Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Samotność

przez inbvo 29 wrz 2012, 03:15
przeczytałaś co Ci wysłałem?

chodzi mi o twoje zachowania niewidłowe żebyś usiadł i pomyślałam nad tym, jak sobie to uświadomisz to będziesz wiedział z czym walczyć a zwalanie wszystkiego na innych jest wentylem , który nie rozwiązuje problemu


tak, umiem, ale na to co napiszę to zawsze będzie można odpowiedzieć "znowu szukasz winy w innych", kiedy to najszczersza prawda:

musiało być coś jeszcze jakieś specyficzne zachowanie w grupie ludzi, umiesz wymienić jakiś przyczyny , które wpłynęły na postrzeganie twojej , chodzi mi o twoje zachowania niewidłowe
moją specyficznością było to, że nie paliłem fajek i nie piłem alkoholu w gimnazjum. nie wdawałem się w bijatyki <tutejsza obsesja to przemoc>. ogólnie byłem dla nich za cienki, jak "ciota".

-- 29 wrz 2012, 03:19 --

[edit] zapomniałem o najważniejszym: o braniu narkotyków.
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Samotność

Avatar użytkownika
przez tahela 29 wrz 2012, 03:22
dziosioaj to wzięłam zolpa i idę spac jutro cos konkretneo napisze ,bodzisiaj zal eo by to o wie za du zo czsu
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10974
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Samotność

przez mooncake 30 wrz 2012, 19:55
Hej,
Nie wiem czy to dobry temat.. ale muszę z kimś pogadać, bo znajomi uważają, że przesadzam, za dużo narzekam (może mają rację).. i w ogóle
Mam taką sytuację..
Przychodzę po diagnozę w dręczącej mnie sytuacji.. Mam czy miałam przyjaciela/kolegę (X). Parę miesięcy temu wydawał się mną zainteresowany, ale był to w moim życiu zły czas [depresja] i nie czułam do niego niczego ponad przyjaźni. Później gdy zaczęłam dochodzić do zdrowia zainteresowałam się jego kolegą (Y), dosyć intensywnie, ale do niczego konkretnego nie doszło. Tak się złożyło, że z kolegą/przyjacielem (X) wyjechałam wtedy na parę dni. Spędziliśmy świetnie ten czas i wróciłam nie tyle zmieniając do niego podejście.. co przeszedł mi jego kolega (Y). Nie robiłam nic na siłę, trochę myślałam o moim przyjacielu (wyjechał zaraz po naszym wspólnym wyjeździe na 2msc). Czekałam co będzie jak wróci.. nie czułam zmiany podejścia, ale nie powiem.. brakowało mi go i byłam ciekawa co będzie jak wróci.
No i wrócił.. nim się zobaczyliśmy okazało się, że ma dziewczynę, z którą zdaje się kręcił już przed wyjazdem. Jak się dowiedziałam dziwnie się poczułam, ale jak ich zobaczyłam.. o boże. Udręczałam się miesiąc katując się tym, że są razem, co robią, że do mnie się nie odzywa, że znalazł sobie kogoś na całe życie.. Myślałam, że zwariuje. Dalej idzie mi tak sobie, nie umiem z nimi rozmawiać, nie umiem na nich patrzeć. Nie znoszę jego dziewczyny, każde jej słowo traktuję jako przytyk w moją stronę, pewnie z szalonym przewrażliwieniem szukam u niej złych intencji i cech.. pewnie jest fajna skoro jest z nią szczęśliwy.
Wydaje mi się, że to jakaś dziwna zazdrość czy strach przed samotnością. Może boli mnie już brak jego zainteresowania ? Nie wydaje mi się, żebym żywiła do niego jakieś uczucia, skoro wcześniej się w tym nie rozpoznałam. I takie niezdecydowanie, między X a Y, między Y a X. Ale dalej nie umiem się tym nie katować. Nie chcę być taką zazdrosną osobą, nie wiem jak to wygląda że ich unikam.. przez to tracę też innych, wspólnych znajomych. Siedzę sama w domu i płaczę nad sobą (gratulacje dla mnie). Ale z kolei jak wychodzę gdzieś gdzie oni są.. nie bawię się wcale ;/ poczucie własnej wartości leci mi w dół okropnie, wracam z bardzo złym samopoczuciem. No i nie umiem z nimi rozmawiać, jakby mi ktoś mi wyrywał serce .
Dlaczego jestem taka pokręcona? Boje się, że wróci mi depresja (a może ciągle w niej jestem w końcu to patologiczne przywiązywanie się do ludzi dookoła, dobijanie się, że o mnie nie pamiętają, nie piszą.. że mają swoje życie a ja nie.. poczucie totalnego osamotnienia)

-- 30 wrz 2012, 19:55 --

Hej,
Nie wiem czy to dobry temat.. ale muszę z kimś pogadać, bo znajomi uważają, że przesadzam, za dużo narzekam (może mają rację).. i w ogóle
Mam taką sytuację..
Przychodzę po diagnozę w dręczącej mnie sytuacji.. Mam czy miałam przyjaciela/kolegę (X). Parę miesięcy temu wydawał się mną zainteresowany, ale był to w moim życiu zły czas [depresja] i nie czułam do niego niczego ponad przyjaźni. Później gdy zaczęłam dochodzić do zdrowia zainteresowałam się jego kolegą (Y), dosyć intensywnie, ale do niczego konkretnego nie doszło. Tak się złożyło, że z kolegą/przyjacielem (X) wyjechałam wtedy na parę dni. Spędziliśmy świetnie ten czas i wróciłam nie tyle zmieniając do niego podejście.. co przeszedł mi jego kolega (Y). Nie robiłam nic na siłę, trochę myślałam o moim przyjacielu (wyjechał zaraz po naszym wspólnym wyjeździe na 2msc). Czekałam co będzie jak wróci.. nie czułam zmiany podejścia, ale nie powiem.. brakowało mi go i byłam ciekawa co będzie jak wróci.
No i wrócił.. nim się zobaczyliśmy okazało się, że ma dziewczynę, z którą zdaje się kręcił już przed wyjazdem. Jak się dowiedziałam dziwnie się poczułam, ale jak ich zobaczyłam.. o boże. Udręczałam się miesiąc katując się tym, że są razem, co robią, że do mnie się nie odzywa, że znalazł sobie kogoś na całe życie.. Myślałam, że zwariuje. Dalej idzie mi tak sobie, nie umiem z nimi rozmawiać, nie umiem na nich patrzeć. Nie znoszę jego dziewczyny, każde jej słowo traktuję jako przytyk w moją stronę, pewnie z szalonym przewrażliwieniem szukam u niej złych intencji i cech.. pewnie jest fajna skoro jest z nią szczęśliwy.
Wydaje mi się, że to jakaś dziwna zazdrość czy strach przed samotnością. Może boli mnie już brak jego zainteresowania ? Nie wydaje mi się, żebym żywiła do niego jakieś uczucia, skoro wcześniej się w tym nie rozpoznałam. I takie niezdecydowanie, między X a Y, między Y a X. Ale dalej nie umiem się tym nie katować. Nie chcę być taką zazdrosną osobą, nie wiem jak to wygląda że ich unikam.. przez to tracę też innych, wspólnych znajomych. Siedzę sama w domu i płaczę nad sobą (gratulacje dla mnie). Ale z kolei jak wychodzę gdzieś gdzie oni są.. nie bawię się wcale ;/ poczucie własnej wartości leci mi w dół okropnie, wracam z bardzo złym samopoczuciem. No i nie umiem z nimi rozmawiać, jakby mi ktoś mi wyrywał serce .
Dlaczego jestem taka pokręcona? Boje się, że wróci mi depresja (a może ciągle w niej jestem w końcu to patologiczne przywiązywanie się do ludzi dookoła, dobijanie się, że o mnie nie pamiętają, nie piszą.. że mają swoje życie a ja nie.. poczucie totalnego osamotnienia)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 wrz 2012, 19:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność

przez inbvo 30 wrz 2012, 20:19
Nie wydaje mi się, żebym żywiła do niego jakieś uczucia, skoro wcześniej się w tym nie rozpoznałam.
A może jednak. Ale w tym przypadku to chyba źle.

Tak w ogóle witamy na forum.
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Samotność

Avatar użytkownika
przez tahela 30 wrz 2012, 20:26
inbvo, skoro az na forum napisał to pewnie cos jest na rzeczyz tym uczuciem
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10974
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Samotność

przez mooncake 30 wrz 2012, 20:27
inbvo napisał(a):
Nie wydaje mi się, żebym żywiła do niego jakieś uczucia, skoro wcześniej się w tym nie rozpoznałam.
A może jednak. Ale w tym przypadku to chyba źle.

Tak w ogóle witamy na forum.


Trzeba być mocno spapranym aby nie zauważyć takich rzeczy. No ale dobra znam go 10 lat ;) Zawsze szukałam wielkiego uczucia, totalnego szaleństwa... Ale fakt, nie ma co gdybać. Może faktycznie sobie teraz wmawiam ze strachu, że jakaś "deska ratunku" odpłynęła.
Jestem złą osobą.. oj złą.

Witajcie, przepraszam, nie wiem czy jest tu jakiś zwyczaj przedstawienia się. O sobie napiszę tyle, że m/w 3 lata temu zaczęłam pracować nad depresją. Leczenie i terapię zaczęłam dopiero w 2011. Odstawili mi już leki, na terapię chodzę raz na 2msc. Generalnie jest OK oprócz tego nadmiernego rozemocjonowania i poczucia osamotnienia.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 wrz 2012, 19:49

Samotność

przez inbvo 30 wrz 2012, 20:33
pewnie że jest coś na rzeczy. ale w tej sytuacji to źle.
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Samotność

przez mooncake 01 paź 2012, 07:55
wiem, że to nie najlepszy czas . nie mam nawet pewności o co chodzi. teraz czuje się do niego zniechęcona i nie mam ochoty ich widzieć.
natomiast szukam pomysłu jak obsesyjnie o tym nie myśleć i nie zadręczać się jak tej gorszej, żałosnej itd. jakieś pomysły?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 wrz 2012, 19:49

Samotność

przez Saraid 01 paź 2012, 08:01
Popracuj na terapii nad tym aby się nie katowac myslami obsesyjnymi
Raz na dawa miesiace chodzisz na terapie?czemu tak rzadko?
Saraid
Offline

Samotność

przez mooncake 01 paź 2012, 08:55
Svafa napisał(a):Popracuj na terapii nad tym aby się nie katowac myslami obsesyjnymi
Raz na dawa miesiace chodzisz na terapie?czemu tak rzadko?


Bo ją zakończyłam. Po czym wyszła cała historia z kolegą.. i nie radzę sobie z tym najlepiej
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 wrz 2012, 19:49

Samotność

przez Saraid 01 paź 2012, 09:33
mooncake, To wróć do niej aby rozwikłać ta sprawe.
Saraid
Offline

Samotność

Avatar użytkownika
przez Sorrow 01 paź 2012, 11:14
inbvo napisał(a):tahela, tak, że mieszkam w małej miejscowości (na szczęście do Krakowa blisko). tutejsi ludzie nie lubią "obcych" <czytaj - rodzin przyjezdnych, czyli nas>. Zresztą miejscowi rówieśnicy to niestety "element" (sorry taka prawda). mieszkam tu od dziecka, a najgorsze że chodziłem tu do szkoły. nikt mnie nie lubił, itd. nie ma co się rozwodzić.

Nadal tu mieszkam, co najgorsze niektórych z tych ludzi widuję w pracy. Nigdzie z nikim nie chodzę bo tu nikt mnie nie zaprasza. <tylko że teraz już mi to zwisa> Ciężko mi nawiązywać relacje z ludźmi po negatywnych doświadczeniach od dziecka. tyle.

Dlaczego takie miejsca w ogóle istnieją?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Samotność

Avatar użytkownika
przez sleepwalker 01 paź 2012, 13:43
mooncake, powiem Ci, że podobną sytuację sama miałam kilka razy. I zawsze odczuwam ból, gdy widzę, że chłopak który wcześniej długi czas potrafił starać się o mnie jest teraz szczęśliwy z inną. A ja wciąż sama. Na dodatek za każdym razem obiecuję sobie, że to się zmieni.
Saying all I know is I gotta get away from me.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
27 sie 2012, 22:13
Lokalizacja
How did I end up here?

Samotność

przez noname9292 01 paź 2012, 17:05
Byłem dziś na rozpoczęciu roku i cóż bez rewelacji, choć stres był o wiele mniejszy niż chociażby na początku liceum. Na końcu załapałem lekką depreche - to chyba u mnie jest normalną reakcją biologiczną na zmiany. Ogólnie dzisiejszy dzień nauczył mnie, że nic samo się nie dzieje ,że czeka mnie duża pracy nad sobą.... Miałem kilka okazji do zagadania, ale oczywiście ja pizdeczka z nich nie skorzystałem. Muszę również wyjść z roli, w którą się podświadomie wcielam.
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
30 sie 2011, 01:10

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 16 gości

Przeskocz do