Nic ciekawego...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nic ciekawego...

przez arekadiusz 24 paź 2010, 16:12
Niebawem skoncze 22 lata. Całe moje zycie jest bez sensu, nie mam planow, marzen, pragnien czy ambicji.Cale zycie udawalem przed soba i przed ludzmi ze wszystko jest ok, ze jakos sobie radze.Z pozoru wszystko bylo ok, udawalem usmiechnietego, zadowolonego a w srodku proznia, zupelne nic. Teraz zostalem sam. Mam juz dosc, nie wiem ile jeszcze tak pociagne.Moje zycie sprowadza sie do jedzenia, picia i spania.Wlocze sie godzinami po miescie bez zadnego celu. Nie pamietam kiedy ostatnio mialem udany dzien. I tak mi zycie mija. Osiagnalem stan smierci za zycia, tak jakbym nie wiedzial ze zyje.Ten stan trwa tak dlugo, ze nie pamietam kiedy sie zaczal.Nie wiem czy jestem chory, czy po prostu ,,taki juz jestem''. Nienawidze siebie, tego jaki jestem i swojego zycia. Nie mam pojecia po co to pisze, ale w realu nie mam nikogo kto by mi pomogl, dal jakis impuls do wyjscia z tego...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 paź 2010, 19:01

Re: Nic ciekawego...

przez arekadiusz 24 paź 2010, 17:16
Problem w tym ze jesli chodzi o moje zycie to nie ma za bardzo o czym pisac... Generalnie nigdy nie bylem jakims szczesliwym czlowiekiem, tak jakbym mial jakas blokade na radosc, spontanicznosc czy cos w tym stylu. W domu wszystko to bylo ,,zamiatane'' pod to, ze jestem malomowny, niesmialy i ogolnie taki juz jestem. Dwa dni temu dowiedzialem sie ze moja matka miala marzenie zrobic ze mnie ksiedza.No i faktycznie, w mlodosci duzo osluchalem sie o doczesnosci tego swiata, ze i tak wszyscy kiedys umrzemy i takie tam.Nigdy nikt mi nie mowil zeby jakos korzystac z zycia, byc przebojowym i cieszyc sie z niego.Kiedy moi rowiesnicy bawili sie, wyglupiali, ja czesto stalem z boku i pytalem siebie czemu ja tak nie moge.A kiedy juz do nich dolaczalem to czulem sie jakos dziwnie, tak jakby te zabawy nie byly dla mnie, nie wiem jak to inaczej opisac. Czesto jak cos od kogos dostalem czy sobie kupilem to matka mowila mi ze po co ci to, ty sie i tak nie umiesz cieszyc.Bardzo rzadko ze mna rozmawiano, o tym co ja czuje,czego ja chce czy kim chcialbym byc.Dowiedzialem sie tez ze w rodzinie matki ogolnie mezczyzni byli uwazani za osoby nic nie warte. Ogolnie rzecz biorac jestesmy sztuczna rodzina, ojciec z matka sa w separacji, o czym dowiedzialem sie rok temu. Ojciec czesto siedzial za granica i nie ingerowal w moje wychowanie.Zreszta problem mojej rodziny jest skomplikowany i na prawde sam wielu rzeczy nie wiem.W domu byly wieczne klotnie miedzy rodzicami albo pelna napiecia cisza.Natomiast co do mojej ogolnej terazniejszosci.Przerwalem studia,ktore sam nie wiem dlaczego w ogole zaczalem, gdyz jest to kierunek ktory mnie nie interesuje, zreszta malo co mnie teraz interesuje.Moje dni wygladaja tak jak opisalem powyzej, wegetacja, zycie z dnia na dzien.Jedyna rzecz ktora sprawiala mi jakas przyjemnosc byla gra w pilke nozna.Sprawiala, bo oprocz tego ze przestalem sie rozwijac i ogolnie stracilem nia zaintersowanie, to na dodatek zerwalem wiezadlo krzyzowe i 6 mies. temu mialem operacje.Nie mam kompletnie zadnej motywacji zeby ta noge rehabilitowac. Jestem w czarnej dziurze.Nigdy nie mialem dziewczyny, znajomi sa na zasadzie ,,czesc, co tam slychac?''. W ogole przebywanie z innymi nie przynosi mi satysfakcji i wiem, ze problem lezy we mnie.Z reszta ja sam ze soba czuje sie zle...Czesto nie mam sil zadbac nawet o swoja higiene..Mam zerowe, jakby to okreslic, ,,poczucie siebie''. We wtorek bylem u psychiatry, stwierdzil ,,depresje egzystencjalna'' i zapisal fluoksetyne.Najgorze bylo jego pytanie ,,dlaczego przyszedl pan dopiero teraz?''Boje sie ze jestem po prostu nieszczesliwym czlowiekiem i zadne leki tego nie zmienia.Nie chce sie ze soba meczyc przez kolejne xx lat...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 paź 2010, 19:01

Re: Nic ciekawego...

przez arekadiusz 24 paź 2010, 20:06
Studia przerwalem, bo zdalem sobie sprawe ze mam jakis problem ze soba, z ktorym sobie nie radze.Nie znioslbym kolejnego roku w akademiku obserwujac jak inni sie bawia, samemu udajac ze wszystko jest ok.Zapewne wroce na studia, pod warunkiem ze sie wylecze, o ile faktycznie jestem chory.Zdalem sobie sprawe z tego ze nie umiem nawiazywac relacji z innymi ludzmi, nie wiem o czym z nimi rozmawiac. Poza tym ludzie tez sie do mnie nie garna, co wiecej, mam wrazenie ze mnie unikaja, tak jakbym mial wypisane na czole ,,z tym gosciem lepiej sie nie zadawac''.Kilka razy uslyszalem ze dziwnie sie patrze, nie mam pojecia co to moze oznaczac.Z jednej strony ciagnie mnie do ludzi, a z drugiej chcialbym byc sam, i tak w kolko.Do tego mam duze kompleksy na punkcie swojego wygladu.Co prawda nikt nigdy sie ze mnie nie wysmiewal, mimo to moja samoocena jest na poziomie ponizej zera...Jestem po prostu toksycznym czlowiekiem, ktorego nalezy unikac... Dlatego jakikolwiek zwiazek z dziewczyna jest dla mnie abstrakcja.Zreszta mam znacznie obnizony poped seksualny, jakos mnie do tych dziewczyn nie ciagnie, nie wiem, moze po przejsciach z moja matka wrecz sie ich boje...Nie wiem, wszystko to jest takie poplatane ze sam tego nie ogarniam.Sam nie wiem dlaczego ja jeszcze zyje, co mnie tutaj trzyma? No bo przeciez nie mam dla kogo zyc, rodzina na wiesc o mojej smierci wzruszyla by ramionami i zylaby tak jak wczesniej, co gorsze, nie zyje tez dla siebie, nie odczuwam najmniejszej przyjemnosci z zycia, motywacji do tego zeby robic cos dla siebie...Nie ogarniam juz po prostu...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 paź 2010, 19:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nic ciekawego...

przez arekadiusz 24 paź 2010, 20:38
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ja nie zachorowalem z powodu jakiegos wydarzenia ktore mialo miejsce w moim zyciu w ostatnim czasie, tylko mam wrazenie ze jestem chory ,,od zawsze''.Nawet nie wiedzialem ze jestem chory. I to mnie najbardziej doluje, bo zdaje sobie sprawe ze najlepsze lata zycia mam juz pomalu za soba.Ciagle zyje nieudana przeszloscia...Gdybym kochal zycie od zawsze, byl wesolym, ambitnym, otoczonym ludzmi, majacym przyjaciol czlowiekiem i nagle cos sie ze mna zaczelo dziac, to ci ludzie cos by zauwazyli i starali by sie mi w tym pomoc.A ja nie mam i tak na prawde nigdy nie mialem takich osob wokol siebie.Nawet nikt z najblizszej rodziny widzac co sie ze mna dzieje nie staral sie mi pomoc.Totalna obojetnosc. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzic, w dodatku wiem ze z tym problemem bede musial sobie poradzic sam...I nie wiem czy starczy mi sil...Zyje bo boje sie smierci...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 paź 2010, 19:01

Re: Nic ciekawego...

przez arekadiusz 24 paź 2010, 20:53
Mam w takim razie kilka pytan. Od czego zalezy to czy wyzdrowieje?Czy jestem zdany na psychiatre i lut szczescia, ze dobierajac leki na chybil-trafil akurat trafi na ten odpowiedni? I skad bede wiedzial ze jestem zdrowy, majac wrazenie ze nigdy nie bylem ? Moze bede trwal w tym stanie jeszcze przez nastepne -nascie lat? Jaka jest w ogole definicja czlowieka zdrowego?Od piatku biore fluoksetyne 10mg na dobe, podejrzewam ze bede musial dlugo czekac na jakies pozytywne efekty? Bo na razie nie czuje sie w ogole lepiej... W ogole sie nie czuje...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 paź 2010, 19:01

Re: Nic ciekawego...

przez Matias89 25 paź 2010, 16:17
Jakbym czytał o sobie...
arekadiusz napisał(a):Problem w tym ze jesli chodzi o moje zycie to nie ma za bardzo o czym pisac... Generalnie nigdy nie bylem jakims szczesliwym czlowiekiem, tak jakbym mial jakas blokade na radosc, spontanicznosc czy cos w tym stylu. W domu wszystko to bylo ,,zamiatane'' pod to, ze jestem malomowny, niesmialy i ogolnie taki juz jestem.

Mam taką samą blokadę... Nigdy nie potrafiłem, nie potrafię zachowywać się spontanicznie, nigdy nie okazywałem emocji, obojętnie radość, smutek zawsze wszystko tłamsiłem w sobie choć w środku czułem że chciałbym inaczej jednak nie potrafiłem nic z tym zrobić. W domu i szkole było dokładnie to samo... Nieśmiały, małomówny, zamknięty w sobie. Mówiono że dorośnie to mu przejdzie, w sumie to nikt nie zwracał uwagi na to co się ze mną dzieje a wydaje mi się że było widać że coś jest nie tak. Ja w związku z tym że wszyscy naokoło mówili mi że jestem nieśmiały itd. uwierzyłem im że taki jest po prostu mój "urok", dopiero może gdzieś 2 lata temu zdałem sobie sprawę że problem jest poważniejszy, ale tak naprawdę dopiero ok.3tygodnie temu totalnie mnie przybiło.

arekadiusz napisał(a):(...) Kiedy moi rowiesnicy bawili sie, wyglupiali, ja czesto stalem z boku i pytalem siebie czemu ja tak nie moge.A kiedy juz do nich dolaczalem to czulem sie jakos dziwnie, tak jakby te zabawy nie byly dla mnie, nie wiem jak to inaczej opisac.(...) Bardzo rzadko ze mna rozmawiano, o tym co ja czuje,czego ja chce czy kim chcialbym byc. (...) Przerwalem studia,ktore sam nie wiem dlaczego w ogole zaczalem, gdyz jest to kierunek ktory mnie nie interesuje, zreszta malo co mnie teraz interesuje.Moje dni wygladaja tak jak opisalem powyzej, wegetacja, zycie z dnia na dzien.

Też przeważnie stałem z boku. W sumie to w szkole przeważnie miałem tylko jednego kumpla z którym trzymaliśmy się praktycznie cały czas. Schemat powtarzałem w każdej szkole, może tylko w gimnazjum było inaczej (to są jedyne znajomości które utrzymuję do dziś). Ja zawsze miałem wrażenie że jestem sztuczny. U mnie wszystko musiało być przemyślane, zawsze myślałem wcześniej co powiedzieć, co zrobić itd. Nie chcialem popełniać błędów, nie chciałem wyjść na idiotę a w rzeczywistości zawsze na idiotę wychodziłem... Rozmawiać ze mną w ogóle nie rozmawiano... Rodzice unikali trudnych tematów, o tym co czuję czy kim chciałbym być nikt nigdy ze mną nie rozmawiał tak samo jak u Ciebie. Studia? I tak jesteś w dobrej sytuacji bo rozumiem że to twój dopiero pierwszy rok. Ja po maturze zrobiłem to samo poszedłem na kierunek który mnie nie interesował, zrezygnowałem. Następny rok nie dostałem się, ale papiery składałem głównie by mieć święty spokój od rodziców. 2 lata stracone i przyszedł ten rok, zaryzykowałem, chciałem uciec do innego miasta, liczyłem że pozbędę się problemu, ale się go nie pozbyłem, wrócił ze zdwojoną siłą i mnie powalił...

arekadiusz napisał(a):Jedyna rzecz ktora sprawiala mi jakas przyjemnosc byla gra w pilke nozna.Sprawiala, bo oprocz tego ze przestalem sie rozwijac i ogolnie stracilem nia zaintersowanie, to na dodatek zerwalem wiezadlo krzyzowe i 6 mies. temu mialem operacje.Nie mam kompletnie zadnej motywacji zeby ta noge rehabilitowac. Jestem w czarnej dziurze.Nigdy nie mialem dziewczyny, znajomi sa na zasadzie ,,czesc, co tam slychac?''. W ogole przebywanie z innymi nie przynosi mi satysfakcji i wiem, ze problem lezy we mnie.Z reszta ja sam ze soba czuje sie zle...Czesto nie mam sil zadbac nawet o swoja higiene..Mam zerowe, jakby to okreslic, ,,poczucie siebie''. We wtorek bylem u psychiatry, stwierdzil ,,depresje egzystencjalna'' i zapisal fluoksetyne.Najgorze bylo jego pytanie ,,dlaczego przyszedl pan dopiero teraz?''Boje sie ze jestem po prostu nieszczesliwym czlowiekiem i zadne leki tego nie zmienia.Nie chce sie ze soba meczyc przez kolejne xx lat...
\
Dla mnie jedyną przyjemnością w życiu był sport. Piłka nożna, bieganie, oglądanie relacji w telewizji, czytanie o sporcie, to po prostu była i nadal jest moja pasja. Jednak gdzieś rok temu zaczęły się problemy ze zdrowiem, które sprawiły że biegałem coraz mniej, aż w końcu od pół roku nie biegam już w ogóle. W piłkę grać chodzę rzadko, tylko wtedy jeśli znajomi dadzą znać że idą. Tak było wczoraj i... po raz pierwszy od dawna poczułem ogromną frajdę. Dla mnie piłka przy nodze sprawia że wpadam w inny, lepszy świat z którego najchętniej bym nigdy nie wychodził. Jeśli idzie o moje zdrowie to dobija mnie że nie wiem co mi jest, cały czas robię badania, może się okaże że wszystko przez moje problemy z samym sobą?

Dziewczyny podobnie jak Ty nigdy nie miałem. Baaa z dziewczynami to ja praktycznie nie rozmawiam. Zawsze wtedy moja blokada jest jeszcze większa. Znajomych mam z czasów gimnazjum, tylko dzięki temu że chodziliśmy na piłkę, więc te kontakty przetrwały, inaczej dziś nie miałbym nikogo. Ale nie są to znajomi z którymi jestem całkowicie szczery. Lubię przebywać w ich towarzystwie, czuję się wtedy świetnie bo to jedyni ludzie przy których jestem najbardziej sobą, ale mimo wszystko gdzieś ta moja blokada czasem zadziała.

Podziwiam że poszedłeś do psychiatry. Ja wiem że muszę to zrobić ale... nie mogę się ciągle przełamać.

[Dodane po edycji:]

arekadiusz napisał(a):Zdalem sobie sprawe z tego ze nie umiem nawiazywac relacji z innymi ludzmi, nie wiem o czym z nimi rozmawiac. Poza tym ludzie tez sie do mnie nie garna, co wiecej, mam wrazenie ze mnie unikaja, tak jakbym mial wypisane na czole ,,z tym gosciem lepiej sie nie zadawac''.Kilka razy uslyszalem ze dziwnie sie patrze, nie mam pojecia co to moze oznaczac.Z jednej strony ciagnie mnie do ludzi, a z drugiej chcialbym byc sam, i tak w kolko.Do tego mam duze kompleksy na punkcie swojego wygladu.Co prawda nikt nigdy sie ze mnie nie wysmiewal, mimo to moja samoocena jest na poziomie ponizej zera...Jestem po prostu toksycznym czlowiekiem, ktorego nalezy unikac... Dlatego jakikolwiek zwiazek z dziewczyna jest dla mnie abstrakcja.Zreszta mam znacznie obnizony poped seksualny, jakos mnie do tych dziewczyn nie ciagnie, nie wiem, moze po przejsciach z moja matka wrecz sie ich boje...Nie wiem, wszystko to jest takie poplatane ze sam tego nie ogarniam.Sam nie wiem dlaczego ja jeszcze zyje, co mnie tutaj trzyma? No bo przeciez nie mam dla kogo zyc, rodzina na wiesc o mojej smierci wzruszyla by ramionami i zylaby tak jak wczesniej, co gorsze, nie zyje tez dla siebie, nie odczuwam najmniejszej przyjemnosci z zycia, motywacji do tego zeby robic cos dla siebie...Nie ogarniam juz po prostu...

Też nie potrafię nawiązywać kontaktów z innymi ludzmi. 3 tygodnie nowych studiów a ja nie mam z kim pogadać... i klamka już chyba zapadła że po raz kolejny przerwę studia. Nie potrafię rozmawiać. Jeśli ktoś próbuje mnie zagadać najczęściej usłyszy bardzo krótką odpowiedz i stwierdza że z tym gościem gadać się nie da. Zupełnie inaczej wygląda gdy jestem w tej swojej grupce znajomych o których wspomniałem wcześniej, tam czasem potrafię gadać i gadać. U mnie też może jakimś problemem jest poczucie humoru, które nie wiem czy posiadam. W każdym razie jestem odbierany jako ponury gość. Ja zawsze lubiłem mówić że mam specyficzne poczucie humoru :) Lubię używać ironii, a tu wiadomo jeśli ktoś tego nie zrozumie to może być z tego więcej problemów niż pożytku.

Mi często zdaje się że ludzie na ulicy dziwnie się na mnie patrzą... Może to jakaś obsesja, a może coś w tym jest że mam wymalowane na twarzy by do mnie się nie zbliżać? Kompleksy na punkcie swojego wyglądu też niestety mam. Wielokrotnie myślałem o samobójstwie, bo nie widzę sensu życia, nie potrafię żyć. Ale na myśleniu się kończy. Bo oprócz tego że nie potrafię żyć to nie potrafię też się zabić... Od dziecka miałem jeszcze taki problem że nie potrafię podejmować decyzji. Może to mnie ratuje przed tym że nie potrafię sobie nic zrobić? Z drugiej strony cały czas jeszcze gdzieś tam we mnie tli się iskierka że może kiedyś będzie normalnie, że może uda mi się spełnić swoje marzenia.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Nic ciekawego...

przez arekadiusz 25 paź 2010, 17:38
Hmmm... Troche podnosi na duchu fakt ze z podobnym problemem/ami nie borykam sie sam. Oczywiscie jest to takie szczescie w nieszczesciu... Ja po prostu doszedlem do takiego momentu w zyciu, w ktorym przestalem udawac przed innymi, a takze przed soba ze jest Ok. Dosc mam tej swojej sztucznosci, tego udawania. Studia zawiesilem po 2 latach bo nie znioslbym tej codziennej ,,meki'' zycia w akademiku. Pisze ,,meki'' bo sam fakt mieszkania w akademiku jest fajny, ale pod warunkiem ze nie ma sie problemow ze soba.Do tego dochodza kwestie czysto edukacyjne, po prostu zero zainteresowania kierunkiem, w dodatku mam klopoty z pamiecia i koncentracja.Sam fakt ze zaliczylem te 2 lata jest jakims ogromnym fartem, niczym wiecej.Piszesz ze u Ciebie wszystko musialo byc przemyslane, przeanalizowane - mam tak samo. Z tym ze powiedzialem dosc, mam dosc tej calej krepacji, ale latwiej powiedziec- trudniej zrobic... Jestem na etapie ,,chce, ale nie moge'', mam jakies takie wewnetrzne napiecie...Nie moge znalezc ujscia pozytywnych emocji. Chce zeby to moje zycie bylo jakas przygoda,chce miec co wspominac, ale z jakichs powodow nie moge...Ostatnie 2 lata to juz w ogole opadanie krok po kroku na dno, na ktorym sie w koncu znalazlem.Denerwuje mnie fakt, ze inni ludzie majacy jakies zaburzenia, typu wlasnie nerwica czy depresja maja w miare normalne zycie, tzn sa w jakichs zwiazkach, maja osoby ktore je wspieraja, robia cos co sprawia im przyjemnosc czy chocby podrozuja i w ogole przezywaja jakies przygody. A ja mam pod tym wzgledem nic, jestem sam i nie widze za bardzo perspektyw na odmiane tej sytuacji.Z dziewczynami podobnie jak Ty, w zasadzie tez nie rozmawiam, nie mowiac juz o stworzeniu z jakas zwiazku, zdajac sobie sprawe ze wina lezy po mojej stronie.Nie pomaga mi tez fakt, ze jestem z nieduzej miejscowosci, gdzie praktycznie kazdy kazdego zna i krazace o mnie opinie na pewno nie sa pokrzepiajace... Wydaje mi sie ze u mnie znaczaca role odegralo to, ze od urodzenia matka chciala ze mnie zrobic ksiedza. Dowiedzialem sie ze bylo to wrecz jej marzenie.Tak jakbym mial cierpiec za innych... Ale to jest historia na zbyt dlugie opowiadanie. Ja dalem sobie rok-poltora na poprawe sytuacji,jezeli nic sie nie zmieni... Co do wizyty u psychiatry- tez dluuugo sie wahalem, wiem ze powinienem pojsc duzo wczesniej. W zasadzie wizytą u niego uratowalem sie przed samobojstwem... Nie masz nic do stracenia.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 paź 2010, 19:01

Re: Nic ciekawego...

przez Matias89 25 paź 2010, 18:52
arekadiusz napisał(a):Ja po prostu doszedlem do takiego momentu w zyciu, w ktorym przestalem udawac przed innymi, a takze przed soba ze jest Ok. Dosc mam tej swojej sztucznosci, tego udawania.

Ja cały czas jeszcze udaję, ale zaczyna mi brakować sił. Z zewnątrz pewnie wygląda dalej że ze mną wszystko ok, ale wewnątrz jest tak fatalnie jak jeszcze nigdy...

arekadiusz napisał(a):Studia zawiesilem po 2 latach bo nie znioslbym tej codziennej ,,meki'' zycia w akademiku. Pisze ,,meki'' bo sam fakt mieszkania w akademiku jest fajny, ale pod warunkiem ze nie ma sie problemow ze soba.Do tego dochodza kwestie czysto edukacyjne, po prostu zero zainteresowania kierunkiem, w dodatku mam klopoty z pamiecia i koncentracja.Sam fakt ze zaliczylem te 2 lata jest jakims ogromnym fartem, niczym wiecej.

W sumie to pewnie gdyby było ze mną normalnie to właśnie mieszkałbym w akademiku. Jednak przestraszyłem się takiej perspektywy, właśnie z powodu moich relacji z innymi ludzmi. Najpierw udawałem że przegapiłem termin składania papierów (w rzeczywistości zrobiłem to celowo), a następnie o wolne miejsca długo się ociągałem z telefonem i okazało się że miejsc już nie ma. Przez to codziennie tracę ok.2,40h na dojazd i powrót do domu co też mnie wykańcza... U mnie w tym momencie jest zainteresowanie kierunkiem, ale... czuję się zle na uczelni. Nie potrafię przeskoczyć swojego problemu. Czy można czuć się dobrze jak jedziesz 1,20h na uczelnię, tam nie masz z kim nawet pogadać. Zaliczasz zajęcia i wracasz przybity 1,20h do domu... Jeszcze gorzej jak są przerwy, wtedy bezsensu włóczę się po mieście. Kłopoty z pamięcią i koncentracją to jest coś co pojawiło się u mnie dopiero od niedawna, ale widzę że jest coraz gorzej...

arekadiusz napisał(a):Piszesz ze u Ciebie wszystko musialo byc przemyslane, przeanalizowane - mam tak samo. Z tym ze powiedzialem dosc, mam dosc tej calej krepacji, ale latwiej powiedziec- trudniej zrobic... Jestem na etapie ,,chce, ale nie moge'', mam jakies takie wewnetrzne napiecie...Nie moge znalezc ujscia pozytywnych emocji. Chce zeby to moje zycie bylo jakas przygoda,chce miec co wspominac, ale z jakichs powodow nie moge...Ostatnie 2 lata to juz w ogole opadanie krok po kroku na dno, na ktorym sie w koncu znalazlem.Denerwuje mnie fakt, ze inni ludzie majacy jakies zaburzenia, typu wlasnie nerwica czy depresja maja w miare normalne zycie, tzn sa w jakichs zwiazkach, maja osoby ktore je wspieraja, robia cos co sprawia im przyjemnosc czy chocby podrozuja i w ogole przezywaja jakies przygody. A ja mam pod tym wzgledem nic, jestem sam i nie widze za bardzo perspektyw na odmiane tej sytuacji.Z dziewczynami podobnie jak Ty, w zasadzie tez nie rozmawiam, nie mowiac juz o stworzeniu z jakas zwiazku, zdajac sobie sprawe ze wina lezy po mojej stronie.Nie pomaga mi tez fakt, ze jestem z nieduzej miejscowosci, gdzie praktycznie kazdy kazdego zna i krazace o mnie opinie na pewno nie sa pokrzepiajace... Wydaje mi sie ze u mnie znaczaca role odegralo to, ze od urodzenia matka chciala ze mnie zrobic ksiedza. Dowiedzialem sie ze bylo to wrecz jej marzenie.Tak jakbym mial cierpiec za innych... Ale to jest historia na zbyt dlugie opowiadanie. Ja dalem sobie rok-poltora na poprawe sytuacji,jezeli nic sie nie zmieni... Co do wizyty u psychiatry- tez dluuugo sie wahalem, wiem ze powinienem pojsc duzo wczesniej. W zasadzie wizytą u niego uratowalem sie przed samobojstwem... Nie masz nic do stracenia.

Od zawsze chciałem by moje życie było właśnie przygodą, zabawą. Wspomnienia? Lata szkolne to przemknąłem jak duch. Wszyscy mają jakieś fajnie wspomnienia, różne głupoty wtedy robili. A ja? A ja nic... Też trochę zazdroszczę osobom z depresją czy nerwicą, które mają jakieś bliskie osoby przy sobie które ich wspierają, przyjaciół, rodzinę, czy swoją drugą połowę. Ja nie mam nikogo z kim mógłbym szczerze pogadać o swoich problemach, o swoich planach, marzeniach itd. Pisałem wcześniej że mam tych znajomych z którymi chodzę na piłkę, ale nie są oni dla mnie aż tak bliskimi osobami z którymi móglbym gadać o wszystkim. Może jest tak z mojej winy? Ja trochę się zamykam na nich. Wczoraj byliśmy pograć w piłkę, wcześniej widzieliśmy się... 2-2,5 miesiąca temu. Oni chcą mnie wyciągnąć na piwo, a ja się wykręcam, że to, że tamto, a w rzeczywistości leżę na łóżku i nic nie robię. Często jak idą do pubu to już nawet do mnie nie dzwonią bo wiedzą że nie pójdę. A ja bym poszedł, tylko... no właśnie nie wiem co. Coś mnie blokuje.

Od momentu kiedy zdałem sobie sprawę że mam problem, czyli tak jak wspominałem jakieś 2 lata temu myślałem że sam sobie z tym poradzę. Czasem wydawało mi się że wszystko zaczyna iść już w dobrym kierunku, ale wtedy wystarczyło jedno jakieś wydarzenie, często błahostka i wszystko zaczynało się od nowa. Teraz myślałem że nowe studia, nowe miasto, nowi ludzie, zresztą jak też myślałem że się zmieniłem, bo podjąłem jak dla mnie dość ryzykowną i spontaniczną decyzję. Wszystko zapowiadało się pięknie i kolorowo, teraz miało się zacząć wreszcie prawdziwe życie, jednak to życie wszystko brutalnie zweryfikowało. Może dlatego teraz jest tak zle jak jeszcze nigdy, bo myślałem że wreszcie jest dobrze a okazało się że jest tak jak było. Dziś wiem że sam nie dam sobie rady, wiem że muszę iść do psychiatry, tylko jeszcze pozostaje się przełamać, ale wiem że muszę to zrobić bo to jest może jakaś szansa by wydostać się z tego szamba.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Nic ciekawego...

przez arekadiusz 25 paź 2010, 19:24
Wiesz co ja robilem mieszkajac w akademiku? Budzilem sie w poludnie, oczywiscie jesli wczesniej nie bylo zajec, w miare ogarnialem, po czym wychodzilem z tego akademika i wloczylem sie sam godzinami po miescie bez zadnego celu... Zalosne... I tak przez wiekszosc czasu.Sam nie wiem dlaczego nie potracil mnie wtedy jakis samochod albo nie wskoczylem pod pociag...Byloby po problemie.Oczywiscie zdarzalo mi sie z kims porozmawiac,ale te rozmowy byly tak zalosne, ze nawet nie pamietam o czym byly.Powiedzialem sobie ze koniec z tym, dopoki sie nie ogarne ze soba nie widze mozliwosci studiowania.Nienawidze siebie i tej calej mojej egzystencji.Patrze w lustro i widze pomarszczonego 80-latka, ktory jutro idzie sie odprowadzic na swoj pogrzeb.W ogole nie widze jakiejs przyszlosci i siebie w niej.Sprobowalem w koncu wizyty u psychiatry, lykam proszki i czekam... Nie wiadomo na co... Nie wiem, moze ja juz umarlem?
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
23 paź 2010, 19:01

Re: Nic ciekawego...

Avatar użytkownika
przez specjal 25 paź 2010, 19:59
Nie czytałem wszystkich postów ale zdam pytanie.Jak z rodzina?Z kolegami?Zadzwoń do kogoś siema idziemy pić.Potańcuj sobie na imprezach pograj w piłkę a będzie ok.Nie przejmuj się tym że lazisz po mieście.Kup sobie książkę poczytaj a będzie ok.Wszystko minie i będdzie ok. :P

[Dodane po edycji:]

Dla pocieszenia moje życie wygląda o wiele gorzej może to cię pocieszy.
Jam nie z soli ani roli,jam jest z tego co mnie boli.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
445
Dołączył(a)
31 maja 2010, 22:08
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Nic ciekawego...

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 26 paź 2010, 20:18
Jak bym przeżywał własne życie . To samo i ja mogę napisać . Też nie mam ambicji , nie mam planów . Jednie co robię to oglądam . seriale , programy zwłaszcza w Animal Planet , czytam książki . Rozmawiam na proste tematy , chodzę bez celu po mieście . Jestem nudny i mało ciekawy .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16466
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 22 gości

Przeskocz do