Nie wiem, nie wiem, nie wiem....

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie wiem, nie wiem, nie wiem....

przez Latte 12 lut 2011, 20:23
Wiem, ze tematów podobnych do mojego jest tutaj na pęczki. Jednak czuję potrzebę wygadania się...
Przez ostatnie półtora roku czułam się super. Byłam radosna, uśmiechnięta, chętna do wszystkiego, wszędzie było mnie pełno. Pracowałam, studiowałam, podróżowałam, rozwijałam swoje pasje i zainteresowania. Zdecydowałam, że wyjadę z rodzinnego miasta i zamieszkam w większej mieścinie. Znalazłam nową pracę, znajomych. Cieszyłam się. Miałam mnóstwo energii. Poznałam chłopaka, z którym jestem po dziś dzień, mieszkamy razem. Problem zaczął pojawiać się jakieś 4 miesięcy temu. 3 lata leczyłam sie na depresję i zaburzenia lękowe ( hipochondria). Oczywiście wraz ze zmianą miejsca zamieszkania, zmieniłam również lekarza i przychodnię. Hm co gorsza, mama mojego chłopaka też jest lekarzem. Zaczęło się od niewielkich panik co wieczór. Gdzieś mnie lekko zakuło, w głowie tysiąc myśli i samo postawionych diagnoz. Panika stawała się coraz silniejsza. Potrafiłam o 2 lub 3 nad ranem dzwonić do mojej mamy i mówić co się dzieje, chciałam usłyszeć zapewnienie, że nic mi nie będzie. Miewałam napady duszności, hiperwentylowałam się, wysokie tętno ponad 140, dreszcze, płacz i ta czarna dziura w głowie. Chodziłam do lekarza po nowe skierowania na badania. Kiedy doktor widział mnie już w drzwiach, łapał się za czuprynę i w końcu wydukał z siebie słowa, żebym przestała się tak zadręczać, że nic mi nie jest, żebym siebie nie wykończyła tym ciągłym wyszukiwaniem schorzeń. Wracałam do domu, byłam chwilę sama i bum! Gdzieś mnie zabolało albo w żołądku zabulczało - myśl - ohoo coś się dzieje... Biłam się z myślami do nocy, aż nadeszło apogeum, powtórka z rozgrywki i panika. Mój chłopak przerażony dzwonił do swojej mamy, wzięłam jakąś tabletkę i mi przeszło. Ogólnie to mam refluks i nerwobóle. Niektórzy pewnie wiedzą jak nerwica potrafi symulować jakieś nieprzyjemne dolegliwości. Czułam, że sie wypalam psychicznie i fizycznie. Tamta ja zanikła. Zaczęłam przesypiać całe dnie, leżałam bezczynnie w łożku z przysłoniętymi zasłonami, nawet nie mam apetytu, ciągle gnębią mnie myśli, że coś mi jest. Chodzę smutna, zostawiłam pracę, wieczorami płaczę, narzekam, marudzę, szybko się denerwuję. Podziwiam mojego chłopaka za cierpliwość, zawsze mnie uspokaja i wiem, że serce mu się kraje, gdy na mnie patrzy. Pyta się jak może mi pomóc. Unikam kontaktu z innymi ludźmi, nie potrafię już rozmawiać i cieszyć się. Nie wierzę w siebie i zdolności jakie rzekomo posiadam, nie rozwijam ich a wzamian to twierdzę, że jestem beznadziejna i nie warto łożyć pieniędzy na mnie.
Mam serdecznie dość takiego stanu. Teraz boli mnie oko od dwóch dni i już czarne myśli wiercą mi dziurę w głowie. Mam wrażenie, że prześladuje mnie pech od początku roku, kiedy zatrułam się lekko czadem a następnie zachorowałam na zapalenie zatok, pęcherza i miałam robioną kanałówkę. Przestałam dbać o swój wygląd, o siebie. Najbardziej boję się, że chłopak będzie miał już tego dość. Nie sprzątam w ogóle, nie chce mi się nic. Nie wiem co robić i nie chcę porad w stylu weź się w garść, będzie dobrze. Ja naprawdę próbowałam, ale nie wiem do końca jak to zrobić i do psychologa też chodziłam, ale wkurza mnie jego gadanie. Ja gadam, potem on gada. W domu też dochodzę do pewnych wniosków. A hipochondria mnie wykańcza. Nie wiem...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 lut 2011, 20:00

Nie wiem, nie wiem, nie wiem....

Avatar użytkownika
przez Tlen 13 lut 2011, 13:00
Cześć,
nie myślałaś może nad powrotem do rodzinnego domu? Choćby na jakiś czas, żeby pójść do poprzedniego lekarza... może sama świadomość tego, że "ten" lekarz już Ci wcześniej pomógł, wyleczył, da wiarę na powrót do normalności, której z tego co czytam bardzo Ci brakuje?

Wiem, że z wyjazdem wiąże się zostawienie chłopaka na jakiś czas ( a może, aż tak daleko się nie wyprowadziłaś i może mogłabyś dojeżdżać do "swojego" lekarza? ), ale myślę, że nie będzie miał nic przeciwko temu, skoro to dałoby szansę na powrót starej Latte, którą poznał i pokochał :)

chciałam usłyszeć zapewnienie, że nic mi nie będzie

Może nie zapewnię Cię, że nic Ci nie będzie, bo lekarzem nie jestem, ale... wierzę w to, że nic Ci nie będzie i trzymam za to kciuki.

Trzymaj się :)
Tłum, świat, a czasem nawet i śmierć ustępują przed człowiekiem, który wie dokąd zmierza, ale spychają z drogi dryfującego bez celu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
13 lut 2011, 02:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do