Samobójstwo...czyn wzniosły, czy tchórzostwo...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez tom23 11 maja 2007, 15:14
Miałem chwilami myśli samobójcze z powodu kłótni z rodzicami ale nic więcej.
Żeby popełnić samobójstwo trzeba mieć ogromną determinację.Oczywiście prawie wszyscy samobójcy nie przejmują się innymi i dobrze bo jeśli nikt ciebie nie rozumie to po co się kimś przejmować że może się będzie martwił.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
09 maja 2007, 22:30
Lokalizacja
Piła

Avatar użytkownika
przez little_Nadia 17 maja 2007, 10:10
Bethi, bardzo współczuję. Prawie rok temu przeżyłam samobójstwo kolegi. Wiem, jak to boli :cry:
U mnie myśli s. pojawiają się coraz częściej. Sama zaczęłam myśleć o torach, gdzie iść...Zaczęłam nawet zbierać pieniądze, żeby tam dojechać.
Myślę o leczeniu, ale z drugiej strony instnieje obawa, że będę musiała żyć, a tego się boję. Mam straszny mętlik w głowie. Wiem, że jak nie zacznę szukać pomocy, zrobię coś złego :(
Denerwują mnie sytuacje, gdy ktoś mi mówi, jakie życie jest piękne. Przepraszam, ale ja już zapomniałam, jak to jest. Ostatnio coraz częściej wszystko jest czarne, boję się siebie coraz bardziej :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
16 maja 2007, 09:50

Avatar użytkownika
przez Martkaaa22 20 maja 2007, 09:40
witam!
Jak już pisałam w poście przywitalnym pół roku temu mój brat bliźniak popełnił samobójstwo i nie mogę dać sobie z tym rady .......
boję się że zrobie to samo,bo bez przerwy myślę o tym jak, dlaczego to zrobił .
Czasem aż mu zazdroszczę, a później boję się swoich myśli
Jestem tak rozwalona że to cud że jeszcze funkcjonuje ( praca,dom, znajomi)
ps.leczę się u psychiatry i chodzę na terapie ,ale co z tego jak to jest raz na 2 tygodnie......resztę czasu jestem sama i muszę funkcjonować
Zmieniaj świat na taki jaki sobie wymarzyłeś....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 maja 2007, 09:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez inna-ja 20 maja 2007, 16:46
podziwiam samobojcow i nie chodzi tylko o to ze ja tez myslalam o tym nie raz. tylko o to, ze nie sztuka jest zyc jak sie chce tylko odejsc.
i nie rozumiem ludzi ktorzy maja samobojcow za nienormalnych ludzi, przeciez tak nie jest. ja mysle juz o tym od 2 lat choc brak mi odwagi by to zrobic, zostaje samookaleczanie. ale zawsze chcialam odejsc przy ulubionej piosence, w swietle swiec, podciac sobie zyly, zazyc tabletki, napisac listy pozegnalne i po prostu zasnac...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
18 maja 2007, 20:01
Lokalizacja
rzeszów

przez Neniadt 20 maja 2007, 18:05
Tchórzostwo. Jak tylko znajdę chwilę, wyłuszczę argumenta.

Dobra, zaczynamy.

Mit pierwszy: Samobójstwo to wyjście
Mit drugi: Samobójstwo rozwiązuje problemy
Mit trzeci: Samobójstwo to akt woli niezależnej
Mit czwarty: Samobójstwo to akt odwagi
Mit piąty: Samobójstwo to dowód mądrości

Czyli mały elaboracik filozoficzno-kontestacyjno-ironiczny o tle edukacyjnym.

Jakie wyjście ? Akt unicestwienia jest odwrotem, cofnięciem się, degradacją własnego człowieczeństwa do pozycji uległego, zahukanego zwierzątka, uciekającego przed większymi wyzwaniami. Doprawdy, zastanawiam się, jak można w owym wypadku w ogóle mówić o wyjściu ? To wszak pozbawiony dystansu, chłodu emocjonalnego czyn, dyktowany najczęściej impresjami na tle emocjonalnym. A te zwykle bywają nagłe, impulsywne i błędne.
Spotkałam się z poglądem, jakoby było ono sposobem na rozwiązywanie problemów. Tego również nie jestem w stanie zrozumieć: Problemy to pojęcie typowo ziemskie, dotyczące profanum i tylko tutaj mogą one zostać rozwiązane bądź porzucone. To drugie jednak z racjonalnym wyjściem na niewiele wspólnego, takoż z 'rozwiązaniem'. Wyziąnięcie ducha NIC nie rozwiązuje, przeszkody pozostają nienaruszone i już nikt się za nie porządnie nie zabierze.
Przeciwności nie są testami, opartymi na zasadzie 'zaliczę - nie zaliczę'. To tylko szansa na dobrą ocenę. Nie wiemy, co będzie 'potem'... A jeżeli okaże się w razie istnienia 'duszy', przeżyjemy 'powtórkę z rozrywki'? Co w takim wypadku ? Będziemy uciekać w nieskończoność ? To jakieś szaleństwo... No, chyba, że w proch i pył nieba ateisty... A to, cóż, tchórzostwo w każdym calu...
Odwaga ? Odwagi wymaga życie i mierzenie się z tym, co chce nam, mówiąc kolokwialnie, dać kopa w dupę. To bunt, TO odwaga. Nie chowanie głowy w piasek, gdy wydaje się, że nic już nie ma sensu. Siebie też niekiedy trzeba pokonać. A to jest najtrudniejsze.
Mądrość ? Mądrość wie, że śmierć przyjdzie wtedy, gdy nadejdzie jej czas, że to wydarzy się prędzej, czy później. Życie to dar i wyzwanie; Mądrość korzysta z niego i podejmuje je. Nie odwraca się przed niczym.

To skrót moich ostatnich przemyśleń. Na wszelakie pytania i zarzuty z niekłamaną przyjemnością odpowiem; jeszcze jedna ocena do Astralnego Dziennika ;)
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
19 maja 2007, 13:55
Lokalizacja
Breslau

przez Pstryk 20 maja 2007, 20:04
Moudy a jakie podejście mają Twoi znajomi, którzy wiedzą co się stało? A ta dziewczyna? I jak Ty sobie z tym faktem radzisz? Rozumie, że większość uwagi pochłania Ci "radzenie sobie na co dzień" (nie zrozum mnie źle proszę) ale na pewno czasem przychodzą chwile słabości.
Parę razy też próbowałam i parę razy byłam "o krok", ale zawsze mnie odratowano. Jakoś. Wcale tego nie chciałam, ale nie mogę być na nikogo zła. Jedynie na siebie, że nawet zabić się nie potrafię. Po którymś razie bałam się znowu próbować, że nie uda mi się zabić a za to zostanę warzywkiem, a tego obawiałam się bardziej niż śmierci. Chyba rozumiecie dlaczego.
Teraz, z perspektywy czasu jestem świadoma ile szczęścia w nieszczęściu miałam i bardzo jestem za to wdzięczna losowi. Ale nadal zdarzają mi się chwilę słabości, gdy myślę, że nie ma już wyjścia - trzeba ze sobą skończyć, ale to wyjście zawsze się znajduje. Chwile słabości to ludzka rzecz. Trzeba sobie na nie pozwolić ale nie można pozwolić sobie na zawładnięcie sobą myślami samobójczymi. Pamiętajcie (Little_Nadia, Tom23, Martkaa23 i wszyscy zainteresowani), że zawsze jest wyjście. Trzeba jedynie odrobinę chcieć je dostrzec.
Pstryk
Offline

przez tom23 20 maja 2007, 20:06
Masz rację inna-ja.Osoba dla której życie nic nie znaczy i jest męczące nie ma powodów by żyć.Samobójstwo wymaga ogromnej odwagi i determinacji i wcale nie jest proste bo ile jest nieudanych prób samobójczych.Chociaż od wejścia pod pociąg chyba się umrze zawsze.
Samookaleczenie nie wchodzi w grę gdyż najważniejsze jest umrzeć bez bólu bo cierpienie(fizyczne i psychiczne) mogło by być powodem samobójstwa np jakaś nieuleczalna choroba.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
09 maja 2007, 22:30
Lokalizacja
Piła

przez Neniadt 20 maja 2007, 20:38
Bethi, bardzo podoba mi się Twój punkt widzenia. Wiem z doświadczenia, ile odwagi potrzeba, by żyć dalej.

edit: 'Listy pożegnalne' ? Geeez... Podobnie, jak 99,9% osób, podejmująca demonstratywne próby. Chcesz się zabić ? NAPRAWDĘ chcesz ? Idź do lasu, powieś się na gałęzi tak, by nikt Cie nie widział. Jeżeli rozmyślasz o tym, jak zrobić z tego romantyczne (pożal się Boże) wydarzenie, jak to ma wyglądać, żeby było 'och', 'ach' i o czym rozmawiać (chociaż, oprócz rodziców, nikogo to na dłuższą metę nie obejdzie) - tak naprawdę tego nie chcesz, bowiem gdyby tak było, metoda stałaby się punktem najmniej ważnym i istotnym. Dam sobie łeb uciąć, że niedługo chęć samobójstwa odejdzie tak, jak przyszła. Czyli - z wiekiem.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
19 maja 2007, 13:55
Lokalizacja
Breslau

przez Pstryk 20 maja 2007, 21:18
Gdy nadchodzi ten moment to właściwie nic nie ma znaczenia: jak, gdzie, co inni powiedzą ani czy będzie bolało czy nie.

Neniadt oby minęło jak piszesz, ale człowiek musi najpierw wieeeeele stracić aby docenił co ma - czasem zdrowie, czasem i życie - niestety wtedy jest już za późno. Pomyślcie o tym w tym momencie.
Każdy ma swój system wartości. Mój też jest nie do końca normalny. Rozumie samobójców, nie oceniam tego co zrobili, nie potępiam ich. Cóż, to ich wybór i trzeba go uszanować.
Martkaaa22, znalazłaś się w niefajnej sytuacji. Rozumie nurtujące Cię pytania, które pozostaną bez odpowiedzi. Kochanie, zamiast poszukiwać odpowiedzi, której i tak nie znajdziesz, postaraj się pogodzić z tym co się stało. Wiem, bardzo Ci go brakuje i być może zastanawiałaś się, czy skoro byliście bliźniakami, Tobie też jest to pisane. Nie Kochanie, nie rozpamiętuj tego co się stało. Twój brat na pewno nie tego chciałby dla Ciebie. To, że przestaniesz się zadręczać, nie będzie oznaczało, że zapomniałaś o nim. On zawsze będzie z Tobą bo w Tobie, w Twoim serduszku. Nie zadręczaj się Kochanie, bo sama widzisz, że to Tobie nie służy.
Neniadt, wiele chciałabym powiedzieć, ale gryzę się w język, bo obawiam się, że co niektórzy mogliby to potraktować jako "wyzwanie". Rozumiesz.
Pozdrawiam
Pstryk
Offline

przez Neniadt 21 maja 2007, 06:37
Bethi, tak między Bogiem, a prawdą- martwiłoby Cię to ?
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
19 maja 2007, 13:55
Lokalizacja
Breslau

Avatar użytkownika
przez Martkaaa22 21 maja 2007, 21:09
bethi dziekuje za te słowa-czytając je aż płakać mi się zachciało i tak strasznie chciałabym się rozwyć ale coś mi nie pozwala.W głębi duszy wiem że Kubie jest teraz lepiej i chciałby żeby mi się udało,ale mam takie wyrzuty sumienia że tylko one mnie doprowadzają do takiego złego myślenia ,nie pozwalają mi zapomnieć...........lub pogodzić się z tym
Zmieniaj świat na taki jaki sobie wymarzyłeś....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 maja 2007, 09:06

przez Pstryk 21 maja 2007, 21:41
Neniad do kolejnego trupa...

Martkaaa22, pozwól sobie na łzy. Rozwal tą tamę. Ona jest zupełnie niepotrzebna. Nie katuj się. Po co to? Jakie wyrzuty? Co mogłaś zrobić czego nie zrobiłaś?
Pstryk
Offline

zycie z samobojczym partnerem

przez jasna owca 22 maja 2007, 00:56
witam,
od 4 lat zyje z chlopakiem, w zasadzie mezczyzna, cierpiacym na depresje, dzis po raz enty moj ukochany wieszal sie na smyczy psa, czasmi tnie sie potluczonym szklem, jest duzo sposobow. gdy nie podejmuje prob samozaglady jest najczesciej nieprzyjemny, napiety, drazliwy. jestem z nim, gdyz ma dwa oblicza, to inne jest przeciwienstwem wyzej opisanego. gdy jest 'normalnie' prowadzimy intensywne dyskusje, jestesmy oboje pelni ciekawosci i potrzeby poszukiwania, poruszamy mnostwo niezwyklych tematow, a wszystko w atmosferze pasji, radosci, planow podrozowania.
jest pelne zrozumienie, kontakt i duzo dobrej energii.
i nie daje rady, odczuwam tak przerazajaca bezradnosc, gdy slysze, 'bedziesz jeszcze plakala, juz za chwile mnie nie bedzie, wtedy docenisz'
i tak w kolko, nie wiem co robic w takiej sytuacji, moze ktos wyjasni o co chodzi czlowiekowi, ktory tak postepuje? prosze pomozcie mi zrozumiec co sie dzieje, i jak postepowac.dzieki

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:25 am ]
hmmm, moze po prostu podzielcie sie ze mna wlasnymi doswiadczeniami, po powtornym przeczytaniu wlasnego postu odnosze wrazenie, ze nie potrzebuje pomocy, tylko rozmowy
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 maja 2007, 22:57

Avatar użytkownika
przez Róża 22 maja 2007, 08:33
jasna owcamoże on chce cię tym sposobem zatrzymać przy sobie.Boi się,że odejdziesz i stosuje taki szantaż emocjonalny.Na pewno jest zaburzony i to niekiepsko.Koniecznie udaj się z nim do psychiatry lub psychologa.Napisz coś więcej na ten temat,czy się leczył,jakie ma relacje z rodziną itd.Może ktoś coś ci poradzi konkretniej.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do