Powoli nie radzę sobie sam z sobą

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez Inler 05 paź 2010, 22:56
Witajcie.

Coraz częściej są sytuacje, w których nie mam kontroli nad sobą, nie potrafię się określić, nie wiem co mi jest. Zacznę od początku. Zawsze byłem jakiś nadpobudliwy. Teraz już sam to widzę. Zawsze siedząc muszę coś gryźć, czymś się bawić, stukać nogami. Jak rozmawiam z ludźmi to też nie potrafię się skupić, chodzę wszędzie, dotykam różnych przedmiotów. Jestem bardzo gadatliwy, a czasami już gadam takie śmieci, że jakbym sam słyszał siebie, to chyba dałbym sobie w twarz.. Również pocę się. Szczególnie stopy i dłonie. Ostatnio, od jakiś dwóch tygodni, boli mnie głowa - codziennie. Niezbyt silnie, ale boli - nigdy wcześniej nie bolała. Raz już nawet tak jakby co najmniej jakaś haubica wystrzeliwała w głowie..

Poznałem dziewczynę, zbliżyliśmy się do siebie. Nagle moje uczucie zauroczenia minęło. Ona mnie strasznie pokochała. Ja coraz częściej miewałem myśli-pytania 'czy ja ją kocham?', ' co to znaczy?', 'jak się objawia?'. Jest to moja pierwsza, poważna dziewczyna, jesteśmy razem pół roku. Teraz te myśli ustały, ale boję się, że jestem obojętny. Jak pomyślę coś np., że nie jesteśmy razem czy coś to jakoś nic mnie to nie rusza.. Ale dosyć często tęsknię za nią. Spowodowane to mogło być moim błędnym myśleniem o uczuciu miłości. Bo myślałem, że gdy się kocha kogoś, to każdy pocałunek, spojrzenie tej osoby wyzwala we mnie jakieś przeróżne, dziwne rzeczy, jak przy zakochaniu. Wszyscy wokół wybili mi to z głowy.

Teraz szczęście nie jest już takie, jak było przedtem. Chociaż widzę nawrót jakiś moich takich, nazywam to paranojami. Otóż chodzimy razem do klasy - chcę być zawsze z nią, spoglądać na nią, każdą przerwę, po lekcjach, najdłużej jak się da. Ja wiem, że nie jest to normalne, wiem i rozumiem to, ale jak nie ma jej obok to nie mogę się pogodzić z tym, że rozmawia z koleżankami czy coś. Wtedy zawsze staję się jakiś taki zadumany, chodzę sam zamyślony, taki nieswój jestem, a mam przecież kolegów i to niemało.

Również mam takie napływy negatywnych myśli czy emocji. Zawsze dużo analizuje i zdarzeń, faktów, uczuć, staram się przewidzieć jakieś niestworzone rzeczy. Czasami mam jakieś dziwne myśli o wypadku jej, rodziców, kolegów, swoim. Ale głownie zakładam 'jakbym się wtedy zachował'. Mam też takie napływy, kiedy żalę się. Strasznie się żalę, mówiąc, że jestem najgorszy, nic nie potrafię, robię tylko wrażenie kolesia 'kim to ja nie jestem, co nie potrafię', a tak naprawdę jestem nikim. Brakuje mi trochę motywacji, tylko bym narzekał, jak to nie szanuję ludzi, gardzę nimi, jestem egoistą, chętnie wszystkim udowadniałbym swoją rację i swoją wyższość. Nawet odnośnie mojej dziewczyny. Też jak jest jakiś spór, to staram się udowodnić jej, że to ja mam rację. Chciałbym by ludzie mnie wielbili, mówili o mnie. Znaczy nie chciałbym, ale tak jakoś myślę i działam.

I nie wiem co mam zrobić. Zamiast czerpać radość z tych małych gestów, chwil to ja tylko analizuję i szukam sobie problemów na siłę. Chodzę smutny, zatroskany, bo jak nie jestem obrażony (zwykle o byle co) z Dziewczyną, kumplami, to sam sobie wynajduję jaki to ja nie jestem beznadziejny, jak ja nie szanuję ludzi, jak mi życie mija przez palce. A mam pasje. Piszę o piłce nożnej na pewnym wortalu, staram się biegać, czytać, słuchać ambitnej muzyki. Ale zawsze jakoś przychodzę do domu, siadam przed tym komputerem i na siłę klikam, klikam, bo chęć do wszystkiego utraciłem.

Nie wiem, boję się, że mogę mieć nerwicę albo jakąś poważniejszą nawet chorobę z zaburzeniami osobowości czy nerwicę natręctw. Jednak nie chcę iść do lekarza, psychologa czy psychoterapeuty, bo strasznie szkoda mi pieniędzy na takie akcje. Boję się, że powoli tracę kontrolę nad sobą i swoim życiem. Nie chcę się obudzić tak za 10 czy 15 lat, a robić na razie tylko to, co łatwe i wygodne, bo wiem, że tracę szansę, potencjał.. tylko nie mogę się wziąć w garść, ogarnąć..

Pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie i ewentualne odpowiedzi.
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
26 wrz 2010, 17:07

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

Avatar użytkownika
przez agusiaww 06 paź 2010, 13:16
Inler, z postu wynika, ze jestes w trakcie dojrzewania a wiec moga Ci hormony szalec, objawy ktore opisujesz moga byc spowodowane tym ze dojrzewasz, ale zarowno, nadczynnoscia tarczycy (potliwosc, nadpobudliwosc), dlatego warto byloby isc do lekarza.
Co do dziewczyny, to jeszcze nie raz przezyjesz zauroczenie, itp, poza tym zeby tworzyc zwiazek to trzeba nad nim pracowac (a nie wszystko jest piekne i rozowe). Co do analizy to normalne, dobrze by bylo chociazby zglosic sie do pedagoga szkolnego.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez Inler 15 paź 2010, 17:51
Cały dzień chodzę jakiś struty, nieobecny. Ciągle chcę do niej, a ona mówi, że tak ciągle nie można (ma straszną rację), ale jak słyszę jej głos czy śmiech, gdy siedzi z innymi to strasznie mnie to boli, bo ja tylko jej zaczynam potem mówić o tym, że tak strasznie chcę spędzać z nią czas i przy mnie już się tak nie śmieje. Chociaż potem się śmiała i ja też, jednak pojechała do domu i znów mnie dopadło, strasznie. Nie wiem co to jest, ale psuje mnie. Taki pesymizm mnie naszedł. Nawet nie potrafię z nią normalnie porozmawiać nie mówiąc, że jestem okropny, beznadziejny, że ona na nic takiego nie zasłużyła. I potem jedzie gdzieś, do znajomych, chciała mnie zabrać, ale ja nie chcę, bo to będzie piekło, jak nie dla niej to dla mnie. Bo w ogóle nie będzie zwracać na mnie uwagę, tylko czerpać radość, a ja tak bardzo chcę i potrzebuję jej uwagi, do bólu.

To z pewnością toksyczne.. ale ja tak strasznie potrzebuje osoby, której mogę zaufać, która daje mi spokój i ciepło. Już nawet szkolni znajomi mi mówią, że jestem inny, że się zmieniłem, ale ja nawet nie potrafię z nimi porozmawiać, nie potrafięsłuchać, denerwują mnie (nie przez to, co mówią o mojej ewolucji, ale ogólnie, jak rozmawiamy)

To jest chorobliwe, to jest okropne. Dlaczego nie potrafię być normalny, akceptować ją, nie być tak zazdrosnym. Jak można cieszyć się chwilami, jak można tak po prostu zdrowo kochać? Tak bardzo chcę być z nią, ale moje paranoje mnie zabijają i to uczucie też, o ile już nie zabiły..
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
26 wrz 2010, 17:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez doloressss20 15 paź 2010, 18:29
musisz sie powaznie zastanowic czy nie traktujesz jej jak przedmiotu ktory jest twoj i tylko twoj.
zanim sie zwiazaliscie ona tez miala znajomych i chce sie z nimi spotykac i nie powinieneś jej tego zabraniac bo moze miec wkoncu dosc.
zastanow sie czy swoim zachowaniem jej nie ranisz? nie trzymaj sie jej tak kurczowo. wypominasz jej to ze wychodzi ze znajomymi a nie jest przy tobie??
doloressss20
Offline

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez Inler 15 paź 2010, 18:45
Ranię ją i wiem o tym. Również wiem o swoim postępowaniu, że jest złe i nie powinno mieć miejsca. Ale to siedzi jakoś we mnie. Potworny gniew pali mi wnętrze jak przejdzie obok mnie, bo gada z kimś innym czy coś w ten deseń. Niestety, chodzimy razem do klasy i ona mówi mi, że chce żyć, ja wiem, że moje postępowanie jest strasznie złe. Jak mówię jej, że nie radzę sobie z tym wszystkim, to ona na to, że jej miłość do mnie i chęć bycia powinny być dla mnie celem do zmiany.

Bardzo chcę z nią być, ale normalnie, w zdrowym związku, a nie tak toksycznie. Jest moją pierwszą, poważną dziewczyną.

Moje myślenie się zmieniło. Kiedy minął czas zauroczenia zacząłem inaczej to postrzegać, pomyślałem, że tak nie wygląda miłość. Że miłość to ten stan jak przy zakochaniu, ciągłe myślenie, radość z obecności, bycia obok, niekończący się uśmiech podczas powrotów od niej.

Pytałem ludzi będących w związkach i oni sami się dziwili czy w takim razie oni kochają swoich partnerów/partnerki, bo nic takiego nie ma. Zadnych skurczów w żołądku przy całowaniu itp, itd. Ona jest dla mnie bardzo ważna, dalej o niej myślę, staram się zawsze pomóc, robię dla niej rzeczy, które dają mi samemu radość (pieczenie ciast np. :D). Ona mi mówi, że mi nic nie pomoże, w sensie, że nie zakocham się w niej, nie będę jej kochał. Ja tak naprawdę nie wiem co to znaczy. i w tym się gubię, staram się przyporządkować swój stan pod jakieś sztywne definicje, patrzę czy występują u mnie jakieś takie objawy. A tak nie powinno być. Nie wiem jak mam te ciągle myślenie zmienić. tak chciałbym po prostu nie myśleć, a czuć! o tak!
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
26 wrz 2010, 17:07

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez doloressss20 15 paź 2010, 19:09
ja nie bylam w takim zwiazku ale czula bym sie zle...
przezyjesz jeszcze nie jedno zauroczenie. moze warto pomyslec czy tak naprawde chcesz tkwic w takim zwiazku??
jezeli tak to sprobuj zapanowac nad soba.
ja zwiazek wyobrazam sbie tak ze dwoje ludzi sie staraja zrozumiec dochodzic do kompromisu np;dzisiaj wychodzimy razem ja ze swoimi znajomymi a ty ze swoimi, kiedy indziej wychodzimy wspolnie ze znajomymi
znajdziecie jakis rozwiazanie. jezeli i ty zaczniesz wychodzic i sie zajmiesz czyms to nie bedziesz myslal tyle o tym co robi twoja dziewczyna.
nie zawsze jest tak rozowo jak nam sie wydaje ale jest wiele par ktore tak jakby urodzily sie aby byc ze soba...
doloressss20
Offline

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez Inler 15 paź 2010, 19:16
Tu nie chodzi o to te konkretną sytuację z wyjściem, to był tylko przykład, przykład mojego odczuwania w takiej sytuacji. Ja się cieszę, że ona może tam iść - głowa wie o co chodzi - pobawi sie, odpocznie ode mnie, ale wnętrze cierpi, że jedzie do nich, nie do mnie.
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
26 wrz 2010, 17:07

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez doloressss20 15 paź 2010, 19:29
to moze zrob tak; znajdz sobie takie zajecie ktore pochlonelo by twoj czas kiedy z nia nie jestes.
wychodz w tym samym czasie gdzies ze tyle nie myslec albo idz z nia. napewno ja to ucieszy i bedzie pelna podziwu ze potrafiles cos dla niej zminic :D bedziesz wtedy przy niej tak jak tego chcesz :smile:
doloressss20
Offline

Re: Powoli nie radzę sobie sam z sobą

przez Inler 15 paź 2010, 19:58
Bardzo chciała pojechać tam ze mną,bo jej koleżanki z chłopakami przyszły, ale nie. Puściłem ją samą. czuję pustkę, ale tak chyba będzie lepiej, dla nas, dla jej towarzystwa. Tylko boje się, że coś pięknego mogło umrzeć...
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
26 wrz 2010, 17:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do