Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Samotność - jak sobie z tym radzić.

przez wawrzi1990 23 mar 2010, 16:25
slonko1234 mam ten sam problem. Boję się po prostu, że zostanę uznany za idiotę. Chciałbym przebywać z ludźmi, ale nie wiem jak do nich podejść. Psycholog polecił mi zapisanie się na blok terapeutyczny po zakończeniu terapii indywidualnej... zobaczymy, może pomoże.

Nadal interesują mnie jednak wasze opinie, mających podobny problem. Jak poradziliście sobie z samotnością i przełamaniem nieśmiałości.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 mar 2010, 01:30

Re: Samotność - jak sobie z tym radzić.

Avatar użytkownika
przez Majster 23 mar 2010, 16:41
Zalezy jeszcze gdzie mieszkasz. Jesli na wsi lub w jakims malym miasteczku, to faktycznie masz problem. Jesli w wiekszym miescie, to zawsze mozesz poszukac jakiegos kolka zainteresowania. Ja rozkrecilem taka mala ekipke i gralismy w brydża ponad rok, w tym czasie zintegrowalem sie z kilkoma osobami i nie gnilem w domu. Mozna poszukac czegos takiego na miescie, czesto rozne swietlice lub kluby czy domy kultury organizuja np. sekcje szachow, koszykowki itd. Ro tez jest jakies wyjscie, ale trzeba ruszyc tylek z domu. Blisko wiekszych aglomeracji (zreszta nie tylko) czasem organizowane są imprezy sportowe, kolo mnie np. nocny marsz na orientacje "Harpagan", albo tez rowerowa impreza Kaszebe Runda. Warto tez popatrzec w sieci - kazde wieksze miasto ma jakies forum na ktorym udzielają sie co bardziej aktywni ludzie, moze zblizysz sie do kogos via internet. O zadnych portalach spolecznosciowych, randkowych, czatach itd. nawet nie wspominam, bo uwazam, ze to oczywiste. Powodzenia :)
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Samotność - jak sobie z tym radzić.

przez slonko1234 23 mar 2010, 16:48
Cóż, pewnie terapia jest tu najlepszym rozwiązaniem, ja byłam na terapii grupowej, codziennie chodziłam przez trzy miesiące, nie odczułam poprawy mojego stanu po niej. Teraz wiem, że nie byłam poprostu na nią gotowa, nie wzięłam z niej tyle ile mogłam. żadko kiedy zabierałam głos, praktycznie tylko wtedy kiedy terapeuta zwrócił się do mnie bezpośrednio, wszyscy dookoła wywlekali z siebie najgorsze brudy, przerabiali je a ja siedziała, jak ta sierota i bałam się odezwać, cos nie pozwałało mi się wypowiedzieć, chociaż czasem miałam ochotę, potzrebę. Parę razy pierwsza zabrałam głos, ale potem czułam się jeszcze gorzej, żałowałam, strasznie boję się oceny innych. Na studiach mam zajecia warsztatowe, których nienawidzę, scenki, swobodne dyskusje, żygać mi sie chce, tylko myślę jakby te zajecia ominąć...i tak cale życie, ciągła ucieszka przed życiem społecznym.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
05 sty 2009, 19:44
Lokalizacja
warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Samotność - jak sobie z tym radzić.

przez shadow_no 23 mar 2010, 20:02
slonko1234 napisał(a):Co jeśli nie ma się znajomych, jeśli zwyczajnie nie ma się do kogo zwrócić, szukać ludzi w necie, ktorzy zmywają się po wymianie paru maili....chodzenie do baru, tylko po co?? A co jeśli nosi się w sobie dużą chęć bycia z ludźmi i jednocześnie bardzo się tego boi.... :(

Ja do baru wychodzę po to, żeby nie zamykać się w domu, żeby poznać nowych ludzi, podtrzymać kontakty ze 'starymi znajomymi'. Dawniej nie było internetu i ludzie jakoś się poznawali ze sobą, czemu nie korzystać z tego teraz? Jeżeli boisz się wyjść do ludzi i przebywania z nimi - postaw sobie mniejsze cele. Np. wyjście do baru czy gdziekolwiek indziej tylko na chwile. Nie trzeba od razu cały weekend spędzać poza domem.
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

Re: Samotność - jak sobie z tym radzić.

przez Gringo 23 mar 2010, 21:08
Można śmiało powiedzieć, że jesteśmy szczęściarzami, bo mamy internet. Dawniej dużo trudniej było znaleźć bratnią duszę, obecnie jeśli ktoś naprawdę chce i trochę się postara ma szansę na wiele takich znajomości. Niektórzy twierdzą, że znajomości internetowych należy się bać, bo nigdy nie wiadomo kto jest po drugiej stronie, jednak ja mam odmienne wrażenie, internet ma więcej pozytywnych stron niż negatywnych, ludzie są bardziej szczerzy niż w konktaktach vis-à-vis, potrafią się otworzyć, tyle że czasami ta szczerość/bliskość nie przenosi się później na rzeczywiste kontakty tych osób, ale to już inny temat.
Gringo
Offline

Re: Samotność - jak sobie z tym radzić.

przez maggieflakes 24 mar 2010, 14:49
slonko1234:"A co jeśli nosi się w sobie dużą chęć bycia z ludźmi i jednocześnie bardzo się tego boi.... :(" doskonale to rozumiem...najgorzej jest pokonać ten lęk...
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
27 lut 2010, 12:16

Re: To chyba samotność....

Avatar użytkownika
przez soulfly89 15 kwi 2010, 23:49
Wiem, że to stary temat, ale jakoś dzisiaj właśnie, pod wpływem zdarzeń dzisiejszego dnia, zaczęłam się nad tym zastanawiać. Tzn nad tematem samotności.

Może mi się tylko wydaje, ale mam wrażenie, że ludzie są teraz tacy zajęci... Rozmawiam z ze znajomymi z uczelni, każdy po zajęciach ma coś bardzo ważnego, a ja mogłabym stracić całe popołudnie żeby z kimś ciekawie porozmawiać. Tylko na żywo, nie na gg. Wydaje mi się, że czasem tak nam dobrze, że wolimy być samotni, nie schodzić z utartych ścieżek, nie zaczepiać nieznajomych bo to przecież ryzyko, no i po co? A ja mam czasem taką wielką ochotę odezwać się do kogokolwiek, kto sprawia sympatyczne wrażenie, w sklepie, na przystanku, w kolejce do kiosku. Ja nie wiem, czy tylko starsze babcie i dziadkowie mają odwagę się w ogóle odzywać do obcych? Czy może oni są aż tak samotni że muszą? A może są już starzy i jest im wszystko jedno co sobie inni ludzie o nich pomyślą?

Mam znajomych i przyjaciół, ale znajomi są wiecznie zajęci - a ja się boję, że jak za często będę coś proponować, to po prostu będę nachalna, a to ostatnia rzecz jakiej bym chciała. A przyjaciele - cóż, powyjeżdżali... układają sobie życie, a to zajmuje trochę czasu... No i niby jestem nie jestem wcale sama - ale jednak jestem czasami i to bardzo - samotna.

A co gorsze, znajomości przez internet jakoś wcale mnie nie kręcą. Owszem, uwielbiam pisać na forum, lubię mejle i listy, ale... Ale nie ma to jak posiedzieć z kimś przy stoliku nad szklaną albo przejść się po mieście, posiedzieć na ławce. Bezpośrednia rozmowa to coś czego mi brakuje. Strasznie mi przykro że większość moich kontaktów ze znajomymi jest taka powierzchowna. Brakuje mi ŻYCIA W STADZIE ;) Tak jak to było za czasów mojego liceum... Wspólnych inicjatyw w realu. Może ktoś ma podobnie... :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: To chyba samotność....

przez Pstryk 16 kwi 2010, 00:05
Hm soulfly89, ludzie wybierają taką formę komunikacji z powodu braku czasu (często pozornego) oraz z powodu strachu przed bliskością fizyczną. Czasy są takie, że związki i relacje międzyludzkie bezpośrednie są coraz bardziej trudne z faktu uprzedzeń nagromadzonych latami (nie chodzi mi wyłącznie o własne przeżycia). Z nieufnością łatwiej sobie poradzić zza monitora. Mniej boli bo nie bezpośrednio.
Pstryk
Offline

Re: To chyba samotność....

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 16 kwi 2010, 01:30
Żyje samotnie właściwie od zawsze,nigdy nie miałem jakichś przyjaciół,znajomych...Jedyne właściwie otoczenie w realu z jakim mam przez większość czasu styczność to rodzina...ale z rodziną też nie mam zbyt dobrych kontaktów...więc czuję się sam.Nie należy demonizować samotności,naprawdę da się żyć bez znajomych i przyjaciół w realu(można mieć przyjaciół w necie np:) ).Da się żyć bez jakichś tam miłości i tych innych rzeczy.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: To chyba samotność....

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 16 kwi 2010, 10:55
soulfly89 napisał(a):Może mi się tylko wydaje, ale mam wrażenie, że ludzie są teraz tacy zajęci... Rozmawiam z ze znajomymi z uczelni, każdy po zajęciach ma coś bardzo ważnego, a ja mogłabym stracić całe popołudnie żeby z kimś ciekawie porozmawiać. Tylko na żywo, nie na gg. Wydaje mi się, że czasem tak nam dobrze, że wolimy być samotni, nie schodzić z utartych ścieżek, nie zaczepiać nieznajomych bo to przecież ryzyko, no i po co?
Może wraz z wyjściem z liceum każdy zdobył inne zainteresowania, od tej pory odmienne od kawału zrobionego nauczycielowi biologii, czy też zakuwania z obawy przed wymagającą nauczycielką polskiego...
Dla niektórych począwszy od studiów pojawia się potrzeba i/lub np. presja "aktywnego spędzania wolnego czasu", co powoduje, że skoki spadochronowe, nurkowanie, czy wspinaczka albo własna rodzina są w mniemaniu tych ludzi "atrakcyjniejszym zainteresowaniem", niż pozornie "bezproduktywne" przegadanie choćby 2 godzin w jakiejś knajpce (a do tego dochodzi jeszcze czas przebrania się, dojścia/dojazdu). :?
Jednocześnie takie wielogodzinne angażowanie się w swoją pasję może wskazywać na zagubienie, zwątpienie w wartość relacji międzyludzkich innych, niż rodzina czy znajomi z kręgu zainteresowań. Wychodziłoby na to, że człowiek staje się pasjonatem, specjalistą w wąskim zakresie, jednocześnie tracąc z pola widzenia tych, którzy mają inny pomysł na życie, którzy reprezentują sobą "inność". W tym wypadku dochodziłoby do podziału "my tacy - oni zupełnie inni", co sztucznie tworzy dystans... "bo i o czym rozmawiać z kolegą, koleżanką ze szkolnej ławki, skoro oni nie mają np. takiego pojęcia o pilotażu jak ja" ? :roll:

Inna moja hipoteza :mrgreen: ("na poziomie" jednostki) jest następująca:
Może silna potrzeba przebywania z ludźmi wynika z obaw przed pozostawaniem sam na sam ze sobą ? Może również ta obawa jest dla części ludzi motorem do tego, by pozakładać rodziny, związki (uciec "w nie") w nadziei na to, że w małżeństwie czy związku nie jest się osamotnionym/osamotnioną. A później być może przychodzi rozczarowanie - jednak żona/mąż/partner/partnerka nie jest w stanie "zbawić mnie od samotności"... "skoro oni tego nie potrafią zrobić, to tym bardziej nie zrobi tego przyjaciel czy przyjaciółka"... :roll:

"Zbawców" (nie tylko "od samotności") każdy człowiek ma w sobie indywidualnie... tylko czasem trudno "ich" w swoim jakże bogatym wnętrzu odnaleźć. ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: To chyba samotność....

przez maggieflakes 16 kwi 2010, 17:34
God's Top 10"napisał:
Inna moja hipoteza ("na poziomie" jednostki) jest następująca:
Może silna potrzeba przebywania z ludźmi wynika z obaw przed pozostawaniem sam na sam ze sobą ? Może również ta obawa jest dla części ludzi motorem do tego, by pozakładać rodziny, związki (uciec "w nie") w nadziei na to, że w małżeństwie czy związku nie jest się osamotnionym/osamotnioną. A później być może przychodzi rozczarowanie - jednak żona/mąż/partner/partnerka nie jest w stanie "zbawić mnie od samotności"... "skoro oni tego nie potrafią zrobić, to tym bardziej nie zrobi tego przyjaciel czy przyjaciółka"...


coś w tym jest
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
27 lut 2010, 12:16

Re: To chyba samotność....

Avatar użytkownika
przez soulfly89 17 kwi 2010, 00:28
Mr Nerwico, ja wiem, że bez tego da się żyć, wiem, że samotność to nieodłączny element życia każdego człowieka, ale jednak mi brakuje ludzi wokół mnie. Bo jak się cieszę z kimś to jakbym się cieszyła 2 razy. Na pewno oglądaliście kiedyś "Przyjaciół" :) ja właśnie o czymś takim marzę. Wiem, że to tylko głupi serial, ale wiecie - takiej grupy ludzi, z którymi można by chociaż raz w tygodniu się spotkać i porozmawiać o wszystkim. Bo ja też czasami jestem zajęta, mam trudny rok na studiach, ale tak zauważyłam że głównie to jestem zajęta martwieniem się czy zaliczę czy nie bardziej niż samą nauką... Więc - od niedawna postanowiłam nie unikać żadnej okazji do spotkania z ludźmi i okazało się że to działa, tylko trochę się teraz boję na te wszystkie spotkania które jakoś przypadkowo wynikły :) i to z osobami których nie znam albo znam słabo. Ciekawe co z tego będzie :).

A taka 'presja aktywnego życia' jest rzeczywiście, nawet w reklamie actimela albo jakichś tabletek z witaminami. Każdy chciałby żyć na 100% a najlepiej o na 200%... Ja chyba sobie już to odpuściłam, głównie dlatego że mam takie dni kiedy 10% jest sukcesem ;), ale też dlatego, że przecież być superhiperaktywnym człowiekiem cały czas się nie da. No i trzeba mieć czasem chwilę na małe przyjemności...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Brak przyjaźni, samotność społeczna.

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 17 kwi 2010, 19:07
Od zawsze byłam odludkiem, w szkole tą, która kroczy swoimi ściezkami. Ale z drugiej strony miałam koleżanki i nie narzekałam na brak towarzystwa, owszem można bylo je policzyc na palcach u jednej dłoni :roll:
Gdy zachorowałam to itak nieliczne towarzystwo odwróciło sie odemnie ( w koncu ta ktora leczy sie u psychiatry jest nie warta przyjazni :( ), od ostatniej klasy gimnazjum nie spotykałam sie z żadna koleżanka , nie miałam przyjaciólki, dopiero w liceum spotkalam pewna dziewczyne z która bardzo sie zaprzyjazniłam. Agata wiedziała o mojej chorobie i nie przeszkadzało to jej, wiec ja byłam w 7 niebie. Mam przyjaciółke i jest tak samo zdrowo walnięta jak ja....ale do czasu. W zeszłym roku zaczeło jej przeszkadzac to , ze czasem nie mam ochoty sie spotkac bo akurat mam atak nerwicy albo zdycham w depresjii, nie umiała pojąc co to jest choroba nerwicowa co to depresja bo sama tego nie miała. Zerwałam z nia kontakt :/
Teraz jest mi strasznie przykro i smutno, ze nie mam przyjaciółki, z ktora mogłabym od czasu do czasu isc na kawe, pogadac o dupie marynie, jak baba z babą. I z kazdym dniem dochodzi to do mnie ze brakuje mi tego poprostu.
Z drugiej strony, lubie tą moją samotnie, nikt nie wydzwania, nikt nie zawraca mi dupy, nikt nie marudzi żebym poszła gdzies tam "poskakać", tak mi wygodnie.

I jak mam dojść do ładu sama z sobą, skoro chce zjeść ciastko i mieć ciastko ??? :-|
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: Brak przyjaźni, samotność społeczna.

przez shadow_no 17 kwi 2010, 19:18
ALEKS*OLO, oj jak ja to znam.
Dopóki była szkoła i miałem kontakt ze znajomymi nie czułem się tak samotny jak teraz, kiedy większość czasu spędzam w domu (praca głównie przed komputerem). Co prawda nieregularnie, ale dość często spotykam się ze znajomymi z liceum, nawet dość liczną grupą, z którą zawsze się trzymałem, ale czasami jest taki dzień jak np. dziś. Jeden z najlepszych kumpli ma dziś urodziny, a ja do popołudnia miałem taki atak, że myślałem, że zejdę z tego świata. Nie wyobrażam sobie teraz wyjścia do baru, bo jak już jednego dnia miałem atak, to później byle głupia myśl i znów wracam do tego co było.
Miałem do niedawna dwójkę przyjaciół. Jeden, ten który jest nim nadal i którego znam od łebka, niestety wyjechał na studia na drugi koniec polski przez co realnie widujemy się naprawdę rzadko. Natomiast przyjaciółka... Wyszło tak jak zazwyczaj wychodziło u mnie w sprawach przyjaźni męsko-damskiej. Zaszły pewne sytuacje i przyjaźń się skończyła. A jeżeli nie skończyła, to żadnej ze stron nie chce się próbować odbudowywać tego co było.
Tym sposobem najwięcej znajomych znów mam tutaj, w tym średnio realnym świecie do którego nie mam lęków wchodzić. Ale postanowiłem sobie niedawno znów po raz kolejny zacząć z tym walczyć. Bo ja na dłuższą metę nie wytrzymam będąc ciągle sam. Za bardzo lubię ludzi. ;)
Trzymaj się Lola, buziak.
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: ofi i 12 gości

Przeskocz do