Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Samotność

Avatar użytkownika
przez rolosz 09 kwi 2016, 10:01
kasandra36 ech, gdybym tylko znał remedium to bym się chętnie z Tobą podzielił. Czy ta wewnętrzna samotność jest w ogóle uleczalna? Otóż to, niby ludzi wokół nie brakuje, a jednak człowiek czuje się samotny... Z czego to wynika, sam bym chciał to wiedzieć. Może po prostu już rodzimy się samotni? Jesteśmy jacyś niedostosowani? Może jedynym lekarstwem jest zapełnianie tej pustki jakimiś formami aktywności, ale jak długo człowiek tak pociągnie? Sorry za nieskładną wypowiedź, ale wstałem dziś kulawy na duszy...
Now I feel I'm growing older
And the songs that I have sung
Echo in the distance (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1191
Dołączył(a)
23 mar 2016, 21:21

Samotność

przez wielbłądzica 09 kwi 2016, 12:21
Amaika napisał(a):Właśnie tak mam. I obwiniam właśnie siebie. Ale to było tak wspaniałe, taką mam teraz dziurę w sercu, w życiu. Pomimo swych wad, był tak idealny. Nasza relacja była tak wyjątkowa. Dlaczego to runęło?

Trochę pozgaduję: bywa,że kontakty kończą się, bo człowiek ciągle się rozwija i twój rozwój mógł być na innym etapie niż tej drugiej osoby, lub poróżniły się wasze wartości i zmieniły się cele.
Czas leczy rany. Potem może okazać się, że tą pustkę można zapełnić troską o siebie i swój rozwój. Będziesz bogatsza o to doświadczenie wraz z jego dobrymi i złymi stronami. To się przyda żeby żyć świadomie i pełniej.

Eteryczna, Dzięki.
Offline
Posty
453
Dołączył(a)
04 mar 2009, 02:27

Samotność

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 kwi 2016, 12:32
kasandra36 napisał(a):Dużo ludzi tu pisze o takiej samotności bardziej wewnętrznej. Otaczają nas ludzie, mamy przyjaciół, czasem nawet partnerów, a i tak czujemy się samotni, nowe znajomości tego uczucia nie eliminują... Ktoś z was potrafi z tym walczyć czy nawet wygrał? Zastanawiam się, z czego to wynika, bo sama nie potrafię określić. Niezrozumienie? Swego rodzaju blokada, kwestia... nieumiejętności "połączenia się" z drugim człowiekiem? Ech, nie wiem, jak radzić sobie z taką samotnością, którą odczuwam wśród ludzi, nawet znanych przeze mnie dobrze i lubianych.

No wiesz, każdy ma jakichś tam znajomych, otacza się między ludźmi.
Tylko "bycie samotnym", to jest właśnie, wewnętrzna sprawa.
Samotność się odczuwa wtedy, gdy jest się ze wszystkim samemu i nie ma żadnej pomocy ani wsparcia ze strony innych ludzi, rodziny.
Ktoś jest obojętny i nieczuły na problemy takich ludzi.
Bycie w związku nie daje gwarancji na to, że zniknie samotność. Czy istnieje w tych czasach, taka naprawdę prawdziwa przyjaźń?
Nie często tak jest.
Ktoś, kto jest "prawdziwym przyjacielem?, jest szczery, w porządku, zawsze pomocny, można na kimś takim zawsze polegać i nie jesteśmy obojętni dla takiej osoby, czy osób.
Ale na to się składa wiele czynników: okazywanie empatii, wrażliwość, zrozumienie czyichś problemów, poświęcanie swojego czasu.
Ktoś musiałby wykazać wiele cech dla innej osoby i chciał tego.

Tylko że w społeczeństwie jest tak, że, często "samotność innych" nikogo nie obchodzi, a to bardzo smutne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1996
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 kwi 2016, 12:37
Jeżeli są na chęci na to, żeby komuś poświęcić swój czas, zainteresować się kimś, zrobić coś dobrego dla kogoś, to nic nie stoi na przeszkodzie.
A jeżeli ktoś takiej "chęci" nie wykazuje, to nikogo się do tego nie zmusi.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1996
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Samotność

przez wielbłądzica 09 kwi 2016, 14:07
Ja w dzieciństwie bylam samotna. Rodzice zarabiali, albo nie radzili sobie z własną niedojrzałością. Większość życia obserwowałam relacje innych ludzi i ich emocje. Od swoich emocji w dzieciństwie byłam chyba odcięta.
Teraz mam problemy z agresją, mówieniem o swoich potrzebach i z wysokimi wymaganiami wobec ludzi, że dadzą mi to czego zabrakło w dzieciństwie i na co już jest za późno.
Wydaje mi się, że głupio wygląda to gdy próbuję być człowiekiem jak inni, dlatego boje się grup i wchodzenia w relacje. Boję się zranienia, więc sobie tak udaję, że wszystko jest dobrze, że właściwie to dziwnie się nie zachowuję, że niedługo poznam obiektywną prawdę.
Offline
Posty
453
Dołączył(a)
04 mar 2009, 02:27

Samotność

przez Amaika 09 kwi 2016, 17:43
wielbłądzica chyba tak właśnie jest. Po śmierci mamy, nie potrafiłam dogadać się z rówieśnikami - zupełnie inna rzeczywistość. Oni mieli przysłowiowe "pstro w głowie" a ja myślałam do jakiego urzędu muszę iść po lekcjach, czy w domu trzeba poskładać pranie, iść na zakupy, ugotować, posprzątać, co jeszcze jest nie zrobione przed powrotem ojca. Jakieś 10 lat temu, gdy już uciekłam z domu rodzinnego, miałam frajdę z tego, że jestem sama, radzę sobie. Zajęłam się swoim domem na wsi, ogrodem. Wszyscy mnie podziwiali, chwalili - ja oczywiście nie mam frajdy z tego, że ktoś mnie chwali, zawsze doszukuję się w tym jakiegoś podstępu, ukrytego dna - pewnie to jest nie szczere, może czegoś chcą. I nie miałam satysfakcji, wszystko co robiłam, robiłam dla siebie, nie dla innych. Zdanie innych mało mnie interesowało. Po jakimś czasie jednak bardzo zaczęło brakować mi kogoś bliskiego. Dziś nie potrafię sobie poradzić z odrzuceniem. Ten ostatni "kolega" tak mocno wszedł w moje życie, że nie umiem go wyrzucić ze swojej głowy. Mianował się moim przyjacielem i faktycznie mi bardzo pomagał, motywował, ale odszedł w momencie gdy czekał mnie zabieg chirurgiczny, odszedł w momencie gdy traciłam pracę. Przekonałam całą swoją rodzinę do niego, a gdy mój brat i ojciec stanęli przeciwko niemu - ujęłam się za nim, zrywając praktycznie całkowicie z ojcem i bratem. To podłe co mi zrobił, zdaję sobie sprawę, ale nie umiem stanąć na nogi. Nie potrafię się go pozbyć z mojej głowy. Choć nie widziałam go już ponad miesiąc, praktycznie nie mamy kontaktu. Nie umiem sobie poradzić.

Na każde dobre słowo - wybucham płaczem. Na każde - jesteś wartościową, mądrą, inteligentną kobietą. To nie może być prawda, ja nic nie znaczę, skoro wciąż w moim życiu się coś wali. Skoro ktoś tak bliski potrafił się odwrócić do mnie plecami i nic sobie nie robi z tego, że ja jestem załamana. Przecież ja bym nie przeżyła, gdybym wyrządziła komuś tak ogromną krzywdę.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 kwi 2016, 17:40

Samotność

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 kwi 2016, 20:34
Amaika napisał(a):wielbłądzica chyba tak właśnie jest. Po śmierci mamy, nie potrafiłam dogadać się z rówieśnikami - zupełnie inna rzeczywistość. Oni mieli przysłowiowe "pstro w głowie" a ja myślałam do jakiego urzędu muszę iść po lekcjach, czy w domu trzeba poskładać pranie, iść na zakupy, ugotować, posprzątać, co jeszcze jest nie zrobione przed powrotem ojca. Jakieś 10 lat temu, gdy już uciekłam z domu rodzinnego, miałam frajdę z tego, że jestem sama, radzę sobie. Zajęłam się swoim domem na wsi, ogrodem. Wszyscy mnie podziwiali, chwalili - ja oczywiście nie mam frajdy z tego, że ktoś mnie chwali, zawsze doszukuję się w tym jakiegoś podstępu, ukrytego dna - pewnie to jest nie szczere, może czegoś chcą. I nie miałam satysfakcji, wszystko co robiłam, robiłam dla siebie, nie dla innych. Zdanie innych mało mnie interesowało. Po jakimś czasie jednak bardzo zaczęło brakować mi kogoś bliskiego. Dziś nie potrafię sobie poradzić z odrzuceniem. Ten ostatni "kolega" tak mocno wszedł w moje życie, że nie umiem go wyrzucić ze swojej głowy. Mianował się moim przyjacielem i faktycznie mi bardzo pomagał, motywował, ale odszedł w momencie gdy czekał mnie zabieg chirurgiczny, odszedł w momencie gdy traciłam pracę. Przekonałam całą swoją rodzinę do niego, a gdy mój brat i ojciec stanęli przeciwko niemu - ujęłam się za nim, zrywając praktycznie całkowicie z ojcem i bratem. To podłe co mi zrobił, zdaję sobie sprawę, ale nie umiem stanąć na nogi. Nie potrafię się go pozbyć z mojej głowy. Choć nie widziałam go już ponad miesiąc, praktycznie nie mamy kontaktu. Nie umiem sobie poradzić.

Na każde dobre słowo - wybucham płaczem. Na każde - jesteś wartościową, mądrą, inteligentną kobietą. To nie może być prawda, ja nic nie znaczę, skoro wciąż w moim życiu się coś wali. Skoro ktoś tak bliski potrafił się odwrócić do mnie plecami i nic sobie nie robi z tego, że ja jestem załamana. Przecież ja bym nie przeżyła, gdybym wyrządziła komuś tak ogromną krzywdę.

To ciekawe, co piszesz.
Ja nigdy nie miałem nikogo bliskiego.
Matka i ojciec też nie byli mi bliscy i chyba też niedojrzali do normalnej rodziny.
Teraz nie mam w ogóle żadnego kontaktu z ojcem i matką i nawet się z tego cieszę. Oni się nie interesują, jak ja się czuję, czy jestem samotny, czy jest mi źle?
Martwią się tylko o sobie, żeby im było dobrze. Zawsze tak było, że tylko ich przyjemności się liczyły.
A to właśnie: matka i ojciec, powinni być najbliższymi osobami dla swoich dzieci, tylko często tak nie jest i to jest bardzo smutne.
Ja jestem kompletnie ze wszystkim sam.
Nikt się nie interesuje tym, jak ja żyje, co mnie boli, z czym nie mogę sobie poradzić.
Gdybym nie miał nic do jedzenia, podejrzewam, że tym też nikt by się nie przejął. Najgorsze jest to, że ludzie zostają sami ze wszystkimi problemami i nie ze wszystkim sobie radzą, bo nie są w stanie.
To jest podła niesprawiedliwość!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1996
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Samotność

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 kwi 2016, 20:51
Przykre jest, gdy ma się poczucie ogromnej niesprawiedliwości w sobie.
Człowiek chciałby zniszczyć tą niesprawiedliwość, ale czuje bezsilność, bo jest z tym sam.
Ja mam takiego ojca i matkę, którzy lubili "towarzyskie życie", alkohol, zapominanie o obowiązkach, bo po co, skoro można być pijanym, zapomnieć o całym świecie i nie wiedzieć, co się wokół dzieje.
Moje dzieciństwo było często smutne. Pozbawione barw, bezpieczeństwa.
Nikt się wtedy tym nie przejmował, nawet rodzina miała to gdzieś. Zresztą, rodzina matki odrzuciła matkę, ponieważ ona stwarzała jakieś tam problemy w rodzinie.
Gdyby matka i ojciec byli normalnymi ludźmi, postępowaliby inaczej.
Ale oni nie są normalni i chyba jest im z tym dobrze.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1996
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Samotność

przez Amaika 09 kwi 2016, 21:04
Bonus to faktycznie okropne, że rodzice tak Ciebie potraktowali. Ja się zawsze zastanawiałam nad tym, czy nadaję się na matkę? Bo dziecko to nie jest rzecz, to nie zabawka. Rodząc dziecko bierze się ogromną odpowiedzialność. Trzeba potrafić je wychować, by nie zrobić sobie i jemu krzywdy. To wcale nie jest proste.

Moi rodzice nie byli czuli na moje uczuciowe problemy, ale byli. Częściej bili i krzyczeli niż pytali jak się czuję, pocieszali i przytulali. Co ja piszę - w ogóle nie pytali i nie przytulali. A ja nie wiem czemu tak bardzo mi tego było brak. Cały czas mi tego brakuje. Choć nie dałabym rady wytrzymać z osobą, która wiecznie wisiałaby mi na szyi - oj nie, nie jestem z tego typu ludzi.
Gdy miałam problemy w szkole - nie mogłam liczyć na pomoc rodziców. Nie pomagali, nie tłumaczyli - wymagali, krzyczeli, że jestem "tumanem', "debilem", "będę nikim i będę sprzątać ulice" i bili. Jak dostałam lepszą ocenę - wyśmiewali - "e tam, to nic wielkiego, trafiło ci się fartem" albo "a nie mogłaś dostać stopień więcej? nie można było?".
Moja mama zainteresowała się moimi uczuciami i samopoczuciem, gdy już była bardzo chora. Jak zareagowałam? Wyśmiałam ją i wykrzyczałam, że całe dotychczasowe życie czekałam na taki gest. A ona się budzi, gdy jest tak bardzo chora?! - Wiem, że to było nie na miejscu, ale emocje...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 kwi 2016, 17:40

Samotność

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 kwi 2016, 21:28
Amaika napisał(a):Bonus to faktycznie okropne, że rodzice tak Ciebie potraktowali. Ja się zawsze zastanawiałam nad tym, czy nadaję się na matkę? Bo dziecko to nie jest rzecz, to nie zabawka. Rodząc dziecko bierze się ogromną odpowiedzialność. Trzeba potrafić je wychować, by nie zrobić sobie i jemu krzywdy. To wcale nie jest proste.

Moi rodzice nie byli czuli na moje uczuciowe problemy, ale byli. Częściej bili i krzyczeli niż pytali jak się czuję, pocieszali i przytulali. Co ja piszę - w ogóle nie pytali i nie przytulali. A ja nie wiem czemu tak bardzo mi tego było brak. Cały czas mi tego brakuje. Choć nie dałabym rady wytrzymać z osobą, która wiecznie wisiałaby mi na szyi - oj nie, nie jestem z tego typu ludzi.
Gdy miałam problemy w szkole - nie mogłam liczyć na pomoc rodziców. Nie pomagali, nie tłumaczyli - wymagali, krzyczeli, że jestem "tumanem', "debilem", "będę nikim i będę sprzątać ulice" i bili. Jak dostałam lepszą ocenę - wyśmiewali - "e tam, to nic wielkiego, trafiło ci się fartem" albo "a nie mogłaś dostać stopień więcej? nie można było?".
Moja mama zainteresowała się moimi uczuciami i samopoczuciem, gdy już była bardzo chora. Jak zareagowałam? Wyśmiałam ją i wykrzyczałam, że całe dotychczasowe życie czekałam na taki gest. A ona się budzi, gdy jest tak bardzo chora?! - Wiem, że to było nie na miejscu, ale emocje...

Rozumiem Cię, koleżanko.
Człowieka w środku boli to poczucie niesprawiedliwości, ale nie może nic na to poradzić.
Jest bardzo przykre, że, wokół nas jest tyle, różnej patologii. Nie będę ukrywał, że nie pochodzę z normalnego domu, ale słowo "patologia", bardzo źle mi się kojarzy. Zresztą nie tylko mi.
Ja, gdybym mógł, miałbym taką moc, zniszczyłbym tą całą patologię, wszędzie, żeby tego dziadostwa już nie było wokół nas.
Ukarałbym tych wszystkich: degeneratów, pijaków, psycholi, złodziei, tak żeby oni nie istnieli.
Bo takie patologie to tworzą, właśnie tacy ludzie, którzy nie są godni, nawet żeby żyć.
Na życie trzeba też zasługiwać. Nie ma miejsca na żadne patologie, niesprawiedliwość, nieuczciwość.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1996
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Samotność

przez Amaika 09 kwi 2016, 22:48
Bonus, okropne to jest, że te patologie wykorzystują i niszczą dobrych ludzi. Im nic nie będzie - dalej świetnie się bawią. A takie ofiary jak ja, czy Ty - okropnie cierpią przez ich idiotyczną bezmyślność. Jeden, dla nich - mało istotny, gest, słowo czy zachowanie - może skutecznie uprzykrzyć życie. Ty cierpisz, nie potrafisz poskładać się w całość - oni dalej balują, dla nich żaden problem. A gdy zobaczą, że cierpisz - drwią i bagatelizują.

Ja się dowiaduję od osób trzecich, że mój tatuś cierpi, że żałuje, że źle mnie traktował. Podobno nawet zdaje sobie sprawę, że popełnił w stosunku do mnie ogromny błąd. Co z tego? Kilka razy próbowałam dać mu szansę. Nigdy nie przeprosił, nigdy się nie przyznał, że zrobił źle - za to dalej mnie gnębił, wyzywał i dołował. Dlatego nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze będziemy mieć normalny kontakt.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 kwi 2016, 17:40

Samotność

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 kwi 2016, 23:25
Amaika napisał(a):Bonus, okropne to jest, że te patologie wykorzystują i niszczą dobrych ludzi. Im nic nie będzie - dalej świetnie się bawią. A takie ofiary jak ja, czy Ty - okropnie cierpią przez ich idiotyczną bezmyślność. Jeden, dla nich - mało istotny, gest, słowo czy zachowanie - może skutecznie uprzykrzyć życie. Ty cierpisz, nie potrafisz poskładać się w całość - oni dalej balują, dla nich żaden problem. A gdy zobaczą, że cierpisz - drwią i bagatelizują.

Ja się dowiaduję od osób trzecich, że mój tatuś cierpi, że żałuje, że źle mnie traktował. Podobno nawet zdaje sobie sprawę, że popełnił w stosunku do mnie ogromny błąd. Co z tego? Kilka razy próbowałam dać mu szansę. Nigdy nie przeprosił, nigdy się nie przyznał, że zrobił źle - za to dalej mnie gnębił, wyzywał i dołował. Dlatego nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze będziemy mieć normalny kontakt.

Rozumiem.
Ja nigdy nie zaakceptuje ojca i matki.
Zawsze będzie ten żal za to, jacy byli, jak postępowali. Mam takie problemy, jak bardzo wiele osób na tym forum, że, męczy mnie nie tylko samotność, ale i natręctwa myślowe, poczucie przygnębienia, bezradność, bezsilność.
Ojciec i matka tym się nawet nie martwią, bo myślą o tym, żeby im było dobrze.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1996
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Samotność

przez Amaika 09 kwi 2016, 23:34
Bonus, czy jakoś z tym walczysz? Leczysz się, korzystasz z jakiejś pomocy?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
08 kwi 2016, 17:40

Samotność

Avatar użytkownika
przez Bonus 09 kwi 2016, 23:50
Ja jeździłem do PORADNI, do lekarki i miałem przepisywane leki na te natręctwa, na depresję.
Mam jeszcze trochę tych leków, ale na razie, zrobiłem przerwę, ponieważ nie chciałem obciążać wątroby.
Jakoś, nie bardzo mi pomagają te leki, choć są dobre.
Może jest jakaś tam, lekka zmiana, ale też żadne leki nie są "wszechmoce", żeby ktoś poczuł się po nich szczęśliwy.
U mnie, natręctwa myślowe są dość mocne.
To jest chyba kwestia mojego charakteru? Ja już od młodych lat mam z tym problemy.
Nikt się tym nie przejmował, żadna rodzina, ani ojciec ani matka.

Jest ciężko, ale trzeba sobie radzić.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1996
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do