Mam dość...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Mam dość...

Avatar użytkownika
przez Viridian 16 paź 2010, 21:28
Ja brałam urlop dziekański na pierwszym roku z powodu nerwicy, można jak najbardziej.
Co do terapii, trzeba się po prostu przełamać i pójść do lekarza - najlepiej do przychodni specjalizującej się w problemach psychologicznych.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Mam dość...

przez SilentMelody89 16 paź 2010, 21:46
Cześć,

ja mam to samo. W październiku obchodziłam 21 urodziny i czuję,że przegrałam życie.. Nic mi się nie chce,kompletnie nie widzę sensu w niczym. Studiowałam pół semestru biotechnologię (początkowo chciałam na nia iść lecz stwierdziłam,że to nie to ). Rzuciłam , potem siedziałam w domu, zaczęłam pielęgniarstwo po połowie semstru znów rzuciłam. Rodzice też byli na mnie źli, mówili,że jestem leniem,wygodnicka itp. I wiesz,co ? Zapisałam się na kolejne studia bibliotekoznawstwo-chodze tydzień i wiem,że już dalej nie będę chodzić. Nie widzę sensu. Tylko,że ja mam trochę inny problem : chciałabym iść na stomatologię (ale zorientowałam się dopiero teraz) nie dlatego,że mi się to jakoś szczególnie podoba,ale dlatego,że takie pieniądze satysfakcjonowałyby mnie w przyszłości. Ogólnie mam ze sobą taki problem,że chciałabym mieć bogatszych rodziców,jeźdxić na wakacje, takich którzy mogliby mi opłacić studia wieczorowe,aparat na zęby(mam trochę krzywe). W dodatku czuję,że moja rodzina mnie nie kocha, nigdy nie czułam jakiejś szczególnej więzi , a do ciotki i wujka już nie jeżdżę na imieniny itp (bo tylko mnie denerwują swoimi przechwałkami co to sobie nie kupili,co nie robili itp). Czuję się okropnie.Nie chce mi się żyć,nie widzę sensu w NICZYM . Czuję,że uszczęśliwić mogłyby mnie tylko pieniądze,których nie mam.Maturę mam z rozsz chemii 80% z biol 65% polak 70podst angol 86podst. Ciągle płaczę i użalam się nad sobą :( i strasnzie zazdroszczę tym,których stać np na płatną medycynę. Próbuję sobie tłumaczyć ,że inni mają gorzej,nie mają co jeść,są chorzy itp,ale to nic nie daje:( Nie sprawia to że czuję się lepiej i że chce mi się żyć,bo nie wyobrażam sobie mojego życia nie wiem co robić :( . Na studiach mam dużo znajomych,z tym akurat nie mam problemu, ale mam inny problem , jak coś mi nie wyjdzie np to się zniechęcam,tak,że chcę wszystko rzucić.Albo np jak jest jakieś zaliczenie praktyczne to się denerwuję i chyba to widać po mnie :( .Chcoaiz teoria szla mi bardzo dobrze. Ogólnie błahostka może sprawić,że dopada mnie melancholia. Nie wiem co chcę robić w życiu ,kim być , mam idiotyczne (chyba) priorytety-kasa, chciałabym mieć fajniejszą rodzinę i czuję się zagubiona. Dziś nie wytrzymałam i ryszałam przy mamie 4 godziny i mówiłam o tym wszystkim. Na studia już nie będę chodzić i chyba pójdę do psychologa(tak sama czuję i tak mi radzą).Moj problem z psychika poglebia sie jak chodze na te studia dlatego ze wiem,ze nie chce tego robic (tzn studiowac tego kierunku) i to chodzenie jeszcze bardziej mi to uswiadamia,bo stale mysle o tym,ze jestem tu,a chcialabym byc gdzie indziej. A juz fakt ,ze po tym biblio nie ma pracy mnie doluje totalnie. Mam nadzieję,że do pracy na razie też nie bede musiaal isc ,bo sobie tego nie wyobrażam.Z pracą mam też tkai problem,że jak jest mało płatna itp ,to ja się nie chcę tkaiej podjąć. Wiem,że to głupie,ale nie umiem tego zmienić:(. myślę o jakiejś szkole policealnej żeby mieć jakiś zawód,ale naboru już nie ma,a poza tym nie wiem czy to dobry pomysł,bo kompletnie nie wiem co chciałabym robić. No i może podejme jakieś studia od przyszłego roku o ile rodzice się zgodzą , mam taką nadzieję i będę się modlić aby tam wytrwać, tlyko nie wiem na jaki e stuida iść? Mysle,ze teraz moze jezykow obcyhc sie poucze i pojde na poloznictwo,jakby cos to najwyzej za grnaica bede pracowac. Nie jest to spelnienie moich marzen ,ale one sie juz nigdy nie spelnia :( Czuje ze przegralam zycie :( i jest mi bardzo smutno . Nie wiem co robić! :( Jestem z okolic Krk. Przepraszam za błedy i chapotyczny tekst,ale szybko pisałam. Mam straszny problem ze soba:(:(:( Pozdraiwam Was! Trzymajcie się!

P.S w dodatku brak mi pewności siebie w niektorych sytuacjach:(
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 paź 2010, 21:17

Re: Mam dość...

przez michał88 17 paź 2010, 08:38
Widzisz w życiu nigdy światło nie rozświetli mroku....
Od najmłodszych lat rodzice dawali mi do zrozumienia jak żałosny jestem...
Każdy był lepszy a to Łukasz, a to Jacek czy Adam.Po latach można powiedzieć jak wyszli jeden studia 3 razy zaczynał i nie kończył , wiezienie a ostatni siedzi w domu...

Aby ich usatysfakcjonować i choć raz usłyszeć że są ze mnie dumni zrobiłem wiele.W wieku 18 lat chciałem wyjechać z domu miałem możliwości, Anglia lub Islandia. Ale moi rodzice uważali że tylko studia . Liczyłem na pomoc mamy (gdy ojciec ja zdradzał czy wyżywał trzymałem jej stronę, co sprawiło że Ojciec mnie znienawidził) ale ona wybrała jego stronę .Mimo obietnicy że zdecyduje a ona to uszanuje . Przez 3 lata studiów testowali moją wytrzymałość(Traktowali jak własność , jedz na działkę pracować , pożycz pieniądze na dom) . Patrzyli uśmiechem jak pogrążam się w depresji, porzucam jakich kol wiek kolegów i zamykam się w pokoju, nie rozmawiam z nikim.Ważne było że realizowałem ich cele , sprzedałem siebie .
Nienawidziłem sam siebie ale liczyłem że poświęcony czas nad książkami oraz praca włożone w studia zaprocentują, znalezieniem pracy dzięki której wyjadę...Ale jak powiedziałem sprawiedliwości nie ma , boga nie ma ....Gdy miałem problemy na studiach nigdy nie mogłem liczyć na ich pomoc czy zwykłą rozmową . Zawsze kończyła się porównaniem do innych, którzy problemów nie mają czy ogólnymi oskarżeniami.
Na studiach musiałem znosić szyderstwa za swoimi plecami (bo ja chodziłem do biblioteki a grupa do pubu), ja się udzielałem a oni siedzieli i grali na komórkach. Ja byłem SYNEM BOGATYCH RODZICÓW I MIAŁEM DOM - Ciekawe że zapomnieli jak przychodziłem z bolącymi rękami i nie podawałem ręki od odcisków. W gimnazjum miałem jedną bluzę a w lo polar ...Nie muszę mówić iż była ona przedmiotem drwin ??

Po studiach oddałem im dyplom nie otrzymałem nawet "Dziękuje"-a zależało mi na nim.Pracy nie było i nie ma ...Pracuje za głodowe pieniądze w myjni z ludźmi po zawodówce którzy ze mnie się nabiją . Pracuje po 12 H , zeszły miesiąc zamknąłem w 220 h... A za te pieniądze nie mogę nająć mieszkania wyżywić etc...


Nie mam i nie miałem dziewczyny bo kiedy miałem ją mieć ?
W gimnazjum z jedną bluzą i pracując na budowie ?
Może w LO , z polarem i bez pieniędzy pożyczonymi na materiały ? Z bolącymi rękoma ??

Tamtego dnia gdy rodzice pisali historie o pójściu na studia , nazwali mnie głupcem , nieukiem i idiotą .Obiecałem sobie Że nigdy tak o mnie nikt nie powie....rzuciłem się w wir książek. Czytałem po 5 tygodniowo. I co ztego ??
Jedna dziewczyna powiedziała wprost"Przy tobie zawsze czuje się głupia ", inna"nie wymądrzaj się " - nigdy się nie wymądrzam , nie wypominam że mam studia ...to dla mnie wstyd bo studia nic mi nie dały 3 lata zmarnowane ; a to co jest teraz to moja ciężka prac w domu.
Jak mam żyć ?? Żyje nadzieją że wyjadę i osiągnę sukces znajdę pannę co mnie pokocha ...ŻART ?? Pewnie tak
Dobra jede busem by się przewietrzyć....
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
31 sty 2009, 21:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mam dość...

przez Matias89 17 paź 2010, 10:17
SilentMelody89 napisał(a):ja mam to samo. W październiku obchodziłam 21 urodziny i czuję,że przegrałam życie.. Nic mi się nie chce,kompletnie nie widzę sensu w niczym. Studiowałam pół semestru biotechnologię (początkowo chciałam na nia iść lecz stwierdziłam,że to nie to ). Rzuciłam , potem siedziałam w domu, zaczęłam pielęgniarstwo po połowie semstru znów rzuciłam. Rodzice też byli na mnie źli, mówili,że jestem leniem,wygodnicka itp. I wiesz,co ? Zapisałam się na kolejne studia bibliotekoznawstwo-chodze tydzień i wiem,że już dalej nie będę chodzić. Nie widzę sensu. Tylko,że ja mam trochę inny problem : chciałabym iść na stomatologię (ale zorientowałam się dopiero teraz)

Faktycznie bardzo podobnie do mnie. Pierwsza ochrona środowiska, myślałem że będzie fajnie, okazało się że to jest ochrona środowiska nieożywionego (skały i takie tam), no ale to agh więc ciężko się było dziwić, to było moje gapiostwo. Po tygodniu wiedziałem że nie skończę tego kierunku, jeszcze jakoś to ciągnąłem przez 2-3 miesiące, zacząłem coraz więcej opuszczać i włóczyłem się po mieście. Następnie była szkoła policealna, turystyka. Wydawało się ok, ale oprócz mnie na zajęcia chodziły tylko... 2 osoby. Dla mnie to była masakra bo przy takiej ilości osób trzeba było coś się odzywać na zajęciach, ale dla mnie zawsze to był problem. Zrezygnowałem. Następnie rok temu czerwiec/lipiec, wszyscy w około zaczęli naciskać że muszę iść na studia, że będę nikim jeśli studiów nie skończę itd. Takie słowa dokładnie usłyszałem od mamy, że będziesz nikim. Ja jak to ja siedziałem cicho, tak jest zawsze nawet jak się we mnie gotuje, nawet jakbym chciał ryknąć, to nie potrafię. Jestem jak worek bokserski w który każdy może ładować i wyżyć swoją frustrację, a ja swojej złości nigdy nie uzewnętrzniam, albo robię to rzadko... W końcu złożyłem papiery dla świętego spokoju, nawet widziałem że się nie dostanę, i zakładałem że jak się dostanę to jeśli mi się nie będzie podobać to i tak zrezygnuję po kilku tygodniach. Chciałem dać sobie czas, bo myślałem że w tym okresie zdążę coś wymyślić. Rodzice oczywiście mówili że muszę iść gdziekolwiek, by cokolwiek skończyć i mieć te idiotyczne trzy litery przed nazwiskiem. W tamtym okresie często nie spałem pół nocy, płakałem, nie wiedziałem co zrobić ze swoim życiem. Co przeżywałem wtedy wiedziałem tylko ja. Na studia się nie dostałem. Przez rok praktycznie nie robiłem nic, zaszyłem się w pokoju, na wiosnę poroznosiłem ulotki po skrzynkach i za wycieraczki, chyba praca w sam raz dla mnie bo nie mam kontaktu z innymi ludzmi, do tego malowałem też pokoje u ciotki. Parę miesięcy temu przyszła decyzja na kolejny wybór. Od maja wiedziałem że jeśli gdzieś złożę papiery to tylko na AWF do Katowic, bo zarządzanie sportem to jedyny kierunek który mnie zainteresował (dalej uważam go za ciekawy). Poza tym myślałem że wreszcie się wyrwę, że odetnę się w jakimś sensie od mojej rodziny, że zacznę życie, że jakoś sobie to wszystko poukładam. Miało być pięknie, a nie jest... Nie dość że codziennie dojeżdzam do Katowic (ok.1.20 w jedną stronę) i mam dość, to najgorsze w tym jest to że robię to co zawsze nie mogę się z nikim dogadać. Zachowuję się jak dzikus, wszyscy na pewno już sobie myślą nie będziemy sobie zawracać głowy tym dziwakiem. Dalej uważam że jeśli mam skończyć jakiekolwiek studia to są to właśnie te studia, ale... powiem szczerze nie wierzę już bym skończył ten rok. Po prostu dla mnie już zaszło to za daleko, kiedyś siedziałem w autobusie jadąc do Katowic i tak mnie nakręciło że, poczułem taką słabość nóg, że myślałem że nie wstanę... Nie wiem czy to z nerwów, czy może mam jakąś chorobę, choroby staram się po kolei wykluczać. Do tego teraz wszyscy na mnie naskakują żebym załatwił sobie akademik (wolne miejsca). Oni myślą że ja tego nie robię bo tak jestem przywiązany do domu, a prawda jest taka że nie robię tego z powodu moich problemów w kontaktach z ludzmi, po prostu dla mnie to byłaby masakra... Wczoraj właśnie w tej sprawie mi się oberwało, a ja jak to ja. Włączyła się moja blokada i choć miałem ochotę coś odpowiedzieć, nie być tym workiem do wyładowywania przez innych swojej frustracji, stałem bez słowa... Nie wiem co dalej mnie czeka.

SilentMelody89 napisał(a):nie dlatego,że mi się to jakoś szczególnie podoba,ale dlatego,że takie pieniądze satysfakcjonowałyby mnie w przyszłości. Ogólnie mam ze sobą taki problem,że chciałabym mieć bogatszych rodziców,jeźdxić na wakacje, takich którzy mogliby mi opłacić studia wieczorowe,aparat na zęby(mam trochę krzywe). W dodatku czuję,że moja rodzina mnie nie kocha, nigdy nie czułam jakiejś szczególnej więzi , a do ciotki i wujka już nie jeżdżę na imieniny itp (bo tylko mnie denerwują swoimi przechwałkami co to sobie nie kupili,co nie robili itp). Czuję się okropnie.Nie chce mi się żyć,nie widzę sensu w NICZYM . Czuję,że uszczęśliwić mogłyby mnie tylko pieniądze,których nie mam.

Ja z pieniędzmi nigdy nie miałem problemu. Nie chodzi mi o to że jestem bogaty itd., ale po prostu nie mam takiego parcia by mieć kupę kasy. Wiadomo że czasem chciałbym coś tam mieć ale nie mogę sobie na to pozwolić, dużo częściej zdarza mi się jednak że mam na coś kasę chcę coś kupić, ale nie mogę się na nic zdecydować. Tak to u mnie bywa, nie chcę wziąć odpowiedzialności za swój wybór. Albo po prostu nie wchodzę do danego sklepu, bo unikam kontaktu z ludzmi, dla mnie najlepsze są te wielkie sklepy, samoobsługowe. Unikam tych gdzie wchodzisz a tam tylko sprzedawca i wiadomo że pewnie będzie trzeba coś rozmawiać. Dla mnie najważniejsze żeby w przyszłości móc robić to co lubię i zarabiać tyle pieniędzy bo móc spokojnie żyć i się bawić. By móc trochę podróżować, by móc spełniać swoje marzenia. Pieniądze szczęścia nie dadzą, nawet jak będziesz ich miała cała masę to pewnie i tak będziesz miała problem. Będziesz miała kupę kasy i zobaczysz że i tak czegoś ci brakuje. To jest tak jak ze mną, dokądkolwiek bym nie uciekł to i tak mój problem jest we mnie i za mną cały czas podąża. Cokolwiek bym nie zrobił to problem jest we mnie i zawsze będzie dopóki się go nie pozbędę.

SilentMelody89 napisał(a):Mysle,ze teraz moze jezykow obcyhc sie poucze i pojde na poloznictwo,jakby cos to najwyzej za grnaica bede pracowac. Nie jest to spelnienie moich marzen ,ale one sie juz nigdy nie spelnia :( Czuje ze przegralam zycie :(
P.S w dodatku brak mi pewności siebie w niektorych sytuacjach:(

Ja też planuję co bym ewentualnie mógł robić przez ten kolejny rok gdybym rzucił studia. Do pracy pewnie nie pójdę, znowu włączy się blokada. Mam jakieś plany co zrobić itd., ale czuję tak jak napisałem wcześniej cokolwiek zrobię, gdziekolwiek się udam to mój problem będzie podążał za mną jak cień...

PS. Ja cały czas wierzę że marzenia się spełniają i tego się trzymajmy :) Jakby nie ta jedna myśl to być może mnie już by na tym świecie nie było.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez agi114 17 paź 2010, 10:33
Mój syn ma identycznie to samo. W trakcie terapii miał lepsze momenty, jak to nazwał momenty "bez depresji". Podobało mu się to i to bardzo. Ale tak jak Ty nie potafi spowodawać aby tak czuć się częściej. Mam wrażenie że tak sie boi wyjścia z tej skorupy, ze az się cofa i pogłębia swoją depresję. Nie mogę nic zrobić. On musi sie przełamać. Dean bardzo mądrze pisze.
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
26 lip 2010, 16:14
Lokalizacja
nad morzem

Re: Mam dość...

przez Matias89 17 paź 2010, 10:36
michał88 napisał(a):Aby ich usatysfakcjonować i choć raz usłyszeć że są ze mnie dumni zrobiłem wiele.

Na mnie nigdy nie było jakiejś wielkiej presji rodziców, no może to była tak presja podświadoma. W każdym razie nigdy nie miałem problemów z nauką, poza jednym rokiem po którym zmieniłem szkołę. Na świadectwach przeważnie 4-5, rzadko 3, ale niżej nie schodziłem. W sumie nie dawało mi to żadnej satysfakcji, nawet jak w liceum pierwszy rok poszedł mi jak z płatka i miałem pasek na świadectwie. Wydawało mi się wtedy że to bardziej moi rodzice są z tego zadowoleni niż ja. Dla mnie to czy miałem średnią 4.8, czy 3.5 tak naprawdę nie miało żadnego znaczenia. Dla nich pewnie jakąś tam miało, mogli się chwalić jakiego to mądrego syna mają. A jak wiadomo nauka w szkole z mądrością nie ma nic wspólnego. Mam pamięć fotograficzną, zapamiętywałem układ w książkach zeszytach, następnie przy sprawdzianach, kartkówkach, było tak jakbym w pamięci odtwarzał te strony i pisałem... Pisemnie byłem świetny, jeśli jednak chodziło o pytanie na forum całej klasy przychodziła blokada. Nigdy nie byłem aktywny na lekcjach. Dziś wydaje mi się że może rodzice nigdy nie wywierali presji ale głównie uczyłem się dla nich nie dla siebie. Gdy wyrobiłem sobie opinię 4-5 ucznia z wzorowym zachowaniem, to sam sobie narzucałem presję by tego nie stracić, nie pozwalałem sobie na żadne błedy, bo co by sobie pomyśleli nauczyciele, koledzy z klasy, rodzice. Może sam narzuciłem sobie taką presję. Presję która pozbawiła mnie trochę życia, dziś uważam że za dużo spędziłem nad książkami. Sszkołę mogłem skończyć z beznadziejnymi ocenami, a maturę zdać tak jak zdałem. Matura to test na inteligencję, a nie na wiedzę (no może z wyjątkiem kilku przedmiotów). Na polski, angielski i geografię (roz) się nie uczyłem, zdałem bez problemów, tylko na biologię się uczyłem i też zaliczyłem bezproblemowo.

michał88 napisał(a):Jak mam żyć ?? Żyje nadzieją że wyjadę i osiągnę sukces znajdę pannę co mnie pokocha ...ŻART ?? Pewnie tak

To jest to samo... Też myślisz że wyjedziesz i uciekniesz, że problem nagle się sam rozwiąże. Nie rozwiąże się... On pojedzie z tobą gdziekolwiek się udasz.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez agi114 17 paź 2010, 10:40
Dean pisał o szpitalu psychiatrycznym - popieram. Syn chce sie położyć na oddział. Moim zdaniem to totalna głupota bo to jest ucieczka. Wymyslił sobie że na pewno ma uszkodzony mózg i tam to wykryją. I nareszcie bedzie mógł spokojnie żyć, nie trudząc się terapią i własnym strachami. Bo wtedymi i tak się nie da nic zrobić. Strach mojego syna jest tak wielki że chce się schować. Nie rób takiego błędu. Idż na leczenie a przede wszystkim chciej się leczyć i przełamywać lęki.
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
26 lip 2010, 16:14
Lokalizacja
nad morzem

Re: Mam dość...

przez Matias89 17 paź 2010, 10:51
Na pewno nie chcę iść do szpitala. Też uważam że to byłby błąd, bo odcinam się od świata i pewnie jeszcze trudniej byłoby mi do niego wrócić. Ale jestem coraz bardziej zdecydowany by iść do psychiatry czy psychologa. Tak naprawdę dopiero niedawno uświadomiłem sobie że mam problem, poważny problem z którym sam sobie nie poradzę, bo nie radzę z nim sobie już od dawna. Teraz wkraczam już w dorosłe życie i jeśli się z nim nie uporam to nie wyobrażam sobie życia w tym świecie...

Ogólnie ostatnie dni czuję się lepiej, ale to pewnie dlatego że piątek, sobota i dziś totalnie wolne, bez żadnej presji czy obowiązków, do tego oglądałem w czwartek i piątek fajne filmy, które pozwoliły zapomnieć o problemach. Od momentu gdy zaczęły się studia czyli od 1.10, tak dobrze się nie czułem, może tak dobrze nie czułem się od jeszcze dłuższego czasu. Ale jutro pewnie wszystko wróci do normy, choć... nie wiem czy pojadę na studia. Dostaliśmy na ćwiczenia zadanie do przygotowania, nawet go nie przygotowałem, nie wyobrażam sobie bym miał z niego odpowiadać przed całą grupą, to mnie paraliżuje i sprawi chyba że zamiast w na uczelni zaszyję się gdzieś na mieście... Wczoraj byłem na zawodach (sam nie uczestniczę, bo mam problemy z nogami) z moją siostrą i jej znajomymi. Na zawodach nie byłem już od pół roku (nie mogę brać udziału, ale byłem jako fotograf), i było super. Poczułem się dużo lepiej, bo widziałem uśmiechniętych, bawiących się ludzi, a nie roboty chodzące po ulicach miast. Naprawdę było fajnie, może dlatego też polepszył się mój stan. Ale tak jest zawsze, tak jak pisalem (film, książka, zdarzenie), i czuję się ok, następnie jakieś wydarzenie i jest dół (tak będzie jutro...)
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez michał88 17 paź 2010, 10:57
To jest to samo... Też myślisz że wyjedziesz i uciekniesz, że problem nagle się sam rozwiąże. Nie rozwiąże się... On pojedzie z tobą gdziekolwiek się udasz.
Widzisz moim problemem są roszczeniowi RODZICE, którzy uważają że im się należy ...Ze mną problemów nie mieli jak np. z moim bratem...Jemu pozwoli na to co mi było zakazane.
Z wyjazdem rozwiążą się 3 problemy :
Nie będę ich :
-Widział
-Mieszkał
-Wysłuchiwał ich pretensji i złości
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
31 sty 2009, 21:32

Re: Mam dość...

przez Matias89 17 paź 2010, 12:20
Viridian napisał(a):Ja brałam urlop dziekański na pierwszym roku z powodu nerwicy, można jak najbardziej.

Po roku wróciłaś? Udało ci się poradzić z problemem i zacząć ponownie studiować? Studiujesz czy może już skończyłaś studia?

michał88 napisał(a):Z wyjazdem rozwiążą się 3 problemy :
Nie będę ich :
-Widział
-Mieszkał
-Wysłuchiwał ich pretensji i złości

Może... Ale według mnie problem zawsze jest w nas a nie w innych i otoczeniu. Ja też zawsze zwalałem winę że to przez to, że to przez tamto jestem nieszczęśliwy i mam już dość. Podczas mojego pierwszego studiowania nie mogłem się dogadać z ludzmi, czyli to o czym pisałem wielokrotnie. Wiesz jakie sobie wtedy znalazłem wytłumaczenie? Że to z nimi coś jest nie tak a nie zemną, że ja jestem normalny a oni są dziwni i że nie potrzebuję z nimi w ogóle gadać. Wmawiałem sobie że kiedyś spotkam normalnych ludzi a nie takich dziwaków. W rzeczywistości to ja jestem dziwakiem a nie oni. Przekonałem się o tym podczas ostatnich dni gdy wszystko dzieje się tak samo, i wiesz co moja głowa też mi mówi że to oni z nimi coś jest nie tak, jednak tym razem wiem już że tak nie jest.

Twierdzisz że Twoim problemem są tylko rodzice, że jak pozbędziesz się ich z życia to będzie wszystko normalnie. Według mnie nie będzie. Dlaczego nie wyjechałeś skoro chciałeś? Rodzice których tak nienawidzisz cię przekonali? Dlaczego ich posłuchałeś? Gdy traktowali cię tak jak cię traktowali, dlaczego się na to godziłeś? Co chciałeś zyskać czy osiągnąć? Ja też mam podobny problem, co pewnie można wywnioskować z tego co piszę. Mam pretensje do swoich rodziców, jednak to zawsze ja decydowałem, mogłem powiedzieć nie, mogłem coś zrobić a nigdy tego nie robiłem. Myślałem że jak w jakimś sensie odetnę się od swojego starego życia wybierając inne miejsce na studia to stanę się nagle szczęśliwy i wszystko samo się poukłada. Nie poukładało się bo gdziekolwiek się nie ruszę tam wiozę że sobą swój problem.

Nie wiem może w twoim przypadku jest inaczej, byłoby dobrze gdybyś tak po prostu mógł się pozbyć swojego problemu, życzę ci tego by ci się to udało.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez michał88 17 paź 2010, 13:26
Widzisz to nie jest normalna rodzina gdzie ojciec ciągle krzyczy, wprowadza terror. W 4 klasie uciekłem z domu, w 5 miałem limo i naderwane ucho ...mam mówić kto mi to zrobił ?? -Normalne ?? Dlatego chciałem wyjechać...Dam ci inny przykład o wczoraj "Michał wyrzuciłem ci Trampki bo ...idzie zima , aaa i pożyczyłem twój aparat ale już go oddałem" -to jest normalne ??

Dlaczego nie wyjechałem ?? Miałem rozmowę z rodzicami a raczej monolog . Jak wyglądała prosze bardzo .
USiądz na środku pokoju po 1 i po 2 stornie niczym prokurator i sędzia : JAk nie chcesz iść na studia ?? Jak my wyjdziemy przed Ciotkami ? Wiesz że z pracy będe musiała siebie zwolnic co tam powiedzą o mnie ?? inni głupsi studiują a ty nie ?? Ja ci nie pozwolę ??To tylko początek
Potem były groźby ...Wyprzemy się Ciebie , Nie jesteś naszym synem, ja ciebie tyle chowałam niewdzięczniku ....A na wyjazd potrzebowałem pożyczki na bilet nic wiecej .
Zresztą ojeciec powiedział jasno "Zdecydowałem idziesz na studia za CIEBIE !! "; potem niby mówili że podczas wakacji na studiach też moge wyjechać ...KŁAMALI bo za każdym razem na przełomie maj czerwiec pożyczali a raczej brali pieniądze na dachówki a to na ogrodzenie bo VAT do góry ! i mówili za rok ... A godziłem bo marzyłem o styłacji gdy sami z siebie powiedzą głupie DZIĘKUJE albo Że sa ze mnie dumni .Ale jak ktoś przyjeżdżał to byłem im potrzebny do GRILLA (lubie grillować)
Nawet nie wiesz jak ostatnio mało się nei poryczałem jak siedział obok mnie dziewczyna pełno kolczyków dredów i mówiła do kumpeliże ojciec jej powiedział że jest z niej dumny ...moi nie pozwoli mi mieć dłuższych włosów niż 12 cm !!!!!!!
Dam ci przykład ich możliwości były moje imieniny ...zapomnieli tego dnia jechałem z ojcem po pralkę traktował mnie gorzej jak robola !! Krzyczał ...MAtka kazała mi wziąć książeczkę i zawieść do siebie do pracy , a tu w połowie drogi mówi że jeszcze jedną muszę !!! a jak dzwoniła 3 razy pytałem czy wysiąść 2 też ??

Co bym osiągnął wszytko co bym chciał poza 3 punktami to bym miał :
Mieszkanie wynajęte i bym nie słyszał że mnie CHOWAJĄ
Prace za godną kase a jak nie to przynajmniej wiem czemu mam gorszą praca (bo jestem polakiem ) teraz napierdalam 220 h miesięcznie !!!!
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
31 sty 2009, 21:32

Re: Mam dość...

przez Matias89 18 paź 2010, 17:02
Ta pogoda jeszcze bardziej mnie przybija... Ludzie mnie przybijają, smutni, pogrążeni w myślach, poubierani na ciemno, maszyny... Ostatnio jezdzę po Śląsku przybijają mnie te kamienice, ruiny, bród, smród. Patrzę na i widzę zmęczonych ludzi, ludzi których życie przypominało pewnie dzień świstaka, codziennie było tak samo. Ludzi którzy porzucili swoje marzenia, bo przecież trzeba było zarabiać. Ludzi którzy robili wszystko by w przyszłości było im lepiej, w rzeczywistości całe życie poświęcili by było im lepiej, choć nigdy lepiej im nie było... Zmarnowali, przegrali, stracili swoje życie. Ech i znowu dół...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

Avatar użytkownika
przez Viridian 18 paź 2010, 22:20
Matias89 napisał(a):Po roku wróciłaś? Udało ci się poradzić z problemem i zacząć ponownie studiować? Studiujesz czy może już skończyłaś studia?



Rozpoczęłam drugie studia, przerwałam te studia, wróciłam na pierwsze i (z potknięciami pod drodze) skończyłam. :D Potem były pierwsze studia doktoranckie, z których zrezygnowałam i zaczęłam drugie. :lol: nienauczalna jestem

Leczenie depresji niestety potrafi trwać długo, więc lepiej jest starać się nie rezygnować z nauki lub pracy (ale nie zawsze jest to możliwe). Moim zdaniem warto jest porozmawiać o tym z terapeutą albo kimś bliskim. Czasami druga osoba potrafi lepiej doradzić, bo w depresji człowiek potrafi pogrążyć się w takim dole, że nie widzi żadnych rozwiązań - gdyby nie pomoc psychiatry nie skończyłabym studiów w ogóle.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 22 gości

Przeskocz do