Mam dość...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Mam dość...

przez Matias89 10 paź 2010, 18:42
Witam. Nie mam już na nic siły, nie wiem co robić i postanowiłem wywalić z siebie wszystko tu na forum. Mam 21lat i mam już dość życia. Nie wiem od czego zacząć... Od zawsze miałem problemy z samym sobą, ale nikt tego nie widział albo nie chciał zauważyć. Wszystko zrzucano na to że jestem nieśmiałą, cichą, zamkniętą w sobie osobą. Jednak w głębi duszy wiem że nie jestem osobą nieśmiałą... Nie wiem jak to wytłumaczyć mam w sobie jakąś po prostu blokadę. Chciałbym coś powiedzieć ale nie mogę... Cały czas mam wrażenie że wystarczy rozbić szybę a wszystko nagle by się zmieniło, że potrzeba tak niewiele by to zrobić, ale nigdy się nie udaje... Mam 21lat i nie mam przyjaciół... Nie mam nikogo z kim mógłbym być szczery, nikogo z kim mógłbym porozmawiać o wszystkim. Rodzina? Niby wszystko ok, niby... Dziś wiem że nigdy nie byliśmy prawdziwą rodziną, wszystko było sztuczne. Z rodzicami nigdy nie rozmawiałem szczerze, w ogóle praktycznie rzadko ze sobą rozmawiamy. Obie siostry starsze o kilka lat więc nigdy też nie mieliśmy ze sobą dobrego kontaktu. Czuję się okropnie... 21lat zmarnowanego życia, 21lat bezwartościowego życia, najlepsze lata mojego życia właśnie przelatują mi przez palce, czas ucieka a ja tracę swój najlepszy okres. Studia? Długo się miotałem. Najpierw były studia na które nie chciałem iść, skończyło się po dwóch miesiącach ale być może byłoby inaczej gdybym... umiał nawiązać kontakt z innymi. Nie potrafiłem, stałem się odludkiem, nie potrafiłem odezwać się do innych, a inni nie mieli ochoty wyciągnąć do mnie ręki. Zrezygnowałem. Poprzedni rok nie robiłem nic. W tym roku podjąłem decyzję o studiach w innym mieście. Myślałem że to jest to. Z jednej strony kierunek na którym bardzo mi zależy, który mnie interesuje, z drugiej strony ucieczka z domu w którym już nie mogę wytrzymać. Nie mogę wytrzymać gdy widzę nawyki moich rodziców, gdy widzę jak ich każdy dzień jest taki sam jak poprzedni. Nie mogę wytrzymać gdy jestem w stanie przewidzieć co za chwilę zrobią czy powiedzą, mam tego dość. To miał być nowy start. Myślałem że w obcym mieście jakoś to wszystko samo się poukłada, tym bardziej że byłem pozytywnie nastawiony, sądziłem że najgorsze mam już za sobą, że teraz będzie już tylko lepiej.

Niestety nie jest... Jest tylko gorzej. Mam dość fizycznie i psychicznie. Od roku męczą mnie problemy mięśniowe i ogólne zmęczenie, chodzę po lekarzach, ale to nie jest jeszcze wielki problem. Byłem w stanie żyć z tym cały rok, dałbym radę i teraz. Niestety nie wytrzymuję psychicznie na studiach... Miało być inaczej, miało być lepiej ale... to jest powtórka sprzed dwóch lat. Nie radzę sobie nie potrafię nawiązać kontaktu z ludzmi, jestem znowu z boku, jestem odludkiem, który nie może się z nikim porozumieć. Potworzyły się już grupy, a ja znowu jestem sam. Zresztą nie widzę wśród tych ludzi nikogo z kim móglbym nadawać na tych samych falach. Wiecie że na studiach nie da się być odludkiem, bo tu potrzeba mieć kontakt z ludzmi z grupy, ja go nie mam i nie sądzę bym go znalazł, po prostu nie jestem w stanie przekroczyć tej blokady siedzącej we mnie. Studia wydają się być ciekawe, ale ja nie dam rady... :( Na wykładach i ćwiczeniach nie potrafię się skupić, moja uwaga jest rozproszona, czuję się jak worek bokserski każdy może mi przywalić a ja nie oddam. Czasem chciałbym coś powiedzieć ale nie potrafię... Do tego bóle mięśni które znoszę coraz gorzej. Do tego ucieczka z domu się nie udała, cały czas dojeżdzam... Codziennie po ok.1,5h w jedną stronę. Wstaję o 6-7, w niektóre dni wracam 21:30... O akdaemik nawet nie złożyłem papierów, nie byłbym w stanie tam żyć, a wynajęcie mieszkania w tym momencie nie wchodziło w grę. Mam totalnie dość. Ktoś powie że narzekam, że to dopiero pierwszy tydzień, ale nie ja już nie mam siły, czuję że nie skończę tych studiów nie dam rady :(

Nie wiem co robić? W mojej głowie jest cała masa myśli. Nie mam z kim o tym pogadać... Wiem że jeśli nie zrobię czegoś z sobą to może się to skończyć tragicznie... Nie ma co kryć że miałem już myśli samobójcze, nawiedzają mnie już od kilku lat. W ostatnich dniach znowu wróciły, ale nie mam tyle odwagi by to zrobić, tym bardziej że... ja chcę żyć. Zastanawiam się, może rzucić studia i iść się leczyć psychicznie? A jeśli się uda doprowadzić do normalności, spróbować znowu za rok? Po raz pierwszy w swoim życiu wczoraj przyznałem się sam przed sobą że mam problem z którym sobie nie radzę i wiem że jeśli czegoś z tym nie zrobię to moje życie albo będzie masakrą, albo skończy się już niedługo. Póki co mam w głowie kilka planów. Ciągnąć te studia, ale wiem że za parę tygodni z nich zrezygnuję, powiem o tym rodzicom, którzy zjadą mnie totalnie, niedadzą żyć, nie zrozumieją, każą iść do pracy a ja nie będę w stanie iść do pracy bo... nie dam rady, nie wytrzymam tego psychicznie, nie zniosę tego... Druga opcja to powiedzieć rodzicom prawdę, że sobie nie radzę z samym sobą, powiedzieć co planuję, iść się leczyć zrobić coś z tym, bo nie wyobrażam sobie żeby moje życiem miało tak dalej wyglądać. Trzecia opcja to rzucić studia i uciec z domu, nie wiem gdzie, nie wiem jak. Odciąć się od tego wszystkiego, zapomnieć, uciec. Czwarta opcja to... samobójstwo, ale nie mam tyle odwagi.

Mam marzenia, mam plany, chciałbym je realizować. Chciałbym żyć pełnią życia, chciałbym by życie było zabawą. Chcę żyć normalnie.Chciałbym mieć przyjaciół z którymi będę mógł rozmwiać o wszystkim, chicałbym mieć kogoś bliskiego z kim założę rodzinę. Chcę potrafić odezwać się w tłumie, chcę potrafić normalnie rozmawiać. Chcę być normalny. Chcę, ale nie potrafię... :( Czuję że móglbym żyć normalnie, ale nie potrafię rozbić tej szyby, która odgradza mnie od świata. Mam już 21lat, czuję się staro, moje życie przelatuje między palcami, moje najlepsze lata uciekają, nie wiem co zrobić... Kolejny rok stracony? Dwa lata już straciłem... I co dalej? Tak jak teraz nie potrafię żyć, to prędzej lub pózniej skończy się tragicznie.

Przepraszam że tak dużo napisałem, ale musiałem gdzies to wyrzucić, zresztą i tak czuję że nie napisałem wszystkiego...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez Matias89 10 paź 2010, 20:03
Problemem nie są tylko studia, ogólnie nie daję rady w tym świecie... Nie wiem co ze studiami, czuję że nie dam rady, nie mam po prostu siły... Jestem totalnie rozbity. Nie daję sobie rady w świecie każda sytuacja mnie stresuje bo przy innych ludziach zaczynam mieć blokadę... Sklep, studia, po prostu wszystko gdzie jest kontakt z innym człowiekiem. Gdy nic nie robiłem w poprzednim roku to co jakiś czas dostawało mi się że jestem leniem, mam wrażenie ze wszystkim wydaje się że ja nic nie robię, że nie idę do pracy, że nic nie potrafię sam załatwić bo po prostu tak mi wygodnie i przyjemnie. A wszystko to przez tą blokadę... Ja bym chciał, ale nie potrafię :( Załuję że nie poszedłem do psychologa czy psychiatry w tamtym roku, może byłbym krok naprzód, a teraz jestem kilka kroków w tył. Wiem że nie powinienem rezygnować ze studiów, ale... nie potrafię przełamać tej blokady. Po prostu nie daję rady i nie potrafię, przed rozpoczęciem roku zakładałem że teraz będzie inaczej, że dam radę, że nie powtórzę poprzednich błędów, że spóbuję, ale to są tylko słowa, nie potrafię tego przełożyć na czyny. Po prostu nie potrafię, choć bardzo chcę :(

Do tego przez te wszystkie dolegliwości nie mogę uprawiać sportów, co zawsze było jedyną rzeczą którą kochałem... Nie wiem co mi jest, cały czas robię badania i... modlę się żeby to była jakaś choroba która skróci moje życie. Wiem że to chore, ale... ostatnio modlę się o śmierć, proszę by zabrało mnie a nie ludzi którzy żyją pełnią życia, mają rodziny itd. i nagle giną w wypadku. Oni nie zasługują na śmierć, a moje życie i tak nie ma sensu więc jeśli by mnie zabrakło to nic by się nie stało, a dla mnie też byłoby lepiej.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez Matias89 11 paź 2010, 16:54
Nie daję rady, po prostu nie jestem w stanie się przełamać... Kolejny dzień który mnie przybija i sprawia że nie wiem co dalej. Nie mam na nic ochoty, najchętniej przespałbym cały dzień i nie wychodził nigdzie z domu. Nie widzę żadnej przyszłości, nie widzę co miałbym robić w życiu. Idę się przejść i chodzę bez celu, wsiadam w autobusy i jadę nie wiem gdzie i po co. Czuję że właśnie zaczyna mi uciekać rok, już trzeci z rzędu. Łatwo się mówi by spróbować się przełamać, jednak ja tego nie potrafię zrobić. Chyba jednak się poddam i zrezygnuję ze studiów, po prostu nie wytrzymuję tego, na dzień dzisiejszy mnie to przerasta. To jest dla mnie za duże ciśnienie, nie daję sobie rady ani fizycznie, ani psychicznie. Tylko czy kiedyś będzie lepiej? Czy to nie jest kolejna ucieczka? Już słyszę awanturę jaka spotka mnie z domu. Boże... Dlaczego akurat mnie musiało coś takiego spotkać, czemu nie mogłem być normalnym facetem jak wszyscy?
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mam dość...

przez Nodame 11 paź 2010, 17:07
Matias posłuchaj Deana on wie co mówi (wiem, że to glupio zabrzmi, ale cieszę się Dean, że mogłeś dać takie rady na swoim przykładzie, bo takie rady czyta się lepiej niż to co zaraz napisze ja ;) )
Matias po pierwsze nie myśl o samobójstwie (to tylko niepotrzebnie nakręca i jeszcze bardziej dołuje), sam napisałeś w pierwszym poście, że chcesz żyć -trzymaj się tego, kurczowo, ale się trzymaj!

Co do Twojego stanu to może zbadaj się w kierunku Candidy - ona potrafi zrobić w organizmie taki Meksyk, że i ciało choruje i z duchem też nie najlepiej.

Niestety rad życiowych nie mam, ale pamiętaj że mając 21 lat jeszcze wiele jest przed Tobą i warto poczekać na lepsze dni ;)
Nodame
Offline

Re: Mam dość...

przez Matias89 11 paź 2010, 19:46
Niestety ja mam wrażenie że wszystko co najlepsze za mną... Zresztą nigdy nie było tak jak być powinno, całe moje życie to jest jedna wielka porażka, pasmo porażek mimo że wszystko wyglądało dobrze. 21lat niby mało, ale straciłem już bezpowrotnie fajne lata swojego życia i nikt mi ich już nie wróci. Nie potrafię sobie wyobrazić że mogę stracić jeszcze następne, jeśli tak ma wyglądać życie to ja mam gdzieś takie życie. Czuję się jakbym był zawieszony między dwoma światami, bo z jednej strony nie potrafię żyć a z drugiej strony nie potrafiłbym się zabić, nie mam w sobie tyle odwagi... Zresztą kiedyś przeczytałem książkę w której bohater chciał popełnić samobójstwo. Było tam o tym czy już nigdy nie chcesz zobaczyć wschodu i zachodu słońca, czy już nigdy nie chcesz pójść w góry itd. Samobójstwo można popełnić zawsze, ale wcześniej warto zobaczyć góry, miejsca w których się jeszcze nie było. Nie wyobrażam sobie że miałbym już nigdy nie zobaczyć wchodu słońca, że nigdy miałbym już nie wyruszyć w góry, że nigdy więcej nie zagrałbym w piłkę, że nigdy nie poznałbym co to znaczy prawdziwa miłość i przyjazń. Wielokrotnie myślałem o samobójstwie, ale pewnie nigdy nie będę w stanie tego zrobić... Czy te lepsze dni kiedykolwiek nadejdą???

Te studia nie dają mi spokoju, czuję że wysiadam psychicznie. Jeszcze dochodzi presja z każdej strony którą odczuwam. Wszyscy wiążą z tym nadzieję że wreszcie znalazłem odpowiedni kierunek, że znalazłem swoją ścieżkę, a ja po tygodniu mam już dość i nie daję rady... Wiem że znowu wszystkich zawiodę, wiem że znowu wszyscy będą mieć do mnie pretensje, wiem że znowu nikt nie zrozumie. Najchętniej zatrzymałbym czas na rok, niech te wszystkie problemy które dręczą mnie przez większość mojego życia a ostatnio się nasiliły znikną a ja za rok wrócę na te studia i na ten kierunek jako normalny, zdrowy człowiek. Tylko czy takie cuda są możliwe? Chyba tylko w bajkach...

Jutro idę zrobić morfologię, bo muszę skontrolować hematokryt, hemoglobinę i krwinki czerwone które mam za wysokie. A jakie badania trzeba wykonać w kierunku Candidy?
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez GreenGo 11 paź 2010, 20:07
Wielu ludzi było w podobnej do Ciebie sytuacji, nie czytałem wszystkiego, wybacz, nie mam już siły, ale cóż, również dobrze znam tą barierę, o której piszesz, znam też uczucie, że już wszystko stracone (mi minęło, nawet największa depresja może minąć).
Ale wiesz co? To tylko uczucie, wszystkie przytłaczające uczucia tak robią, czujesz, że nie ma dokąd uciec, że już wszystko przepadło, ale musisz wiedzieć, że każde uczucie odejdzie jeśli nie będziesz dodawał mu energii, nie pozbędziesz się go siłą, ale nie wzmacniaj tych emocji negatywnym myśleniem.

Przeczytaj "Potęgę Teraźniejszości - Eckharta Tolle'a i zacznij robić The Work -> poczytaj w dziale niekonwencjonalne metody leczenia. Jeśli naprawdę chcesz ruszyć się z miejsca, to musisz zacząć działać. A to co Cię boli teraz niestety musisz przeczekać. Również byłem w takim punkcie (w dodatku miałem silną nerwicę lękową, koszmar), że czułem, że jestem skończony, pozostały mi dwie opcje, 1. zabić się, lub czekać na niechybną "agonię" przejmując się co się stało z moim życiem i w jakie szambo wpadłem, 2. albo powiedzieć sobie trudno, stało się, co się stało, to jest stan obecny, nie mam zbyt wielu znajomych, nie mam dziewczyny, moje życie jest kompletnie nieudane i nie widzę drogi wyjścia, kompromituję się na każdym kroku, mam ciężką nerwicę, nie mogę być tym kim chcę być... ale mogę zacisnąć teraz zęby i przestać się porównywać do innych, przestać się przejmować tym co kto może na mój temat pomyśleć, lub chociaż na moment zaakceptować rzeczywistość taką, jaką jest (czyli beznadziejną) i wszystkie swoje wysiłki włożyć w to, żeby za jakiś czas było lepiej.

Nie masz innego wyjścia, jeśli chcesz, żeby było dobrze, zaciskaj zęby i działaj.

Mam nadzieję, że piszę na temat :D :D
GreenGo
Offline

Re: Mam dość...

przez Nodame 11 paź 2010, 20:24
Candide bada się z wymazu z gardła (to nie jest badanie w 100% skuteczne) - warto spróbować tego badania, bo u niektórych Candida może wywoływać depresję (a nawet inne zaburzenia psychiczne) i ogólne wariacje w organizmie, a Ty pisałeś, że chodzisz od lekarza do lekarza bo nie wiesz co się dzieje z Twoim ciałem, więc warto i na to zerknąć. Powodzenia!
Nodame
Offline

Re: Mam dość...

przez dremor 11 paź 2010, 20:58
no ale w czym problem bo nie rozumiem.
Nie lubisz studiow - to nie chodz, nikt cie nie zmusi
Nie lubisz ludzi - tez nikt cie nie zmusi. Mozesz chodzic na studia i ich olewac, w czym problem ?
Nie lubisz wychodzic - to pograj w gry
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 kwi 2010, 17:46
Lokalizacja
Warszawa

Re: Mam dość...

Avatar użytkownika
przez Viridian 11 paź 2010, 21:39
Matias89 napisał(a):
Te studia nie dają mi spokoju, czuję że wysiadam psychicznie. Jeszcze dochodzi presja z każdej strony którą odczuwam. Wszyscy wiążą z tym nadzieję że wreszcie znalazłem odpowiedni kierunek, że znalazłem swoją ścieżkę, a ja po tygodniu mam już dość i nie daję rady... Wiem że znowu wszystkich zawiodę, wiem że znowu wszyscy będą mieć do mnie pretensje, wiem że znowu nikt nie zrozumie. Najchętniej zatrzymałbym czas na rok, niech te wszystkie problemy które dręczą mnie przez większość mojego życia a ostatnio się nasiliły znikną a ja za rok wrócę na te studia i na ten kierunek jako normalny, zdrowy człowiek. Tylko czy takie cuda są możliwe? Chyba tylko w bajkach...

Jutro idę zrobić morfologię, bo muszę skontrolować hematokryt, hemoglobinę i krwinki czerwone które mam za wysokie. A jakie badania trzeba wykonać w kierunku Candidy?


Wbrew pozorom depresja to nie tylko objawy psychiczne, ta choroba może także powodować różne objawy fizyczne, takie jak poczucie ciągłego zmęczenia, kłopoty ze snem i koncentracją, nawracające bóle, obniżenie odporności. Dlatego moim zdaniem, zanim zaczniesz diagnozować u siebie różne infekcje, warto porozmawiać z psychiatrą lub psychologiem. Bo z depresją nie można uporać się samemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Mam dość...

przez Matias89 12 paź 2010, 12:26
dremor napisał(a):no ale w czym problem bo nie rozumiem.
Nie lubisz studiow - to nie chodz, nikt cie nie zmusi
Nie lubisz ludzi - tez nikt cie nie zmusi. Mozesz chodzic na studia i ich olewac, w czym problem ?
Nie lubisz wychodzic - to pograj w gry

Nie wiem czy lubię studia czy nie, kierunek na którym się teraz znalazłem wydaje się być ciekawy, ale nie wytrzymuję tego że sam odsuwam się od ludzi i nie potrafię tego przeskoczyć. Nawet jeśli mówię sobie że dziś spróbuję to nie potrafię i tym samym wychodzę na totalnego dziwaka, który zawsze stoi gdzieś na uboczu, do nikogo się nie odzywa, a jak ktoś się do niego odezwie to i tak rozmowa nie klei się bo nie wiem co mowić... Wiem że nie muszę skończyć studiów, wiem że nie muszę się uczyć ale to jest przerzucanie problemu, bo mogę sobie powiedzieć że studia są mi do niczego nie potrzebne, ale wtedy muszę iść do pracy i znowu zaczną się moje problemy. Będę chciał zrobić jakiś kurs i znowu blokada. Na prawko zdawałem 3 razy, nerwy mnie załatwiły, mimo że wszyscy mówili że jezdzę dobrze to zawsze zawalałem i w końcu się poddałem bo nie wytrzymałbym gdyby znowu się nie udało. Dla mnie każda sytuacja gdzie jest kontakt z innymi ludzmi jest dramatem z którym sobie nie potrafię radzić. Już teraz na studiach zadano referaty, nie wyobrażam sobie by mówić przy całej grupie, pewnie nie przyjdę... W ogóle nie wyobrażam sobie egzaminów, pisemne ok, ale ustne to będzie masakra. Robię się w takich sytuacjach cały czerwony jak burak, to mnie jeszcze bardziej denerwuje, mój głos kompletnie siada, drży a w głowie pojawia się pustka.

Problemy fizyczne, bóle mięśni, zmęczenie i wiele innych pojawiły się gdzieś przed rokiem, jak zacząłem studia to teraz się pogorszyły, więc czuję się totalnie rozbity. Mam skierowanie do poradni neurologicznej, muszę zrobić rezonans głowy. Natomiast badania krwi jednak dopiero w piątek.

Nie powiedziałem że nie lubię ludzi. Wręcz przeciwnie, brakuje mi ludzi, brakuje mi kontaktu z innymi. Brakuje mi prawdziwych przyjaciół, brakuje mi bliskich osób.
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez Matias89 13 paź 2010, 18:55
Dean napisał(a):Widze też że za bardzo koncentrujesz się na ludziach.OK są ważni ale twoja edukacja jest ważniejsza.Nie staraj się być popularny,nie naciskaj na siebie jeśli się boisz do kogos podejsc.Bądz soba i poszukaj ludzi ktorzy Cie zaakceptują.

Nie zgadzam się z tym że edukacja jest najważniejsza, są rzeczy ważniejsze. Mogę być wykształconym, rozbitym psychicznie, nie potrafiącym żyć człowiekiem. I co mi wtedy z tych trzech literek przed nazwiskiem? Mogę nie skończyć też studiów, ale się zmienić i być po prostu szczęśliwym człowiekiem bez żadnego powodu. Chcę być normalny, chcę się bawić życiem i przeżyć go jak przygodę a to się stanie tylko wtedy gdy będę w stanie kontaktować się z innymi. Przez to że jestem jaki jestem uciekło mi wiele przygód, wiele ciekawych znajomości czy rozmów. Dodam jeszcze że nie chodzi mi bym miał 100, 200 czy 300 przyjaciól, nie chodzi mi o to by wszyscy mnie lubili i kochali. Po prostu chcę móc mówić przy ludziach to co myślę, chcę pozbyć się tego hamulca, tej blokady, tego okropnego muru który dzieli mnie od innych.

Nie wiem, może po raz kolejny uciekam przed problemem? Nie wiem... Mam w sobie głupią cechę bycia konsekwentnym w złym tego słowa znaczeniu. To znaczy jak przez 2 tygodnie się odizolowywałem to nie potrafię od tak sobie nagle starać się coś zmienić. Męczą mnie codzienne dojazdy na uczelnie i w drugą stronę. Wiadomo mogłem sobie załatwić miejsce w akademiku, ale wiadomo czemu tego nie zrobiłem...

Dziś rano miałem o 6.10 autobus, zaspałem a może chciałem zaspać? Przeważnie mam tak że jak chcę się obudzić o jakiejś godzinie to się wtedy budzę. Wczoraj zresztą usnąłem ok.1, wcześniej przez 2h nie mogłem zasnąć. Oczywiście nie zdążyłem na pierwsze zajęcia. Popołudniu miałem prawie 4h przerwy do wykładów. Nie mam do kogo nawet gęby tam otworzyć, nie mam gdzie iść, wlazłem do busa i pojechałem do domu, tym bardziej że zaczął mnie boleć brzuch. Czuję się jak stary dziadek któremu bliżej do grobu niż do życia...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

przez Matias89 14 paź 2010, 20:42
Dean napisał(a):Chcesz być po prostu szcześliwy,zauważ że studia Ci to ułatwią,poznasz ludzi,będziesz bywał ,nauczysz sikę dbać o siebie,zdobedziesz zawód.Studia to nie przeszkoda w drodze do szczęścia.Ta przeszkoda to depresja.

Tak studia są świetną sprawą i na pewno mogą być wspaniałą przygodą, ale tylko gdy jest się normalnym. Inaczej to przeradza się w prawdziwe piekło.


Dean napisał(a):Tak czy siak znam na nią tylko jeden sposób.Konfrontacja ze strachem,zaciskanie zębów gdy boli,gdy czujesz lęk ,chęć rezygnacji.To cholernie trudne.

Wiesz co nie wiem... Jeśli z czymś walczymy to związujemy się z tym czymś na zawsze. Taka walka może spowodować że będzie jeszcze gorzej, bo jeśli się nie uda to można wpaść w jeszcze większe tarapaty. Nie wiem w moim odczuciu to nie jest dobry pomysł. Jeśli przegram kolejny raz to się już chyba nie pozbieram... Wiem że ucieczka też nie jest rozwiązaniem, ale moze czasem warto zrobić krok do tyłu a następnie dwa do przodu. Nie wiem... Jest mi strasznie ciężko bo mam wrażenie że po raz kolejny przegrywam studia, ale tu idzie walka o coś ważniejszego, o moje życie. Mogę przegrać studia, ale nie chcę przegrać swojego życia a póki co wszystko do tego zmierza...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Re: Mam dość...

Avatar użytkownika
przez Viridian 15 paź 2010, 20:45
Przerwanie studiów nie oznacza od razu ich przegrania, studia można wznowić, można też wziąć urlop dziekański z powodów zdrowotnych.

Moim zdaniem warto najpierw spróbować terapii, być może będzie ona pomocna na tyle, że będziesz w stanie kontynuować studia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Mam dość...

przez Matias89 15 paź 2010, 21:11
Nie wiem czy na pierwszym roku można dostać urlop dziekański, chyba tylko w przypadku zdrowotnym, ale czy takie problemy jakie ja mam klasyfikują się pod problemy zdrowotne? Dla niektórych to że ktoś ma problemy z samym sobą jest po prostu śmieszne i nie wiem czy na studiach by coś takiego przeszło.

Najśmieszniejsze jest w tym to że teraz myślę sobie że gdybym cofnął się o dwa tygodnie to zacząlbym wszystko inaczej i teraz byłoby lepiej itd. A prawda jest taka że byłoby tak samo, zawsze jest tak samo... Zawsze mówię że będzie inaczej, a powtarzam te same błędy.

Tu też nie chodzi tylko o to że mam depresję, doła czy nerwicę. Nie daję rady fizycznie... Siedzę na wykładzie/ćwiczeniach i nagle zaczynają mi tak delikatnie drżeć nogi, delikatnie, ale to widać i inni pewnie też to widzą. Albo nagle mam napady gorąca, robię się czerwony na twarzy jak burak i nic z tym nie mogę zrobić, a wszyscy się na mnie patrzą. Jeszcze gdy się zdenerwuję i robię się czerwony to ok, przyzwyczaiłem się, ale tak bez niczego, bez powodu. Do tego jeszcze jakieś dziwne tiki nerwowe, szczególnie twarz i oczy. Idę po schodach i nagle nie mam sił... W środę zaczął mnie boleć brzuch, wróciłem do domu. Czuję się okropnie.

Wiem że powinienem z tym iść do psychiatry, wiem że powinienem coś z tym zrobić, ale nie wiem jak się za to zabrać. Muszę o tym powiedzieć rodzicom, bo jeśli oni nie dowiedzą się prawdy to znowu się jazda na całego, znowu się zacznie że jestem leniem itd. Nie wytrzymałbym tego. Ale cały czas coś mnie blokuje.

PS. Dla mnie to byłoby przegranie studiów, straciłem już 2 lata i teraz pewnie stracę kolejny rok...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
10 paź 2010, 18:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do