Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 21 wrz 2010, 16:19
Zachmurami, oj dobrze Ci... Ja nie mogę żadnych owoców jeść. :( Jeszcze jabłka jeśli są swoje a nie przesiąknięte chemią jakoś przełknę, ale poza tym... :roll: Zaraz mam wysyp na języku, uczulenie w buzi. :(
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 21 wrz 2010, 20:41
Mnie też momentami szlag trafia z tymi dietetycznymi obwarowaniami. Po diecie przeciwgrzybiczej schudłem 6 kg, a jestem szczupłej budowy. :/

Rzuciłem ją ostatnio w diabły, zacząłem spożywać "grzeszne" potrawy i jak narazie (odpukać!) jest ok. Nie zauważam żadnych różnic. Miejmy nadzieję, że zacznę tyć z powrotem. Zjadłem godzinę temu dużo frytek, by ostatecznie rozstrzygnąć jak reaguję na ziemniaki. Było dobrze, ale niestety pojawiają się już objawy deprechy. Wychodzi na to, że moja dieta powinna być bezmleczna, bez ziemniaków, bez jajek, bez glutenu.

Asia, wróciłem właśnie z Sadyba Best Mall. W Carrefourze mają półkę z pieczywem bezglutenowym i ceny wydają się być całkiem rozsądne (5zł za chlebek zamiast 7-8 zł).

Zachmurami, moje wyniki też wykluczają celiakię.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 21 wrz 2010, 20:47
_Pete_, dzięki za namiary. :mrgreen:
A próbowałeś np. gotować sobie ziemniaki w mundurkach? Ja najlepiej je toleruję. Co do tych objawów przypominających depresję po frytkach - może to nie wina samych ziemniaków tylko tego, że smażone w tłuszczu i człowiek jest po nich ociężały, energia schodzi na trawienie. Mi np. po frytkach jest cieżko, jestem spowolniała, śpiąca, podobnie jak po innych potrawach smażonych. Ale jada czasem, bo lubię. ;)
-asia-
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 21 wrz 2010, 22:00
Asia,

ja praktycznie nigdy nie gotuję. Mieszkam sam, więc z rzadka rzeźbię przy garczkach.:) W mundurkach nie próbowałem, jak będzie okazja to wrzucę na ruszt będąc w restauracji. Co do oleju to faktycznie nie pomyślałem o takim wpływie, pewnie masz rację.

Zachmurami o tym badaniu nie słyszałem. Ciekawe w jaki sposób diagnozują ten skład i jakie normy tu są stosowane.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 22 wrz 2010, 06:54
_Pete_ , rozumiem. ;) Spróbuj w mundurkach, możesz nawet sobie sam zrobić ten eksperyment, gotuje się je przecież bardzo prosto - wrzucasz do wody całe nieobrane ziemniaki i tyle, same się gotują. ;) Ziemniaki z tłuszczem robią się ciężkostrawne, zwłaszcza frytki, które są nim przesiąknięte. Ja np. aż długo nie jestem po nich głodna, ciężko mi strasznie, czuję się syta, i nie powiem, żeby mi było dobrze. :? Być może to jest właśnie przyczyna, a naprawdę szkoda z nich rezygnować, bo są bardzo zdrowe. Tym bardziej może to być po tłuszczu skoro jesz na mieście, nie ważne czy w małych knajpach czy w restauracjach - nie wiadomo jakiego oleju używano, czy nie był stary itd.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 22 wrz 2010, 15:38
Asia, wczoraj po tych ziemniakach zaczęły mnie boleć mięśnie i dopadła deprecha więc może to faktycznie ten olej? Zobaczymy jak wyjdą odczucia po wersji z "wody" i mundurkach.

Dzisiaj na obiad zjadłem rybkę dla mnie specjalnie zrobioną z warzywkami i pokusiłem się na wątróbkę. No i mam za swoje.... siedzę w dole.
Piję właśnie kawę i też widzę, że szkodzi bo już odczuwam gastrologiczne skutki i ból brzucha. Lista się zawęża i zawęża...

Przeczytałem dzisiaj, że w przypadku przejściowej nietolerancji glutenu zaleca się wprowadzenie diety na 2 lata. Co za fantastyczna informacja! Ale ulga! "Jedyne" 2 lata odstawiania sobie od pyska tego co się lubi. Krzepiące....

Idę dziś do internisty, pieprzona klątwa utrzymuje się mi już tydzień, myślałem, że samo przejdzie.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 22 wrz 2010, 15:54
_Pete_, odnośnie wątróbki powiem Ci coś ciekawego, bo też jadam: ja zawsze odróżnię wątróbkę kupioną od tej ze swojego drobiu, bynajmniej nie po smaku. Po kupionej zawsze ale to zawsze źle się czuję a po tej ze swoich kurczaków nie! W domu mnie próbowali kilka razy oszukać – dawali kupioną a mówili że swoja, ale mój żołądek nigdy się nie dał oszukać!!! Tak samo mam z mięsem wieprzowym – nie toleruję go. Jak zjem mielonego z mięsa drobiowego – jest ok. Jak zjem z dodatkiem wieprzowego – źle się czuję. I też mnie próbowano oszukać i się nigdy nie udało.

A kawę pijasz jaką? Bez mleka i cukru? Ja pijam rozpuszczalną słabą słodzoną cukrem brzozowym i z dodatkiem mleka sojowego niesłodzonego. Taka mi nie szkodzi.

Trzymać dietę bezglutenową 2 lata? No to piękna perspektywa... Ale powiem Ci, że się opłaca, od 2 dni nie jadłam nawet kromki żytniego na zakwasie i na żołądek czuję się (odpukać!) bardzo dobrze, i w ogóle jakoś tak lekko. U mnie w domu robi się bułki kukurydziane z bardzo niewielką ilością drożdży – są smaczne no i to jakieś pieczywo. Jem też wafle ryżowe.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 22 wrz 2010, 19:59
Bardzo możliwe, że jest jak piszesz. Zauważyłem, że lepiej jakoś toleruję jedzenie od mamy. Zjadłem niedawno mięso z kebaba - baranina + sałatka. Też pogorszenie.... Łudzę się jeszcze, że coś się nada "zwykłego" do jedzenia z miasta... Cóż, trzeba będzie na 2 latka pożegnać się z "niektórymi" potrawami. Fajnie, że u Ciebie dobrze:) Nie miejmy złudzeń - jak się nie rozstaniemy z tymi pokarmami to może być o wiele gorzej. W końcu przepuszczalność jelitowa prowadzi do wielu chorób.

Kawa bez mleka i cukru, ale to kofeina więc na kosmki też działa średnio dobrze u mnie.

P.S. Ogólnie to jestem w kropce, dostałem na klątwę nuforoksazyd-antybiotyk....

[Dodane po edycji:]

Ok,doczytałem, że działa głównie na patogenną florę.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 23 wrz 2010, 06:51
No właśnie, domowe jedzenie, echhh... U mnie o regularnym jadaniu na mieście nie ma mowy, prawie wszystko mi szkodzi (albo nie mogę pogryźć przez stawy skr.-żuchw.). Notabene odkryłam co jest przyczyną mojego nocnego szczękościsku - dziwna wydzielina w całej jamie nosowej, która utrudnia przepływ powietrza przez nos (a przez usta nie umiem oddychać) co powoduje, że oddycham jakby mocniej, napinając przy tym szczęki oraz mięśnie twarzy. Gdy udrożnię nos i przez jakiś czas (choć krótki) oddycham swobodniej to i szczękościsku nie ma. To samo w dzień, tylko że w ciągu dnia gdy czuję niedrożność nosa a tym samym i szczękościsk, napięcie mięśni twarzy, natychmiast zakraplam sól fizjologiczną bądź wodę morską --> oddycham normalnie, swobodnie --> szczękościsk znika, mieśnie nie "ciągną". Ta wydzielina ponoć jest od chlamydii. :( Wkurza mnie to niemiłosiernie, bo przez to poopuszczały mi się wszystkie dziąsła, odsłoniły szyjki zębowe. :( Do tego po nocy wysięki z uszu, opuchlizna twarzy, paraliż oka po stronie, po której nos był całkiem zatkany, potworne wysuszenie jamy ustnej, swędzenie śluzówek zatok. I tak co noc i co rano... :why: Czekam teraz na protokół Buhnera, dobry przy okazji również na choroby odkleszczowe.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 23 wrz 2010, 12:48
Słuchajcie, siedzicie wygodnie? Nie? No to usiądźcie :smile:

Właśnie wróciłam z dokładnego badania USG z dopplerem. Nie wiem, czy to sen, czy jawa.

Diagnoza: interpositio colonis diaphragmatica

Innymi słowy; moja okrężnica (w okolicy zagięcia sledzionowego) wsunęła się pod przeponę i mam ewidentne, mechaniczne zakłócenia pasażu jelita - stąd moje objawy żołądkowe, wzdęcia, niestrawności, bulgotania, bóle w nadbrzuszu (cały czas obstawiałam żołądek), ucisk pod żebrami, rozwolnienia itp...

Skąd? Możliwe że wada wrodzona, z którą sobie żyłam trochę ponad 30 lat bez żadnych problemów - mam taką budowę ciała, że były predyspozycje (szewska klatka piersiowa, uciskająca przepona), ale objawy nasiliły się z wiekiem: siedzący tryb życia, możliwe że ciąża i poronienie też miały na to wpływ - to jelito mocno zapętliło się tam, gdzie nie trzeba.

Dowiedziałam się, że to się leczy operacyjnie.
Dla potwierdzenia trzeba zrobić rtg klatki piersiowej.

Pewnie będą mnie kroić.

Już w ub. roku (w sierpniu) miałam rtg klatki piersiowej, tam wyszła rozdęta pętla okrężnicy, wskazane poszerzenie diagnostyki. Lekarze to tak zrozumieli, ze skonczyło się kolonoskopią, która nic nie wykazała - i puszczono mnie do domu ze szpitala.

Popłakałam się. Ze zmęczenia, ale też ze szczęścia. Bo w końcu nie wymyśliłam tego sobie...

Wniosek: od problemu do diagnozy minęło 1,5 roku. :shock:

USG miałam robione 5 razy - raz wyszło 'rozdęcie okrężnicy, aerofagia' (pani łyka powietrze, pewnie nerwowo).

Żesz qrffa, no :evil:
No to sobie wymyśliłam nerwicę, depresję, hipochondrię, prawda? ... Ile kasy wydałam na psychiatrę i psychologa, szkoda gadać. Wmówiłam sobie, że mnie boli.

Słuchajcie, nie poddawajmy się, nie wszystko jest nerwicą. I leczmy się u chirurgów, oni chyba wiedzą najwięcej!

[Dodane po edycji:]

Aha. No i mam niewielkie zwężenie pnia trzewnego również, ale ono, zdaniem lekarza wykonującego USG nie jest przyczyną moich dolegliwości. Przyczyną jest okrężnica.

[Dodane po edycji:]

:shock:

Właśnie dokopałam się do wyniku badania RTG klatki piersiowej ze szpitala z lipca 09.

Fragment:
"Znacznie rozdęta pętla jelita grubego w okolicy zagięcia śledzionowego - obraz moze sugerować przeszkodę w rzucie zstępnicy - wskazane poszerzenie diagnostyki (np. rtg poziomym promieniem w ułozeniu na prawym boku).

Wtedy skierowali mnie na kolonoskopię, która nic nie wykazała i wysłali do domu z diagnozą jelita drażliwego i lekami na żołądek.
Nie wykonano tego dodatkowego rtg, które sugerował radiolog.
A chyba tylko rtg pokazałoby, jak jelito się układa. Bo to, że w srodku jest OK, nie znaczy wcale, że znajduje się ono tam, gdzie być powinno.
Tyle miesięcy 'leczenia' żołądka i nerwicy. A trop był właściwy, warto było go pociągnąć...
No szok. :shock:
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 23 wrz 2010, 17:14
Zachmurami, cieszę się, że w końcu wiesz, co Ci jest!!!! Jesteś najlepszym przykładem na to, że nie trzeba od razu dawać sobie wmawiać nerwicy jeśli rzeczywiście coś boli i nie przechodzi po lekach psychotropowych czy terapii, tylko trzeba szukać uparcie dalej!!! Wyobrażam sobie, że odetchnęłaś z ulgą mimo tej diagnozy... Bo w końcu wiesz na co się leczyć.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 23 wrz 2010, 19:49
-asia -

Trochę odetchnęłam z ulgą, ale jednocześnie zalewa mnie złość...

Przecież były jakieś tropy, wskazania, że coś jest nie tak. Już rok temu.

Czy faktycznie tego typu przemieszczenie jelita jest tak rzadkim przypadkiem, żeby lekarze na to wpadli?

Ból, tępy, nasilający się lub słabnący, opasujący nadbrzusze czuję wysoko pod żebrami z lewej strony. Bywa, że coś tam bulgocze - właśnie pod żebrami, prawie pod pachą. Wzdęcia.

Nie mogę zapomnieć wypowiedzi lekarki, która widząc, gdy pokazywałam, gdzie mnie boli (nadbrzusze, bok, lewe żebra) gruchnęła śmiechem twierdząc, że tam nie ma prawa nic boleć, bo tam NIC nie ma!!!

Owszem, jak się okazało, u mnie JEST 8) . Jelito. :? Przemieszczone, bo teoretycznie NIE powinno go tam być.
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 23 wrz 2010, 19:53
Zachmurami, przerażają mnie tacy lekarze jak ta lekarka, o której piszesz. :pirate: Niewiedza wielu lekarzy jest po prostu porażająca. :( Mnie też już nie raz "wyrolowali" i bardziej zaszkodzili niz pomogli. Trafić teraz na dobrego lekarza - bezcenne... :roll:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 23 wrz 2010, 20:30
To jest okropna bezradność. :( Tyle razy mówiłam, że mnie boli, fachowcy twierdzili, że nie ma prawa boleć, albo że to jelito drażliwe. Owszem drażliwe, bo ściśnięte nienaturalnie przeponą.
Dlaczego nikt nie wpadł na to, żeby zrobić dodatkowe badanie rtg, albo zasugerować tomografię jamy brzusznej?

Skąd miałam wiedziec, że prawidłowa kolonoskopia nie oznacza, że wszystko jest ok?
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 16 gości

Przeskocz do