Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Samotność

Avatar użytkownika
przez karski1 17 sty 2013, 16:04
Nie wiem, staram się cały czas... Ale może masz rację, że to problem we mnie leży w zachowaniu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 sty 2013, 00:55

Samotność

Avatar użytkownika
przez black swan 17 sty 2013, 21:59
Mam dość tej samotności, ale nic z tym nie robię, a facet w ogóle nie zmienia tego stanu, nic nie polepsza. Traktuje mnie jak jakiś element krajobrazu w jego życiu, a chciałabym być dla kogoś elementem z pierwszego planu, a nie z krajobrazu... Jestem masakrycznie smutna, odechciewa mi się żyć... Czy to możliwe, żeby moja samoocena zależała od tego jak mocno wydaje mi się, że on mnie kocha?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Samotność

przez Saraid 17 sty 2013, 22:03
black swan napisał(a):.. Czy to możliwe, żeby moja samoocena zależała od tego jak mocno wydaje mi się, że on mnie kocha?

Mozliwe .
Saraid
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność

Avatar użytkownika
przez black swan 17 sty 2013, 22:39
Zawsze miałam takie przeświadczenie, że związki są nie dla mnie... Jak mi na kimś zaczyna zależeć, to moja samoocena staje się chyba kompletnie zależna od tej osoby... I nie ważne z kim się zwiążę, miłość mnie zawsze wyniszcza psychicznie, teraz to widzę. Za to jak jestem sama, to staję się niezależna i żyje mi się ogólnie lepiej. Niczym się nie muszę martwić, tylko żyć swoim życiem. Z tym, że chciałabym to w końcu zmienić, zacząć tworzyć normalne związki, nie uzależniać siebie od czyjejś miłości... Tylko jak to zrobić. :?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Samotność

przez Saraid 17 sty 2013, 22:41
black swan napisał(a):Zawsze miałam takie przeświadczenie, że związki są nie dla mnie... Jak mi na kimś zaczyna zależeć, to moja samoocena staje się chyba kompletnie zależna od tej osoby... I nie ważne z kim się zwiążę, miłość mnie zawsze wyniszcza psychicznie, teraz to widzę. Za to jak jestem sama, to staję się niezależna i żyje mi się ogólnie lepiej. Niczym się nie muszę martwić, tylko żyć swoim życiem. Z tym, że chciałabym to w końcu zmienić, zacząć tworzyć normalne związki, nie uzależniać siebie od czyjejś miłości... Tylko jak to zrobić. :?

Psychoterapia to jedyne rozsądne wyjscie,nasza samoocena nie może zależeć od innych osób tylko powinniśmy ją mieć w sobie ugruntowaną w odpowiedni sposób.
Saraid
Offline

Samotność

Avatar użytkownika
przez black swan 17 sty 2013, 23:24
Psychiatra na następnej wizycie ma mnie zapisać gdzieś na jakąś psychoterapię. Ale to nie jest powód, żeby nie analizować siebie. ;)

Czyli znowu uświadomiłam sobie coś o mnie. Ostatnio ostro siebie analizuję i co rusz sobie coś uświadamiam. Myślałam nad tym już wcześniej, ale nie chciałam się z tym zgodzić. Dzisiaj do mnie dotarło, że jak mi naprawdę na kimś zależy, to jestem w stanie kochać bezwarunkowo i takiej też miłości chcę od tej osoby. Wszystko albo nic. To jest złe, to jest kompletne zaślepienie. Uzależniam w takiej sytuacji swoją wartość w moich oczach od miłości tej osoby. Wydaje mi się, że miłość słabnie - czuję się jak zero. Wydaje mi się, że miłość tej osoby do mnie rośnie - czuję się kimś. I tak w kółko, nawet najmniejsze wahania mogą mieć na to wpływ. Ale tylko wtedy, gdy na tej osobie naprawdę mocno mi zależy. Inaczej to nie działa. Może mechanizm jest taki: zrób mi tak jak ja tobie (odwdzięcz się) - ja chcę miłości bezwarunkowej, więc daję ci ją, aby otrzymać ją w zamian, a gdy to nie działa, odczuwam frustrację i zaczynam w siebie wątpić (mój plan nie zadziałał, porażka, za słabo się starałam, nie umiałam tego zrobić, pokochać dobrze). Niby wiedziałam, że chcę tyle, ile daję, ale nie uświadamiałam sobie, że daję wszystko chcąc też wszystkiego. Sama oddając wszystko i nie dostając wszystkiego czułam dziurę, stan miłości na minusie, frustracja była ogromna. I ogromne "dlaczego" w głowie. A przecież miłość bez względu na wszystko nie jest dobra - to muszę sobie uświadomić. Uargumentować, dlaczego nie jest dobra. Żeby mieć czarno na białym. Nie jest dobra, bo jest ślepa i szkodliwa. Tylko jak tu kochać ze względu na coś? Z powodu? Czy to jest wtedy jeszcze miłość?

-- 17 sty 2013, 22:29 --

Właściwie życie to nieustanny biznes, ktoś nam coś daje, odwdzięczamy się podobną przysługą. Dajemy komuś coś licząc na to, aby coś dostać (nawet podświadomie). Więc dlaczego miłość bezwarunkowa ma być mniej interesowna od warunkowej... Właściwie ta bezwarunkowa jest nawet bardziej interesowna - bo chce więcej w zamian, czyli wszystko. Wychodzi na to, że miłość warunkowa to mniej ryzykowna inwestycja, lepszy biznes...
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Samotność

przez Saraid 18 sty 2013, 04:50
black swan napisał(a):Psychiatra na następnej wizycie ma mnie zapisać gdzieś na jakąś psychoterapię. Ale to nie jest powód, żeby nie analizować siebie. ;)

Czyli znowu uświadomiłam sobie coś o mnie. Ostatnio ostro siebie analizuję i co rusz sobie coś uświadamiam. Myślałam nad tym już wcześniej, ale nie chciałam się z tym zgodzić. Dzisiaj do mnie dotarło, że jak mi naprawdę na kimś zależy, to jestem w stanie kochać bezwarunkowo i takiej też miłości chcę od tej osoby. Wszystko albo nic. To jest złe, to jest kompletne zaślepienie. Uzależniam w takiej sytuacji swoją wartość w moich oczach od miłości tej osoby. Wydaje mi się, że miłość słabnie - czuję się jak zero. Wydaje mi się, że miłość tej osoby do mnie rośnie - czuję się kimś. I tak w kółko, nawet najmniejsze wahania mogą mieć na to wpływ. Ale tylko wtedy, gdy na tej osobie naprawdę mocno mi zależy. Inaczej to nie działa. Może mechanizm jest taki: zrób mi tak jak ja tobie (odwdzięcz się) - ja chcę miłości bezwarunkowej, więc daję ci ją, aby otrzymać ją w zamian, a gdy to nie działa, odczuwam frustrację i zaczynam w siebie wątpić (mój plan nie zadziałał, porażka, za słabo się starałam, nie umiałam tego zrobić, pokochać dobrze). Niby wiedziałam, że chcę tyle, ile daję, ale nie uświadamiałam sobie, że daję wszystko chcąc też wszystkiego. Sama oddając wszystko i nie dostając wszystkiego czułam dziurę, stan miłości na minusie, frustracja była ogromna. I ogromne "dlaczego" w głowie. A przecież miłość bez względu na wszystko nie jest dobra - to muszę sobie uświadomić. Uargumentować, dlaczego nie jest dobra. Żeby mieć czarno na białym. Nie jest dobra, bo jest ślepa i szkodliwa. Tylko jak tu kochać ze względu na coś? Z powodu? Czy to jest wtedy jeszcze miłość?

-- 17 sty 2013, 22:29 --

Właściwie życie to nieustanny biznes, ktoś nam coś daje, odwdzięczamy się podobną przysługą. Dajemy komuś coś licząc na to, aby coś dostać (nawet podświadomie). Więc dlaczego miłość bezwarunkowa ma być mniej interesowna od warunkowej... Właściwie ta bezwarunkowa jest nawet bardziej interesowna - bo chce więcej w zamian, czyli wszystko. Wychodzi na to, że miłość warunkowa to mniej ryzykowna inwestycja, lepszy biznes...

Nie da się partnera kochać miłoscią bezwarunkowa,zawsze nawet podświadomie bedziemy mieli wobec niego oczekiwania,miłosć bezwarunkowa jest możliwa w relacji matka-dziecko.Skoro oczekujesz od drugiej osoby takiej samej miłości jaką Ty ja obdarzasz to nie jest to już miłość bezwarunkowa.
Saraid
Offline

Samotność

Avatar użytkownika
przez Arhol 18 sty 2013, 12:23
Niema czegoś takiego jak miłość bezinteresowna,bo nawet jeśli nie oczekujemy niczego od tej 2 osoby,to robimy to dla własnej satysfakcji,czy samopoczucia..
Bezwarunkowa..?
Wszystko ma swoje granice,i każdego da się jakoś "złamać"..
"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"
Why was it I seeing more beauty in death rather than life?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
32437
Dołączył(a)
16 lis 2012, 22:09

Samotność

Avatar użytkownika
przez Candy14 18 sty 2013, 12:25
Tylko jak tu kochać ze względu na coś? Z powodu? Czy to jest wtedy jeszcze miłość?

No raczej... inaczej kazdy zaslugiwalby na nasza milosc a przeciez kochamy konkretna osobe
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Samotność

Avatar użytkownika
przez black swan 18 sty 2013, 15:27
Saraid, Saiga, jak pisałam miłość bezwarunkowa, to nie chodziło mi o bezinteresowną, bo nic nie jest bezinteresowne. Bezwarunkowa to dla mnie to taka ślepa, nie zważająca na czyjeś wady, nie zważająca w skrajnych przypadkach na to, że ta druga osoba nas krzywdzi (jak np kobiety bite przez mężów kochają ich pomimo tego). Natomiast w moim przypadku jest to miłość nie zważająca na czyjeś wady, idealizuję kogoś w kim się naprawdę zakocham. I to jest jak najbardziej interesowna miłość, bo oczekuje w zamian tego samego - pokochania pomimo wad, bez względu na cechy charakteru, ułomności psychiki itp. Mam nadzieję, że zrozumiecie o co mi chodzi. Bezwarunkowa nie równa się bezinteresowna.

zawsze nawet podświadomie bedziemy mieli wobec niego oczekiwania,

Wiadomo, w moim przypadku chcę tego samego w zamian - to są moje oczekiwania, bo bezwarunkowa to nie jest bezinteresowna.

miłosć bezwarunkowa jest możliwa w relacji matka-dziecko.

A w relacji rodzice-dziecko powinna być spełniona, abyśmy w dorosłym życiu nie mieli jej niedoborów. Ja mam te niedobory. Dlatego mam z tym problem w związkach.

Wszystko ma swoje granice,i każdego da się jakoś "złamać"..

Nie mówię, że nie. W bezwarunkowej te granice są wg mnie daleko przesunięte, bo nie chodzi o 100% dosłowności słowa "bezwarunkowa", tylko o kochanie kogoś bez określonych powodów i warunków, a w miłości warunkowej chodzi o kochanie kogoś będąc w pełni świadomym za co i z jakiego powodu się kocha. Ta druga opcja jest po prostu zdrowsza, bo pierwsza jest skazana na niepowodzenie (jest ślepa, przynosi frustrację, itd).

No raczej... inaczej kazdy zaslugiwalby na nasza milosc a przeciez kochamy konkretna osobe

No tak... W mojej przeszłości pamiętam, że zakochiwałam się w byle kim i bardzo niewiele było mi trzeba. Ktoś był ponadprzeciętnie dla mnie miły, to z tego powodu mogłam się zakochać... Dopiero po iluś zawodach miłosnych stwierdziłam, że muszę wytępić w sobie uczucia i przestać się zakochiwać. Po jakimś czasie zaryzykowałam jeszcze raz dla mojego aktualnego partnera, też mieliśmy dużo przebojów... Teraz muszę stworzyć sobie listę rzeczy, za które go kocham. I przestać twierdzić, że gdy jakaś rzecz zaczyna mi w nim przeszkadzać, to znaczy że się odkochałam (a do takiego myślenia miałam zawsze skłonność). Najlepiej stworzyć listę jego plusów i minusów, żeby patrzeć na to moje zakochanie bardziej realnie, a nie idealistycznie. Widzę, że byłam zawsze jak taki skaczący szczeniak, desperacko chcący, by go pokochać. :?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Samotność

przez Saraid 18 sty 2013, 16:47
black swan, Własnie to wypośrodkowanie w uczuciach szczególnie jak ktos ma deficyt tych uczuć od najmłodszych lat to bardzo trudne.
Saraid
Offline

Samotność

Avatar użytkownika
przez Candy14 18 sty 2013, 16:48
Natomiast w moim przypadku jest to miłość nie zważająca na czyjeś wady, idealizuję kogoś w kim się naprawdę zakocham. I to jest jak najbardziej interesowna miłość, bo oczekuje w zamian tego samego - pokochania pomimo wad, bez względu na cechy charakteru, ułomności psychiki itp.

W zasadzie nie ma ludzi bez wad wiec tak sie wlasnie kocha. Jednak sa wady na ktore mozemy przymknac oko i takie ktore uwieraja nas do tego stopnia, ze na dluzsza mete nie zniesiemy. Wtedy dobrze jezeli partner nad nimi pracuje. Dotyczy to tez nas... nad wadami zawsze warto pracowac. Najgorsze podejscie to chyba takie "jestem jaki jestem i takim mnie bierz albo wypad"... taka postawa nie rozwija a czlowiek cale zycie powinien sie rozwijac
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Samotność

Avatar użytkownika
przez black swan 18 sty 2013, 17:05
W zasadzie nie ma ludzi bez wad wiec tak sie wlasnie kocha. Jednak sa wady na ktore mozemy przymknac oko i takie ktore uwieraja nas do tego stopnia, ze na dluzsza mete nie zniesiemy. Wtedy dobrze jezeli partner nad nimi pracuje. Dotyczy to tez nas... nad wadami zawsze warto pracowac. Najgorsze podejscie to chyba takie "jestem jaki jestem i takim mnie bierz albo wypad"... taka postawa nie rozwija a czlowiek cale zycie powinien sie rozwijac

Tzn, najlepiej kochając kogoś mieć jednocześnie pełną świadomość jego wad i je akceptować lub dopingować partnera w pracy nad nimi, jeśli ich nie zniesiemy...? ;) A co jeśli jest jakaś wada nie do zaakceptowania, a partner pomimo zapewnień, że będzie nad nią pracował nie robi tego przez długi czas... Czy to jest powód do rozstania?

Chyba muszę wypisać sobie jeszcze swoje wady i rozpocząć pracę nad nimi...
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Samotność

Avatar użytkownika
przez sleepwalker 18 sty 2013, 21:50
To zależy... jeśli nawet się nie stara to taki związek chyba nie ma sensu?
Saying all I know is I gotta get away from me.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
27 sie 2012, 22:13
Lokalizacja
How did I end up here?

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do