Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Samotność....czy to jest uleczalne?

Avatar użytkownika
przez Korba 11 maja 2011, 12:40
samotność jest straszna i żałuję, że nie jest chorobą, bo wtedy wzięłabym jakiś antysamotnik i już.......
Pieprz-i-vanilia
F60.31 F38 F33 F31
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
12808
Dołączył(a)
22 sty 2010, 22:58
Lokalizacja
nie z tej ziemi

samotność

przez troll 11 maja 2011, 14:31
ja sie na nic nie obrazam... Boze mam naprawde dosc, mijaja 4 miesiace a ja dalej stoje praktycznie w martwym punkcie, kiedy sie rozstawalismy ja wlasnie wychodzilem z depresji i przestalem nawet brac leki... i wtedy ona zadecydowala o rozstaniu... teraz biore asentre 50mgx2 i absenor 300mgx2... chodzilem do tego do psychologa i troche pomagalo ale przestalem bo praca mi kolidowala i nie czulem sie dobrze z tym psychologiem... teraz chcialbym gdzies pojsc ale nie mam kasy na prywatne wizyty... mialem tylko ja i cale swoje zycie opieralem na niej a kiedy ona odeszla zostalem z niczym... nie mam zadnych pasji, hobby, nienawidze swojej pracy nie chce mi sie uczyc na studiach, nie mam ochoty na nic w niczym nie widze sensu i kompletnie nic mnie nie cieszy NIC... nie pamietam kiedy sie ostatnio SZCZERZE usmiechalem... czuje sie jak smiec... zapomniany... ona moze to przezywala 2 dni i nara koniec... nowi znajomi... studia... kolezanki lekkich obyczajow ;/ ... flirty nie flirty... i te moje obsesyjne mysli co robi gdzie i z kim... czy ma kogos i czy sie z nim pieprzy... Boze... wydaje mi sie, ze kazdy facet jest lepszy niz ja... czuje sie jak smiec... zapomniany... czuje nienawisc... do niej i do siebie za to, ze ona czerpie z zycia pelnymi garsciami podczas gdy ja od 4 miesiecy jestem zamkniety w swoim chorym swiecie... przygnebiony zrozpaczony pozbawiony nadzieji... nie mam wiary w siebie, nie wierze, ze jeszcze kogos pokocham albo ktos pokocha mnie ale tak prawdziwie... bylem taki naiwny myslalem, ze bedziemy ze soba do konca zycia i jakos sie ulozy ale ona musiala "sprobowac" z kims innym ... "milosc"... nawet juz teraz sam mam problem ze swoja seksualnoscia mysle, ze nie jestem wystarczajaco meski i, ze kazda bedzie mna rozczarowana w lozku... ba teraz nawet nie mam odwagi podejsc do dziewczyny a co dopiero mowic o seksie... w przeciwienstwie do mojej bylej, ktora raczej problemow z tym nie ma... eh wiem, ze to egoizm przeze mnie przemawia w duzym stopniu ale kochalem/kocham? te dziewczyne naprawde i czuje, sie jak przedmiot wibrator, ktory sie nie sprawdzil wiec trzeba go wymienic ;/// naprawde jest we mnie w ch** zawisci zazdrosci nienawisci tego co ona robi :((( Boze... zdaje sobie sprawe z tego, ze ona nie byla idealna, ze miala wady, ze nie byla tez najpiekniejsza na swiecie ale jakos nie dopuszczam do siebie tych mysli... moze to byl toksyczny zwiazek psychiatra mowil, ze ona ma ze soba problem i, ze powinna mi sie stac obojetna bo zasluguje na kogos lepszego... mowil, ze jestem bardzo wrazliwy, ze wyolbrzymiam wszystko i biore nazbyt do siebie to wszystko fakt ale mimo tego to teraz ja mam problem bo nie potrafie bez niej zyc a ona ma mnie po prostu w dupie... nie chce tak zyc juz wiem, ze to zalezy ode mnie ale czuje sie samotny niekochany nie zaspokojony wydaje mi sie, ze swiat sie skonczyl chodz wiem, ze to nieprawda ale nie chce innych kobiet Boze to jest chore juz mi sie nawet seksu odechcialo taki jestem znerwicowany i zlekniony... tak rozwalony emocjonalnie, ze gdybym ja spotkal gdzies na miescie to bym chyba zawalu dostal... usunalem konto na fb, zeby nie wchodzic na jej profil i nie czytac wiadomosci teraz jakbym to zrobil to chyba bym umarl na sama mysl, ze tam bym wszedl zobaczyl jakies foto z kims lub, ze pisze do niego to bym chyba umarl nawet jak o tym pisze czuje taki lek ;(((( wszystko mi o niej przypomina miejsca, rzeczy nawet nie te w domu tylko na miescie albo gdzies... jestem mlodym czlowiekiem ludzie mowia, ze inteligentnym nawet bardzo i wrazliwym do tego podobno przystojnym a ja czuje sie jak 80 letni dziadek na krawedzi dla ktorego nie ma juz nadzieji... rzeczy z, ktorych kiedys sam sie smialem teraz mnie draznia... zarty o seksie mnie draznia bo czuje sie jakis gorszy... jestem agresywny i zly na caly swiat chodz powinienem byc chyba tylko zly na siebie :((( modle sie o jeden taki dzien kiedy bylem szczesliwy kiedy bylo lato lezelismy razem wieczorem w lozku przy letnim wiaterku przytulalismy sie i ona mowila, ze mnie kocha i bedzie ze mna zawsze... jeden dzien wolnosci.... powiedzcie, ze da rade z tego wyjsc nie chce oszalec albo skonczyc jako frustrat albo na stryczku ;/ musialem tu to napisac bo przynajmniej troche lzej sie czlowiekowi robi DZIEKI
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
04 lut 2011, 12:45

samotność

przez buu 11 maja 2011, 16:52
Też czuję się strasznie samotna.. Aż mi się łezka w oku zakręciła, gdy znów pozwoliłam sobie o tym przypomnieć. Odrzucam to uczucie od siebie, zamieniam czymś innym, ale ono wciąż jest.
La inteligencia sin ambición es como un pájaro sin sus alas.
buu
Offline
Posty
624
Dołączył(a)
25 paź 2010, 11:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność....czy to jest uleczalne?

przez sorensen 11 maja 2011, 17:20
agusiaww napisał(a):ale Ty wszystko negujesz. Skoro bywales w takich miejscach to co, do niikogo sie nie odzywales? Poza tym jak chcesz poznac ludzi, miec przyjaciol to trzeba najpierw cos z siebie dac, zaprosic na kawe, porozmawiac na wspolny temat, itd itd
Skoro masz 30 lat to juz powinenes wiedziec mniej wiecej na czym polega zycie a takze kontakty z innymi ludzmi (nie psize o seksualnych tylko zwyklych zyciowych).

Nic nie rozumiesz. Na jakiej podstawie stwierdzasz że skoro mam 30 lat to powinienem to i owo wiedzieć? To że mam tyle lat ile mam nie ma żadnego znaczenia. Moja sąsiadka np. uważa że w tym wieku każdy musi mieć żonę/męża i przynajmniej jedno dziecko;)
A może problem polega właśnie na tym że nie wiem, nie umiem? Napisałem przecież że nie potrafię nawiązywać znajomości. Czy tak trudno to pojąć? To jest umiejętność która kształtuje się od bardzo wczesnych lat, a jeśli ktoś ma tutaj poważne braki to już może ich nie nadrobić.


agusiaww napisał(a):Ja np kidy zamieszkalam w warszawie nie znalalam ani jednej osoby, a wychodzac do ludzi, poznajac ich, interesujac sie nimi mam po kilku latach calkiem niezle grono znajomych a nawet przyjaciol:) Wlasnie jezeli bedziesz bardzo chcial to bedziesz i mial motywcaje, mnie jednego zycie nauczylo, na pewno narzekactwem niczego nie zmienisz, a dzialaniem.

Ok super. Tobie to przychodzi z łatwością. A dla mnie to jest nie do przeskoczenia. I kompletnie nie pojmuję, choć bardzo bym chciał, określenia "wychodzenie do ludzi".
Motywacja to jedna, oczywiście bardzo istotna, rzecz, ale niczego nie gwarantuje. Można bardzo chcieć coś osiągnąć ale to nie oznacza że wyniknie z tego coś dobrego. Nie ma żadnego automatycznego przełożenia że motywacja+wysiłek dają efekty. Ja już się w życiu kilka razy na tym przejechałem (nie tylko w dziedzinie relacji międzyludzkich)
Tak na marginesie, ja to nawet nie muszę wyjeżdżać do innego miasta bo tutaj też nikogo nie mam.

agusiaww napisał(a):Ja akurat zarowno poznalam ludzi jak i poprzez prace, poprzez pozniej ich znajomych, jak i uczestnictwem w roznych miejscach np kolko decoupage, a mam wiecej lat niz TY : :mrgreen: i chodze na takie zajecia.

Tak, ja też poznaję ludzi poprzez pracę. To są fascynujące znajomości 8-16. Nikt nie jest zainteresowany czymkolwiek więcej, nawet na tzw. piwo nie da się ich wyciągnąć. W pewnej pracy miałem trochę bardziej zgrane towarzystwo i niekiedy się spotykaliśmy, ale znajomości się z czasem pourywały - wyjazdy, zmiana pracy, dzieci, dom i tak dalej.
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
28 lis 2007, 01:02

Samotność....czy to jest uleczalne?

przez Drewniany 11 maja 2011, 17:24
sorensen, podobnie patrzę na te sprawy...
NN, zaburzenia anankastyczne.
Pomóż! Nie bądź obojętny!
http://pajacyk.pl http://www.polskieserce.pl
Offline
Posty
129
Dołączył(a)
05 kwi 2011, 11:48

Samotność....czy to jest uleczalne?

Avatar użytkownika
przez Korba 11 maja 2011, 17:38
I kompletnie nie pojmuję, choć bardzo bym chciał, określenia "wychodzenie do ludzi".


tja... kocham tą poradę...
Pieprz-i-vanilia
F60.31 F38 F33 F31
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
12808
Dołączył(a)
22 sty 2010, 22:58
Lokalizacja
nie z tej ziemi

Samotność....czy to jest uleczalne?

przez Zenonek 11 maja 2011, 18:04
sorensen,

Wedlug mnie jakims rozwiazaniem bedzie podjecie terapii oraz uczestnictwo w grupach terapeutycznych itp itd To moze byc pierwszy krok...


Dodatkowo jesli masz np zaburzenia lękowe itp to moze trzeba bedzie zapodac jakis antydepresant zeby ulatwic sobie nawiazywanie kontaktow...
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Samotność....czy to jest uleczalne?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 11 maja 2011, 18:14
Kasiu na początku myślałem,że chodzi o pana Poradę :mrgreen: <wg mnie Jarek rządzi w Poranku>


A mi dziś też chujowo,samotnie,po prostu żle i ide spać.W ogóle to najchętniej bym się odizolował jeszcze bardziej od ludzi(paradoks) - zamknął w jakiejś szafie w ciemności i z niej nie wyszedł.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Samotność....czy to jest uleczalne?

Avatar użytkownika
przez oreiro 11 maja 2011, 18:45
A jednak lepiej być samotną, niż niemile widzianą.
"Bo w oczach tkwi siła duszy."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
165
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 13:08
Lokalizacja
DOMOWE ZACISZE:)

Samotność....czy to jest uleczalne?

Avatar użytkownika
przez Korba 11 maja 2011, 19:27
człowiek nerwica, Jarek jest boski, najlepszy. A czemu Pan Porada?
Pieprz-i-vanilia
F60.31 F38 F33 F31
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
12808
Dołączył(a)
22 sty 2010, 22:58
Lokalizacja
nie z tej ziemi

Samotność....czy to jest uleczalne?

przez sorensen 11 maja 2011, 19:52
Zenonek napisał(a):sorensen,

Wedlug mnie jakims rozwiazaniem bedzie podjecie terapii oraz uczestnictwo w grupach terapeutycznych itp itd To moze byc pierwszy krok...
Dodatkowo jesli masz np zaburzenia lękowe itp to moze trzeba bedzie zapodac jakis antydepresant zeby ulatwic sobie nawiazywanie kontaktow...


Tak masz poniekąd rację.....tylko że......to już też przerabiałem przez ostatnie 6 czy 7 lat. Psychologów, psychoterapeutów, psychoterapię indywidualną, terapię grupową. Psychiatra onegdaj wmawiał mi depresję i faszerował różnymi prochami przez ponad 2 lata przez co sobie z lekka rozłożyłem wątrobę. Był jeszcze drugi, ten od razu rzucił receptą z pewnym silnie uzależniającym specyfikiem, którego jednak ostatecznie postanowiłem nie brać.
Tak więc amatorem w tej dziedzinie nie jestem, trochę przerobiłem, trochę przeszedłem. No i nie mam niestety dobrego zdania o specjalistach w tej branży. Problem niestety istnieje cały czas, może przyczyna leży gdzie indziej?
I jeszcze jedna uwaga - antydepresanty raczej kontaktów nie ułatwiają. W moim przypadku niestety niczego nie ułatwiły. Ale też nie utrudniły, po prostu nic nie dawały.
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
28 lis 2007, 01:02

Samotność....czy to jest uleczalne?

przez Zenonek 11 maja 2011, 19:59
Jezeli tak to moze poszukaj pomocy w Instytucie Ericksonowskim, maja tam bardzo ciekawe metody terapeutyczne, niestandardowe, ponoc skuteczne... Mialem na studiach znajomego co mial ogromne problemy z nawiazywaniem kontaktow z kobietami. I w tym instytucie mu jakos pomogli, gdzies po 14-18 miesiacach otworzyl sie i normalnie fukcjonowal.

Nie warto sie poddawac.

Co do lekow...to...nie wiem co brales, ale antydepresanty czesto naprawde pomagaja, moze miales naprawde zle dobrane lub rzeczywiscie ich nie potrzebujesz. Musisz sam sobie odpowiedziec czy masz zaburzenia lękowe.
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Samotność....czy to jest uleczalne?

przez sorensen 11 maja 2011, 20:30
Zenonek napisał(a):Jezeli tak to moze poszukaj pomocy w Instytucie Ericksonowskim, maja tam bardzo ciekawe metody terapeutyczne, niestandardowe, ponoc skuteczne... Mialem na studiach znajomego co mial ogromne problemy z nawiazywaniem kontaktow z kobietami. I w tym instytucie mu jakos pomogli, gdzies po 14-18 miesiacach otworzyl sie i normalnie fukcjonowal.

Nie warto sie poddawac.

Co do lekow...to...nie wiem co brales, ale antydepresanty czesto naprawde pomagaja, moze miales naprawde zle dobrane lub rzeczywiscie ich nie potrzebujesz. Musisz sam sobie odpowiedziec czy masz zaburzenia lękowe.


Co do tego instytutu to kiedyś mnie to bardzo zaciekawiło, ale niestety z przyczyn technicznych (lokalizacja) nie wchodzi w grę. Powiem Ci jednak że fakt iż ktoś komuś pomógł jeszcze zbyt wiele nie oznacza. Moi terapeuci też byli z polecenia:) Może być oczywiście tak, że trafiałem na nieodpowiednich terapeutów/psychologów, ale wielkiego wyboru nie mam niestety.
Odniosłem dziwne wrażenie że to jest dobre dla ludzi, którzy chcą się wygadać i sam fakt wyrzucenia z siebie tego co siedzi na wątrobie im pomaga. Pamiętam że jak byłem na terapii grupowej to autentycznie trafiali się ludzi którzy twierdzili że omówienie jakiegoś problemu, wyrzucenie go z siebie itp itd im bardzo pomaga. Na mnie to nie robiło żadnego wrażenia, choć należałem do tych gadatliwych:)

Z lekami to jest trochę podobnie. Ja miałem 2 zupełnie różne które brałem bardzo długo. Podobno bardzo dobre, ale jakoś mi wówczas niewiele dały. Możliwe że ja takich leków nie potrzebuję. Pamiętam hehe że psychiatra stwierdził iż mogę mieć jakieś przejawy fobii społecznej i wówczas zapisał mi lek który podobno się w takich przypadkach sprawdza (chyba nawet na ulotce o tym było)
U mnie tak rewelacyjnie działał że pod jakimś czasie dostałem podwójną dawkę. W końcu go odstawiłem bo efektów żadnych nie było (ale przynajmniej nie było również jakichkolwiek skutków ubocznych)
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
28 lis 2007, 01:02

Samotność....czy to jest uleczalne?

przez Michuj 11 maja 2011, 21:53
Wiem dokładnie o co chodzi sorensenowi, i leki gówno tu zwojują. Nawet nie warto się przymierzać.
Gdybym tylko znał odpowiedź na pytanie w temacie, myślę że nigdy nie musiałbym tykać się antydepresantów.
Michuj
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 13 gości

Przeskocz do