Egzystencjalna strata.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Egzystencjalna strata.

przez GreenGo 03 paź 2010, 11:26
Myślę, że opracowywanie planów to kiepski pomysł, to nigdy nie wypala w praktyce, a jednak ludzie wciąż próbują robić to od nowa.

Czuję że nie ma sensu znosić tej obrzydliwej teraźniejszości bo nie ma żadnej przyszłości.
Jestem takim człowiekiem który zwykle żyje dla przyszłości,teraz moja przyszłość nie rysuję się pewnie ,bezpiecznie i dobrze.A mogła być wspaniała gdyby nie o co już opisywałem.Dlatego nie mam po co żyć.
Przeszłość i przyszłość nie istnieją, to tylko myśli, istnieje wyłącznie TA chwila. Przeczytaj Potęgę Teraźniejszości - Eckhart'a Tolle, naprawdę warto, dzięki tej książce przestaniesz przynajmniej powtarzać ciągle te same błędy, które niszczą Ci życie. Znajdziesz ją w necie.
GreenGo
Offline

Re: Egzystencjalna strata.

przez GreenGo 03 paź 2010, 16:48
Ta ksiażka to żaden cudowny lek, ma Tobie uświadomić, że połowę swojego problemu robisz sobie sam właśnie w tej chwili, może po przeczytaniu coś zaskoczy, ale na cuda bym nie liczył.

Jedna ważna rzecz na temat emocji - kiedy jesteś w kryzysie wszystko wydaje się beznadziejne i bez wyjścia, tak się czujesz w tej chwili, ale to też minie. Każdy stan psychiczny a szczególnie te ekstremalne potrafią człowieka oszukiwać, że to jak w danej chwili się czuje już się nie zmieni, że będzie co najwyżej gorzej, ale to tylko emocje, które czujesz właśnie teraz, emocje się zmieniają, nie twórz sobie scenariuszy! Przeczekaj to i nie dokładaj sobie więcej.
GreenGo
Offline

Re: Egzystencjalna strata.

Avatar użytkownika
przez Viridian 03 paź 2010, 18:02
Dean napisał(a):Pewnie masz rację,wywalam swoje smuty na forum i niepotrzbnie obciązam nimi innych.Ale w sumie nie mmogłem ich już w sobie dłużej utrzmać.To jak noszenie młyskiego koła na plecach.

Widzę że tak naprawdę nic się nie zmieniłem przez ten rok,nie doceniam tych studiów tak jak tamtych i dlatego za rok założe temat Egzystencjalna strata vol 2 .No nie nadaję się do tego wszystkiego.Nie wiem co ze mną jest nie tak ale wychodzę na depresyjnego pesymiste nawet na tle ludzi z depresją.


To, że nie dajesz rady na studiach, nie oznacza, że ich nie doceniasz. Wiele osób z depresją przerywa studia, albo bierze urlop dziekański (to też możliwość, jeżeli teraz nie czujesz się na siłach kontynuować studia). Daj sobie szansę, leczenie depresji czasami trwa lata, ale jest warto, bo wbrew pozorom (i temu, jak teraz czujesz) ta choroba nie przekreśla przyszłości.

Ja przerwałam dwa razy studia, miałam jedną dziekankę i jakoś w końcu się udało. :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Egzystencjalna strata.

Avatar użytkownika
przez Guzik 03 paź 2010, 20:54
Dean napisał(a):Kiedyś coś miałem kick-boxing, polityka, nauka dziś raczej niewiele z tego zostało.


A myślałeś może o politologii? Nie jest to jakiś przyszłościowy kierunek ale zawsze można przerwać, a tak miał byś powód aby wyjść z domu, może i pasje wrócą, i zainteresowania, będziesz miał kontakt z ludźmi, nie będziesz topił się w tej żałości że nic nie robisz, że nic nie wychodzi, chociaż nie wiem w jakim jesteś stanie, jeśli ja mam depresje, jeśli lekarz się nie myli to ja przez to zawaliłam rok studiów, tzn w sumie zdałam, ale taka miernota, takim wysiłkiem, żałość absolutna i to mnie tylko pogrąża bo jeszcze muszę teraz płacić za warunkowy egzamin kiedy ja naprawdę nie byłam w stanie niczego się nauczyć.... MUSISZ coś z sobą zrobić!Może poproś przyjaciół o pomoc?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1643
Dołączył(a)
14 wrz 2010, 16:56
Lokalizacja
Trójmiasto

Re: Egzystencjalna strata.

Avatar użytkownika
przez Viridian 04 paź 2010, 21:30
Popytaj się ludzi na wyższych latach studiów. Bo może okazać się, że po finansach jest np. łatwiej coś znaleźć, niż po budownictwie. (Z tego co mi wiadomo, to księgowi akurat potrafią nieźle zarabiać) :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Egzystencjalna strata.

Avatar użytkownika
przez Viridian 06 paź 2010, 20:17
Dean napisał(a):
Ja chyba nie mam depresji.Po prostu utraciłem marzenia.Szansę na super zycie o jakim marzyłem i jestem bolesnie świadomy że nigdy nie będzie tak dobrze jak mogło byc.
Ja nie jestem chory.Ja utraciłem szansę .I codziennie rano to mi isę przypomina.

Chyba przestanę brać leki,one mi nie pomogą.


Nie, to co opisałeś brzmi właśnie jak depresja, tej chorobie często towarzyszą lęki, poczucie winy i zmarnowanego życia (a przecież jesteś jeszcze bardzo młody ;) ).

Nie odstawiaj leków! Właśnie na początku terapii odczuwać można przypływ sił; można odnieść wrażenie, że da się radę samemu, że leczenie jest niepotrzebne. Ale to spowodowane jest właśnie działaniem leków.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Egzystencjalna strata.

Avatar użytkownika
przez Viridian 06 paź 2010, 20:51
Dean napisał(a):nie bój się mi to nie grozi nie czuję żadnego przypływu sił.


I sam nie wiem czy oszalałem czy nie.Tak czuję że postradałem zmysły,nie jestem już chory,po prostu zwariowałem z bólu.Chyba jednak muszę umrzeć.Zyc tak nie dam rady.Nie mogę żyć pamiętając co straciłem.Po prostu.


Daj sobie szansę. Bo w depresji jest nieraz jak na morzu w czasie sztormu; raz jesteś na szczycie fali i wydaje ci się, że już widzisz brzeg, a raz jesteś na dnie. Czasem trzeba po prostu przeczekać falę. I nie poddawać się z terapią.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Egzystencjalna strata.

przez GreenGo 07 paź 2010, 00:28
Leki cię nie wyleczą, ale mogą wspomóc leczenie, a Ty musisz poukładać sobie w głowie i przeczekać ten stan kilka miesięcy, TO MINIE.

Psychiatrzy i psychologowie mi nie pomogą,nie ma jak.Nie odzyskają za mnie dziewczyny i studiów nie cofną czaSU.
Co to za bzdura, czy Ty rzeczywiście wierzysz, że ta dziewczyna była tą jedyną i żadna inna się nie nadaje? Przecież to głupie, nie ta to następna. Czasu rzeczywiście nie cofniesz, ale weź pod uwagę to, że może stało się dobrze, nie wiesz tego, nic nie jest przesądzone, może budownictwo nie było dla Ciebie, a znajdziesz inne powołanie.
Po co się tak ograniczasz?!!! Wiem, że ludzie zabijają się w wieku 15, po stracie dziewczyny/chłopaka choć to nie powód do zabicia się, to tylko emocje... silne i bardzo przekonywaujące, ale to TYLKO emocje. Chłopie, skorzystaj z rady, nie musisz i nie powinieneś się zabijać.

Na moje oko masz depresję, wierzysz w to, że twoje negatywne myśli i emocje to prawda, a to zaburzone postrzeganie wywołane depresją, to tyle.
GreenGo
Offline

Re: Egzystencjalna strata.

Avatar użytkownika
przez Nazgul 07 paź 2010, 16:38
Po pierwsze nie poddawaj!
Po drugie, jeśli czujesz, że psychoterapeuta nie daje sobie rady z tobą, zmień go/ją.
Po trzecie, idź do ludzi, ale nie szukaj u nich w pierwszej kolejności zrozumienia a przyjaźni. Po prostu bądź z nimi.
Po czwarte, olej dziewczynę, która ciebie olała i zacznij się rozwijać, poświęć się pasji (ale nie zapominaj o obowiązkach). Jeśli będziesz robić to co kochasz odnajdziesz miłość... albo to ona odnajdzie ciebie.

Doskonale wiem, że te rady są proste i prosto jest je napisać ale trudniej wdrożyć w życie. Wiem, że jesteś w ciężkim stanie. Znam to z autopsji. Jesteś teraz na drodze, z której nie ma odwrotu. Czeka cię ogromnie dużo pracy nad sobą przez bardzo dużą część twojego życia a nawet całe życie.

Wyobrażam sobie ciebie, że w duchu kręcisz głową i biadolisz nad swoim losem. Może sobie myślisz co ty wiesz o mym stanie, to wszystko nie jest takie proste, lub cokolwiek. Zatem napiszę coś o sobie, może będzie ci łatwiej mnie zrozumieć a może i siebie.

Po maturze poszedłem na studia inżynierskie ale nie było to to co chciałem studiować. Zrezygnowałem po pół roku i zacząłem uczyć się do poprawy matury. Już wtedy było mi ciężko. Wtedy nie wiedziałem jeszcze do czego zmierzam. Parę dni przed poprawką miałem załamanie nerwowe, ale to takie maksymalne "spadnięcie w dół". Tak, że nic mi się nie chciało. Chciałem tylko umrzeć. Nie widziałęm sensu w dalszym życiu.
Dostałem psychotropy aby napisać poprawę. Później poszedłem do psychologa. Psychotropy odstawiłem i w tamte wakacje zmieniłem raz psychoterapetuę ze względu na koszty. Teraz wiem, że źle zrobiłem.
Przestałem chodzić do psychoterapeuty bo uznałem, że czuję się już całkiem nieźle. Poszedłem do pracy aby trochę zarobić z zamysłem zakończenia jej po pół roku i nauczenia się do matury jeszcze raz. Tak też zrobiłem.
Dostałem się na studia inżynierskie, inne niż przedtem ale nie do końca to co chciałem choć bliżej mojej upragnionej dziedziny. Znowu czułem się źle więc poszedłem do pani psycholog, z którą spotkałem się po raz pierwszy rok wcześniej. On pokierowała mnie dalej na psychoterapię grupową, na której jestem od 2 lat i niedługo ma się zakończyć. Grupa trochę mi pomogła ale efekty mogły by być lepsze gdybym więcej o sobie mówił.
Zbliżam się końca mojej opowieści. Aktualnie jestem po sesji, której nie zaliczyłem i bardzo dużym prawdopodobieństwem skreślą mnie z listy studentów. Pozostaje mi praca lub praca i studia zaoczne od 1 roku a studiuję na tym kiedunku już 3 lata.

Ostatnio czułem się bardzo źle. Mam 24 lata i jeśli skreślą mnie z listy to w najlepszym przypadku skończę studia w wieku 30 lat. Nie wiem czy będę robić to co lubię i jeszcze zarabiać. Czarno widzę moją przyszłość. Na włane życzenie spaprałem sobie życie. Nie pracowałem nad sobą ani na studiach i teraz przyjdzie mi za to zapłacić bardzo srogą karę. Myślałem ostatnio o śmierci ale wiem, że to nie jest wyjście. Są dobre i złe chwile w życiu. Trzeba o tym pamiętać i się nie poddawać.
W tej chwili czuję się całkiem nieźle. A wiesz czemu? Byłem na uczelni i przypadkiem spotkałem kumpla, z którym mam najlepszy kontakt na studiach. W sumie to jedyny kumpel. Jak widzisz też stornię od ludzi (BŁĄD!).
Gdy wyszedłem z uczelni już wtedy się lepiej czułem niż przed przyjazdem. Gdy szedłem na pociąg spotkała mnie druga miła niespodzianka. Spotkanłem najlepsiejszego kumpla z dzieciństwa. Nie widziałem się z nim od... nie pamiętam kiedy. Poczułem się jeszcze lepiej po rozmowie z nim.

W porównaniu ze mną masz jeszcze czas. Możesz pójść do pracy i pracować nad sobą przez powiedzmy rok. Poprawić maturę i pójść później na studia, które rzeczywiście cię interesują albo wrócić na budownictwo.

Chciałbym ci polecić 2 książki o mężczyznach i głównie dla nich. Nie sprawią one, że wyzdrowiejesz ale może więcej się o sobie dowiesz.
Żelazny Jan - Robert Bly
Zdradzony przez ojca - Wojciech Eichelberger
Są w sieci.

Trzymaj się Dean
Nigdy się nie poddawać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 paź 2010, 11:42

Re: Egzystencjalna strata.

Avatar użytkownika
przez Viridian 08 paź 2010, 20:21
Dean napisał(a):Postanowiłem sobie odpuścić.Wybaczyć.Uznałem że to nie moja wina,że jestem ofiarą zaburzenia osobowości albo choroby a nie żałosnym nieudacznikiem.Dzięki temu powoli zaczynam zapominac o tym co mogło się wydarzyć a nigdy się nie wydarzyło,o Sylwii,studiach.Zaczynam myśleć o tym bez bólu.Chyba dlatego nie mogłem zapomnieć,czułem się winny.Odpuszczam.
To krok do przodu.


To bardzo duży krok do przodu. :smile:
Zrozumieć, że nie można się obwiniać za chorobę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
184
Dołączył(a)
12 lip 2007, 18:46
Lokalizacja
miasto nad rzeką

Re: Egzystencjalna strata.

przez Zachmurami 13 paź 2010, 11:54
Dean napisał(a):Dzięki za całą pomoc dziś się jakoś trzymam.Naprawdę to odpuszczenie sobie wprawiło mnie w lepszy nastrój niż leki.Chyba poszukam psychoterapii bo teraz mi to potrzebne,żeby ktos mi pomógł poukładać w głowie te wszystkie myśli.

Mam nadzieję że za parę dni nie nadejdzie mnie znowu jazda taka że nie mam żadnej depresji tylko jestem szmaciarzem i to dlatego rzuciłem studia. Że znowu zacznę się obwinniać.Trochę trudno mi uwierzyć w moją chorobę .Raz już tak było że odpuściłem sobie na parę dni potem wszystko wróciło.Mam nadzieję że teraz bedzie inaczej.



Dean, bardzo się cieszę, że dochodzisz do tych wniosków :D Trzymam za Ciebie kciuki, wszystko przed Tobą! Uwierz, że dzięki psychoterapii powoli uporasz się z chorobą, wyjdziesz z tego silniejszy. Pomysl, że to taki zwrot w życiu, że dzięki temu okropnemu doświadczeniu będziesz w stanie popatrzeć na wszystko inaczej. Wszystko przyjdzie z czasem, ale powoli.

Wiele osób ma mniejsze lub większe zaburzenia i... nie leczy się, chociaż ich sposób myslenia utrudnia im zycie: dopiero, gdy następuje kryzys, sięgają dna - wtedy desperacko szukają pomocy. Sam widzisz: szkoda czekać, aż zaliczy się tego typu kanał, im głębiej i dłużej siedzi się w tym szlamie, tym trudniej z tego się później wygrzebać


Odpuszczenie sobie - super! podoba mi się ten zwrot akcji :D
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: pawel12345 i 23 gości

Przeskocz do