Moja sytuacja.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Moja sytuacja.

przez Min_ 04 maja 2011, 15:58
Na wstępie bardzo was proszę o zrozumienie. Chciałbym wreszcie z kimś porozmawiać, kto nie będzie mi ubliżał.

Wszystko zaczęło się 4 lata temu, gdy skończyłem podstawówkę i rozpocząłem naukę w gimnazjum. W podstawówce i wogóle od urodzenia byłem samotnikiem. W moim otoczeniu raczej byli ludzie, którym w głowie było tylko dokuczanie innym, palenie papierosów, agresja i przemoc. Ja byłem zawsze z boku, jednak od zawsze próbowałem nawiązać jakąkolwiek znajomość, ale to nic nie dawało. Mówiąc ogólnie - NIGDY nie miałem nikogo. Ani nawet kolegi zwykłego. Samotność na początku nie dawała mi w kość, ale z czasem zaczęło się robić coraz gorzej.

W domu nie jest dobrze i nigdy nie było. Rodzice - mama i babcia, z ojcem nie mam kontaktu. Zawsze tylko dbali o swoją opinie. Gdy zajmowali się mną to zawsze tylko na "pokaz" innym. Gdy np. było mi smutno to od razu wybijali mi to z głowy. Zabraniano mi i zabrania się nadal mówienia komukolwiek o mnie. Rodzice zawsze mówili, że oprócz nich nikt nie ma prawa wiedzieć cokolwiek o mnie i o tym co się dzieje z domu. Gdy ktoś przychodził to byłą to zgodna rodzinka. Jednak gdy nikt obcy nie był w domu to były krzyki i awantury mojej babci. Nigdy nie było u nas dnia beż kłótni i awantur. Moja matka poznała zaborczego faceta, który znienawidził mnie i moją babcię. Ma z nim dziecko - mojego brata. Nie umiem nawet opisywać co się działo u mnie, gdy on przychodził. Kłócił sie z sąsiadami, wielokrotnie przyjeżdżała policja. W tym wsyztskim ja byłem spychany na bok, nie liczyło sie moje zdanie i moje uczucia. Ja musiałem siedzieć cicho. Moi rodizce wogóle nie okazywali mi uczucia a anwet jeśli to tylko "dla iluzji" i na pokaz. Moja matka myśli tylko o sobie, o tym jak ułożyć sobie życie i jak wydawać forse. Znów poznałą kolejnego faceta i zapomniała całkowicie o mnie.


Jeśli chodzi o mnie to pierwsze objawy depresyjne pojawiły sie u mnie na przełomie podstawówki i gimnazjum. Chcąc jakoś zwrócić na siebie uwagę i moja nienawiść do siebie samego spowodowały, że popadłem w anoreksje. Wywoływałem wymioty, odchudzałęm sie, stosowałem rygorystyczne diety. W krytycznym momencie miałem przy 168 cm wzrostu 31 kg (czasem i poniżej 29). Rodzice, aby nie zniszczyć sobie opinii nie poszli ze mna do lekarza a z anoreksji "wyleczyli mnie" poprzez kłótnie, wyzwiska pod moim kątem, groźby wyrzucenia z domu (raz babcia mnie wywaliła). Jak tylko dowiedzieli się o tym, że sąsiedzi zauważyli zmianę mojego wyglądu to zrobili mi awanturę. Kilkakrotnie wyrzekali się mnie.

Po anoreksji, zaczeły się u mnie pojawiać objawy wczesnodepresyjne. Początkowo umiałęm nad tym panować, jednak usilnie chciałęm zwrócić na siebie uwagę. Zacząłem być coraz bardziej smutny i przygnębiony. Płakałem. Miałem okresy dobrego i złęgo nastroju (który każdy z nich trwał po kilka miesięcy). W pewnym momencie dostałem padaczki na tle psychicznym. Gdy zawsze było nerwowo i przejmowałem się to dostawałem napadu padaczkowego. Od tego momentu mój stan psychiczny zaczął pomału ale intensywnie pogarszać. Coraz bardziej nienawidziłem siebie, nie umiałem juz sie uśmiechać. Praktycznie ok. 2 lata temu był mój ostatni szczery, prawdziwy uśmiech. Częściej płakałem.

Napaday ustały, biorę do dnai dzisiejszego leki. Od ostatniego napadu mój stan psychiczny pogarszał sie i pogarszał. Moi rodzice myśleli że mam 10000 chorób. Bolały mnie nerki, głowa, brzuch (najbardziej i najmocniej). Myślałem, że mój organizm atakuje tysiące chorób. Moim rodzicom nie przyznawałem się do wewnętrznego bólu jaki czuję. Ten ból rósł i rósł z miesiaca na miesiac. A moi rodzice....tylko śmiali się ze mnie, wyszydzali i mówili, ze mam wziąść się w garść.

W 2010 roku nastał jeden z najgorszych chwil jakie miałem. Mój stan psychiczny już był na umieraniu. Pierwszy raz w życiu zaczeły pojawiać sie myśli samobójcze. Zacząłem zadawać sobie samemu ból, popadłem w onanizm. Tak bardzo nienawidziłem siebie, że zawsze nazywałem siebie szmatą, przedmiotem, pustakiem, idiotą - praktycznie to samo co rodzice mówili na mnie.

Okaleczałem sie, zadawłem sobie okropny fizyczny ból, aby stłumić tamten wewnętrzny. Aż wkońcu w październiku miałem próbę samobójczą. Rodzice wyratowlai mnie, czytali mój list pozegnalny. Płakali jeden dzień. Ale po tym miałęm gorsze piekło niz przed próbą - wyzywali mnie od samobójców, mówili czasem, ze mam się zabić. Nie umiem nawet wyliczyć tego wszystkiego co mi mówili. Ciągle gadali mi "weź się w garść" "jesteś facet a nie baba" - te słowa tylko mnie dobijały.

Po próbie miałem długi bo 4 miesięczny okres spokoju i dobrego nastroju. Nawet troche nawiało mi optymizmu, ale niestety....znów doszło do załąmania i na chwile obecna to juz jest katastrofa.

Mam cały czas myśli samobójcze, nie umiem już kontrolować swojego umysłu. Mam tzw. "depresyjne psychozy", podczas których nawet nie wiem, że chce sie zabic i nim sie "ockne" to mam nóż w ręku skierowany do siebie samego. Moi rodizce tylko śmieją sie, olewają mnie, mówia że nie chcą abym leczył się. Poszedłem jednak z nimi do psychiatry, ponieważ poinformowałem swojego pedagoga szkolnego o moich myślach autodestrukcyjnych. Moi rodzice od tego momentu mają pretensje do mnie, że zgłaszałęm to. Mają do mnei wstyd i żal. Mówia mi, że pomóc pomogę tylko SAM. Że wizyty u psychiatry i psychologa to tylko robienei cyrku i niepotrzebnego wstydu.

Psychiatra ewidentnie stwierdził depresję. Przepisał 2 leki, oddział dzienny w wtorki i piatki, psychologa. Moi rodizcej ednak nie chcą, abym się leczył, ponieważ mówia, że to ja niepotrzebie cyrk robie i ze sam sobie musze pomóc.

Jeśli chodzi o mnie to jestem bardzo wrażliwy emocjonalnie, Gdy komus dzieje sie krzywda i jest ktos chory to jestem taki smutny i bardzo przejmuje się tą osobą - nawet jeśli ja mało znam. Jestem płaczliwy jak na chłopaka. Łatwo mnei doprowadzic do płaczu niż wścieku.

Nie wiem co mam robić. Nie mam ochoty już na nic. Nie chce jeść i pić. Znó nie spożywam regularnie posiłków. Mam yśli samobójcze. Chce sie samookaleczać i zadawać ból. Nienawidze siebie. Tak bardzo nienawidze siebie, że zaczynam mieć pokusy do spożywania leków uspokajajacych, interesuje mnie śmierć i narkotyki ale póki co nigdy żadengo nie spożyłem. Tak bardzo nienawidze siebie, że chce aby ludzie mnie wykorzystywali. Ostatnio nawet atakowały mnie myśli, aby żebrać - nie z tego powodu, że nie mamy pieniędzy w domu (tak naprawde to nie przelewa sie u nas), ale zeby sie upodlić. Nie napisze jeszcze jak bardzo chcialem sie upodlić jeszcze....

Błagam was o to, abyście mi doradzili co mam robić. Rodizce nie chcą, abym sie leczył. Mam 17 lat. Proszę was, abyście mi nie pisali tekstów typu: "weź się w garść" "jesteś facet a nie baba" "bądź meżczyzną" "inni ludzie mają gorzej niż ty" bo to tylko dobija mnie.

Błagam kogokolwiek o pomoc ....
Tak mi smutno jest.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 maja 2011, 15:21

Moja sytuacja.

przez paradoksy 04 maja 2011, 16:01
Min_, nie wiem gdzie mieszkasz, ale czy zastanawiałeś się nad szpitalem?

-- 04 maja 2011, 16:02 --

Rodzice zawsze mówili, że oprócz nich nikt nie ma prawa wiedzieć cokolwiek o mnie i o tym co się dzieje z domu. Gdy ktoś przychodził to byłą to zgodna rodzinka. Jednak gdy nikt obcy nie był w domu to były krzyki i awantury mojej babci. Nigdy nie było u nas dnia beż kłótni i awantur.

Jak mnie wkurwia takie egoistyczne podejście rodziców... hipokryzja na całego :roll:
paradoksy
Offline

Moja sytuacja.

przez Min_ 04 maja 2011, 16:04
Jestem z miasta obok Katowic.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 maja 2011, 15:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja sytuacja.

przez katikati 04 maja 2011, 16:38
Nie napisze Ci tekstu, ze masz wziąc sie w garsc bo mi wszyscy mówią to samo,a tak sie nie da. Tez mam 17 lat i tez nie wiem co mam z tym wszystkim zrobic. Ale mysle, ze powinienes podjąc leczenie bez względu na wszystko .
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
04 maja 2011, 10:30

Moja sytuacja.

przez zakłopotany 04 maja 2011, 17:16
Siema

Moim zdaniem, powinieneś udać się w trybie natychmiastowym na leczenie, gdyż jeszcze kilka dni, tygodni lub miesięcy i będzie po Twojej psychice :/

Pomimo, że mówisz, żeby Ciebie nie krytykować, to Cię skrytykuje, ale to dla Twojego dobra.
Wydaje mi się, że Ty jesteś taką gąbką, która wszystko chłonie - jak ktoś ci powie, że jesteś beznadziejny, to ty uważasz, że jesteś beznadziejny, jak ci powiedzą nie lecz się, to pewnie nie będziesz się leczył.
Wydaje mi się, że powinieneś przede wszystkim wzmocnić swoją wartość - idź do lustra, i powiedz sobie "jestem najzajebistrzym człowiekiem, jaki stąpa na tej ziemi, a to że ktoś nie potrafi tego dostrzec to już jego sprawa" i co jeszcze ważne - niektóre uwagi miej głęboko w d.....
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
22 kwi 2011, 00:32

Moja sytuacja.

Avatar użytkownika
przez Pasman 04 maja 2011, 17:17
Wzruszyła mnie twoja historia. Przypomniały mi się jazdy które miałem w domu: z byle powodu bicie, wyrzucanie z chaty...

Polecam zmień otoczenie na mniej agresywne, może wyjazd do dalszej rodziny, ew jak nie masz to psychiatryk. Psychiczny odpoczynek to wg mnie cos od czego powinieneś zacząć.
Wszystkie wymienione tutaj porady moga byc nieprawidłowe. Stosujesz na własne ryzyko !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

Moja sytuacja..

przez Martini12010 16 maja 2011, 23:44
Samopoczucie

Witam, mam 18 lat z natury jestem spokojnym, małomównym człowiekiem który nikomu się nie zwierza oraz nie lubi szczerych rozmów w cztery oczy. Bardzo trudno jest zgadnąć czy coś mi dolega ponieważ jak napisałem wcześniej nikomu nie mówię o tym co czuję w środku. Moi znajomi wiedzą tylko że nie lubię dużo mówić oraz że często odpływam gdzieś daleko myślami. W domu nie potrafię dogadać się z matką, mam problemy w szkole (przede wszystkim z nauką), często jestem nerwowy.Gdy dopada mnie dół (co zdarza się bardzo często) zaczynam odczuwać niepokój, nie mam na nic ochoty, non stop odpływam myślami gdzieś wstecz, nie mam apetytu oraz nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Przy takich sytuacjach mam ochotę po prostu się wypłakać, ale nie wiem jak to zrobić. Czuję że coś leży mi na sercu i nie mogę się tego pozbyć. Często czuję się jak śmieć, co odbiera mi wszelkie chęci do życia, leże i non stop rozmyślam nad swoim życiem. Boję się przyszłości i mojego życia za np. 10 lat. Wie może ktoś jak zapobiec takim stanom ?? co mam zrobić aby mieć dobre samopoczucie i niczym się nie zadręczać?.
Ostatnio edytowano 17 maja 2011, 00:04 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono wątki z uwagi na tematykę Twojego postu
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 maja 2011, 22:33

Moja sytuacja.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 17 maja 2011, 00:07
Martini12010, Witaj.
Dlaczego nikomu nic nie mówisz o swoim samopoczuciu?
Kumulujesz w sobie emocje, nie dajesz im ujścia.
Domyślam się,że nie nauczono Ciebie mówić o tym jak się czujesz, co Ci dolega.
Dlaczego uważasz,że nie potrafisz dogadać się z matką?
A jak z ojcem się dogadujesz?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Moja sytuacja.

przez mmonikaa 27 maja 2011, 05:34
Min_, Wysłałam Ci prywatną wiadomość. Mam nadzieję, że wejdziesz jeszcze na to forum.
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
24 wrz 2009, 02:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: a11 i 17 gości

Przeskocz do