Samotność

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Samotność

przez zalezna 21 paź 2015, 19:47
Pink Punk Boy napisał(a):No właśnie jak teraz się otworzyłem przed kilkoma osobami to nawet gdy ja nie chce mieć z nikim kontaktu to sami dzwonią i piszą co tam u mnie.Plus ta reakcja zawsze "co ty gadasz że ci wmawiają takie choroby? przecież rozmawiam z tobą i jesteś normalny!"

to masz fajnych przyjaciol, moi przestali sie do mnie odzywac kiedy sie dowiedzieli o mojej chorobie.
zalezna
Offline

Samotność

Avatar użytkownika
przez Pink Punk Boy 21 paź 2015, 19:57
przyjaciół? o nie nie... aktualnie dalej "jestem sam" i tak poważnie, to nie mam nikogo, raczej takie płytkie peplanie tylko, nie odbieram tego jako prawdziwe wsparcie.

Pewnie też dla tego, że "mam" inne wyobrażenie ludzi z którymi buduję prawdziwe relacje i tak od dłuższego czasu nie przywiązuje się w ogóle do ludzi których poznaje, traktuję jak hologramy czy coś i tak se peplam z nimi a mam w głowie że "to nie oni" i nie wchodzę w bliższą relacje, by mieć miejsce na te prawdziwe relacje na które jeszcze się łudzę że kiedyś nadejdą...
Jeżeli normę ustala większość, czyli ludzie bez pasji, celu i wartości w życiu, nie radzący sobie z emocjami, z brakiem pewności siebie jako jednostki to jak najbardziej - nazwijcie mnie nienormalnym i przypiszcie mi wszystkie choroby psychiczne świata.
Pink Punk Boy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
20 paź 2015, 20:20

Samotność

Avatar użytkownika
przez Follow_ 21 paź 2015, 20:29
Moi przyjaciele wiedzą i wspierają mimo to czuję się samotna. Nikt nie ma obowiązku ciągle ze mną przebywać skoro od 8 lat źle się czuję. Nie wrzucam im też swoich nastrojów ani problemów wynikających z choroby bo nikt nie ma obowiązku nosić tego wszystkiego na barkach. Życie i tak ich wiele dostarcza.
Wsparcie to jedno a zderzanie się z chorobą która jest bardzo trudna do zrozumienia może zniechęcić każdego. Kiedyś leciałam ze wszystkim co mi się działo ale widziałam, że mimo dużej troski zaczyna to być zbyt obciążające dla bliskich mi ludzi.
Takie rzeczy "wywalam" na terapii.
Kocham moich przyjaciół i nie będę im tego robić bo dawno by już mnie zostawili.
Poddaję się nie mam siły na walkę...
Zazdroszczę ludziom szczęścia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1742
Dołączył(a)
11 lip 2014, 20:07
Lokalizacja
Tricity

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Samotność

przez arrivistE 22 paź 2015, 00:25
chcialbym zeby ktos mnie jakos podsumowal, jakkolwiek
znajomosci? pourywalem, dawno gdzies nie wyszedlem. pojawily sie nowe, glownie z pracy, 3 razy wyszedlem, nie odpowiadalem na zaproszenia, albo raczej odpowiadalem negatywnie, czemu? zawsze potrafilem dac jakis logiczny pretekst, ktory dla mnie tez wtedy wydawal sie logiczny. ale tak na prawde w wiekszosci przypadkow sie balem, po prostu... kto wie o czym pisze, ten potwierdzi ze trudno to ubrac w slowa
przyjaciele? moze dawno temu, z naciskiem na moze
dodam ze nie mam az takiej potrzeby na znajomosci, albo mam, ale zamaskowane ukryta niechecia, wiec wydaje sie, jakbym nie mial, od lat
dziewczyna..
Poznam miłość, stracę miłość
Rzucę życie na szale i spróbuję popłynąć
? mozna powiedziec ze nawet szukam, ale krag jest ograniczony, bo jak mozna poznac dziewczyne nie majac znajomych? Tylko nie mowcie ze osoba wchodzaca na to forum w potrzebie wyleczenia sie jest zdolna do poderwania nieznajomej na ulicy :). probowalem pare razy na sile z potencjalnymi interesantkami - nie da sie, serce nie sluga, kazdy chcialby z kims byc, ale jednak na sile sie nie da... ale tutaj chyba nawet osoby bez depresji ani zadnej tego typu choroby maja problem, i tylko czekaja, az sie ktos znajdzie..
rodzina? nie. rodzice, tak, ale nieszczero, rzadko, i nawet mi sie nie chce trzymac z nimi kontaktu, a kazda proba jest z mojej strony stuczna, mieszkam samemu

dodam ze w pracy czy innych miejscach do ktorych chodze regularnie (czyli nie na spotkania z przyjaciolmi) zachowuje sie normalnie, nie boje sie rozmawiac z ludzmi, umiem rozmawiac - to chyba dobrze, jak na takiego odludka :hide:
Smiling when you don't feel like it? Fake.
Showing enthusiasm when you're not sure about the issue? Fake.
Asking how I feel just to show concern? Fakefakefake.
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
21 paź 2015, 13:07
Lokalizacja
overseas

Samotność

Avatar użytkownika
przez inny 23 paź 2015, 11:39
Jest mi zle, juz nawet nie pomaga kupowanie kolejnych gadżetów. Nie cieszy mnie to. Jestem na takim etapie, że dałbym się w jakikolwiek sposób wykorzystać, byleby ktoś miał do mnie jakiś emocjonalny stosunek, coś więcej niż tylko wdzięczność na poziomie "dzięki". Jak tak dalej pójdzie, to wpakuję się w jakąś sektę. Chociaż z moim charakterem samotnika nawet to nie wypali....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
27 maja 2008, 19:11
Lokalizacja
bezsens

Samotność

przez cdn. 23 paź 2015, 11:46
inny, skoro już sobie to uświadomiłeś, to do sekty na pewno nie wstąpisz
Ruchem pełzającym - byle do przodu
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
05 sie 2015, 14:57

Samotność

Avatar użytkownika
przez inny 23 paź 2015, 11:51
cdn. pewnie nie, bo po miesiącu by mi się znudziło :)
W ogóle niektórzy mówią, że stres, potrzeba działania sprawia, że poprawia się nam nastrój i nie myślimy o samotności itp. A to nie prawda, właśnie takie stresowe sytuacje pogarszają mój stan, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że nie mam dokąd uciec ze swoimi zmartwieniami...
Człowiek nikt....no dobra, człowiek drewno
Avatar użytkownika
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
27 maja 2008, 19:11
Lokalizacja
bezsens

Samotność

przez cdn. 23 paź 2015, 12:01
co ciebie doprowadziło do tej samotności?
Mnie np. lęk przed bliskością. Miałam wiele okazji aby poznać nowych ludzi, często byłam odbierana w pozytywny sposób, ale później podświadomie robiłam wszystko aby te wrażenie zepsuć, by się przypadkiem nikt mnie nie doczepił.
Sekty wywołują we mnie tyle lęku, że na pewno mi nie grożą.

Swego czasu potrzeba działania pomagała, lecz kiedy osiągałam to co chciałam, to za bardzo nie wiedziałam co ze sobą zrobić, wtedy samotność najczęściej się odzywała, nie potrafiłam się cieszyć sukcesem. Gdy miałam kryzys, to jednak zawsze ktoś przychodził aby mnie wesprzeć. Mechanizm podchodzący pod niezłą patolę.
Ruchem pełzającym - byle do przodu
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
05 sie 2015, 14:57

Samotność

przez seway1996 23 paź 2015, 19:40
zalezna napisał(a):to masz fajnych przyjaciol, moi przestali sie do mnie odzywac kiedy sie dowiedzieli o mojej chorobie.


Ehh doświadczyłem podobnej sytuacji. W sumie nawet zwykli ludzie nie chcą słuchać mojego zdania na temat mojego życia a co dopiero ktoś bliski. Teraz już tylko czekam aż se sobą skończę,tylko w to wierzę.
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
26 sie 2015, 21:16
Lokalizacja
Mazowsze

Samotność

Avatar użytkownika
przez DestruktorMysli 23 paź 2015, 20:57
A ja do samotności doprowadziłem sam siebie. Ot, w podstawówce miałem kolegów, których bardziej interesowało pożeranie czipsów i wymienianie się żetonami z Pokemonami... Starsze roczniki kultywowały siłę i znęcały się nad słabszymi fizycznie, w tym nade mną. A w liceum trafiłem na patologiczną grupę (bo z osobna pewnie ciekawi ludzie), która nawet nie była w stanie wyjechać w ostatnim roku na wycieczkę. I nie miałem po prostu kiedy nauczyć się, czym są prawdziwe koleżeństwo, przyjaźń czy miłość. Gdzieś po drodze przeminął się związek na odległość zwieńczony kilkoma spotkaniami w prawdziwym świecie... I tyle.

A jak jest teraz?
1. Uczelnia. Każdy ma swoje zajęcia i "nie ma czasu" dla innych.
2. Wolontariat. Każdy ma swoje zajęcia i "nie ma czasu" dla innych.

Szkoła, praca, dom. Tyle, że nikt z moich rówieśników nie potrafi określić jako priorytet budowania zdrowych relacji międzyludzkich. Zamiast tego uciekają w coś, co istnieje i pozornie sprawia im radość, a jest to pozorne, gdyż to poczucie szczęścia wynika ze zrzucenia odpowiedzialności za własne życie na świat taki, jaki jest. Bo po co go zmieniać?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
197
Dołączył(a)
16 sty 2014, 17:51

Samotność

przez Bobby6 23 paź 2015, 22:33
DestruktorMysli napisał(a):1. Uczelnia. Każdy ma swoje zajęcia i "nie ma czasu" dla innych.


Ja mam podobnie. U mnie przewija się tylko uczelnia i dom. Na niej mam co prawda fajnych ludzi ale oni już podobierali się w grupki do, których nikogo nowego nie dopuszczają. A ja zostałem sam
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
03 paź 2015, 23:10
Lokalizacja
Poznań

Samotność

przez powolnyptak 23 paź 2015, 22:56
Dobry wieczór Państwu,

W pedałówie przestałem obchodzić urodziny i zapraszać innych do domu. W gimnazjum po raz ostatni poszedłem do kogoś do domu na urodziny czy coś. W liceum ludzie szybko się zorientowali, że jestem pierdoła i generalnie będę ich męczył jak jest źle, kiedy im jest dobrze. Mieli rację, wasza kolei.

Teraz studia, mam znajomych, paru kolesi z liceum też spotykam - ciekawi ludzie, i fajnie że gdzieś, czasem, coś. Ale to wszystko rzadko. Kiedy się poczuję w miarę z kimś swobodnie, to robię się chamski, (nazbyt) bezpośredni, generalnie niemiły. Tak sobie wyobrażam bycie towarzyskim, to żarty nie? Mnie śmieszą.

No więc inni ludzie mnie raczej unikają - się nie dziwię, bogiem a prawdą sam unikam ludzi takich jak ja. A jak nie unikają, to ja ich unikam. Gadki szmatki mnie męczą, bo chciałbym gadać o sobie. A jak gadam o sobie to mam poczucie, że się wieszam na ludziach, i jestem jedną z tych negatywnych osób których może by było lepiej nie mieć w swoim życiu (tutaj sięraczej nie mijam z prawdą). No to wolę być sam - mniej żałośnie, choć tylko trochę.

No i jestem sam, hura. I wszystko było by pięknie w tych moich paru metrach akademika, gdyby nie to, że mi brakuje ludzi. Wróć, brakuje mi dobrego samopoczucia. Ale taki to już ten @#$!@$ los, że nie jestem jaszczurką, i mam ten "małpi" społeczny mózg, i czasem... każdy wie jak jest.

No to i piszę do Państwa, bo podobno pomaga. A jak już piszę, to sobie to swoje jęczenie też poćwiczę. Jak człowiek ładnie jęczy to lepiej wygląda, niż kiedy tak chodzi jakby miał touretta cały czas i kurwi... /cenzura/.

Kolorowych snów Państwu,

ja
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
23 paź 2015, 22:07

Samotność

Avatar użytkownika
przez agnes89 25 paź 2015, 14:49
Od czasów podstawówki moje relacje z ludźmi wyglądały w ten sposób, że siedziałam w ławce z jedną koleżanką, z którą się przyjaźniłam. Koleżanki zmieniały mi się co roku. Dotarłam do 5 klasy podstawówki i od tamtej pory siedziałam z jedną koleżanką kilka lat. Niestety, po kilku latach zostawiła mnie dla innych koleżanek, a ja czułam się opuszczona i samotna. Już wtedy zaczynały się moje problemy psychiczne. W liceum poznałam nowych ludzi, z jedną koleżanką do tej pory mam kontakt, choć już znamy się 10 lat. Ale tak naprawdę, to widujemy się kilka razy w roku, ze względu na brak czasu. Poza tym, nie ufam jej na tyle, by jej opowiedzieć o swoich prawdziwych problemach. Mam też jedną, można powiedzieć przyjaciółkę, której mogę powiedzieć wszystko na temat mojej depresji i odczuć z nią związanymi. Niestety, również rozmawiamy rzadko, kilka razy w roku, ze względu na to, iż mieszkamy w różnych miastach, oddalonych kilkaset kilometrów.
W czasie 2 klasy liceum odnowiłam stare kontakty i to był również fajny czas. Miałam wtedy sporo znajomych, wychodziłam na imprezy, jednym słowem byłam duszą towarzystwa.
Potem poszłam na studia i studiowałam inny kierunek przez rok i tam miałam świetnych znajomych, paczka ludzi, która trzymała się razem na wykładach czy ćwiczeniach, a po zajęciach wspólnie imprezowaliśmy. To był jedne z najlepszych lat mojego życia. Potem, po podwyższeniu wyników matury dostałam się na wymarzony kierunek studiów i tutaj się zaczęło. Nie dogadywałam się z ludźmi, pomimo przeniesienia na inną uczelnię nadal było to samo, być może taka specyfika kierunku. W międzyczasie na 2 roku zachorowałam na depresję i padaczkę, a to tym bardziej odcięło mnie od ludzi.
Tak naprawdę, to ludzie mają mnie w nosie i wątpię, że ktokolwiek by zapłakał, gdybym popełniła samobójstwo, pomijając rodziców i może tę jedną przyjaciółkę.
Chodzę na zajęcia i jestem jak alien, trzymam się z boku, mało rozmawiam, bo ludzie z mojej grupy lubią plotkować. Tym bardziej nie ujawniam swojej depresji i stanów jakie mi towarzyszą, bo nie chcę im dostarczać tematów do plotek na mój temat. Po zajęciach wracam do mieszkania, zamykam się w pokoju i albo się uczę albo śpię, albo siedzę w internecie. Na weekendach nigdzie nie wychodzę, bo nie mam z kim. I tak wegetuję, rok po roku. Studiuję, żeby zdobyć zawód, a potem i tak skończę jako samotna kobieta w kawalerce z kotem albo psem. Być może stanę się karierowiczką, która dni i noce będzie spędzać w pracy, bo cóż innego będę mogła robić.
Moje życie jest beznadziejne...
F33, G40
Wenlafaksyna 150mg
Trazodon 75 mg
Lamotrygina 200mg
Lewetiracetam 2000mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
131
Dołączył(a)
26 lis 2007, 18:29

Samotność

przez coztego 25 paź 2015, 16:36
agnes89 napisał(a):Od czasów podstawówki moje relacje z ludźmi wyglądały w ten sposób, że siedziałam w ławce z jedną koleżanką, z którą się przyjaźniłam. Koleżanki zmieniały mi się co roku. Dotarłam do 5 klasy podstawówki i od tamtej pory siedziałam z jedną koleżanką kilka lat. Niestety, po kilku latach zostawiła mnie dla innych koleżanek, a ja czułam się opuszczona i samotna. Już wtedy zaczynały się moje problemy psychiczne. W liceum poznałam nowych ludzi, z jedną koleżanką do tej pory mam kontakt, choć już znamy się 10 lat. Ale tak naprawdę, to widujemy się kilka razy w roku, ze względu na brak czasu. Poza tym, nie ufam jej na tyle, by jej opowiedzieć o swoich prawdziwych problemach. Mam też jedną, można powiedzieć przyjaciółkę, której mogę powiedzieć wszystko na temat mojej depresji i odczuć z nią związanymi. Niestety, również rozmawiamy rzadko, kilka razy w roku, ze względu na to, iż mieszkamy w różnych miastach, oddalonych kilkaset kilometrów.
W czasie 2 klasy liceum odnowiłam stare kontakty i to był również fajny czas. Miałam wtedy sporo znajomych, wychodziłam na imprezy, jednym słowem byłam duszą towarzystwa.
Potem poszłam na studia i studiowałam inny kierunek przez rok i tam miałam świetnych znajomych, paczka ludzi, która trzymała się razem na wykładach czy ćwiczeniach, a po zajęciach wspólnie imprezowaliśmy. To był jedne z najlepszych lat mojego życia. Potem, po podwyższeniu wyników matury dostałam się na wymarzony kierunek studiów i tutaj się zaczęło. Nie dogadywałam się z ludźmi, pomimo przeniesienia na inną uczelnię nadal było to samo, być może taka specyfika kierunku. W międzyczasie na 2 roku zachorowałam na depresję i padaczkę, a to tym bardziej odcięło mnie od ludzi.
Tak naprawdę, to ludzie mają mnie w nosie i wątpię, że ktokolwiek by zapłakał, gdybym popełniła samobójstwo, pomijając rodziców i może tę jedną przyjaciółkę.
Chodzę na zajęcia i jestem jak alien, trzymam się z boku, mało rozmawiam, bo ludzie z mojej grupy lubią plotkować. Tym bardziej nie ujawniam swojej depresji i stanów jakie mi towarzyszą, bo nie chcę im dostarczać tematów do plotek na mój temat. Po zajęciach wracam do mieszkania, zamykam się w pokoju i albo się uczę albo śpię, albo siedzę w internecie. Na weekendach nigdzie nie wychodzę, bo nie mam z kim. I tak wegetuję, rok po roku. Studiuję, żeby zdobyć zawód, a potem i tak skończę jako samotna kobieta w kawalerce z kotem albo psem. Być może stanę się karierowiczką, która dni i noce będzie spędzać w pracy, bo cóż innego będę mogła robić.
Moje życie jest beznadziejne...


Skończyłam, studia i oficjalnie rozpoczęłam etap karierowiczki. Nie mam co robić prywatnie. A tylko na kawalerkę mnie nie stać, więc nie mogę spokojnie ryczeć w kącie.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
24 paź 2015, 13:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do