Bliscy sprawcą mojej depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Ina 29 sty 2007, 22:51
Webster, przeczytałam Twoją historię... Wyrzuciłeś to z siebie i dobrze. Ja dopiero niedawno przejrzałam na oczy , zasługa psychiatry.Przestałam się obwiniać o aborcję, zaczynam o niej mówić i potrafię mówić, a minęło od tamtego dnia kilkanaście lat.teraz zauważyłam i wreszcie uwierzyłam,że sama byłam dzieckiem, potrzebowałam pomocy, kochałam to dziecko we mnie a zmuszono mnie psychicznym szantażem do takiego czegoś. I zrobili mi to najbliżsi... Miałam skończyć studia i być KIMŚ.I tamtą ciążę, tamto DZIECKO potraktowali jak temat tabu, nigdy nikt ze mną o tym już nie chciał rozmawiać(chyba, że w tonie "trzeba było wcześniej myśleć i się "nie puszczać") . Płakałam, histeryzowałam, dawano mi leki uspokajające i koniec, zero rozmowy (mniej więcej rok się tak męczyłam, potem przywykłam do myśli, że sama jestem temu winna i zyłam z taką myślą kilkanaście lat, każdego dnia, nawet wówczas gdy spodziewałam się moich dzieci i gdy już moje skarby były na świecie. Mam klopoty z wybaczaniem... Często moich rodziców oceniam przez pryzmat tamtych wydarzeń. Mam żal. Myślę, że słuszny. Wiem, że gdyby to się nie stało to może dziś byłabym innym człowiekiem...
I jeszcze coś. Wiem, że przeszłam pranie mózgu.Mama mi zrobiła. Temat pracy i wykształcenia. "Kobieta musi pracować" i najlepiej gdyby skończyła studia, w przeciwnym razie to tylko taki nikt... Nie mam wyższego wykształcenia ani pracy. Walczę ze zmorą typu myslenie, że jestem nikim.Zaczynam powoli robić postępy, ale bardzo powoli, niestety...
Może nie powinnam o tym pisać, ale MUSZĘ się wygadać...
Pozdrawiam
Ina
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 22:30

przez webster84 31 sty 2007, 12:55
Bardzo sie ciesze Ina,ze o tym napisalas.To powierdza fakt,ze nauczylas a przynajmniej uczysz sie o tym rozmawiac.I dobrze. Domyslam sie jak wielka trauma muialo to byc dla Ciebie.Pietno zostawione na cale zycie.I to poczucie winy.Ale uwierz mi,ze doskonale wiem co to znaczy byc szantazownym psychicznie.Ale wiesz?Powoli dochodze dom wniosku,ze w zyciu nic nie dzieje sie bez przyczyny.Zycie to taki ciag logiczny,ktorego skladowymi sa wszystkie nasze doswiadczenia i przezycia.I choc trudno nam pewne rzeczy zaakceptowac,pogodzic sie z nimi to tak naprawde to iona buduja Nas.dzieki nim jestesmy kims.Kims wyjatkowym,nieprzecietnym.To tak jak doskonaly skoczek narciarski.Zanim nim bedzie musi przejsc ciezka zaprawe po to,zeby nim zostac.
Zacytuje tu jednego z najwiekszych pisarzy Paulo Coelho:
Historia pewnego olowkaJedna z cech olowka to to,ze czase trzeba przerwac pisanie i uzyc temperowki.Olowek troche z tego powodu ucieropi,ale potem bedezie mial ostyrzejsza koncowke.
Dlatego tez trzeba sie nauczyc znosic cierpienie bo dzieki temu staniemy sie kims.Doskonale wiem,ze zycie i rzeczwistosc werfyfikuje to na swoj sposob,ale zawsze nadchodzi moment,w ktorym powiemy, ze jestemy ":ostrzejsza konczowka".I tego Tobie Ina,sobie i Wam wszytskim zycze.
Pozdrawiam
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
25 sty 2007, 22:35

u mnie depresję lękową wywołały po częsci rodzina..

Avatar użytkownika
przez magosza26 12 lut 2007, 13:08
matka perfekcjonistka ,odnosząca duze sukcesy w życiu zawodowym ,ojciec choleryk ,nie pozwalający na posiadanie odrębnego zdania.. ,wszystko musi być tak jak on chce ...
taką też mam siostrę o 9 lat starszą ,apodyktyczna ,chcąca zarządzać wszystkim i wszystkimi.. ,mną też chciała ,i przez jakiś czas tak było..aż do czasu gdy podrosłam ,ona jednak nie chce zrozumieć ,że jestem już dorosła ...i próbuje traktować jak dawniej... ,nie rozumie,że mnie krzywdzi.. ....
rodzice ją popierają ,ona jakgdyby podlizując się do nich i mizdrząc wiecznie manipuluje nimi jak jej się żywnie podoba..
nie mam żadnych szans z tą głupią babą..ktorej się wydaje,że może mnie mieć w głębokim poważaniu..

wogóle to pracowałam z nimi..i musialam zrezygnować z tej pracy.. od jakiegoś miesiąca szukam pracy ... ale niestety na razie nic sie nie dzieje w tej kwestii... mój chlopak wspiera mnie materialnie.. ,choć też nie wiele zarabia.. jestem mu wdzięczna za to..

jednak moje stany depresyjno-lękowe się pogłębiły..
dziś np czuje sie paskudnie... .....mialam jechac na silownie by poprawić sobie nastrój ..bo ostatnie dni spędziłam na obżeraniu sie słodyczami..,ale nie dam rady wyjść z domu..:(..

nie wiem co dalej..nie mam siły na nic..,totalny dół..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
15 sty 2007, 11:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Birka 12 lut 2007, 13:32
oj no to faktycznie pieknie..

Ja mam matke z syndromem wladczym, ojca ktory robi co ona chce i mlodsza siostre ktora wchodzi im w tylek i jest najlepsza..

Zawsze byłam ta zła i trudna córka ktora ich nie kochała a rczej matki, czepia sie szytskiego i zawsze mnie wyzywała. do dzis nie mam z nia kontaktu, mam 27 lat i syna 7 lat, dostala mieszkanie po dziadkach i woli go wynajmowac niz dac mi abym zamieszkala tam z synem tylko musze spac w jednym lozku i mieszkam z nim w jednym pokoju. a ciagle mi mowi ze jestem taka i owaka i mam zrobic cos ze swoim zyciem bo dzicko nie moze si tak wychowywac... to jst dla mnie dziwne i trudne

Najlepiej wylacz sie z dyskusji, rob swoje i nie patrz na innych i na to co sie dzije w domu... ja tam zaczelam robic i nie wdaje sie w dyskusje ani manipulacje :))
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 lut 2007, 11:49

Avatar użytkownika
przez magosza26 12 lut 2007, 13:45
staram się.. ,od jakiegoś miesiąca nie widziałam ich ..po 2 tyg ..zadzwoniła matka"pokaż się",ale jakoś nie chce mi sie z nią widzieć,bo często po tych spotkaniach mam doła.. ,a nie chce pogłębiać swojego i tak już"kijowego"samopoczucia...

...a siostrę zaczęłam nienawidzieć.. kiedyś poszłyśmy w trójke do terapeuty rodzinnego(namawiałam je nie wiadomo jak długo ,z łachą sę zgodziły).. moja siostra stwierdziła",że nie miała wspólnej bazy na stworzenie ze mnie relacji." ,he he..idiotka.. ......
żeby stworzyć zdrową relację to m.in trzeba szanować drugą osobę.a skoro ona mnie nie szanuję.. i starać sie nie musi o moje względy bo niby po co ja jej potrzebna to o jakiej relacji tu mówić....,nie chce tej baby już znać.. ,odnoszę wrażenie ,że tylko mi zależało na naprawieniu układów..

......jak się ja prosi by coś zmieniła w zachowaniu to mówi"jestem jaka jestem ,nic zmieniać nie muszę".. a ja to moge albo sie dostosować ,albo znia walczyć..

.........psycholoszka powiedziała mi,że rywalizujemy ze sobą..ja i sisotra..ale o jakiej rywalizacji tu mówi ,skoro z góry mam przegraną..
to jej rodzice się poświęcają ,chwalą się nia przed innymi.. ,o mnie sie nie pamięta..

na stronie internetowej "firmy" napisano tylko o ojcu ,matce i siostrze.. o mnie nikt nie wspomniał..jakbym duchem była..


.....nie potrafie im wiele rzeczy wybaczyć.. ,tego już sie nie da naprawić..
za dużo sie wycierpiałam przez nich..a najlepsze to to,że im sie wydaje ,że nic złego nie robią..


tobie współczuje sytuacji i podziwiam,że dajesz sobie jako tako radę..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
15 sty 2007, 11:31

przez Birka 12 lut 2007, 13:54
Zajmij sie czyms... wez zacznij ignorowc ich jak oni Ciebie ... ja tam sie nimi nie przejmuję... siostra tez jest tutaj wychwalana pod niebiosa ( ja nie dostalam zyczen na urodziny a ona narty za 1500 zł ) wiec mam to w dupie ... rodzice mowia ze ona to tylko im sie udala ... powiem Ci ze ja kiedys powiedziałam juz matce ze przyjdzie czas az ona bedzie chciala pomocy ode mnie i wetdy jej nie pomoge.... niszczy mnie od 20 lat i nie pozwole aby jeszcze niszczyła mnie na starosc... pewnosc jest taka ze jak bedzie potrzebowała pomocy oddam ją do opieki... mam wielki zal do niej i wiem ze nigdy nei była dla mnie prawidzą matką ani nikim szczególnym... wzbudza we mnie obrzydzenie i nawet nie chce mi sie na nia patrzec a co dopiero walczyc :)

Zrob to samo .. wyłacz sie i jak masz okazje to zajmij sie budowaniem swojego zycia i nie niszcz sobie zycia toksyczną rodziną :)) nie ma to sensu bo itak juz pewnie tego nie uzdrowisz... uciekaj i rob swoje....
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 lut 2007, 11:49

Avatar użytkownika
przez magosza26 12 lut 2007, 14:01
no tak ..ja też nie widzę już innego rozwiązania oprócz tego co napisałaś"ucieć i zrobić swoje".. tylko,że ja mam wyjatkowego pecha,że tęsknie do normalnych układow,brakuje mi"zdrowej rodziny"..może dlatego,że nie mam jeszcze własnej .. ...,dla mnie to taka potrzebna baza na swoje dalsze życie.. a życie bez zdrowej bazy ,to trudna sprawa..

.ja poprostu jestem człowiekiem który bardzo potrzebował by tego ,i dlatego tak długo i kurczowo sie trzymam tych osób ,mimo,że boli,że rani mnie.. dołuję.. ,łudzę sie ciągle ,że coś się zmieni, że oni się zmienią.. i stoję w miejscu...

......sama tego nie rozumiem... ..


.....i boję się,że to ciągle będzie do mnie wracać..

ja nie umiem sobie z tym poradzić,że tak mnie traktują,czuję sie jak ktoś gorszej kategorii..,a z taką niską samooceną .nie da sie żyć.. nie da sie szukać nowej pracy , nie da sie kochać... nic sie nie da..



.....boję sie pracy nad sobą..bo pewnie sie to znów skończy na psychoterapii ,czuję ,że sama sobie już z tym nie radzę..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
15 sty 2007, 11:31

przez Birka 12 lut 2007, 14:05
Jesli masz prace, jesli masz mozliwosc oddalenia sie od nich... poszukaj sobie fajnego faceta i buduj swoje zycie :)

Zycze duzo wytrwałosci i nie daj sie bo nikt nie ma pozwolenia na to aby Ci niszczyc zycie :)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
12 lut 2007, 11:49

Nienawidzę własnej matki!

przez natalia-czerwona 29 kwi 2007, 14:11
Tak, nienawidzę swojej matki. wiem, to brzmi okropnie... pewnie większość z Was uzna mnie za jakiegoś potwora, albo zbuntowaną nastolatkę. ale jestem juz tak bardzo zmęczona... własna matka mnie wykańcza, jest tak cholernie okropna!
jestem dość mocno chora, cały czas okazuje się jak bardzo. wariuję po prostu. chciałabym sobie pomóc, ale nie wiem jak. matka nie pozwala mi iść do szpitala, a ja już nie mam siły. w środę nie wytrzymałam i próbowałam się zabić. odratowano mnie. a teraz mamusia chce wzbudzić we mnie poczucie winy. mówi, że zrobiłam to specjalnie, żeby wykończyć całą rodzinę... cały czas twierdzi, że ja chcę być chora, że to mój wybór, moja wina.
ja już nie mogę! co mam zrobić? mam zszargane nerwy, coraz gorzej się czuję. moja psychiatra mówi, że najlepiej by było, żebym się wyprowadziła, ale ja jestem dopiero w drugiej klasie lo...
a może to moja wina? może naprawdę wykańczam wszystkich? wydaję mi się, że lepiej by było, żebym się wreszcie zabiła. uwolniłabym moją matkę, narzeczonego... :cry:
"Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze."
Posty
36
Dołączył(a)
16 gru 2006, 00:59

przez bellarossa 29 kwi 2007, 14:45
wiesz ja nie lubie mojej mamy bo stara sie byc moja kolezanka a nie mama.. i mnie to strasznie denerwuje. a czemu nie pozwala ci isc do szpitala? jezeli jestes w II lo to faktycznie troche młoda jestes.. ale mysle,ze w przyszłym roku mogłabys sie juz wyprowadzic..
co dalej z moim życiem?
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 kwi 2007, 12:46
Lokalizacja
warszawa

przez natalia-czerwona 29 kwi 2007, 15:09
moja mama posuwa się dalej, bo twierdzi, ze jest moja przyjaciołką ( :shock: ) i wymaga ode mnie bezwzględnego poświęcenia. wkurza się na wszystkich moich znajomych, a mam ich naprawdę niewiele. ona wolałaby, żebym była zdana tylko na nią.
a co do szpitala, to sama nie wiem czemu... ona po prostu nie wierzy w moją chorobę i twierdzi, że poradzę sobie bez tego.
zaraz po maturze wyprowadzam się z narzeczonym 70 km od niej. byle daleko!
"Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze."
Posty
36
Dołączył(a)
16 gru 2006, 00:59

przez kacha18PK 29 kwi 2007, 23:58
hej natalka wytrzymasz nie zabijaj sie szkoda twojego zycia a z domu kiedys sie wyprowadzisz i bedziesz na pewno szczesliwa pozdrawiam cie buziak
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
28 mar 2007, 19:47

Avatar użytkownika
przez Tyraela 30 kwi 2007, 19:40
Prawda jest niestety taka, że nie wszystkie matki (lub ojcowie) są podręcznikowymi rodzicami, to nic nowego. Dlatego nie warto określać siebie jako wynaturzeńca ;] jeśli nie masz po co żyć, warto żyć na złość innym.
Przeczekaj, wyprowadź się, będzie wszystko ok, kwestia czasu. Cierpliwości ;]
...O sancta simplicitias.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
30 kwi 2007, 18:02
Lokalizacja
Szczecin

Avatar użytkownika
przez Mona75 30 kwi 2007, 21:49
Postaraj się to przetrzymać. Tylko wtedy ją pokonasz (jakkolwiek to zabrzmiało). A może zabierz ją ze sobą do lekarza niech on z nią porozmawia na temat Twojej choroby
Avatar użytkownika
Offline
Posty
601
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:19
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do