Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez agorek 06 kwi 2011, 15:28
Tomaszmc28 napisał(a):A według mnie sensem, życia jest to, np: być szczęśliwym, cieszyć się naprawdę z malutkich rzeczy, robić coś co się lubi (jakaś pasja, hobby) i z tego czerpać radość

to moze znajdz sobie jakies hobby cos co lubisz.

Tomaszmc28 napisał(a):Co to znaczy "poznanie laski, zrobienia jej dziecka"? Nie, nie, oczywiście teoretycznie wiem o co chodzi, ale czy nie uważasz, że to zabrzmiało tak prostacko (z całym szacunkiem do ciebie), jak byś w ogóle nie szanował kobiet, a jedynie widział w nich tylko to aby zaspokoić swoje potrzeby naturalnej, a gdzie tu szacunek, miłość do Kobiety? Bo ja tu tego nie widzę w twej wypowiedzi.

kobiety i wszystkich ludzi bardzo szanuje a to co napisalem to bylo duuuze uproszczenie

Tomaszmc28 napisał(a):Zasadzenia drzewa, wybudowanie domu. Sorry ale to stereotyp, z którego zapewne korzystasz.

dlaczego tak myslisz?

Tomaszmc28 napisał(a):Każdy jest inny, każdy cieszy się z czegoś innego. Ale nie każdy popada w depresję bo jak to napisałeś, że oczekuje więcej niż praca, powrót, jedzenie, spanie, praca. Lecz to są rzeczy typu rzeczy normalnej, bez tych rzeczy nie da się funkcjonować w tym świecie. Przecież musisz się ubierać, żywić się, kupowanie cokolwiek - a bez pracy tego nie masz, powrót? przecież chyba każdy powinien odpocząć po pracy aby funkcjonować normalnie, spanie? bez komentarza?

chodzilo mi o monotonie zycia ze kazdy kolejny dzien wyglada tak samo, ze praktycznie nic sie nie zmienia. uwazasz ze takie zycie jet ok? w porzadku ale ja oczekuje czegos wiecej. czesto jest tak ze ludzie wychodza do pracy na 8 czy 9 rano i wracaj po 19 co maja zrobic? umyc sie zjesc i spac i tak w kolko jak rozwinac zainteresowania i pasje jak po powrocie z pracy padasz na ryj?

Tomaszmc28 napisał(a):Nie wiem czemu, ale czy moje problemy mogą być spowodowane z braku dziewczyny? Bo większość postów daje do zrozumienia że właśnie tak jest, lecz ja nie jestem tego aż taki pewny, czy to główny problem.
Jak już wspomniałem. Nie miałem dziewczyny, a byłem szczęśliwy tylko któregoś dnia coś we mnie pękło, że straciłem sens ażycia.....

poprostu moze jestes samotny, kazdy z nas potrzebuje drugiej osoby, sam wiem co to jest samotnosc. moze poszukaj sobie jakiejs kobiety.
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
29 mar 2011, 08:45
Lokalizacja
Łódź

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

Avatar użytkownika
przez ( Dean )^2 06 kwi 2011, 18:54
Poczucie utraty sensu życia jest typowe dla depresji.My Ci go nie znajdziemy.Tak jak Ci pisałem czas na leczenie i wyjście do ludzi.Sam już widzisz że potrzeba Ci pomocy i właściwe już nakreśliłeś obszary które źle funkcjonują.Teraz będziesz musiał małymi kroczkami<jak ja niecierpie małych kroczków > się z tego wyplątąć.Bardzo możliwe że na depresję chorujesz już kilka lat tylko wcześniej tego nie zauważałeś depresja powoli i systematycznie wyniszcza życia ale zwykle zauważamy ją dopiero gdy dopadnie nas kryzys<samotnośc rzucenie pracy czy jak ja studiów rozstanie z kimś i takie tam>.Radzę Ci szczerze nie namyślać się za wiele nad życiem teraz bo w depresji nie widzisz rzeczy takimi jakie są.
W tym momencie potrzeba jakichś dzialań ,myslę że powinienies jak najszybciej rozpocząć leczenie i życie towarzyskie .Jeśli nic nie zrobisz to nic się nie zmieni.Taka jest prawda raz za czas pojawiają się tu ludzie i pytają co mają robić dalej.Radzimy im ale oni zwykle nie chca słyszeć prawdy i znikają po kilku postach mam nadzieję ze z toba tak nie będzie.Pozdro.
Najgorszy jest wiatr.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1515
Dołączył(a)
03 kwi 2011, 20:06

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez Tomaszmc28 07 kwi 2011, 11:26
@agorek

W żadnym wypadku, nie miałem na celu, aby Ciebie urazić, jeśli tak się poczułeś to wielkie Sorry.
Ale takie właśnie odniosłem wrażeniem jak napisałem we wcześniejszym poście.

No tak, według mnie to stereotyp, który zanika pomału, no chyba że użyłeś metafory.

Dawniej dla ludzi, np. naszych dziadków i długo, długo wstecz to dla większość facetów było to jak konieczność, cel, że każdy "prawdziwy mężczyzna" powinien tak zrobić. Tylko, że jak zasadził drzewo, spłodził syna, to tak naprawdę brakowało miłości po między rodzicami. A dla mnie miłość w związku jest na pierwszym miejscu, nie musi się budować domu, sadzić drzewa tylko dla tego, że tak dawniej było. No tak, można troszku podciągnąć do nie jako metafory i sens jest już inny.

Jak już wspomniałem, wcześniej dużo więcej czytałem, o różnej tematyce i też mi się przewinął rozdział o tym i podzielam te poglądy tamtych autorów.

Oczywiście nie wiem, czy z tego stereotypu korzystasz czy też nie, bo to nie moja sprawa, każdy ma swoje inne cele w życiu.

Widzisz, to troszku mamy inny pogląd: Mój brat mieszka z rodziną w Warszawie, chodzi do pracy na 8 a kończy pracę o 17, lecz w domu dopiero jest grubo po 18. Ale pomimo tego, często wychodzą wieczorami, do pubu, kina, 3 razy na tygodniu chodzi na squasha czy wpadanie do znajomych. Pomimo, że są zmęczeni to i tak z tego nie rezygnują i im to odpowiada i są szczęśliwi. Bratowa w podobnych godzinach pracuje i razem to wszystko robią. Pracują często także w soboty.

Więc nie każdy, jak to napisałeś: "co maja zrobic? umyc sie zjesc i spac i tak w kolko jak rozwinac zainteresowania i pasje jak po powrocie z pracy padasz na ryj?" w tym przypadku to twoje stwierdzenie się nie sprawdza.

Rany jak im zazdroszczę, a ja się psychicznie wykańczam, a oni po całym dniu gdzieś wychodzą i się dobrze bawią, ja mam tyle wolnego czasu, który marnuje.

Może i masz racje, że jak by się jakaś niewiasta w moim życiu pojawiła, to bym się zmienił bardzo bym chciał i jednego i drugiego......

To tak jak w piosence, Ryśka Riedla: "Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że, że nie ma Boga, nie ma nie!"

Tak, w dużej mierze jestem samotnym, pomimo tego, że mieszkam z rodzicami, mam nie daleko rodzeństwo (pomijając tego z Wa-wy), znajomych lecz dalej czuję się samotny, który momentami psychicznie już nie daje rady.

@( Dean )^2

Wiem, że prawdopodobnie mogę mieć depresję zdaję sobie z tego sprawę lecz tej myśli nie dopuszczam, że musiałbym iść do lekarza. Wiem że to idiotycznie zabrzmi, ale jak sobie pomyślę, że musiał bym już iść do jakiegoś lekarza to poczuł bym się tak jak jakoś upokorzony, ze swoją ułomnością.

Ale masz racje, potrzebuję pomocy tylko tego wszystkiego się boję, że pomyślą, że jakiś ten gorszy (i tak się czuję), że jakiś psychiczny. Wiem, że nie powinienem patrzeć na reakcję innych, że to dla mojego dobra ale wszyscy dobrze wiemy, że ludzi to świnie. Jedna osoba będzie się starać pomóc, a kolejne 10 osób będzie ciebie poniewierać.

Nie nie zamierzam uciekać, bo widzę że tu są osoby, które radzą co robić. I za to dziękuję.

Nie wiem, zbliżają się te cieplejsze dni, może spróbuję jakoś gdzieś wyjść, po zmieniać u mnie to i owo, jak to nie pomorze, to może się przełamię i pójdę do jakiegoś znachora.....Czas pokarze.

Pozdrawiam.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
03 kwi 2011, 16:42

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez zuzazuza 08 kwi 2011, 12:51
Dla wielu samotnych kobiet byłbyś ideałem. jest tylko problem - niby jak mają Cię poznać? Internet może być super narzędziem, ale odpowiednio używanym. nie może być tak że "złapiesz" się jednej osoby i kaplica. Zamiast nastawiać się od razu na poważny związek, utrzymuj wiele znajomości. Spróbuj wpleść w te znajomości swoją pasję - książki (i być może coś jeszcze?) - będziesz miał o czym gadać, nawiążesz fajne znajomości. nie wyłapuj nieszczęśliwych eterycznych kobietek które potrzebują jedynie podnieść swoje poczucie wartości - skupiaj się na przyjaznych, sympatycznych, zwyczajnych dziewczynach.

Nic dziwnego że masz depresje. Albowiem: nie jest powiedziane że MUSISZ z kimś być, uprawiać seks, mieć dzieci, problem jednak polega na tym że w głębi duszy Ty właśnie tego pragniesz.

pytasz jakim masz być, a odpowiedź jest oczywista - bądź sobą. bądź tym kim jesteś w głębi serca, jeśli tylko potrafisz. bo np dla mnie to trudna sztuka i wciąż gram.. a jedynie bycie w pełni sobą gwarantuje dobre samopoczucie - za każdym razem jeśli zrobisz coś wbrew sobie, poczujesz się źle.

Na świecie jest miliony kobiet które marzą o spotkaniu DOBREGO faceta, założeniu z nim rodziny, prowadzeniu spokojnego, normalnego życia, prowadzenia pasjonujących rozmów na temat książek, filmów, religii!! co więcej, prawdopodobieństwo ze spotkasz taką kobietę w wieku 29 lat jest znacznie większe niż dziesięć lat temu - z wiekiem zmieniają się priorytety, człowiek więcej rozumie, dojrzewa, mądrzeje, to czego nie docenia 20-latka, z wdzięcznością doceni 30-latka! Tylko na boga nie zapuszczaj w domu korzeni i - jak radzi Dean - biegiem do psychologa (wiem, że to trudne, ale zmuś się!), pozapisuj się na portalach randkowych, pisz bloga, KOMUNIKUJ SIĘ - w realu i wirtualnie, żyj i wydzielaj energię - bo niby jak ma cię ktokolwiek odnaleźć???????
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
08 kwi 2011, 10:31

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez Tomaszmc28 09 kwi 2011, 15:00
@zuzazuza

Dziękuję że napisałaś, bo nie wiem czemu, ale Twoja wypowiedź tak bardzo mi utkwiła w pamięci.

Czy mógłbym być ideałem? Patrząc na inne rodziny co faceci wyczyniają w ich w związkach, to z pewnością był bym dobry - bo taki z natury jestem.
Ja zdaję sobie z tego sprawę, że nic samo do mnie nie przyjdzie i poniekąd nastawiłem się na internet, ale też uważam, że ta metoda poznania przez neta to nie wypał, bo sceptycznie podchodzę ogólnie do zapoznania przez neta.

I także bym chciał, aby znaleźć partnerkę tę jedyną z nastawieniem się na poważny związek. Pewnie masz rację, że to złe jest moje podejście, że powinienem utrzymywać wiele znajomości - tak jak radzisz.
Widzisz, tylko jak już wcześniej napisałem, że ja mam bardzo niską samoocenę, czuję się mniej dowartościowany, nie jestem pewny siebie. Wszystko to co robię, to już w myślach krążą moje myśli, że źle robię, że ktoś ciebie wyśmieje, powie że jesteś ten głupi, ten gorszy.

I jak ja mam gdzieś wyjść, do jakiegoś np. pubu, gdzie jest masa ludzi, a ja tam ze swoimi wewnętrznymi problemami? Znając siebie, był bym nawet skłonny zapłacić (przeważnie się płaci za wstęp) za wstęp wiedząc, że będzie nawet fajnie, tylko tyle, że ja wiem że po paru minutach ogarnie mnie strach i od razu zacznę wychodzić jak bym był jakimś tchórzem.

Tak masz rację, że w głębi duszy tak naprawdę o tym marzę co napisałaś. Ale też zdaję sobie sprawę, że być może jest mi pisane, że będę sam - nawet to w jakimś stopniu zaakceptowałem.

Ja w zasadzie jestem sobą, staram się nie przeobrażać w kogoś kim nie jestem. No chyba że mnie strach obleci, zacznę się denerwować, stresować to wtedy zamykam się w sobie i duszę wszystko w sobie, nawet nie mam z kim porozmawiać i chyba dla tego tutaj piszę. Bo ja już mam serdecznie wszystkiego dość. Przecież to nie jest normalne, że mam jakieś walnięte myśli, że jestem gorszy od innych, ale tak się czuję, że boję się spojrzeń obcych mijających się ludzi - przecież to jest chore.

Masz rację, że 20 latka myśli inaczej niż 30 latka, lecz za 10 lat pewnie powiem, że: 30 latka inaczej myśli od 40 latki - bo jestem przekonany że właśnie tak będzie.

Ja wiem, że sam sobie nie daję puki co pomóc, że powinienem pójść do lekarza i pobawić się w grę słów i zażywać leki, które pewnie bardziej otumaniają niż ich nie branie ( wiem to chore myślenie ale tak myślę). Ale nawet boję się tego kontaktu z lekarzem, zacznę się denerwować, stresować, zaczną mi się ręce trząść, po prostu wpadnę w jakąś panikę. A dodatkowo wstydzę się, ja wiem że tacy lekarze są aby pomagać, ale też wiem, że o mnie pomyśli o kimś tym gorszym "następny co zwariował".

Pozdrawiam.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
03 kwi 2011, 16:42

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez zuzazuza 09 kwi 2011, 21:26
Tomaszmc28 napisał(a):@zuzazuza

Dziękuję że napisałaś, bo nie wiem czemu, ale Twoja wypowiedź tak bardzo mi utkwiła w pamięci.

Czy mógłbym być ideałem? Patrząc na inne rodziny co faceci wyczyniają w ich w związkach, to z pewnością był bym dobry - bo taki z natury jestem.
Ja zdaję sobie z tego sprawę, że nic samo do mnie nie przyjdzie i poniekąd nastawiłem się na internet, ale też uważam, że ta metoda poznania przez neta to nie wypał, bo sceptycznie podchodzę ogólnie do zapoznania przez neta.

I także bym chciał, aby znaleźć partnerkę tę jedyną z nastawieniem się na poważny związek. Pewnie masz rację, że to złe jest moje podejście, że powinienem utrzymywać wiele znajomości - tak jak radzisz.
Widzisz, tylko jak już wcześniej napisałem, że ja mam bardzo niską samoocenę, czuję się mniej dowartościowany, nie jestem pewny siebie. Wszystko to co robię, to już w myślach krążą moje myśli, że źle robię, że ktoś ciebie wyśmieje, powie że jesteś ten głupi, ten gorszy.

I jak ja mam gdzieś wyjść, do jakiegoś np. pubu, gdzie jest masa ludzi, a ja tam ze swoimi wewnętrznymi problemami? Znając siebie, był bym nawet skłonny zapłacić (przeważnie się płaci za wstęp) za wstęp wiedząc, że będzie nawet fajnie, tylko tyle, że ja wiem że po paru minutach ogarnie mnie strach i od razu zacznę wychodzić jak bym był jakimś tchórzem.

Tak masz rację, że w głębi duszy tak naprawdę o tym marzę co napisałaś. Ale też zdaję sobie sprawę, że być może jest mi pisane, że będę sam - nawet to w jakimś stopniu zaakceptowałem.

Ja w zasadzie jestem sobą, staram się nie przeobrażać w kogoś kim nie jestem. No chyba że mnie strach obleci, zacznę się denerwować, stresować to wtedy zamykam się w sobie i duszę wszystko w sobie, nawet nie mam z kim porozmawiać i chyba dla tego tutaj piszę. Bo ja już mam serdecznie wszystkiego dość. Przecież to nie jest normalne, że mam jakieś walnięte myśli, że jestem gorszy od innych, ale tak się czuję, że boję się spojrzeń obcych mijających się ludzi - przecież to jest chore.

Masz rację, że 20 latka myśli inaczej niż 30 latka, lecz za 10 lat pewnie powiem, że: 30 latka inaczej myśli od 40 latki - bo jestem przekonany że właśnie tak będzie.

Ja wiem, że sam sobie nie daję puki co pomóc, że powinienem pójść do lekarza i pobawić się w grę słów i zażywać leki, które pewnie bardziej otumaniają niż ich nie branie ( wiem to chore myślenie ale tak myślę). Ale nawet boję się tego kontaktu z lekarzem, zacznę się denerwować, stresować, zaczną mi się ręce trząść, po prostu wpadnę w jakąś panikę. A dodatkowo wstydzę się, ja wiem że tacy lekarze są aby pomagać, ale też wiem, że o mnie pomyśli o kimś tym gorszym "następny co zwariował".

Pozdrawiam.


Z wychodzeniem do pubów na Twoim miejscu powstrzymałabym się do czasu kilku wizyt u DOBREGO terapeuty. W przeciwnym wypadku tylko nakręcisz spiralę strachu..

Nawiązywanie znajomości przez neta nie jest doskonałe, lecz może wiele upraszczać, szczególnie dla osób "z oporami" do których i Ty należysz (oraz tysiące innych ludzi). Nie tylko upraszcza, ale i stwarza dużo większe możliwości.

Kilka spośród moich znajomych koleżanek poznało swoich mężów przez Internet. Zanim jednak spotkały tych właściwych, miały mnóstwo internetowych "wpadek" - jeden facet okazał się zboczeńcem, inny znowu podesłał nie swoją fotkę i znajoma w trakcie spotkania doznała wstrząsu. Takie jest ryzyko, co nie zmienia faktu, że przez internet naprawdę można nawiązać super znajomości. Dlatego nie wolno - jeśli jest się w miarę inteligentną istotą - od razu maksymalnie angażować się w wirtualne znajomości.

Każdy chciałby od razu natrafić na tą jedną jedyną... ale życie to nie bajka i najczęściej musimy się nieco wysilić. Ty nie jesteś tu wyjątkiem.

99 % pacjentów gabinetów psychologicznych doznaje poczucia wstydu podczas pierwszych wizyt. Większość z nas ma ogromne opory i czuje ogromną blokadę przed sięgnięciem po profesjonalną pomoc. I my odczuwaliśmy objawy somatyczne - trzęsienie rąk, napady paniki, podwyższone ciśnienie etc. Ponownie - nie będziesz tu żadnym wyjątkowym zjawiskiem dla psychologa. Twój przypadek nie rozłoży go na łopatki. Jak większość ludzi z tego forum - masz silnie zaniżone poczucie własnej wartości, które to uniemożliwia Ci prowadzenie spełnionego życia - i to właśnie chciałbyś zmienić, po to idziesz do psychologa. Skąd wzięło się Twoje skrzywione wyobrażenie o pomocy psychologicznej? Pomyśl o tym.

Nie sądzę aby przyjmowanie leków było konieczne w tym momencie - prawdopodobnie wystarczy dobra terapia. Bądź jednak świadom, że jeśli nie sięgniesz po pomoc teraz, za kilka lat Twoja depresja może pogłębić się na tyle iż włączenie leków antydepresyjnych okaże się konieczne - ba, może stać się kwestią życia i śmierci..

Światopogląd 30-sto i 40-sto latek nie różni się już tak mocno, za to z 40-latką może nie być tak łatwo założyć rodzinę (kwestia biologii)..

Nie jesteś chorym psychicznie dziwolągiem, nieudacznikiem, ofiarą losu, nikt - poza Tobą samym - nie wytyka Cię palcami. Szkoda, że się marnujesz..
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
08 kwi 2011, 10:31

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez Tomaszmc28 10 kwi 2011, 18:38
Witam.

Nie, nie, na razie nie potrafiłbym prawdopodobnie wyjść do jakiegoś pubu, bo to by było na siłę, ale wiem że nie tędy droga.

Nie tak dawno pojechałem do Wa-wy na tydzień do rodziny: brata, bratowej i do ich oczka w głowie córeczki. Wtedy, szczerze mówiąc to od dobrych kilkunastu miesięcy byłem wypoczęty psychicznie, nie miałem tych idiotycznych "prześladowań myślowych", naprawdę czułem się po prostu dobrze, pewniejszy siebie.

Codziennie sam wychodziłem i łaziłem zwiedzając Warszawę i nie było mnie po kilka godzin i czułem ogólny spokój wewnętrzny.
Szczerze mówiąc, to tam bardziej bym się teraz skusił na wyjście do jakiegoś pubu, niż tu gdzie mieszkam.
Bo gdzie mieszkam to znów nie jest aż takie duże miasto (60 tyś) miasto, i tutaj już mam opory, wiedząc że ktoś może być, kogoś kogo znam i później wytykanie palcami. A tam? Jest malutkie prawdopodobieństwo, że spotkam znajomą twarz.

Raz z bratem tylko sami poszliśmy na piwo, i tak sobie gadaliśmy i w pewnym momencie dawał mi do zrozumienia, nie mówił w prost, ale zaczął chyba dostrzegać, że mam jakiś wewnętrzny problem, i stosował takie ogólniki na przykładach innych (np. aby się nie poddawać, że trzeba sobie pomóc, wychodzić do ludzi, do pubów, na dyskoteki, że może tam kogoś się spotka, bo dziewczyny z tego samego powodu chodzą), lecz wiedziałem że tak naprawdę mówił abym ja tak postępował.

Ten brat zawsze mi pomoże, jeśli potrzeba wiem że mogę na niego liczyć. Ja go osobiście traktuję jak kogoś z autorytetem. Chociaż biorąc jego mega wykształcenie a moje skromniutkie, też mam kompleksy z tego powodu.
Szkoda tylko, że tylko 1 czy 2 razy do roku się widzimy......

Po tej rozmowie, poczułem się nawet w jakimś stopniu dowartościowany i na pewne rzeczy sobie pozwoliłem po przyjeździe do domu, gdzie wcześniej na pewno bym się nie odważył. Przykładowo głupia jazda na rowerze ze słuchawkami w uszach, siedzenie w parku, chodzenie po sklepach bez żadnych oporów, czy nawet patrzenie prosto w oczy dziewczynie, która przechodzi obok mnie widząc, że bardziej ona jest skrępowana niż ja.

Ale po jakimś czasie, wszystkie te moje problemy zaczęły powracać, ze zdwojoną siłą. Dodatkowo doszły jakieś idiotyczne urojenia, że ktoś przyjdzie do mnie do domu i będzie chciał cokolwiek.


Pytasz się, skąd mam takie wyobrażenie o pomocy psychologicznej? Widzisz, moja mama pracowała w szpitalu aż do emerytury (do końca ubiegłego roku) i w zasadzie większość lekarzy to zna bardzo dobrze i mnie znają przy okazji że jestem jej synem.
Ile razy to ja w domu słyszałem, że lekarz opowiadał o swoich pacjentach o jego problemach i śmiał przy okazji, kiedy opowiadał na dyżurce. Raz opowiadał chirurg, że miał pacjenta co przyszedł z problemem "ze swoją męskością" i ponoć był jeden wielki chichot. To nie jest normalne!

Więc jak ja mógłbym iść do jakiegoś specjalisty gdzie już na samym początku już nie mam zaufania, wiedząc, że prawdopodobnie będzie mnie kojarzył i nie ważne czy to dentysta, czy psychiatra. I, że później będzie mnie obgadywał do kogoś.
Wiem, że nie wszyscy lekarze tacy są, ale mama nigdy nie mówiła który co mówił o kimś. Teraz chyba rozumiesz moje obawy.....


Tak, wiem doskonale o tym co piszesz o 40 latce. Jak już w którymś poście pisałem: że zegar biologiczny jeszcze tyka i wiem o tym doskonale.

Piszesz: "Nie jesteś chorym psychicznie dziwolągiem, nieudacznikiem, ofiarą losu" Lecz tak właśnie się czuję i pewnie masz rację, że tylko ja sam sobie to wmawiam.

Pozdrawiam.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
03 kwi 2011, 16:42

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez zuzazuza 10 kwi 2011, 22:06
Tomaszmc28 napisał(a):Witam.

Nie, nie, na razie nie potrafiłbym prawdopodobnie wyjść do jakiegoś pubu, bo to by było na siłę, ale wiem że nie tędy droga.

Nie tak dawno pojechałem do Wa-wy na tydzień do rodziny: brata, bratowej i do ich oczka w głowie córeczki. Wtedy, szczerze mówiąc to od dobrych kilkunastu miesięcy byłem wypoczęty psychicznie, nie miałem tych idiotycznych "prześladowań myślowych", naprawdę czułem się po prostu dobrze, pewniejszy siebie.

Codziennie sam wychodziłem i łaziłem zwiedzając Warszawę i nie było mnie po kilka godzin i czułem ogólny spokój wewnętrzny.
Szczerze mówiąc, to tam bardziej bym się teraz skusił na wyjście do jakiegoś pubu, niż tu gdzie mieszkam.
Bo gdzie mieszkam to znów nie jest aż takie duże miasto (60 tyś) miasto, i tutaj już mam opory, wiedząc że ktoś może być, kogoś kogo znam i później wytykanie palcami. A tam? Jest malutkie prawdopodobieństwo, że spotkam znajomą twarz.

Raz z bratem tylko sami poszliśmy na piwo, i tak sobie gadaliśmy i w pewnym momencie dawał mi do zrozumienia, nie mówił w prost, ale zaczął chyba dostrzegać, że mam jakiś wewnętrzny problem, i stosował takie ogólniki na przykładach innych (np. aby się nie poddawać, że trzeba sobie pomóc, wychodzić do ludzi, do pubów, na dyskoteki, że może tam kogoś się spotka, bo dziewczyny z tego samego powodu chodzą), lecz wiedziałem że tak naprawdę mówił abym ja tak postępował.

Ten brat zawsze mi pomoże, jeśli potrzeba wiem że mogę na niego liczyć. Ja go osobiście traktuję jak kogoś z autorytetem. Chociaż biorąc jego mega wykształcenie a moje skromniutkie, też mam kompleksy z tego powodu.
Szkoda tylko, że tylko 1 czy 2 razy do roku się widzimy......

Po tej rozmowie, poczułem się nawet w jakimś stopniu dowartościowany i na pewne rzeczy sobie pozwoliłem po przyjeździe do domu, gdzie wcześniej na pewno bym się nie odważył. Przykładowo głupia jazda na rowerze ze słuchawkami w uszach, siedzenie w parku, chodzenie po sklepach bez żadnych oporów, czy nawet patrzenie prosto w oczy dziewczynie, która przechodzi obok mnie widząc, że bardziej ona jest skrępowana niż ja.

Ale po jakimś czasie, wszystkie te moje problemy zaczęły powracać, ze zdwojoną siłą. Dodatkowo doszły jakieś idiotyczne urojenia, że ktoś przyjdzie do mnie do domu i będzie chciał cokolwiek.


Pytasz się, skąd mam takie wyobrażenie o pomocy psychologicznej? Widzisz, moja mama pracowała w szpitalu aż do emerytury (do końca ubiegłego roku) i w zasadzie większość lekarzy to zna bardzo dobrze i mnie znają przy okazji że jestem jej synem.
Ile razy to ja w domu słyszałem, że lekarz opowiadał o swoich pacjentach o jego problemach i śmiał przy okazji, kiedy opowiadał na dyżurce. Raz opowiadał chirurg, że miał pacjenta co przyszedł z problemem "ze swoją męskością" i ponoć był jeden wielki chichot. To nie jest normalne!

Więc jak ja mógłbym iść do jakiegoś specjalisty gdzie już na samym początku już nie mam zaufania, wiedząc, że prawdopodobnie będzie mnie kojarzył i nie ważne czy to dentysta, czy psychiatra. I, że później będzie mnie obgadywał do kogoś.
Wiem, że nie wszyscy lekarze tacy są, ale mama nigdy nie mówiła który co mówił o kimś. Teraz chyba rozumiesz moje obawy.....


Tak, wiem doskonale o tym co piszesz o 40 latce. Jak już w którymś poście pisałem: że zegar biologiczny jeszcze tyka i wiem o tym doskonale.

Piszesz: "Nie jesteś chorym psychicznie dziwolągiem, nieudacznikiem, ofiarą losu" Lecz tak właśnie się czuję i pewnie masz rację, że tylko ja sam sobie to wmawiam.

Pozdrawiam.


Fakt, że zwykła rozmowa z bratem sprawiła iż nabrałeś pewności siebie, podziałała niemalże terapeutycznie, jeszcze bardziej świadczy o Twoich możliwościach zmiany bez konieczności natychmiastowego sięgania po farmaceutyki.

Lepiej rozumiem teraz Twoją postawę ALE właśnie dlatego napisałam iż powinieneś udać się do DOBREGO specjalisty. Pisząc "dobrego" nie mam na myśli małomiasteczkowych konowałów. Możesz wybrać się do sąsiedniej, większej miejscowości - tam, gdzie będziesz mógł pozostać anonimowy. Aby nie trafić na pseudofachowców, możesz zrobić rozeznanie w Internecie i po prostu wyszukać polecanych psychologów (---> ranking lekarzy) Uwierz mi, istnieją świetni fachowcy - leczę się u jednego z nich.

Wiem iż w depresji zmobilizowanie się do działania bywa potwornie trudne, ale jak widzisz - można.

Niestety nie jestem w stanie wskazać co TAK NAPRAWDĘ leży u źródeł Twoich problemów - to zadanie Twoje i terapeuty. Póki co mogę tylko gdybać i domyślać się z różnych strzępów Twoich wypowiedzi - ale nie o to chodzi.

Podejrzewam iż jesteś znacznie mniej "zaburzony" ode mnie - ale popatrz, ja próbuję, walczę. Od niedawna przyjmuję "pastylki szczęścia", którym w końcu uległam... Żałuję, że wcześniej nie zdecydowałam się na terapię, tyle lat bezsensownie męczyłam się ze swoimi "stanami". Teraz, aby jako tako żyć, potrzebuję chemii - być może gdybym wcześniej zaczęła leczenie, nie byłoby to konieczne.. Niestety z doświadczenia widzę iż dopóki człowiek nie ma dość własnego cierpienia, dopóty z sobą nic nie robi..

Tak więc drogi Tomaszu nadszedł czas na działanie.
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
08 kwi 2011, 10:31

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

Avatar użytkownika
przez ( Dean )^2 11 kwi 2011, 17:50
Widzę że słowa kobiety lepiej działają niż moje heh:P

No chyba wszystko zostało powiedziane teraz musisz to zrobić jak Ci się uda to wzamian pomożesz mi wyrwać się z samotności i bedziemy mi kwita.:]
Najgorszy jest wiatr.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1515
Dołączył(a)
03 kwi 2011, 20:06

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez Tomaszmc28 18 kwi 2011, 01:46
@zuzazuza

Tak jak już wcześniej napisałem, że ten brat to taki u mnie autorytet, może to idiotycznie zabrzmi, ale jego osobę bardziej sobie cenię niż moich rodziców, których szanuje.
Zawsze jak się z nim spotykam, a to jest bardzo rzadziutko, to wystarczy że go widzę nie muszę z nim rozmawiać, ale wtedy przy nim staję się jak bym był innym człowiekiem, pewnym siebie, tak jak bym znalazł się pośród ludzi "uważanych w środowisku" tych lepszych. To taka jak by inna rzeczywistość, do której powinienem się "przystosować" poniekąd mi to odpowiada, nie wiem może chwilowa zmiana otoczenia tak wpływa na mnie.
Jesteśmy braćmi, ale każdy jest inny, brat pewny siebie, ja pewny siebie w sensie staczający się " w nicość" w takiego wyrzutka społeczeństwa, który nic nie znaczy w dzisiejszym chol... świecie.
Jak bym chciał chociaż troszku mieć tej pewności co on ma........ Teraz to się nawet zirytowałem, jak się dowiedziałem że przyjeżdża na święta. Bo już i na tym coraz mniej mi zależy. (teraz to powstał paradox, nawet i tego już nie doceniam).

No tak można się zmobilizować, jeśli wiadomo że przyniesie to dobre rezultaty. A wiem że to i tak nic taki pieprzo... wysiłek nic nie da, więc po co mam się mobilizować? Że znowu rozczarowanie? Że jeszcze bardziej będę w przekonaniu że nic nie jestem wart na tym świecie, a tym bardziej dla jakiejś dziewczyny? Ja już nawet nie wiem czy umiałbym bym jakąś pokochać. Nie dziękuję ja już mam w du... to wszystko, na niczym mi już nie zależy.

Ja chciałbym oczywiście spróbować aby wyjść z tego bagna, ale ja już chyba na to nie mam siły.

Czuję się jak bym tonął mając wyciągniętą rękę, w nadziei, że ktoś chwyci i uratuje mnie, no bo jak mógłbym siebie uratować skoro ja tonę, przecież sam siebie nie chwycę za rękę aby siebie wyciągnąć. Tak właśnie się czuję......

Wiem, że nikt nie przyjdzie i mnie nie zaprowadzi, że powinienem sam, ale ja nawet nie mam żadnych argumentów abym poszedł do jakiegoś specjalisty.
Czasami chciałbym z kimś o tym pogadać, wyżalić się, wyrzucić z siebie to wszystko co mnie boli, a tylko duszę to w sobie a jak przyjdzie kres poważnych zwątpień, to płaczę jak jakiś smarkacz w poduszkę.

@( Dean )^2

Twoje słowa przemawiają do mnie, nie tylko kobiety a faceta też. Pewnie tak to zabrzmiało jak pisałem a ty to tak odebrałeś.


Przez kilka dni się nie logowałem, właściwie to nawet w zasadzie i kompa nie uruchamiałem, bo miałem cholernego doła. Jak sobie pomyślę, że teraz będą święta i parę osób się zwali nawet nie wiem po co, to mam ochotę teraz wstać wyjść i wróć po tym wszystkim.

@zuzazuza napisałaś, że szkoda że się marnuję. Ależ skąd, pewnie tam u góry sobie wybrali dla mnie taki los, nieudacznika. Tylko nie wiem czy mam im za to dziękować? Podobno można z tym żyć i bardziej się dołować.... Ale ze mnie skończony kretyn.....

@( Dean )^2 napisałeś: "No chyba wszystko zostało powiedziane teraz musisz to zrobić jak Ci się uda" Mnie zawsze udaje się, ja calutki czas jestem wkur... mam złą minę, płaczę jak baba, jestem w przekonaniu coraz bardziej że jestem nikim i nikomu potrzebny. Więc sam widzisz, że potrafię i zawsze mi się udaje..

Kur...ja już mam wszystkiego dość!!!!!!!!!!

-- 18 kwi 2011, 13:07 --

Chyba troszku przesadziłem z tym wpisem nocnym, lecz prawie cały tydzień chodziłem jak jakiś lunatyk, żyjący w swoim innym świecie......

-- 11 wrz 2011, 21:43 --

Witam po dość długiej przerwie.
Czy coś u mnie się zmieniło od ostatniego logowania? Tak i to dużo!

Jest już w zasadzie jesień, nikt ale to nikt nie przekona mnie że moje popier... życie zmieni się na lepsze. Psychicznie czuję się gorzej, nawet do bycia na tym popieprzo... świecie zaczynam myśleć jak te męki zakończyń. Jestem nieudacznikiem, kretynem mający problemy jak jakiś z psychiatryka - a do tego mi już nie dużo brakuje. Wcześniej to lubiałem sobie poczytać teraz już od kilkunastu tygodni ani kartki nie przeczytałem. Ciągle sam wiecznie kur... sam teraz zaczyna się maraton imienin urodziny znajomych już na samą myśl że będę zmuszony iść to mam ochotę już teraz ze sobą skończyń!!! Nie wiem po co tu piszę ale jestem głupi................

-- 11 wrz 2011, 21:47 --

Witam po dość długiej przerwie.
Czy coś u mnie się zmieniło od ostatniego logowania? Tak i to dużo!

Jest już w zasadzie jesień, nikt ale to nikt nie przekona mnie że moje popier... życie zmieni się na lepsze. Psychicznie czuję się gorzej, nawet do bycia na tym popieprzo... świecie zaczynam myśleć jak te męki zakończyń. Jestem nieudacznikiem, kretynem mający problemy jak jakiś z psychiatryka - a do tego mi już nie dużo brakuje. Wcześniej to lubiałem sobie poczytać teraz już od kilkunastu tygodni ani kartki nie przeczytałem. Ciągle sam wiecznie kur... sam teraz zaczyna się maraton imienin urodziny znajomych już na samą myśl że będę zmuszony iść to mam ochotę już teraz ze sobą skończyń!!! Nie wiem po co tu piszę ale jestem głupi................
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
03 kwi 2011, 16:42

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez Sheyene04 16 maja 2012, 20:07
Witam. Troszkę temat stary...ale mam nadzieję, że autor jeszcze od czasu do czasu zagląda....
Na początku może powinienem coś powiedzieć....co do pierwszego posta....sens życia....ma Pan 29 lat, nie jest tak źle...ja mam 17 lat, chodzę do liceum i nie widzę w tym wszystkim sensu....
Nie mówię, że przeszkadza mi Polska...polityka.....muzyka..nie o to chodzi....ale....zastanawiam się, po co to wszystko....
Ja też nigdy nie miałem dziewczyny i wygląda na to, że tak pozostanie. Bardzo Pan to przeżywa.....z własnego doświadczenia wiem, że rady typu, idź do psychologa, wyjdź gdzieś itd. nie mają sensu.
Oczywiście, wiem, ze w domu nikogo się nie spotka, a znajomości internetowe to bardzo cienka linia...jednak....proszę pomyśleć o czymś innym.
Ja mam 17 lat....uczę się..przeciętnie, nie najgorzej, nie najlepiej. Mam dużo znajomych, wielu kolegów, kilku przyjaciół, w tym przeważająca ilość dziewczyn. Z tego co przeczytałem, to jestem do Pana bardzo podobny...jestem, bardzo uprzejmy i miły...staram się zachowywać kulturalnie....zbyt często przepraszam....jestem nieśmiały. Nawet co do związków...( oczywiscie, związki jak na 17 lat, więc należy to wziąć pod uwagę) kilka razy pomogłem pewnym osobom....osobiście nie mając żadnego doświadczenia w tej sferze.
Nie potrafię dać Panu rady, co zrobić, żeby Pańskie życie się zmieniło....ale w pewnym sensie....przykre jest to...że mimo iż mam komu to powiedzieć...nie potrafię tego zrobić i piszę to w internecie.
Może po prostu skorzystałem z okazji....żeby wygadać się...gdyż chciałem to zrobić już dawno...nie wiem czy powinienem to robić w tym temacie...ale nic innego mi nie zostało....idę rano do szkoły...wszystko jest fajnie....przychodzę do domu i łup..jakby mnie ktoś uderzył młotkiem....czasami nawet nie mam ochoty się odzywać....do nikogo. Nie wiem czy to jest depresja..wątpię, po prostu zarówno ja, jak i w pewnym sensie Pan...jesteśmy innymi ludźmi. Tak się czasami zastanawiam....czy...gdyby coś mi się stało...gdybym po prostu zniknął....cokolwiek..to czy ktoś by w ogóle to zauważył....ja mam chyba ze sobą problem...bo wcale nie jestem jakąś szarą myszką...rozmawiam w zasadzie ze wszystkimi i większość osób mnie lubi....
Cóż....w każdym razie....pewnie nikt już tego nie przeczyta, bo to po roku odgrzebuję....ale....dziękuję Panu za sposobność...wygadania się...choćby i w eter.
Pozdrawiam...

P.S. - Mój wujek ożenił się mając 46 lat, ma dziecko i jest szczęśliwy.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 maja 2012, 19:53

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez kaczanov 19 maja 2012, 17:30
Samotność jest OK :). Przez całe lata miałem takie rozkminy przeplatane depresją. Ja uważam (wręcz nie mam wątpliwości), że większość zaburzeń, depresji, nerwic i całego psychicznego gówna jest efektem chorego systemu i cywilizacji w której żyjemy. Zarabiałem nieźle, miałem dużo tzw. "znajomych" i różnych rzeczy, które podobno dają szczęście ale szczęśliwy nie byłem. Doszedłem do wniosku, że człowiek jest naprawdę wolny i szczęśliwy wtedy, kiedy niczego nie chce. Brak pragnień, oczekiwań to jest prawdziwe szczęście. Proste życie na uboczu jak najdalej od syfu i społeczeństwa jest najlepsze. Śniadanie, herbatka, prosta praca (najlepiej fizyczna), minimalizm. Im mniej człowiek posiada tym mniej stresu i zmartwień. Jest udowodnione naukowo, że goniąc za przyjemnościami zmysłowymi receptory mózgowe słabną i za każdym kolejnym razem źródło przyjemności musi być większe - stąd się bierze mega dużo problemów, depresja, uzależnienia itd..to jest jak gonienie ogona. Poza tym ciekawostka - weźmy jakąkolwiek lekturę religijną jakiejkolwiek tradycji, są tam promowane cechy takie jak skromność, pokora, szczerość, prostolinijność, uprzejmość itd. Coś w tym chyba jest? Tak patrze na moich rówieśników, wykształconych yntelygentów i co widzę? Arogancja, obłuda, wywyższanie się, patrzenie z góry na innych, hajs, lans, kariera itd. Dużo lepiej się czuję wśród pociesznych "prostaczków", niż w tym całym pseudonowoczesnym syfie. Fajnie mieć partnerkę/partnera ale nie powinno się wg mnie uzależniać od innej osoby swojego szczęścia, bo jak jej zabraknie to co? Jak nie masz nic to nie jesteś uwiązany w żadne sidła i więzy :D Wolność, jak niczego od życia nie chcesz to niczego się nie boisz i nie masz żadnych zmartwień :) Pozdro
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
10 lut 2012, 16:29

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

Avatar użytkownika
przez Siding Spring 19 maja 2012, 21:48
heh i tyle w temacie. Ludzie gonia nie wiadomo za czym. Łapia sie tysiaca rzeczy a potem nie dziw , ze siedza w poczekali do psychiatry rwac wlosy z glowy..XD
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3305
Dołączył(a)
20 mar 2012, 12:56

Straciłem sens życia, czy istnieje szansa na zmianę?

przez kaczanov 19 maja 2012, 23:01
No bez kitu, czego ci ludzie chcą? Patrzę na moją babcię i dziadka ich dzień wygląda tak: wstają o 6, dziadek idzie do piwnicy po węgiel i do sklepu, pali w piecu, babcia do kościoła, wracają, babcia robi obiad, dziadek coś majsterkuje, potem teleexpres, kolacja i idą spać o 21. I tak od 50 lat są razem dzień za dniem, nie mają żadnej depresji, są prości i zadowoleni.
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
10 lut 2012, 16:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości

Przeskocz do