Muszę coś wreszcie chociaż napisać...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Muszę coś wreszcie chociaż napisać...

przez Geros 06 lut 2011, 17:38
Witam, potrzebuję się wygadać bo od pewnego czasu jest mi bardzo ciężko w życiu.
Mój post będzie zapewne długi ale postaram się pisać tak aby miało to jakieś ręce i nogi.
Zacznę może od tego, że mam 22lata(w tym roku za kilka miesięcy 23) i nie radzę sobie z problemami które mnie dotykają.
Wszystko zaczęło się ok 2 lat temu(to co najgorsze) . Studiowałem wówczas i nagle po kłótni rodzinnej zaprzestałem nauki, zamknąłem się w sobie, wszystko zaprzepaściłem. Ale może wspomnę o trochę dawniejszych czasach. Odkąd tylko pamiętam zawsze byłem w miarę poukładaną osobą, dobre stopnie w szkole , zawsze gdzieś blisko czołówki się plasowałem. Maniery również nienajgorsze, nigdy nie byłem rasistą ani nikim wyśmiewającym innych z powodu narodowości czy jakiejś ich przypadłości, itp.,itd.… Zazwyczaj nie piłem alkoholu, a jeśli tak to w umiarkowanych ilościach , nigdy nie paliłem, nie brałem narkotyków… Jakieś sprzeczki w rodzinie miały miejsce, ale starałem się nad tym panować, zwłaszcza nad złością i gniewem który czasami mnie ogarniał, kontakty z rodziną bardzo słabe, nigdy nie czułem oparcia w rodzicach, czy rodzeństwie, jedynie patrząc z perspektywy czasu to nieżyjący już dziadek był mi trochę bliższą osobą, ale wtedy tego nie dostrzegałem w takim stopniu .. Zawsze byłem bardzo nieśmiały, nie potrafiłem nawiązywać znajomości, moje kontakty z rówieśnikami to totalna porażka, jedynie o szkole, nauczycielach, zbliżających się sprawdzianach, czasami o sporcie czy rolnictwie potrafiłem(i nadal chyba tak jest, jeśli nie gorzej…) z paroma osobami rozmawiać, o kontaktach z dziewczynami już nie wspomnę bo ich nigdy nie było, chyba że jakaś akurat potrzebowała spisać pracę domową i akurat ja ją miałem to się odezwała w 1 czy 2 zdaniach. Jeśli chodzi o sport to zawsze gdzieś plasowałem się pod koniec, może nie byłem totalną ofermą ale wiele mi brakowało do innych, akurat to miało swoje podłoże w tym, że przeszedłem jeszcze będąc w pierwszych klasach podstawówki operacje wzroku(tak nie mam najlepszego wzroku, ale jakby nie te operacje to może byłoby gorzej…) i przez w sumie z 1 rok nie mogłem nawet biegać co spowodowało moje opóźnienie w sprawności fizycznej w kilu dziedzinach, ale się tym zbytnio nigdy nie przejmowałem. Zawsze lubiłem chodzić na W-F czy biegać za piłką po podwórku i nawet kąśliwe komentarze rówieśników mi nie przeszkadzały bo puszczałem wszystko z boku.. Wada wzroku i okulary również to nie było nic przyjemnego, zwłaszcza rówieśnicy w podstawówce potrafili skutecznie uprzykrzać życie okularnikom. Później z tym było łatwiej bo po prostu chyba każdy kiedyś wyrasta z takiego dogryzania innym i dostrzega że okulary to coś normalnego, zwyczajnego. Ale mimo wszystko jakoś sobie radziłem, zawsze uważałem się za osobę silną psychicznie która trudno jest złamać. Wspominam te dawne czasy ponieważ mam wrażenie, że wszystko te problemy we mnie narastały przez wiele lat nawet jeśli akurat się nimi zbyt nie przejmowałem. Najgorsze było zaś to, iż nie miałem nigdy z kimś o tym wszystkim co mnie dręczyło porozmawiać.. Rodzicie zawsze zajęci pracą(mieszkam na wsi- gosp..), chyba nawet nigdy nie spytali się mnie jak mi minął dzień.. I te ciągłe oskarżania jak coś się gdzieś stało, nigdy nie porozmawiali tylko krzyki, ich domniemania jak się coś wydarzyło bez zapytania i rozmowy z osobą która w tym uczestniczyła, mimo wszystko nigdy mimo braku jakiejś szczególnej więzi ,do rodziców nie miałem wielkich zastrzeżeń, bo dostrzegałem że ciężko pracują aby utrzymać rodzinę… Rodzeństwo –co tu dużo pisać, z braćmi jeszcze mogę trochę porozmawiać, ale tez nie o wszystkim tylko w kółko maglowanie tego samego, z kolei siostry, z jedną nie odzywałem się przez chyba 3 lata(wprawdzie nie mieszkała przez ten czas w domu, przez co było łatwiej siebie unikać) i dopiero od kilku miesięcy trochę rozmawiamy ale tez mało i rzadko, z drugą zaś siostrą nie odzywam się od 2 lat od wspomnianej na początku kłótni rodzinnej, no może z 5-10 zdań z nią zamieniłem przez te lata ale to tylko z faktu, że razem mieszkamy bo do nieodzywania się do nikogo przywykłem…
Okres szkoły średniej wspominam jeszcze w miarę najlepiej w moim życiu, nie miałem wielu przyjaciół, można powiedzieć że prawdziwego przyjaciela nigdy nie miałem, prawdziwego czyli takiego z którym można o wszystkim porozmawiać, zwierzyć się jak to czasami na filmach jest ukazywane. Tematy rozmowy z moimi znajomymi to te o których już wcześniej wspomniałem, sport, trochę szkoła, ewentualnie polityka(bardzo, bardzo rzadko) no i rolnictwo, bo najlepszych znajomych miałem zawsze z kręgów z których sam się wywodzę, czyli ze wsi. Reszta jakby mnie nie dostrzegała, zresztą ja ich też ale w moim małym świecie z niewielkim potrzebami towarzyskimi, ci znajomi których miałem jeszcze jakoś mi wystarczali. Zawsze tylko słuchając innych na jakich imprezach byli, ile to wypili i jakie laski poznali nie czułem się komfortowo w towarzystwie takich osób bo mnie to po prostu nigdy nie dotyczyły i sam po części unikałem takich rozmów bo nigdy nic nie miałem ciekawego do powiedzenia, bo kto by chciał słuchać o astronomii, ciekawych miejscach na świecie czy jakiś durnych ciekawostkach, co mnie trochę interesowało…
Zdarzyło się ze dwa razy, że byłem z najlepszymi znajomymi na dyskotece ale nic z tego nie wynikało dobrego, nie piłem bo prowadziłem, a zresztą nie piję nigdy do upadłego ,zazwyczaj kieliszek dwa do towarzystwa, ale to nie wystarcza, jak inni sądzą, aby się dobrze bawić. Nigdy nie potrafiłem tańczyć, nikt mnie tego nie nauczył, zawsze się wstydziłem sam nie wiem czemu ale tak było i nadal jest, więc o podejściu do tańczącej dziewczyny nie było mowy bo nie potrafiłem się ruszać na parkiecie, a do tych gdzieś siedzących, stojących bałem się podejść bo mnie strach paraliżował, a czym dłużej stałem tym bardziej się bałem, rozmyślałem nad tym że i tak mi się nie powiedzie więc szkoda podchodzić, więc siedziałem gdzieś grzecznie czekając aż znajomi się skończą bawić i wreszcie ich odwiozę do domu…
Najbardziej mi obecnie brakuje tej drugiej polówki ale z moim podejściem i problemami wolę nikogo w moje życie nie mieszać(a poza tym z czym miałbym rozmawiać, i w ogóle jak podejść do kobiety o zagadać, a jak mnie wyśmieje? Zignoruje? Itp.,.?)… Nigdy nie miałem dziewczyny, mimo tego, że nie jestem brzydki, sam tak uważam i inni widzę również(i nie chodzi tutaj o podstarzałe ciotki które zawsze mówią „jaki to ty przystojny”, ale niemal każdy facet słyszał pewnie taki tekst kiedyś w życiu od wspomnianych ciotek), inni czyli dziewczyny które np. kiedyś przypadkiem podsłuchałem, i mam wrażenie, że jest więcej takich ocen mojego wyglądu, więc nie mam z tym jakiegoś kompleksu jeśli o to chodzi, w tej kwestii raczej chodziło zawsze o pewność siebie a teraz doszły również nowe problemy… np. jak mnie będzie postrzegać jak jej kiedyś powiem o tym co robiłem zamiast studiować i się rozwijać…
Może teraz wrócę do wydarzenia sprzed 2 lat, byłem wówczas na studiach, trochę sobie dorabiałem czasami i poza tym pomagałem rodzicom w gospodarstwie, jakoś sobie starałem ze wszystkim sam radzić. Miałem wówczas jeden mały problem, a mianowicie lubiłem sobie pograć w gry przeglądarkowe w wolnym czasie co bardzo irytowało rodzinę(głownie rodzice), ale z powodu tego że nigdzie nie wychodziłem, z nikim się nie spotykałem to uważałem że to nie było nic złego bo relaksowałem się i odpoczywałem przed komputerem, zaznaczę że nie było to siedzenie non stop, tylko w rozsądnych granicach, zazwyczaj tylko wieczorem. Moi rodzice zawsze uważali, że nie powinno się tracić czasu na takie rzeczy jak komputer czy nawet bieganie za piłką po podwórku(ile to razy nasłuchałem się, że wziąłbym się za robotę zamiast kopać bezsensu ciągle o ścianę piłka…) czy inne formy mojego relaksu jak bieganie z psami po polach… Zawsze dużo pracowałem w gospodarstwie, pamiętam że nawet jak mama złamała kiedyś nogę i ja przez pół roku wstawałem o 5 rano, pomagałem ojcu, szykowałem się do szkoły, wracałem, pomagałem ojcu, nocą się uczyłem bo nauka była dla mnie ważna i tak naokragło, często z 5 godzin snu na dobę a nawet nie usłyszałem słowa dziękuję … starsze rodzeństwo już nie mieszkało w domu, a młodsze było „za młode”… Mimo tego pracowałem i starałem się nigdy nie narzekać, zresztą zawsze lubiłem pracę a że i krzepy mi nie brak to potrafiłem zrobić za 2 inne osoby….
Ale wracając do wątku wydarzeń sprzed 2 lat, zdałem sobie sprawę, iż mimo wszystko takie granie na komputerze nie jest dobrą rzeczą(sportu sobie nie odpuszczałem bo zawsze uważałem to dobre dla zdrowia- a niech sobie rodzicie gadają o tym co chcą ,myślałem) więc odpuściłem postanowiłem że kasuje moje konto w grze przeglądarkowej i zaprzestaje takiej formy zabawy bo przecież tyle się słyszy o uzależnieniu od Internetu.. i tak tez zrobiłem, skasowałem konto ,wyłączyłem komputer i poszedłem do drugiego pokoju w którym to przesiadywali rodzice i młodsza siostra i włączyłem telewizor, wówczas zaczęło się piekło, zaczęli się na mnie drzeć, iż siostra nie może się uczyć mimo tego że rozmawiali głośno w pokoju zanim jeszcze wszedłem, należy również wsiąść pod fakt ,ze siostra zawsze o tamtej porze dnia(przed wieczorem) oglądała mtv czy jakieś inne kanały tego typu, ale że akurat mama chciała tego dnia coś obejrzeć innego(a rodzice bardzo mało telewizji zawsze oglądali) to ta się wcześniej jeszcze przed moim wejściem nakrzyczała na nich i wyłączyła telewizor pod pretekstem nauki. Ja po wejściu do pokoju włączyłem na pewno nie na złość siostrze, po prostu chciałem cos obejrzeć a przecież już byłem przyzwyczajony, że dzień w dzień o tej porze ona zawsze ogląda telewizor… Wówczas rodzice, zwłaszcza ojciec naskoczyli na mnie jakbym był nic niewartym człowiekiem, który tylko ciągle czerpie ognich korzyści a sam nic nie daje, wypominali mi wszystko, ile to za prąd wydali więcej bo był włączony komputer, ile to litrów paliwa zużyłem jeżdżąc na studia, że nic nie robię tylko się obijam i masa innych nagabywań w moim kierunku… Ale ja przecież nigdy od nich nie chciałem więcej niż było to niezbędne, Zawsze bardzo ciężko przychodziło mi o cokolwiek proszenie ich, zwłaszcza o pieniądze na cokolwiek(zazwyczaj kilak dni się przygotowywałem aby poprosić o jakieś pieniądze na cos np. potrzebnego do nauki, więc jak nie było konieczności –odpuszczałem sobie) , zresztą już trochę tez sam zarabiałem więc takie rzeczy jak np. telefon, czy ubrania sam sobie opłacałem… Też nigdzie nie wychodziłem to ta 1,czy 2h przy komputerze nie powinny ich nigdy boleć, a ponadto cały czas pomagałem im nawet jak nie prosili…
Wówczas załamałem się, włączyłem komputer i przez następne pół roku poza snem, komputerem, jakimś posiłkiem jak nikogo nie było w domu i korzystaniem z łazienki, nie zamieniłem wiele zdań z nikim z rodziny ani znajomych, niemiałem siły żyć, wiele razy chciałem się zabić ale coś mnie powstrzymywało. Swoją drogą nigdy nie sądziłem że mnie coś takiego spotka, bo jak już wcześniej napisałem sądziłem iż byłem bardzo silny psychicznie, widocznie się myliłem, tego dnia cos we mnie pękło, na nic nie miałem ochoty…….
Następnie jedynie na okres żniw zaczęli się do mnie odzywać bo przecież nie ma kto robić a to przecież najpracowitszy okres w roku dla większości rolników… Ale później również znów to samo i tak z małymi przerwami, kiedy miałem nadzieję, że jakoś wszystko się ułoży, ciągle się wszystko sypało, a oni mi ciągle wszystko wypominali, tym razem po części słusznie, a mianowicie to co robię w ostatnim czasie, czyli po prostu nic, ale ja nie miałem i nadal nie mam sił na nic, nawet jak coś mnie podbuduje psychicznie to nic mi się nie udaje, pracy dostać nie mogę mimo, że niedawno wysyłałem kilkadziesiąt CV, ale lukę w życiorysie trudno wyjaśnić, bo przecież żadnej szkoły ani pracy w tym okresie, a nikogo „walniętego” nikt nie chce zatrudniać. Nie mam pieniędzy aby się jakoś wyrwać, myślałem również o zagranicy ale od czasu matury nie używałem angielskiego i po prostu wiele zapomniałem a nie stać mnie na żaden kurs… Siedzę w kropce i nie wiem co mnie jeszcze trzyma na tym świecie, jedynie co obecnie robię to pracuję w gospodarstwie z niemal zerowym kontaktem z rodziną, a odbywa się to tak, że przychodzą i mówią że mam iść coś zrobić, zresztą tak też było dużo wcześniej, nigdy nie zapytali czy zrobiłbym coś tylko brzmi to raczej jak rozkaz ale wcześniej nie zwracałem na to uwagi, teraz mi z tym bardzo ciężko…
Nie wiem co ze sobą począć, mam wszystkiego dość, jestem bardziej nieśmiały niż przed wydarzeniami sprzed 2 lat, ze znajomymi mój kontakt to zwykłe część jeśli w ogóle kogokolwiek widuje gdzieś, np. na ulicy, jedynie z 3 kumplami jakiś czas temu gdzieś na piwo wyskoczyliśmy, ale to wszystko, po prostu przypomniało im się że taki ktoś jak ja gdzieś tam istnieje, z którym się parę lat wcześniej kumplowali i wyciągnęli mnie na to wspomniane piwo..
Poza tym bardzo mi utrudnia powrót do normalnego życia(o ile jeszcze jest taki możliwy) świadomość że wszyscy naokoło wiedzą że sfiksowałem, ze miałem depresję(bo to to chyba było, no i jeszcze mam wrażenie że jest). Rodzina „zadbała” aby się inni o tym szybko dowiedzieli zaraz po kłótni i tak drogą pantoflową rozniosła się wieść na cała rodzinę, sąsiadów, mama wrażenie że na byłych znajomych również, co mnie tym bardziej tak długo trzyma w moim stanie po części wegetatywnym…

Pisze to bo po prostu czuję, że muszę, już jakbym się trochę lepiej poczuł, jakby ciśnienie po części ze mnie zeszło(może to tylko złudzenie), a tak właściwie to miło przynajmniej napisać co mnie trapi jeśli nie mogę o tym nikim porozmawiać. Jeśli ktokolwiek to przeczytał to dobrze, jeśli nie to trudno…
Ale jeśli ktoś ma jakieś rady dla mnie to również ich chętnie posłucham..




P.S> Jeśli to zły dział to proszę przenieść do odpowiedniego..
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
06 lut 2011, 17:35

Muszę coś wreszcie chociaż napisać...

Avatar użytkownika
przez Prusak 06 lut 2011, 19:55
Geros witaj na forum :)

Wierzę, że wyrzucenie z siebie całego żalu poprzez opisanie swojej historii choć trochę Ci pomogło.

Fakt nie mam żadnych życiowych rad, ale widać, że źle Ci z tym, że czujesz się wykorzystywany i niedoceniany. Mam nadzieję, że odnajdziesz w sobie siły, by stawić czoła życiu. Obyś wyszedł na prostą i co najważniejsze staraj się robić wszystko by wyjść z marazmu, w którym się obecnie znajdujesz, bo im dłużej w tym jesteś tym trudniej będzie wrócić do lepszego życia.

Wydajesz się dobrą osobą, niestety zbyt bierną, może w tym tkwi cały problem? Może powinieneś się nauczyć tego by najpierw myśleć o sobie? Pamiętaj, że trzeba o siebie walczyć :)
I'm heavy handed - To say the least
My mother thinks I'll be an awful clutcher
'Cause I spill things from stirring 'em too quickly
I'm far too loud
It's like, as soon as I've got an opinion
It just has to come out
I laugh at stupid things
Just 'cause they tickle me
Avatar użytkownika
Offline
Posty
422
Dołączył(a)
16 lis 2010, 16:34

Muszę coś wreszcie chociaż napisać...

przez Geros 06 lut 2011, 20:47
Chwile po napisaniu może i było mi lepiej, ale teraz zaczynam się zastanawiać po co to napisałem bo przecież "to nie w moim stylu"...

Wyjść z tego bardzo bym chciał tylko naprawdę nie wiem jak. Ucieczka gdzieś za praca gdybym nawet jakąś znalazł to wcale nie musi być dobre rozwiązanie bo przecież nie rozwiąże to moich dotychczasowych problemów, przynajmniej tak sądzę, a na szczerą rozmowę brak mi odwagi, nieraz dużo myślę jak muszę o czymś z kimś porozmawiać a jak co do czego to brak tego pierwszego kroku z mojej strony aby zacząć rozmowę, a nikt też nie kwapi się aby ze mną szczerze porozmawiać...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
06 lut 2011, 17:35

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Muszę coś wreszcie chociaż napisać...

przez Sagittarius 08 lut 2011, 23:26
Geros, uwierz mi, że mam bardzo podobną sytuację do Ciebie, pomimo tego, że nie mieszkam na wsi i mam, a właściwie miałem dziewczynę, bo jutro muszę z nią zerwać... Nie wiem właściwie jak to się stało, że ją poznałem, trwało to 1,5 roku mimo tego, że tak jak Ty interesuje się trochę astronomią, trochę piłką nożną i ogólnie takimi ciekawostkami. Po prostu wtedy raz się przełamałem i zagadałem na obozie, rozmawiałem tak o wszystkim, o życiu, zainteresowaniach i myślę, że mimo wszystko było warto mimo tego bólu, który teraz przeżywam. Pomimo tego, myślę, że życie na wsi naprawdę jest przyjemne, właśnie dzięki temu, że masz dużo roboty można zapomnieć o utrapieniu które Cię męczy. Sytuację z rodzicami mam podobną tylko, że są po rozwodzie a mieszkam z mamą. Postaraj się jakoś pogadać z rodzicami, mimo że są surowi to myślę, że zawsze mogło być gorzej i ja tak właśnie myślę. A studiów naprawdę nie trzeba mieć by robić to co się lubi :) Głowa do góry, choć mnie się to też teraz bardzo przyda.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
04 lut 2011, 15:24

Muszę coś wreszcie chociaż napisać...

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 12 lut 2011, 13:24
Zrobiłeś cudowną rzecz -powiedziałeś to co Ci leży na wątrobie . To ważne by się dzielić z ludźmi troskami .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16576
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do