utknelam w martwym punkcie...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

utknelam w martwym punkcie...

przez niunia181810 19 sty 2011, 22:23
Witam.Nie lubie pisac na takich forach,ale do lekarza bardziej sie boje isc,potrzebuje obiektywnego spojrzenia kogos,kto mogly mi pomoc-nawet slowami.Nie cierpie zimy i zawsze,gdy nastaje to wraz z nia ''melancholia''.Nic mi sie nie chce,zyje jak automat,gdy mam wolne-wstaje i krece sie bez powodu po domu szukajac sobie zajecia,ktore i tak mnie nie cieszy i wiekszosc czasu spedzam na ogladaniu filmow,zamiast na aktywnym spedzaniu go np wychodzac.Nie mam wielu znajomych,a jak juz sa to albo zajeci,albo nie chce wtajemniczac ich w swoje problemy.Jest jeszcze narzeczony,z ktorym mieszkam juz prawie 2 lata i to mnie czasem motywuje np. do zrobienia kolacji,obiadu czy posprzatania,albo jak mamy gdzies razem wyjsc czy pojechac to tez sie ciesze,ale praktycznie ciagle sie mijamy(praca).W dodatku mam mase problemow rodzinnych na swojej glowie,a mam dopiero 21 lat i chce sie cieszyc z zycia,a nie zachowywac jak staruszka,ktorej nic sie nie chce.Czasami taki moj stan doprowadza mnie wrecz do placzu,ktorego nie potrafie powstrzymac,nie mam zadnej motywacji i czuje sie tak jakby nie bylo przede mna zadnej lepszej przyszlosci(pod wzgledem np.pracy,wyksztalcenia,poprawy sytuacji materialnej) to tak jakbym utknela w miejscu i ani woz ani przewoz.Nie wiem co sie ze mna dzieje,ale pamietam jak bylam naprawde pelna zycia,mialam mase znajomych,wychodzilam do ludzi,a teraz nic zupelnie.Jakbym stala sie kims innym.Prosze napiszcie co o tym sadzicie i co radzicie??Bo ja juz sama nie daje rady,a nie chce nikomu zawracac glowy swoimi problemami.Bede bardzo wdzieczna za kazda odpowiedz.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
19 sty 2011, 22:09

Re: utknelam w martwym punkcie...

Avatar użytkownika
przez In_love_and_death 20 sty 2011, 15:32
niunia181810, Widzę że jesteś kolejną kobietą której pasją jest sprzątanie, gotowanie...;P tylko pozazdrościć narzeczonemu takiej kobiety ;)
A tak serio to twoje samopoczucie nie może być uzależnione do czynników zewnętrznych np pogody może sama sobie wmawiasz, że w zimie jest ci źle, to może działać jak autosugestia. Zacznij myśleć pozytywnie, zamiast narzekać zacznij zmieniać to co Ci nie odpowiada.
Może sama sobie wmawiasz że czegoś Ci brakuje, że od życia należy Ci się coś więcej, może swoje szczęście uzależniasz od "gdybym miała", "gdybym była"... tymczasem powinnaś zdać sobie sprawę że prawdziwe szczęście drzemie w Tobie.
Jeśli wiesz w czym jest problem i wiesz co daje Ci szczęście to dlaczego jesteś bierna ?
Czekasz, aż w Twoim życiu stanie się coś ciekawego, a tym czasem czekając tracisz, zacznij działać, to Twoje życie, sama nim pokieruj. W moim życiu najszczęśliwsze chwile były te które wymagały odemnie wysiłku, stresu. Świat jest tak skonstruowany, że ludzie nie potrafią docenić to co otrzymali za darmo od losu.
Na tym forum jest wielu ludzi którzy chcieli by mieć takie problemy jak Twoje, jednak ja rozumiem że każdy z nas jest inny i dla każdego słowo "problem" ma inne indywidualne znaczenie.
Skoro tu napisałaś to znaczy że chcesz coś w swoim życiu zmienić, zacznij działać nikt tego za ciebie nie zrobi.
Twoja postawa przypomina mi trochę dwóch bezdomnych i jeden mówi do drugiego "no kiedyś będzie trzeba z tym skończyć" i podaje drugiemu nalewkę, obaj piją. Jest w Tobie chęć ale nie ma woli. Może być ktoś kto zasieje w tobie ziarenko motywacji, woli, ale jeśli sama nic nie zrobisz ziarenko umrze, a ty będziesz tylko narzekać na innych.
"Spend my whole life
Telling everyone to leave me alone
Don't touch
Don't look too close
But I didn't mean you..."
Posty
38
Dołączył(a)
06 sty 2011, 21:29

Re: utknelam w martwym punkcie...

przez niunia181810 20 sty 2011, 23:27
Masz racje-jakbys znala mnie i moja psychike.Wiem,ze inni maja napewno gorzej,ale jednak nie umiem sobie poradzic ze swoimi problemami;(Potrafie poradzic komus,nakierowac go,ale sama nie umiem pomoc sobie.Chcialabym tak wiele,a moze masz racje,ze nie doceniam tego,co mam.Moje problemy w sumie zaczely sie,gdy poszlam do pracy,w dodatku w domu tez nie ukladalo sie zbytnio dobrze.Ciagle klotnie rodzicow,niedomowienia i najbardziej zle mi z tym,ze moje mlodsze rodzenstwo na to patrzy,ze kiedys bylo inaczej.Pamietam moja mame sprzatajaca,odrabiajaca z nami lekcje,pomagajaca w problemach,ojciec tez zawsze o nas dbal i o dom.Jednak pare lat wstecz gdzies ok.4 cos sie pospsulo,mama zrobila cos z czym tata do tej pory nie moze sie pogodzic i mimo,ze jej przebaczyl to wszystkie klotnie siegaja wstecz wlasnie do tego scenariusza.Moja najmlodsza siostra ma 11 lat,mam tez brata chorego na cukrzyce i niedosluch,brata z podejrzeniem padaczki i siostre o 3 lata mlodsza ode mnie.Boli mnie bardzo to,ze oni sie nie interesuja juz ich losem,ze maja swoj maly swiat,nie pomagaja im w lekcjach i w ogole zaniedbuja.Wszystko jest im obojetne,a ja nic z tym nie moge zrobic.Zdarzalo sie tak,ze zostawali sami w domu do poznej nocy,bo mama z tata woleli isc do znajomych i sie bawic(mama nie pila 20 lat-teraz zaczela i to w sporych dawkach u znajomych).Kazda moja proba trafienia do nich konczy sie niepowodzeniem.Przezyli juz dwie proby samobojcze mojej mamy,a tata zamiast wykazac sie dorosloscia-nie robi lepiej.Nie wiem co mam zrobic,zeby to zmienic.Bo z kata oka kogos z zewnatrz wyglada to na zwykla patologie.Gdy tylko wyswietla sie na moim telefonie nr mojej mamy lub taty to juz przeczuwam najgorsze.Gdzie ja moge sie z tym zwrocic??Probowalam ich nawet namowic na pomoc psychologa,ale konczylo sie obietnicami,a z kazdym dniem jest coraz gorzej....
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
19 sty 2011, 22:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do