Dość poważne "zaburzenia"? a sytuacja domowa i nowa szkoła.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Dość poważne "zaburzenia"? a sytuacja domowa i nowa szkoła.

przez inszu 30 lis 2010, 00:01
Witam Szanownych Forumowiczów,
postaram się przedstawić pokrótce mój dość spory problem. Nie wiem za bardzo od czego zacząć, no ale...
Od paru miesięcy uczęszczam do Liceum Ogólnokształcącego, z niektórych przedmiotów radzę sobie całkiem dobrze, a z niektórych, no właśnie... klapa. Warto dodać, że osiągam lepsze wyniki w przedmiotach typowo humanistycznych (może nie typowo, lecz generalnie tam, gdzie jest dużo teorii), a ostatecznie wybrałem klasę z rozszerzoną biologią, fizyką oraz chemią, gdzie, jakby nie patrzeć, to chemia i fiza są dość ścisłymi przedmiotami. Co prawda początkowo miałem iść do klasy humanistycznej, jednak wspólnie z ojcem stwierdziliśmy, że ostatecznie biol-med będzie lepszym wyjściem. No i byłoby ok, gdyby nie to, iż...
Mam wrażenie, że od wielu, wielu lat cierpię na jakieś zaburzenia, czy też nerwicę. Nie operuję tego typu terminami ani też nie znam objawów tychże stanów, więc nie jestem w stanie sprecyzować, jakie mam doległości. Wychowałem się w dość słabej rodzinie. Z pieniędzmi nigdy kłopotów nie było (wręcz przeciwnie, czasem mam wrażenie, że rodzice zachowują się tak, bo mają jej "troszkę" za dużo") lecz z naszymi stosunkami - owszem. Ciągłe kłótnie, sprzeczki. Następnie (jeszcze bodaj w 2 klasie gimnazjum) przyszedł czas na rozwód. Rozwód, w którym siedziałem aż po uszy, nieświadomie będąc kartą przetargową obojga rodziców (latałem zeznawać na policję, przed sądem, potem matka wytoczyła mi sprawę, fałszując dowody świadczące przeciwko mnie, gdyż stawiłem się za ojcem - takie tam pierdoły, nieważne...). Rozbestwiłem się wtedy masakrycznie, wtedy też dodatkowo pogłębiły się moje dolegliwości. Zostałem z ojcem głownie dlatego, iż zapewnia mi to lepszy dojazd do szkoły. Kłócę się z nim rzadko, lecz jak już to naprawdę bardzo, BARDZO OSTRO. Dobra, nieważne, w sumie stwierdzam, iż teraz ważniejsza jest jakotako moja edukacja, niż kontakty z rodziną, która przez swoje zachowanie doprowadziła do tego, iż szacunek mam do niej żaden... czasem mam wrażenie, iż poza urodzeniem mnie i wsparciem finansowym to niczego innego mi nie dali.
Lecz problem rozbiega się głównie o liceum. Jak już mówiłem, z przedmiotów, gdzie jest dużo teorii, jestem dobry. Gorzej ze ścisłymi, przede wszystkim ostatnio matematyką (niby zakres podstawowy, ale podręczniki rozszerzone i mamy takiego nauczyciela-kosę, że szok) i fizyką (w środę klasówka a ja nie czaję absolutnie NIC, o tym zaraz). Z chemii jeszcze niedawno byłem zupełną rurą, lecz po paru korepetycjach udało mi się dość wyrównać poziom i nie jest dla mnie ona taka straszna.
Problem leży w tym, iż ostatnio miewam naprawdę chwilę zwątpienia i siedzę ze łzami w oczach. Pomimo kłód rzucanych przez wszystkich i wszystko pod nogi, staram się być silnym człowiekiem, jednak szkoła zaczyna mnie przerastać. Takie symboliczne "łzy w oczach" z ogromnym przejęciem zatem coś znaczą. Za przeproszeniem ch*lera mnie już tu bierze. Przez 9 lat zaglądałem w książkę conajwyżej, aby nauczyć się wiersza na pamięć czy zrobić od czasu do czasu głupią ściągę. Po czym z BEZNADZIEJNEGO gimnazjum przyszedł czas na dość dobrą szkołę ponadgimnazjalną. Kaplica. Ile tutaj nauki, ile zabaw w zadania domowe. Po 9 latach przyszedł czas na codzienne korkowanie i siedzenie parę (może nie dzień w dzień, ale jak jest dość dużo na jutro to tak) godzin przed książkami. Na korkach jest tak, że przychodzę i niby wszystko z matematyki teraz czaję, ale już doskonale wiem, że w środę sprawdzian będzie przeze mnie zawalony. Dlaczego? Bo tak. Weźmie mnie taki stres, takie drgawki, taka mieszanina emocji i natłok informacji w głowie, że nie będę wiedział nic. Nauka z przedmiotów ścisłych (zapamiętywanie wzorów, sposobu rozwiązywania zadań itd) przychodzi mi często tak, że patrzę się w to jak ułom i nawet jakbym siedział przed tym pięć godzin i starał się nie wiadomo jak to zrozumieć, to po parunastu minutach zostawiam książkę/zeszyt i odchodzę z mętlikiem w głowie i niesamowitym zdenerwowaniem. To mnie po prostu niszczy, miewam cholerne chwile zwątpienia. Czy to ma sens? Albo nie zdam w pierwszym roku, albo w drugim, a jak nawet cudem dotrę do trzeciego, to zniszczy mnie matura. Nie chcę iść na humanistyczny (znaczy tam kiedyś chciałem, no ale w końcu mi też się odwidziało :? ), ale tutaj niektóre rzeczy mnie po prostu rozwalają. Chciałbym w przyszłości pójść na farmację, ale jeśli tak dalej będzie, to nawet poza liceum się nie wygrzebię.
Co do objawów... są raczej dziwne. Nieustanny OGROMNY stres (wszak stres jest potrzebny, lecz jestem przekonany, że nie tyle), cholerny natłok myśli w głowie, przez co mam ochotę po prostu ochotę wyrwać sobie włosy, przywalić banią w ścianę i wyzionąć ducha. Ponadto takie strasznie denerwujące bóle ("???" serio nie wiem, to takie dziwne... :? ) serca (nie, nie jestem zakochany :smile: ), nieustanne drgawki. Nie śpię po nocach, co skutkuje tym, iż uczę się i latam jak ostatni zamuł nie wiedząc często co się wokół mnie dzieje. Próbowałem sypiać wcześniej. Nic z tego, budziłem się w środku nocy i zasypiałem nad ranem. Jestem po prostu wykończony.

Jeśli macie pytania, feel free to ask. Z góry dzięki wszystkim za pomoc, pozdrawiam!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
29 lis 2010, 23:09

Re: Dość poważne "zaburzenia"? a sytuacja domowa i nowa szkoła.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 30 lis 2010, 10:34
inszu, przeczytalam, pierwsze to co mi sie nasuwa na mysl, to Twoje klopoty somatyczne: czyli wybudzanie sie w nocy i zasypianie nad ranem, to ze jestes przewaznie podiminowany (to przywalenie glowa w sciane), to sa juz niepokojajce objawy po prostu wyczerpania emocjonalnego, ktore moga ale nie musza przeksztalcic sie w cos powazniejszego. radzilabym Ci sie zastanowic najpierw nad tym czego chcesz, jezeli planujesz pojsc na farmacje to niestety ale musisz wiedziec ze to bedzie harowka, i trzeba przejsc to gimnazjum, uczyc sie i zakuwac. Brac korki. Natomiast jezeli czujesz sie nie za bardzo, pomysl o zmianie szkoly, na inna, lub w tej szkole na inny profil, jezeli ojciec porozmawia z dyrektorem powinien sie zgdozic Ciebie przeniesc. Zawsze mozesz isc do studium medycznego, ewenatualnie na jakis inny pokrewny kierunek, jednak taki ktory nie wymaga dosc duzego nakladu. Natomiast jezeli jest to twoj wymarzony zawod, to trzeba robic tak by Ci sie udalo. Po 1) udaj sie do psychologa, ktory pokieruje Ciebie, porozmawiasz z nim, zaczniesz stosowac techniki relaksacyjne, mozesz kupic melise i pic przed snem. Po 2) zastanow sie kim chcesz byc, co osiagnac w zyciu. po3) nawet jak zawalisz kierunek to nie jest koniec swiata, mozna miec inny zawod, rowniez satysfakcjonujacy. Pozdrawiam :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do