Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 02 wrz 2010, 21:31
MARIAN1967 napisał(a):
Zachmurami napisał(a):
Pomidory mogą powodować pojawienie się zgagi.


Dokładnie. Pomaga pozbycie się skórki oraz pestek, czyli jedzenie samego ich miąższu. Przynajmniej w moim przypadku. ;)
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 02 wrz 2010, 21:52
-asia- napisał(a):Nie znam, moja lekarka mi to zaleciła. Jeśli chodzi o skład to jest to woda i... krzem. :D Jak mi pomoże to Ci powiem. :smile:


Dawaj znać. :)

"A łykasz jakieś probiotyki? Ja zgodnie z zaleceniem lekarki zakupiłam Lacidofar (jest to synbiotyk), ale źle się po nim czuję (bóle i ścisk w żołądku, wzdęcia) i nie wiem już czy to źle czy dobrze. :?"

Jak czujesz się źle to zmień na inny. To jest jakaś fikcja moim zdaniem, że niby te dobre bakterie żrą candidę i są herxy, czy jakoś tak :mrgreen: Jeśli chodziło nam o to samo. Ja po lacidofilu, źle się czuję, ale psychicznie. Znalazłem informację, że czasem tak jest po probiotykach i to przez leaky gut i alergię na nie właśnie. Z drugiej strony nie wiem jak to oceniać bo jeśli tak jest to znaczy, że ten probiotyk jako jedyny przebił się do jelitka. Np. biorę multilac teraz, ale szału nie ma. Zeżrę jeszcze kilka opakowań bo tanie to było, to ocenię dokładniej.

Z tymi wszystkimi polepszaczami to trzeba uważać. Ostatnio zauważyłem np. że gdy nie biorę błonnika to.... nie mam zaparcia. Serio. :) Pokręcone to wszystko i u każdego indywidualne reakcje.

Sama zobacz, mało jeszcze wiemy o bakteriach w jelicie:

http://wyborcza.pl/1,91002,4870927.html

U niektórych wywołują one infekcje i kompletnie nie wiadomo czemu się tak dzieje.

[Dodane po edycji:]

BTW- widziałyście to?

http://www.fooddetective.pl/wykonaj-test

Zamówiłem właśnie.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 02 wrz 2010, 22:02
Mnie jeszcze zastanawiają te nietolerancje... No bo, że pokarmowe od nieszczelnego jelita – ok, zgadzam się jak najbardziej. Ale jak u mnie wyjaśnić nabycie również alergii wziewnych??? Bo przeciekające jelito nic tu do rzeczy nie ma, chodzi raczej o grzyba w całym organizmie. Nie toleruję żadnej chemii (spaliny, perfumy, kosmetyki, środki czystości itd.) - zaraz mam duszności, zapalenie śluzówek, ich pieczenie i zaczerwienienie, oczy mi się robią szklane, skóra "papierowa", masakra. :cry: Przy tym wszystkim nabawiłam się również dziwnej alergii na roztocza i pleśnie, której wcześniej nie miałam!
Artykuł intrygujący, spotkałam się z nim już kiedyś. A jakiego błonnika używałeś? Przyzwyczajenie się do niego na początku bywa trudne (przejściowe wzdęcia, bóle brzucha, biegunka bądź... zaparcia!), potem organizm się przyzwyczaja.
To wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane niż nam się wydaje...
Test bardzo ciekawy - pytanie tylko czy wiarygodny...
-asia-
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 03 wrz 2010, 21:01
Ponoć wiarygodny. "Ponoć", "chyba", "w zasadzie", "raczej". Takie to wszystko jest co wiąże się z tym dziadostwem kurde.:/

Ciężko wyczuć o co chodzi z tymi alergiami wziewnymi. Nie czytałem nigdy na ten temat.

Używałem colon c. Dałem sobie ostatnio spokój z nim, bo mnie drażniły te posiedzenia na kibelku. Teraz odstawiłem i jest ok.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 06 wrz 2010, 16:27
_Pete_ napisał(a):
BTW- widziałyście to?

http://www.fooddetective.pl/wykonaj-test

Zamówiłem właśnie.


Hmm. Interesujący produkt, ale ja osobiście nic o nim nie wiem. Mam nadzieję, że test okaże się wiarygodny. _Pete_ trzymam kciuki, żeby coś konkretnego wskazał.

Ja, poki co, poczekam jeszcze na wyniki badania wycinków w kierunku celiakii.

Czuję się (odpukać!) lepiej.
Z leków zażywam 1/4 tabsa Mirzatenu (chyba dawka ta ma znaczenie psychologiczne, zresztą niebawem spróbuję odstawić :smile: ) i Debretin (na jelito drażliwe).
Połknęłam dwa opakowania nystatyny ( łykając ją czułam się trochę zakręcona, i zamulona, miałam pustkę w głowie, i wrażenie, że wraca taki-nijaki stan subdepresyjny, lub postdepresyjny.



Teraz jest lepiej. To chyba był celny strzał - nystatyna, plus wykluczenie glutenu. Plus debretin na ZJD.
Mam nadzieję, że grzyb poszedł sobie precz, a przynajmniej jego nadmiar.

Mniej bulgocze w jelitach. W sumie nie wiem, co pomogło. Może cały zestaw działań?

Depresja też jest już chyba historią (oby!). Mówiąc prawdę, boję się, pisząc te słowa, że zapeszę i 'to' wróci.

Żołądek, hm. Nadal czasem czuję, że go mam, ale bywa, że wcale o nim nie myślę.
Im więcej zewnętrznych bodźców, tym mniej miejsca na wsłuchiwanie się we własne trzewia.

Z perspektywy czasu napiszę tylko, że moje leczenie żołądka eseserajami to był krok milowy w kierunku szybkiego i bolesnego zgonu.
Zmarnowałam kilka miesięcy na psychiatrów, testując różne paskudztwa.
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 06 wrz 2010, 19:59
_Pete_ napisał(a):
Jeśli mowa o żarciu to ja już nie wiem co jeść w zasadzie. Zanim doszedłem do tego co się dzieje, to zdążyłem nałapać alergii chyba na wszystko. Ostatnio dostałem alergii po.... oleju lnianym budwigowym. Paranoja jakaś! Dostawałem też objawów alergii po.... Lacidofilu i to niechudych. Mogę tylko przypuszczać co tam się dzieje w jelicie i jak bardzo jest nieszczelne.... Wczoraj zjadłem 2 gotowane kiełbaski wieprzowe i po 15 minutach bóle mięśni, zmęczenie graniczące z deprechą, zobojętnienie, niechęć do aktywności, bóle napięciowe twarzy, szczęki, chęć zgrzytania zębami. Dobijają mnie te atrakcje psychiczne po posiłkach. :/ Kurrrrwa mać, kiedy to się skończy!

W zasadzie to bywa tak ,że jeśli człowiek boi się czegoś jeść to na pewno mu to zaszkodzi.
Tak działa nasza psychika. Za wyjątkiem octu ,który powoduje u mnie otępienie i osłabienie ,to mogę jeść wszystko. U ludzi starszych normalnym objawem po zjedzeniu posiłku jest osłabienie. Kiedy byłem młodszy mogłem po posiłku zaraz zająć się pracą .Teraz potrzebuję trochę trochę czasu aby odpocząć i odzyskać siły.I nie widzę żadnego powodu aby tym się przejmować .

[Dodane po edycji:]

Zachmurami, ja to nie wierzę żeby jakieś tabletki psychotropowe leczyły .16 lat radzę sobie z nerwicą bez nich.
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 06 wrz 2010, 20:15
MARIAN1967 napisał(a):W zasadzie to bywa tak ,że jeśli człowiek boi się czegoś jeść to na pewno mu to zaszkodzi.
Tak działa nasza psychika.


Czasem może tak jest. Ale na pewno nie zawsze. Np. jeśli chodzi o mnie - bo ja uwielbiałam słodycze, produkty z mleka krowiego oraz mączne, i ani w głowie mi było zaprzestanie ich jedzenia z jakiegokolwiek powodu, a już na pewno nie z powodu lęku, bo słodycze zawsze mnie uspokajały, podobnie mleko. Nawet w okresach anoreksji żywiłam się właśnie tylko nimi. Mimo to musiałam je odstawić choć psychicznie bardzo źle to znosiłam (agresywność, silne napady złości, ciągłe rozdrażnienie, silny pociąg do tych produktów - no czułam się jak na odwyku). Ale mój organizm fizycznie odżył po odstawieniu i mogę dzięki temu jako tako normalnie funcjonować. Tych produktów nigdy nie bałam się jeść, opory miałam raczej przed tłuszczami oraz białkiem, a musiałam się do nich przekonać. :P
Kto nie ma wielu nabytych nietolerancji pokarmowych, kto tego sam nie przeżyje niestety tego nie zrozumie. :( :roll:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 06 wrz 2010, 22:24
MARIAN1967 napisał(a):W zasadzie to bywa tak ,że jeśli człowiek boi się czegoś jeść to na pewno mu to zaszkodzi.
Tak działa nasza psychika.


Marian to co piszesz ma duży sens, ale w przypadku problemów pochodzących "z głowy". U mnie nerwica jest w zasadzie szczątkowa, z lwią częścią jej dolegliwości uporałem się samodzielnie. To co opisuję to wynik wpływu alergii i nietolerancji pokarmowych na psychikę, nie odwrotnie. Zdaję sobie jednak całkowicie sprawę, że z boku może wyglądać to na hipochondrię, ale wierz mi, że to schorzenie jest ostatnim, które nas tutaj trapi.

Zachmurami, dobrze słyszeć!

A teraz pora na mnie - i ja się pochwalę. :) Nastąpił u mnie duży progress w samopoczuciu. Zorientowałem się ostatnio , że bardzo źle toleruję laktozę - zjadłem w czwartek zsiadłe mleko i zakończyło się to 3-godzinną deprechą. Pomyślałem, że to przypadek i... zjadłem następnego ranka jogurt naturalny. Efekt jeszcze bardziej spektakularny. Wtedy mnie olśniło. A pomyśleć, że w zasadzie codziennie pijałem kawkę z mlekiem.... Mało tego-będę musiał zmienić leki, bo moje obecne psychotropki zawierają laktozę... A ja zawsze się zastanawiałem czemu po każdej tabletce czuję rozkojarzenie przez 1-2h i brałem to za efekt działania tego leku. Szok...A dzisiaj nie wziąłem tabletek i powiem Wam, że tak jak dzisiaj to nie czułem się od dawna!

Mało tego - poszedłem za ciosem i w sobotę postanowiłem sprawdzić reakcję na gluten-kupiłem sobie paluszki. Zjadłem trochę i odczekałem kilkanaście minut - efekt jak powyżej + zmęczenie, rozdrażnienie, nerwy, problemy z klarownością myślenia. Podobnie było po 100 ml piwa(piję je rzadko więc nawet nie zauważyłem). Jak na dłoni widać, że i ja mam nietolerancję na te składniki.

To było 2 dni temu, a dzisiaj czuję się świetnie:D Nie ma problemów z jakością myślenia, pamięcią, zero zmęczenia, zero deprechy, zero posranych myśli atakujących moją głowę, nic, null, zero. Brak w zasadzie jakichkolwiek gazów, bóli brzucha etc. Mam nadzieję, że to stała tendencja (odpukać).

P.S. Dzisiaj pisałem na forum z polską lekarką, która pracuje w USA i zajmuje się m.in. tematyką chorób z autoagresji(a jest ich około 40). Nie chcę żeby to zabrzmiało jak tania sensacja, ale ona twierdzi, że tamtejsze badania sugerują, że za 9/10 przypadków tych chorób odpowiada...przepuszczalność jelita cienkiego.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 07 wrz 2010, 06:36
_Pete_ napisał(a):A teraz pora na mnie - i ja się pochwalę. :) Nastąpił u mnie duży progress w samopoczuciu. Zorientowałem się ostatnio , że bardzo źle toleruję laktozę - zjadłem w czwartek zsiadłe mleko i zakończyło się to 3-godzinną deprechą. Pomyślałem, że to przypadek i... zjadłem następnego ranka jogurt naturalny. Efekt jeszcze bardziej spektakularny.


No właśnie, u mnie było bardzo podobnie! Jeśli chodzi o mleko to używałam go również do nie dawna tylko trochę do kawy. Po każdej kawie - zgaga, kwasy podchodzące do przełyku, kwaśne odbijanie. Myślałam, że to dlatego, iż kawa ogólnie rzecz biorąc nasila refluks itd. Ale kilka dni teu zamiast mleka krowiego dodałam mleka sojowego. I... jakież było moje zdziwienie - zgagi nie było!!! Teraz dodaję mleka sojowego do każdej kawy i po zgadze ani śladu, mogę sobie spokojnie pić. :D Co do jogurtów i zsiadłego mleka - przeżywałam to samo co Ty. :P I w końcu także z nich zrezygnowałam, bo czuję się po nich masakrycznie.

Podobnie czuję się po laktozie zawartej w tabletkach - kiepsko. :evil:

Co do glutenu to ja nawet na śniadanie już kanapek z razowcem nie jem tylko kaszę gryczaną bądź jaglaną z jakimś dodatkiem. I wtedy czuję się bardzo dobrze. Ograniczam mój ukochany chlebek do minimum... Niestety.

Nietolerancja glutenu i laktozy to klasyka przy problemach z candidą oraz nieszczelnymi jelitami. 8) :twisted:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 07 wrz 2010, 11:14
Dobra, euforia za mną, czas na konkrety. Czego używasz Asiu zamiast masełka? Na pierwszy rzut oka odpadają też wszelkie chleby, poza bezglutenowymi.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 07 wrz 2010, 18:54
_Pete_ napisał(a):

P.S. Dzisiaj pisałem na forum z polską lekarką, która pracuje w USA i zajmuje się m.in. tematyką chorób z autoagresji(a jest ich około 40). Nie chcę żeby to zabrzmiało jak tania sensacja, ale ona twierdzi, że tamtejsze badania sugerują, że za 9/10 przypadków tych chorób odpowiada...przepuszczalność jelita cienkiego.

_Pete_ to nie brzmi jak tania sensacja. To brzmi bardzo logicznie. W takim razie nie candida jest przyczyną 'leaky gut', ale jakaś nietolerancja pokarmowa (nietolerancja glutenu). Pocieszające jest to, że niektóre pokarmy po jakimś czasie można włączyć. Nietolerancja na gluten może być przejściowa, jeżeli nie jest to klasyczna, pełnoobjawowa celiakia z zanikiem kosmków jelitowych. Wtedy po kilku(nastu) miesiącach można powrócić do rogalików, ciastek etc.

Ba, ponoć można się uczulić również na... samego drożdzaka.

A czasem grzyb, na którego jesteśmy uczuleni, rośnie na zewnątrz, nie wewnątrz nas. Np. w łazience (taki kropidlak np.). :shock: W takim przypadku zmiana miejsca zamieszkania może wiązać się z poprawą samopoczucia.

Kurczę, wybijamy tego grzyba w trzewiach (właśnie sama łykałam nystatynę, he, he.) - a może nie tędy droga?

Trzeba po prostu zidentyfikować tę TRUCIZNĘ co nas dobija... i odciąć się od niej na dobre, a organizm sam się uleczy.

-asia - może być tak, że Twoje rozliczne alergie wywołuje jeden czynnik, który sprawia, że Twój organizm szaleje i alergizujesz się na wszystko. Ale czy to napewno candida?
Na logikę: drożdzak bytuje sobie w jelicie również u zdrowych ludzi, wraz z rozlicznymi szczepami bakterii i wszystko gra. Natura go tam umieściła 'po coś'.

[Dodane po edycji:]

Na forum atopowego zapalenia skóry piszą o teście Imu Pro 300 na nietolerancje pokarmowe:

http://www.atopowe-zapalenie.pl/forum/v ... =12&t=4275

Ponoć przerost drożdzaka i alergia na drożdżaka to dwie różne sprawy:

http://www.atopowe-zapalenie.pl/forum/v ... =12&t=5567
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 08 wrz 2010, 04:52
Daje do myślenia ten temat z autoagresjami prawda?

Zachmurami, stricte za leaky gut odpowiada dysbioza w jelicie + czynniki zewnętrzne, genetyka etc. Czynniki zewnętrzne to w naszym przypadku antybiotyki (które same w sobie mogą uszkadzać kosmki). Antybiotyki killują dobrą florę, na jej miejsce namnaża się zła flora (w tym candida), która przez wpływ na śluzówkę dziurawi jelito i problem gotowy.

Tak czy inaczej u nas za problem są odpowiedzialni lekarze i ich antybiotyki.

Mało jeszcze wiemy jaki powinien być tak naprawdę skład pozytywnej flory. Mi na miejsce candidy, którą wytłukłem namnożyła się e.coli (wzrost obfity w ostatnim posiewie). I jedni mówią - bierz antybiotyki i wykilluj to dziadostwo, drudzy - to normalna flora i nic nie rób. Ciężko wyczuć, każdy musi samodzielnie dojść do tego co jest dla niego dobre, a co nie.

Śmigam na urlop, trzymajcie się.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 08 wrz 2010, 07:22
_Pete_, udanego urlopu. :D
Pytałeś co zamiast masła - no ja jem go trochę... Chociaż mam problem z cholesterolem (przez problemy z tarczycą zmierzającą ku niedoczynności). Poza tym czasem moczę chleb w oleju lnianym budwigowym, polewam nim kaszę... :D Kiedyś jadałam sporo oleju z pestek dyni, jest bardzo smaczny.

[Dodane po edycji:]

Zachmurami, w tym co piszesz może być sporo racji, bo faktycznie w moim domu był grzyb, i przypuszczam, że mimo odgrzybienia ścian jego zarodniki krążą nadal, bo mamy podłogi i sufity z lakierowanych desek, bardzo łatwo sobie między nimi "siedzieć", dom nieocieplony, więc o wilgoć nie trudno. ALE - do ubiegłego roku nie byłam np. tak wrażliwa na roztocza, kurz, a teraz... masakra. Alergia na całego. Coś musiało być tego przyczyną. :(
Oprócz alergii mam problem z bardzo zniszczonymi śluzówkami całego ciała. To strasznie utrudnia odychanie, zwłaszcza w suchym powietrzu. Poza tym ciągle mi brakuje tlenu. :roll: Gdy jestem w mieście to łapię oddech jak ryba. Dopiero na wsi mogę głęboko odetchnąć. Dlatego w ubiegłym roku przymusowo wyprowadziłam się z Warszawy - wszystkie śluzówki (zwłaszcza w lecie) piekły mnie żywym ogniem. :pirate:
Nie mogę znieść ogrzewanego powietrza, zaraz dostaję zapaleń śluzówek, nie mogę oddychać, oczy mam jak naćpane, w buzi pali, język pali. W ubiegłą zimę nie dawałam palić w domu, bo się dusiłam. Albo miałam okna w pokoju wtedy pootwierane, żeby dochodziło świeże powietrze. To jakiś koszmar. :roll:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 08 wrz 2010, 18:02
_Pete_ udanego urlopu i dobrej flory :smile: !

-asia-
Tych grzybów, co nam mogą wyrządzić samo zuo jest tyle, że chu chu. :shock: Candida przy niektórych grzybolcach to mało szkodliwy szkodnik jest


Kopiuję fragment artykułu, który znalazłam w sieci. Znaczenie kliniczne alergii na antygeny grzybów. Źródło wiarygodne, poparte fachowym piśmiennictwem medycznym:
http://www.alergia.org.pl/lek0/archiwum ... zenie.html
Wytłuszczenia moje

Na podstawie danych z piśmiennictwa i własnych doświadczeń stwierdzam, że oznaki uczulenia na grzyby mogą być następujące:

nasilanie się objawów alergii po kuracjach antybiotykami, jeśli jednocześnie nie był podany systemowy lek przeciwgrzybiczy; zaostrzenie lub pojawienie się objawów alergicznych (kataru, kichania, pokrzywki itp.) w trakcie infekcji grzybiczych pochwy, paznokci, zatok, oskrzeli czy skóry,
chrypka, objawy pseudogrypowe, nasilenie kaszlu/ kataru lub zmian skórnych po zjedzeniu pokarmów zawierających alergeny grzybów: szampana, piwa, domowych win, ketchupu, sosu sojowego, serów z niebieską pleśnią (typu Roquefort), świeżego ciasta drożdżowego, większej ilości wędzonych przemysłowo wędlin, winogron, pleśniejących owoców, jarzyn czy pieczywa oraz długo przechowywanych w chłodniach warzyw i owoców,
nasilanie się objawów alergii po pracy w ogrodzie (koszenie trawy!!, grabienie liści, zbieranie owoców i jarzyn, kompostowanie itp.), brodzeniu w opadłych liściach, sprzątaniu lub zamieszkaniu w sezonowych domkach, namiotach, przebywaniu w piwnicach, na fermach zwierzęcych, po grzybobraniu,
nasilanie się objawów w czasie odwilży, po burzy, w okresach ciepłej i wilgotnej jesieni,
złe samopoczucie, uczucie znużenia, czasem depresji w czasie przebywania w pomieszczeniach zagrzybionych, zatęchłych, z wieloletnim kurzem, z wadliwą klimatyzacją, szczególnie w tropiku oraz w okolicach podmokłych, nad nizinnymi jeziorami i w krajach o wysokiej wilgotności (Anglia, Belgia, Holandia),
zaostrzenie choroby alergicznej lub "przeziębienie" w trakcie remontów, szczególnie polegających na wymianie tapet, wykładzin czy zmianie poszycia dachu,
trudności w leczeniu alergii na roztocza czy pyłki pomimo wypełnienia zaleceń prewencyjnych i leczniczych, słabe efekty immunoterapii,
zła tolerancja warunków pływalni, krytych basenów - przy trenowaniu pływania - polipy nosa i pokrzywki,
kichanie przy otwieraniu lodówek, w trakcie przebywania w łazience, podczas czyszczenia akwarium, okien, parapetów (oznaki szczególnej wrażliwości).
W alergologii praktyczne znaczenie mają następujące rodzaje grzybów:

1. Alternaria i Cladosporium - najczęściej odpowiedzialne za alergię wziewną (oculorhinitis, mould asthma), Alternaria głównie w klimacie śródziemnomorskim (oraz na południu Polski), a Cladosporium w rejonie Bałtyku i Morza Północnego. Alternaria w warunkach polskich jest najczęściej przyczyną monowalentnego uczulenia, ponadto często kojarzy się z uczuleniem na pyłki traw (14). Podejrzewa się też, że jest odpowiedzialna za nagłe zgony młodych osób z astmą oskrzelową w okresie późnego lata (5,7,16).

2. Fusarium - alergia na ten grzyb jest typowa dla cieplejszego klimatu, ale od epoki pomieszczeń klimatyzowanych i kąpielisk typu "raje wodne", które kolonizuje, nabiera znaczenia międzynarodowego.

3. Pullularia i Merulius - rozkładają drewno, są pleśnią powierzchni drewnianych o niepotwierdzonej roli w astmie oskrzelowej, sygnalizowanej przed laty przez Romańskiego.

4. Drożdże Candida i Rodotorula - ich rola jako czynnika wywołującego choroby alergiczne jest dyskusyjna, natomiast infekcje drożdżakami pacjentów z jakąkolwiek chorobą alergiczną często powodują jej zaostrzenie. Są doniesienia, sugerujące rolę kwaśnej proteazy C. albicans w wywoływaniu stanów astmatycznych (1). Kolonizacja przewodu pokarmowego C. albicans może być przyczyną chronicznej pokrzywki (3).

5. Aspergillus czyli kropidlak - grzyb o wyjątkowej aktywności immunogennej, jego toksyny - cytotoksyna i gliotoksyna - hamują aktywność limfocytów T, stymulują apoptozę makrofagów (13,19). Najbardziej alergogenne są jego zarodniki. Jest po Alternarii najczęściej uczulającym grzybem, wiąże się z ciężkimi postaciami alergicznego nieżytu nosa, astmy oskrzelowej i zapaleniem pęcherzyków płucnych w płucu farmera, piekarza, ABPA. Wg badań Kauffmana, Ozanguc i własnych - najczęściej alergizuje dorosłych atopików ze skłonnością do infekcji dróg oddechowych. Wobec wiedzy o immunogennym działaniu toksyn grzyba powstaje pytanie, czy alergia na niego prowadzi do spadku odporności, czy też częste infekcje sprzyjają kolonizacji kropidlaka i następnie alergizacji?

6. Penicillium - wraz z kropidlakiem jest głównym grzybem domowym. Jego stężenie wzrasta w czasie remontów, porządkowania spichrzy, piwnic - wtedy może powodować zaostrzenia alergii dróg oddechowych i alergiczne zapalenie pęcherzyków płucnych. Jest pleśnią pieczywa i owoców. Jego znaczenie w alergologii jest nieznane, ponieważ najczęściej towarzyszy uczuleniom na inne grzyby.

7. Trichophyton - dermatofity, znane głównie jako czynnik sprawczy grzybic skóry i paznokci. Są sugestie, że mogą odgrywać rolę w astmie wieku późnego, astmie pedikiurzystek i w polipach eozynofilowych nosa (5,20). Ważne jest, aby odpowiedzieć na pytanie, czy ma to być reakcja na infekcję grzybiczą dermatofitem z wtórną alergią na inwazyjny grzyb, czy też alergia IgE-zależna, z manifestacją w oskrzelach i zatokach nosa?
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do