Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Samotność

przez chopiniana 08 sie 2011, 19:55
grusia, ja z tą maską mam tak samo.

Czasem czuję, że są we mnie dwie sprzeczności. Lubię chwilami samotność, wręcz odizolowanie i wycofanie (kiedy mogę pobyć "sama ze sobą"), a jednocześnie są takie momenty, kiedy jest mi cholernie przykro, bo siedzę w domu sama jak palec i gdzieś tam w środku czuję potrzebę porozmawiania z kimś, w ogóle kontaktu wzrokowego. I wtedy pojawiają się myśli, że skoro siędzę sama to chyba wyraźny znak, że coś ze mną nie tak,więc nikt mnie nie lubi. :(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
07 sie 2011, 13:21

Samotność

przez zatracona 12 sie 2011, 22:35
Ja się dopiero szykuję na samotność, taką rzec by można głupawą wersję, bo dziwnym trafem nagle wszyscy moi przyjaciele (nie mam ich wielu, ale za to autentycznych) odchodzą żyć na inny kontynent (jak na ironię na ten sam, dla mnie b. niewygodny do odwiedzin). I wiecie, nieraz gorzej kogoś stracić niż nie móc poznać. Wiele zawdzięczam tym ludziom, wyróżniają się ze społeczeństwa, pośród którego nie mogę żyć, bo dobija albo swoją głupotą albo mentalnością (niestety tylko na takie środowiska tu w Polsce trafiłam). Swoje jednak przeżyłam i takie zapierające dech w piersiach zwroty akcji mnie jednak już śmieszą, nie dziwią.
Ci ludzie uratowali mi życie, stali się dla mnie ważni, doceniłam czyjąś bliskość- coś, co dla mnie nigdy nie istniało, ale powiem Wam, że sama z siebie nawet dziś nie zabiegam o znajomości, nie potrzebuję ich (a gdybym nie spotkała nigdy moich drogich przyjaciół, to byłabym stuprocentowym eremitą w wielkim mieście), uchodzę za dziwadło: 1) z powodu zdiagnozowanych problemów psych., skończonych terapii itp.; 2) usprawiedliwiane tym, że zdarza mu się co nieco tworzyć. Więc jesteście bardziej "normalni" ode mnie, skoro potrzebujecie ludzi tak na żywo i jest Wam bez nich źle ;)
Poezja to - tak sądzę - jakbyś przegrał w karty
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 sie 2011, 12:02

Samotność

przez sorensen 14 sie 2011, 12:30
Ja ostatnio zauważyłem, że jeśli tkwi się w samotności bardzo długo to wówczas taki stan wydaje się być zupełnie naturalnym. I co więcej niełatwo choćby wyobrazić sobie coś innego. Wydaje się to bowiem zbyt abstrakcyjne, nienaturalne i nierzeczywiste. Przypuszczam że w pewnym momencie nie da się już tego zmienić.
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
28 lis 2007, 01:02

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność

przez maryjane13 14 sie 2011, 20:34
Witam. Co prawda mam dopiero 14 lat, aczkolwiek wiele razy myślałam już o ucieczce z tego świata. Tak naprawdę nigdy nie miałam znajomych. W podstawówce jedna koleżanka, na początku gimnazjum jedna koleżanka... Ponad pół roku temu przeprowadziłam się do nowej miejscowości. Zmieniłam szkołę, wiązałam wielkie nadzieje z tym miejscem.. Problem tkwi w tym, że nie umiem nawiązywać znajomości z rówieśnikami. Nie ganiam za chłopakami, nie plotkuję, nie mam wszelakich skojarzeń, ani nie sięgam po używki.. Moja mama zawsze powtarzała mi, że jestem dojrzalsza od osób w moim wieku i sama również się z tym utożsamiam. W szkole spostrzegana jestem jako "inna" lub "dziwadło" - jak kto woli. Wszyscy ''skaczą" mi na głowę i w myślach wyzywają (dowiedziałam się m.in że jestem "dziw*ą").. Prócz tego jestem słaba psychicznie, nawet najmniejsze wyzwisko może mnie złamać..
Nigdy nie rozpoczynam pierwsza rozmowy; nie umiem rozmawiać z ludźmi. Nie mam pojęcia, co mam mówić, jak się zachowywać.. W duchu jestem osobą pozytywnie "szaloną", a w rzeczywistości wszyscy myślą, iż jestem skryta. Bardzo chciałabym się zmienić, ale pytanie.. Jak to zrobić? Próbowałam i wiem, że nie umiem przezwyciężyć swojej nieśmiałości.. Nie chcę wracać do szkoły, szukam wymówek, aby się od tego uwinąć.. Najchętniej bym w ogóle nie wychodziła z domu.. W wieku 6 lat byłam z tym problemem u psychologa... Może wybrać się ponownie do tego lekarza w celu zasięgnięcia porady? :-|
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 sie 2011, 20:13

Samotność

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 14 sie 2011, 21:02
maryjane13 ja miałem podobne dzieciństwo, młodość jak ty, myśli samobójcze od 7 roku życia. Nigdy nie miałem kolegów, wszyscy się ze mnie naśmiewali i uważali za kosmitę, dziwadło. Do dziś mam koszmary z dzieciństwa. Możliwe że samo się zmieni wyrośniesz z tego albo wpadniesz w odpowiadające Ci towarzystwo, a możliwe że nie tak jak w moim przypadku. Jesteś w takim wieku że bardzo ważne wydaje się to co inni o nas mówią, z reguły jakaś grupa, klasa znajduje kozła ofiarnego aby się z niego ponabijać i dowartościować jego kosztem bez zważania na uczucia tej osoby. Niedługo zacznie się rok szkolny nie wiem czy w szkole macie psychologa ewentualnie pedagoga to mogłabyś z nim porozmawiać.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17043
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Samotność

przez HEKI 14 sie 2011, 22:20
ixi napisał(a):Z zaburzeniami depresyjno-nerwicowymi walczę już kilka lat. Leki (ostatnio velafax) i terapia. Kończę teraz studium, nauka nie przychodzi mi łatwo. Ciężko się zmobilizować, brak mi motywacji do tego by siąść nad książkami.
I wogóle nic się nie chce. Nie chce się wyjść. Nie ma siły rano wstać. Każda czynność- choćby umycie się, jest jak wspinaczka górska. Nogi i ręce ważą tony.Grawitacja działa x6.
Wiem, wiem. To typowo depresyjne.
Zastanawia mnie jednak to, że są momenty kiedy chce mi się żyć. Chce mi się uczyć,zdobywać świat, poznawać ludzi, i mam wrażenie że jeszcze moge nadrobić stracone lata. To krótkie chwile.I kiedy te chwile się pojawiają? Zazwyczaj po rozmowie z osobą, która ma jakiś cel, do czegoś dąży. Lub po obejrzeniu filmu czy programu, który mnie pozytywnie nakręci do życia. Lub kiedy nagle wstępuje nadzieja że jakiś krok przeze mnie zrobiony może dać ukojenie.
np ostatnio po takiej rozmowie z dawno nie widzianą koleżanką szłam spowrotem niepamietając całkiem o tym że nie mam siły. W głowie były plany, co zrobić i jakie działanie podjąć by żyć podobnie jak ona ( fajne studia, praca), i było ok. Wystarczy że doszłam do mojej stancji, wszystko prysło.Znowu dół. I spać. To moja ucieczka.
Na stancji mieszkam z 4 dziewczynami. Dogaduje się z nimi dobrze, ale każda ma swoje życie, razem nigdzie nie wychodzimy, każda studiuje na innej uczelni, rozmowy są tylko przy przypadkowych spotkaniach w kuchni czy korytarzu.
Dobija mnie to. Czy ja nie potrafię żyć sama? W sumie niby człowiek jest stworzeniem stadnym...
Usłyszałam ostatnio że lekarstwem dla mnie była by miłość. Być może wtedy miałabym motywację by wstawać rano , dążyć do czegoś, chciałoby mi się ładnie ubrać , umalować, może świat by zakwitł, ale chyba ciężko było by znalesć kogoś kto zaakceptował by to że dwa razy leżałam w szpitalu na nerwicę, i to że musze byc na lekach bo bez nich to wogole nie da sie funkcjonować.
NAjgorsze jest to że nie jestem raczej osobą zamkniętą i smutną. Jeśli komuś ufam to naprawde potrafię sie otworzyć. Ale wszyscy jakoś mają swoje życie a ja cały czas zostaję sama. Rodzice ciągle kibicują mi żeby mi się udało, hmm może to jest dla mnie taka poprzeczka nie do przeskoczenia i tym sie przejmuje?
Chciałabym mieć grupkę przyjacioł. To jest to czego teraz najbardziej potrzebuje. TYlko jakoś tak sie nie uklada cały czas. Moze sobie jeszcze nie zapracowalam na przyjaźń.
Chciałam iść po studium na studia, chociaz mam 24 lata. Ale z moją siłą psychiczną i fizyczną, nie wiem nawet czy skoncze studium.
Czuję się samotna. Mimo miłości rodziców (którzy tak na marginesie sami się nienawidzą).
Uhhh.. Ulżyło mi jak to wszystko napisałam. Pozdrawiam.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 sie 2011, 21:58

Samotność

przez momo2 15 sie 2011, 19:41
Skoro już się zarejestrowałam:)

Wiecie, za mną samotność podobnie jak u was chodzi od dzieciństwa - jedynaczka trzymana pod kloszem... Najgorsze jest to, że zawsze żyłam nadzieją, jakimiś marzeniami..."gimnazjum - no tutaj wszystko się zmieni, "zawsze" się zmienia! Będe miała pierwszego faceta i prawdziwe przyjaciółki, pierwsze wypady na imprezy bla bla bla". Liceum - no teraz to już na pewno, na studiówke nikt nie idzie sam, ma się grupę już na 100% prawdziwych przyjaciół i tą wolność od rodzicielskich zakazów i nakazów. Teraz idę na studia i też mam jakieś "wymagania", ale strasznie się boje, że znowu nic nie wyjdzie, będzie tak samo...
Ech niby wszystko zawsze było w porządku i otaczała mnie grupa "koleżanek" - stwierdzam, że nie ma nic gorszego niż takie "instytucje". Najpierw uwielbienie, później zaczynają się kwasy - obgadywanie i pozorna zgoda. A o ważnych dla nas sprawach nie ma z kim rozmawiać bo przyjaźń nie istnieje...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
15 sie 2011, 19:05

Samotność

Avatar użytkownika
przez buka 16 sie 2011, 01:52
no niestety,kiedy jestes gnojony w szkole ,wysmiewany to w dorosłym zyciu sie to bardzo odbija.Tez zawsze myslałęm ze..teraz to juz bedzie ok..
pamietam tez ze zawsze marzyłem zeby sie szkoła skończyła i zebym juz był 'dorosły' ;/
do dzisiaj miewam koszmary ze szkoły
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5131
Dołączył(a)
21 gru 2010, 22:23
Lokalizacja
wawa

Samotność

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 16 sie 2011, 08:59
momo2Ja też żyłem nadziejami że zmiana szkoły, miejsca zamieszkania, ba nawet kraju coś zmieni. Niestety po chwilowej euforii wszystko wraca do normy, kolejne zawiedzenie się na tzw przyjaciołach, problemy z nawiązywaniem relacji, osamotnienie, nienawiść wobec siebie i innych. Nasza psychikę zabieramy zawsze z sobą gdziekolwiek nie jesteśmy.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17043
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Samotność

przez sorensen 16 sie 2011, 21:34
buka napisał(a):no niestety,kiedy jestes gnojony w szkole ,wysmiewany to w dorosłym zyciu sie to bardzo odbija.Tez zawsze myslałęm ze..teraz to juz bedzie ok..
pamietam tez ze zawsze marzyłem zeby sie szkoła skończyła i zebym juz był 'dorosły' ;/
do dzisiaj miewam koszmary ze szkoły

Też tak miałem. Może nie było hardkorowo, ale wystarczyło. Najlepsze że koledzy z którymi niby się przyjaźniłem potrafili się potem nade mną znęcać. A kiedy to wszystko się skończyło, to było już chyba za późno. Skończyło się całą masą syfów w głowie które dzisiaj utrudniają życie, albo zrujnowały to i owo.
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
28 lis 2007, 01:02

Samotność

przez Nel 17 sie 2011, 10:36
dzis w£asnie czuje sie wyjatkowo samotnie...porzucona,odrzucona,niewazna,nieistotna,niechciana. Pojde w dzien dzisiejszy z tym nieznosnie przykrym uczuciem...
...Wracam w siebie i znajduję świat!
Znowu raczej w przeczuciu i niejasnym pożądaniu niż w rzeczywistym kształcie i żywej sile...

Johann Wolfgang von Goethe
Nel
Offline
Posty
6089
Dołączył(a)
20 cze 2011, 16:44

Samotność

Avatar użytkownika
przez *Monika* 17 sie 2011, 10:46
dune, Dlaczego Monisiu? Co się stało? Jakieś przykre wydarzenie masz za sobą?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Samotność

Avatar użytkownika
przez Nurja 17 sie 2011, 10:48
Jestem samotna, całe życie byłam, ale są takie dni (jak dziś) kiedy zupełnie mi to nie przeszkadza. Do samotności można się przyzwyczaić, można ją polubić. :D Oczywiście czasem jak sobie o tym pomyślę to czuję się żałosna i wybucham płaczem, ale staram się to odrzucić i przekonać samą siebie że samej jest mi dobrze, że nie potrzebuję nikogo do rozmowy. Dzisiaj w to wierzę!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
24 lip 2011, 17:39

Samotność

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 17 sie 2011, 10:53
Ja swojej samotności nigdy nie polubiłem. Owszem czasem prawie każdy lubi pobyć w samotności ale co za dużo to nie zdrowo, przynajmniej dla mnie. Nurja jakbyś naprawdę lubiła samotność to byś nie pisała na tym forum :D tak mi się przynajmniej wydaje
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17043
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do