę nic na to poradzić choć się staram. Wczoraj zaczęłam płakać przy rodzicach że nie dam rady i nawet pocieszająca rozmowa z nimi mi nie pomogła bo znowu siedzę i płaczę. Płaczę prawie cały czas, nawet na lekcjach łzy potrafią lecieć mi jedna po drugiej. Myślę tylko, by wrócić do internatu i móc się porządnie wypłakać. Nie mogę przez to wywiązywać się z moich obowiązków, bo strach przed niepowodzeniem mnie paraliżuje i nie pozwala działać. Nie chce mi się żyć. Nie potrafię się niczym cieszyć. Nie potrafię się szczerze uśmiechać! Gdy to robię czuję pod powiekami łzy. Nie chce mi się z nikim rozmawiać, nigdzie wychodzić ze znajomymi, chociaż kiedyś było inaczej. Zawsze wieczorem idę do parku, siadam na ławce i płaczę. Wracam, też płaczę. Myśli samobójcze nachodzą mnie z coraz większą siłą i jedynie to, że nie chcę zranić mojej rodziny trzyma mnie przy życiu, chociaż nie wiem ile tak będzie. Może kiedyś w końcu nie wytrzymam. Wydawać by się mogło że mój problem to żaden problem z innymi tego świata: mam rodzinę, szczęśliwą rodzinę, do której non stop tęsknię, mam też pieniądze, może nie jestem bogaczem, ale na wszystko starcza, nikt mnie nie prześladuje, nie dręczy, jestem, a może byłam lubianą osobą, bo teraz nie wiem jak jest. Nie chcę zawieść rodziców, chociaż oni mówią żebym się nie przejmowała to ja nie potrafię. Teraz też płaczę. Nie potrafię wygłupiać się, śmiać. Najchętniej gdybym mogła to leżałabym w łóżku bez przerwy i płakała. Pomóżcie. Ja nie daję rady. Nie chcę sprawiać kłopotów rodzicom z psychologami, mama powiedziała, że jak tak dalej będzie to przepisze mnie do technikum które mam pod nosem, a do którego nie chcę iść. Nie mogę się zaklimatyzować w nowym miejscu, przez cały tydzień nie mam nawet do kogo się przytulić... Może gdybym miała chłopaka byłoby inaczej. a tak to czuję się strasznie samotna i bezradna.... Co robić?? Próbuję rozmawiać o mich problemach z niektórymi koleżankami, rodzicami, ale to mi nie pomaga. Proszę o pomoc, szybką pomoc ;(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
23 sie 2011, 12:08

Pomóżcie mi ... proszę ja już nie daje rady :(

przez Laima 24 wrz 2011, 10:38
szesnastolatka, witaj.Cóż..powinnaś udać się do terapeuty,aby pomógł Ci się zaadaptować.
Laima
Offline

Pomóżcie mi ... proszę ja już nie daje rady :(

przez Noopii 24 wrz 2011, 11:10
szesnastolatka-witaj może zwróciłabyś się ze swoim problemem do psychologa szkolnego od tego jest
Noopii
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Pomóżcie mi ... proszę ja już nie daje rady :(

przez madlen92 24 wrz 2011, 19:21
Chyba trochę Cię rozumiem, ja często się "łamię" i płaczę bo paraliżuje mnie strach przed szkołą, obowiązkami, a myśl o przyszłych egzaminach które mnie czekają po prostu dobijają mnie psychicznie. Moje obawy są w pełni uzasadnione bo nie zdałam już 2 razy w liceum i teraz chodzę do zaocznego. Dobija mnie ta szkoła i strach przed egzaminami które są przepustką do dalszego życia jak ja to mówię, mnie podłamuje ponieważ jak nie zdam egzaminów to się zabiję bo dłużej nie zniosę sytuacji w której się znalazłam. Często dochodzę do wniosku, że moje życie jest do dupy i pozbawione jakiegokolwiek sensu, i mam ochotę po raz kolejny rzucić szkołę i zamknąć się w 4 scianach mojego pokoju. Często mam myśli samobójcze. Chodzę do psychiatry i psychologa. Gdyby nie terapeutka byłoby mi naprawdę źle. Podejrzewa się u mnie osobowość schizoidalną. Biorę leki aktywizujące. Muszę skończyć szkołe i zdać maturę a wtedy będę po prostu w niebie. Jak na razie to są męczarnie, ciągły stres a moje usposobienie mi nie pomaga. Nie wiem co Ci doradzić bo sama mam problem o którym napisałam i też nie daję sobie rady. Ja gdy jestem w rozpaczy próbuję się wypłakac do końca a gdy mi przechodzi to biorę się w garść, myślę pozytywnie. Najlepsze jest to, że mieszkam z rodzicami, ale nie mogę z nimi o problemach porozmawiać, rozmawiam tylko z psychologiem, nikt inny by mnie nie zrozumiał co czuję. Trzymaj się, myśl pozytywnie i pomyśl o psychologu, może akurat znajdziesz odpowiedniego który ci pomoże?
madlen92
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do