Refleksje...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Refleksje...

przez wypalony2 26 mar 2011, 22:56
Witam. Od 3miesięcy przeżywam coś dziwnego czego nie potrafię określić racjonalnie. Ale może najpierw opowiem krótko o sobie.
Mam 19lat, studiuję. Całe życie byłem przykładnym człowiekiem, grzeczny, kulturalny, uśmiechnięty, życzliwy, nie pijący, nie palący, dowcipny. Wstyd się przyznać ale do tej pory nie przekląłem w życiu ani razu, chociaż ostatnio mam ochotę wykrzyczeć się samemu na siebie... W życiu idzie mi wszystko idealnie, w szkołach prymus, w czasie wolnym rozwijający zainteresowania związane w tej chwili z kierunkiem studiów, wysportowany, niebrzydki (opinia obiektywna osób trzecich). Po szkole średniej nie musiałem się martwić o wynik matury ponieważ wcześniej już miałem stypendium i indeks do jednej z najlepszych szkół technicznych w kraju. Obecnie na studiach także nie narzekam. Radzę sobie z nauką i znajduję czas by pracować zdalnie. Zawodowo także uważam się za spełnionego (o ile mogę tak powiedzieć zważywszy na mój wiek), to co robię robię z pasją, rozwijam się, zarabiam, mam dobre zlecenia. Można by rzec, że życie jak w Madrycie nieprawdaż?
Otóż nie... Mimo, tego wszystkiego nie jest tak pięknie jakby się mogło wydawać. Pod koniec liceum zacząłem tracić w sobie "pierwiastek społeczny". Nie umiem osądzić czy to wina mojej "antyimprezowości" czy wina otaczających mnie osób i ich charakterów. Straciłem kontakt z kolegą (przyjacielem?) którego znałem lat 12. Ostatni raz widzieliśmy się na sali podczas pisania egzaminu maturalnego... Studia, hmm nowe miasto, nowi znajomi, nowe życie. Owszem, zgadzam się. Było tak przez pierwszy semestr, poznałem nowych ludzi, zakolegowaliśmy się, jest miło fajnie i przyjemnie. Ale problem w tym, że znowu zaczynam się zamykać, znajomi zaczynają mnie drażnić, jestem nierozmowny i ponury.
Od stycznia zacząłem rozmyślać o swoim życiu, przez ten okres przeżyłem 3 bezsenne zapłakane noce, kilka dni milczenia przez zacisknięte gardło i wiele wiele więcej trudnych chwil z samym sobą. Przestałem się uśmiechać, patrzę bez celu w ścianę mając burzę myśli w głowie. Problem leży chyba w tym, że całe życie próbowałem ukrywać emocje w sobie, dusić je. Nic nie było w stanie mnie zdenerwować, zaintrygować, doprowadzić do płaczu (ba, nawet robiono zakłady o to komu się to uda zrobić). W tej chwili czuję że ktoś odkręcił butelkę w której się to zbierało i zaczyna uciekać gaz. Czuję się jak bohater filmu American Beauty "Czuję jakbym obudził się po 20 latach śpiączki". Wiem, że prawdopodobnie straciłem najlepsze lata swojego życia i zbyt mocno skupiłem się na karierze. Prawie jakbym przeżywał kryzys wieku średniego (tylko że mam 19lat!).
Dodatkową oliwą do ognia jest wszechogarniająca samotność. Jestem singlem, co więcej nigdy nie posiadałem drugiej połówki. Początkowo była to wina nieśmiałości, ok poradziłem sobie z tym walcząc z kompleksami i biorąc się za siebie. W tej chwili problem leży bardziej w braku okazji do poznania kogoś interesującego, na imprezy nie chodzę, w szkole płci pięknej brakuje. Dodatkowym problemem jestem ja... Jestem romantykiem i prędzej szukam żony niż dziewczyny.
Co mi z pracy, pieniędzy, wykształcenia, wyglądu... Te przymioty mnie nie przytulą w chłodny wieczór i nie dadzą się pocałować w czółko na dobranoc.
Macie jakieś rady, jak wyjść z tego "dołka"? Tak wiem, 'wyjdź do ludzi', 'ogarnij się', itp. Ale coś bardziej oryginalnego?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
26 mar 2011, 22:16

Refleksje...

Avatar użytkownika
przez bretta 26 mar 2011, 23:17
wiesz... spróbuj się nie zamykać jeszcze bardziej na ludzi, którzy Cię otaczają. I dokładnie, masz dopiero 19 lat, myślę, że całe życie przed Tobą! Tylko wyjdź do świata. Pozwól sobie na życie. Baw się. ;).
Ja sama miałam taki czas kiedy straciłam kontakt ze wszystkimi, odcięłam się, nie miałam ochoty spotykać, wolałam być sama chociaż to też bolało i było trudne. Ja już lepiej, troszeczkę, ale dalej szukam swojej drogi do, nie wiem w sumie czego, chyba otworzenia sie na świat.
A Tobie życzę powodzenia! Jak będziesz chcial to to zmienisz.
Kiedy myślę i nic nie wymyślę, to sobie myślę, po co ja tyle myślałem, żeby nic nie wymyślić. Przecież mogłem nic nie myśleć i tyle samo bym wymyślił.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2134
Dołączył(a)
13 mar 2011, 01:40
Lokalizacja
Katowice

Refleksje...

przez Dysphoria 26 mar 2011, 23:24
wypalony2, Moja rada-badz nadal soba. Nie rob z tego problemu. Poprostu taki jestes. Im wiecej bedziesz sie nad tym rozwodzil i myslal tym bedzie gorzej. Kazdy z nas jest wyjatkowy i inny. Ja uwazam to za zalete, Ty widocznie uwazasz inaczej. Nie wiem moze sie myle, ale moim zdaniem nie powinienes robic absolutnie niczego. Poprostu zyj i pielegnuj w sobie ten swoj wlasny pierwiastek innosci.
Dysphoria
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Refleksje...

przez wypalony2 26 mar 2011, 23:45
Dysphoria napisał(a):wypalony2, Moja rada-badz nadal soba. Nie rob z tego problemu. Poprostu taki jestes. Im wiecej bedziesz sie nad tym rozwodzil i myslal tym bedzie gorzej. Kazdy z nas jest wyjatkowy i inny. Ja uwazam to za zalete, Ty widocznie uwazasz inaczej. Nie wiem moze sie myle, ale moim zdaniem nie powinienes robic absolutnie niczego. Poprostu zyj i pielegnuj w sobie ten swoj wlasny pierwiastek innosci.

Obawiam się tego że się kiedyś znowu "obudzę" tylko, że mając lat 30, 40 i wtedy może być już na prawdę za późno na naprawienie czegokolwiek. Będąc dalej taki antyspołeczny zostanę sam, nie będę miał z kim porozmawiać, uśmiechnąć, wypłakać... Nie mówię tutaj już tylko o partnerce, ale i przyjaciołach, rodzinie, której nie założę... Przy szukaniu wybranki będę na starcie już postawiony na straconej pozycji ponieważ nie będę miał doświadczenia, itp. Z drugiej strony może masz rację, nie chcę się też zmieniać, cenię sobie wartości których się nauczyłem i wg których postępuję, mimo, że to one mnie wprowadził w ten stan.

bretta napisał(a):wiesz... spróbuj się nie zamykać jeszcze bardziej na ludzi, którzy Cię otaczają. I dokładnie, masz dopiero 19 lat, myślę, że całe życie przed Tobą! Tylko wyjdź do świata. Pozwól sobie na życie. Baw się. ;).
Ja sama miałam taki czas kiedy straciłam kontakt ze wszystkimi, odcięłam się, nie miałam ochoty spotykać, wolałam być sama chociaż to też bolało i było trudne. Ja już lepiej, troszeczkę, ale dalej szukam swojej drogi do, nie wiem w sumie czego, chyba otworzenia sie na świat.
A Tobie życzę powodzenia! Jak będziesz chcial to to zmienisz.

W głębi duszy mam nadzieje, że jak się troszkę ociepli to się wszystko zmieni

I dziękuję również pewnemu użytkownikowi za prywatną wiadomość (zwłaszcza, że osoba ta nie pisze postów na forum, czuję się zaszczycony) :)
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
26 mar 2011, 22:16

Refleksje...

przez Dysphoria 26 mar 2011, 23:49
Spoko zrobisz jak uwazasz. Powodzenia!
Dysphoria
Offline

Refleksje...

przez wypalony2 29 mar 2011, 21:12
Nie wiem czy nie jest gorzej teraz, liczyłem że jak się ociepli, minie zimowe przygnębienie, szarość, ponurość, wyjdzie słoneczko to się uśmiechnę, podniosę głowę do góry, inaczej spojrzę na świat. Jest przeciwnie, teraz jest więcej ludzi na ulicach, par, gromadek ludzi. Wszyscy radośni, uśmiechnięci, a ja smutny samotny... Myślałem, żeby jakoś się oderwać od tego, zapomnieć. Mam wolne piątki co daje mi 3dniowy weekend, liczyłem że odłożone pieniądze przeznaczę na podróże po kraju w stylu (co tydzień weekend w innym mieście), ale czuję że brak mi odwagi. Obawiam się też tego, że jadąc samemu przyniesie to odwrotny efekt do zamierzonego i jeszcze bardziej się przybiję.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
26 mar 2011, 22:16

Refleksje...

Avatar użytkownika
przez inny 30 mar 2011, 11:12
A wielki odsetek z nich robi dobra minę do złej gry. Ja też idąc na ulicy z kolegą jak się rozgadamy o czymś to zapominam o swoich problemach i potrafię się śmiać. Gdy spotkanie mija, wraca cały natłok myśli o sprawach, które mnie dręczą i wszystko pryska. Ja mam 27 lat i też jestem aspołeczny, ale to wynika z mojej fobii. Źle mi wśród ludzi, nawet przy dobrym koledze, który zna moje problemy nie zawsze mogę się do końca wyluzować bo zawsze jest jakiś guzik nieodpięty. Może postaraj się poznać kogoś przez inet. Może będziesz z nim przełamywał lody?
Człowiek nikt....no dobra, człowiek drewno
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
27 maja 2008, 19:11
Lokalizacja
bezsens

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do