Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 01 wrz 2010, 12:18
_Pete_, fajnie, że się odezwałeś. Chciałabym zapytać o nystatynę właśnie :smile: . Otóż dawka, którą zalecił mi doc to 3 x 2 tab 500 000 j.m. przez ok. 6 dni (czyli dość sporo, ale przez krótki okres).
Wczoraj wieczorem i dziś rano czułam się nieco przymulona i zmęczona (tak depresyjnie dość). Czyżby grzyby masowo obumierały i ich truchła zatruwały mój organizm? :shock: Ale pogoda jest szitowa, więc może to również to. No nic, biorę dalej, mam nadzieję, że sobie nie zaszkodzę.

Co do alergii - biosłonicy uważają, że nietolerancja glutenu może jak najbardziej prowadzić do nieszczelności jelit. Ech, fajnie byłoby wykluczyć jeden składnik, i mieć z głowy wszystkie objawy, leki...

Marian1967, mam 35 lat, i cóż... powoli już się sypię, jak widać. :lol:

[Dodane po edycji:]

MARIAN1967 napisał(a):Ponadto unikam czynników które wpływają na krążenie krwi ;są to wibracje i intensywne kołysanie.Dlatego podróże męczą ,powodują osłabienie ,otępienie.Zimne stopy mam od zawsze ,jak tylko pamiętam mam z tym problem zimą . Zachmurami, to co zauważyłem u siebie ,że nie tylko dieta ma wpływ na refluks ale również krążenie krwi.Nie wiem czy lubisz pomidory ? Kiedyś dawno temu lekarz zalecił jeść dużo pomidorów .Bardzo usprawniają trawienie .



Ja też fatalnie znoszę podróże, od dawna. Kilka godzin w samochodzie i reszta dnia do bani :? . Czy to wina słabego krążenia? Ale to chyba genetyczne, moja mama i śp. babcia też tak miały.

Pomidory uwielbiam, nie wiem, czy na nadkwasotę one dobre są, ale cóż, pożeram je chętnie. A trawienie mam aż zanadto sprawne czasem.

[Dodane po edycji:]

Kopiuję z forum bioslone informacje o glutenie
http://www.bioslone.pl/forum/index.php:

Gluten – groźna lektyna pokarmowa
Gluten jest białkiem roślinnym występującym w ziarnach czterech zbóż – pszenicy, żyta, owsa i jęczmienia. Jego charakterystyczną właściwością jest kleistość wykorzystywana do sklejania skrobi przy wyrabianiu ciasta do produkcji makaronu, klusek, a także wszelkiego rodzaju wypieków.

Bez glutenu mąka nie klei się, więc do pieczywa bezglutenowego dodawane są inne kleje, najczęściej gumy – guar, arabska, karaya, gellan czy inne „wynalazki” pomiędzy E400 a E421.

Biały, ciastowaty osad nazębny jest sklejany właśnie przez gluten. Mamy więc jako takie wyobrażenie o jego kleistych właściwościach, ale by zobaczyć czysty gluten, należy mąkę glutenową zmieszać z niewielką ilością wody. Powstałą w ten sposób masę należy ugniatać i moczyć w wodzie, by wypłukać zeń skrobię. Pozostaje sprężysta, gumowata, biaława masa. Jest to niemal czysty gluten.

Podobne zjawisko zachodzi, gdy żujemy dojrzałe (najlepiej świeże, prosto z kłosa) ziarno zbóż. Po pewnym czasie z żutej masy wypłukuje się skrobia, a po usunięciu otrębów pozostaje gluten posiadający cechy typowej gumy do żucia.

Więźniowie, mając sporo czasu i niewiele materiału rzeźbiarskiego, żują więzienny czarny razowiec, by wypłukać zeń skrobię i błonnik, dzięki czemu uzyskują czysty gluten, z którego wykonują rozmaite figurki. Po wysuszeniu uzyskują one bardzo dobre właściwości mechaniczne – można nimi rzucać i nie odkształcają się, nie pękają, lecz odbijają się, jakby były z gumy. Taki jest gluten.

Ze zdrowotnego punktu widzenia, gluten nie przejawia żadnych pozytywnych cech, za to negatywnych ma sporo. Przede wszystkim skleja skrobię i błonnik w nierozpuszczalne, a zatem niestrawne grudki, które po dotarciu do jelita grubego zbijają się w duże, zwarte grudy powodujące zatwardzenie stolca.

U osób uczulonych na gluten, wskutek podrażnienia nabłonka w strefie wchłaniania, następuje prawidłowa (sic) reakcja obronna organizmu w postaci przyspieszonej perystaltyki, przez co częściowo strawiona masa pokarmowa (zanim zostanie wchłonięta i odwodniona) dociera do jelita grubego, gdzie stanowi raj dla drożdżaków preferujących takie właśnie podłoże – półpłynne, bogate w cukry proste (ze strawionej skrobi), które na drodze fermentacji przerabiają na alkohol.

Stąd właśnie charakterystyczny stolec – na początku twardy, jakby zaczopowany, za którym pojawia się wodnista, brązowa, cuchnąca biegunka, jako jeden z opisanych na początku rozdziału objawów drożdżycy jelita grubego, na który składają się dwie przyczyny, ale w każdej z nich najważniejszą rolę odgrywa ten sam czynnik – gluten pokarmowy.

Jak niekorzystny wpływ ma gluten na śluzówkę przewodu pokarmowego może świadczyć fakt, że hemoroidy bardzo trudno jest wygoić osobom jedzącym pokarmy glutenowe, natomiast po wyeliminowaniu z pożywienia glutenu – ustępują one samoistnie.

Trzeba wiedzieć, że gluten nigdy nie wchodził w skład pożywienia naszych praprzodków myśliwych-zbieraczy. Jako pożywienie człowieka, gluten pojawił się dopiero po wynalezieniu rolnictwa, czyli zaledwie 7 tysięcy lat temu. To po pierwsze, a ponadto – przez te siedem tysięcy lat ludzie jedli zupełnie inne produkty z mąki glutenowej, ponieważ uprawiali zupełnie inne odmiany zbóż, niż te, z którymi mamy do czynienia obecnie, od kiedy, w wyniku krzyżówek i zabiegów na materiale genetycznym zbóż, powstały wysokowydajne odmiany charakteryzujące się zawartością glutenu na skalę niewystępującą w naturze. Jeśli dodamy do tego nadmierne oczyszczanie mąki produkowanej na masową skalę, w celu wydłużenia jej przydatności do spożycia, spulchniacze, polepszacze i inne niecne zabiegi stosowane w piekarniach, to dochodzimy do wniosku, że obecnie nasz chleb powszedni stał się niezłą trucizną.

Gluten jako białko (lektyna pokarmowa) zawiera obcy dla naszego organizmu kod genetyczny. Nie jest to żadną wadą, gdy gluten przebywa w przewodzie pokarmowym, ale jeśli wniknie przez nadżerki w nabłonku jelitowym i zetknie się z systemem odpornościowym, to jako antygen prowokuje odpowiedź immunologiczną. I niekoniecznie musi to być postać klasyczna celiakii dotykająca 1% populacji, bowiem nietolerancja glutenu dotyczy przeszło 50% ludzi i może objawiać się w czterech postaciach:

1.Postać klasyczna (pełnoobjawowa) zwana celiakią, w której występują wszystkie cechy tej choroby – zanik kosmków jelitowych oraz wzdęty brzuch i pienisty stolec.
2.Postać niema (ubogoobjawowa) celiakii, w której występuje jedynie zanik kosmków jelitowych, bez pozostałych objawów klasycznej celiakii.
3.Postać ukryta (latentna) nietolerancji glutenu, w której nie występują żadne typowe objawy celiakii, natomiast występują choroby z autoagresji systemu odpornościowego wskutek tropizmu tkankowego tej groźnej lektyny pokarmowej. Jest to bardzo groźna postać nietolerancji glutenu, o wiele groźniejsza od postaci objawowych, ponieważ efektów destrukcji nijak nie można powiązać z glutenem, by móc zawczasu zareagować, a więc wyeliminować przyczynę tej choroby.
4.Postać skojarzona, która nie ma żadnych cech celiakii, ale o jej związku z nietolerancją glutenu świadczy fakt, że wiele trudnych do wyleczenia chorób ustępuje niejako samoistnie, w wyniku przejścia na dietę bezglutenową.
Na pierwszym miejscu wśród chorób związanych z nietolerancją glutenu należy wymienić chorobę Duhringa, zwana opryszczkowatym zapaleniem skóry (dermatitis herpetiformis). Jest to skórna postać celiakii będąca objawem wydalania z organizmu zalegających w nim złogów glutenu. Typowym obrazem zmian skórnych w jej przebiegu są zmiany wielopostaciowe (pęcherzyki, grudki, rumień), często bardzo swędzące, powodujące tendencję do drapania zmienionych miejsc, w następstwie czego powstają strupy i blizny. Najczęstszym umiejscowieniem zmian są kolana i łokcie oraz okolica kości krzyżowej i pośladki (bardzo typowa lokalizacja), a także tułów (częściej plecy – okolica łopatek) oraz twarz i owłosiona skóra głowy.

Inne choroby mające to samo podłoże to:

kożuchowaty nalot na języku,
szorstka skóra występująca najczęściej u dzieci i młodzieży,
wszelkie choroby skórne: trudno gojące się zmiany skórne przebiegające z zaczerwienieniem i zgrubieniem skóry, egzemy, liszaje, łupież,
wszelkie choroby przewodu pokarmowego, nawet jeśli nie dają one typowych dla celiakii objawów, czy też wyniki badań tę chorobę wykluczają,
obrzęki powiek i chroniczne stany zapalne oczu,
spływanie sponad podniebienia do gardła rzadkiej wydzieliny, której nie sposób wykasłać,
gromadzenie się w dolnych drogach oddechowych rzadkiej wydzieliny, która nie wywołuje kaszlu ani chrypki (odrywa się lekko), lecz wymusza częste odchrząkiwanie,
hemoroidy oraz uporczywe schorzenia okołoodbytowe objawiające się pieczeniem spowodowanym maceracją skóry i śluzówki w rejonie odbytu,
częste stany zapalne napletka połączone z maceracją skóry,
nawracające zapalenia pochwy i sromu z wydzielaniem serowatych upławów, którym zazwyczaj towarzyszy zakażenie grzybem-pasożytem Candida albicans, bakteriami bytującymi na skórze – gronkowcem złocistym, Streptococcus agalactiae, Gardnerella vaginalis, czy bakteriami kałowymi – Enterococcus species, a także Escherichia coli.
O lektynach mówi się, że są to przyczyny szukające sobie chorób. By mieć wyobrażenie, jakie niebezpieczeństwo niesie obecność w organizmie lektyn, prześledźmy trzy warianty reakcji systemu odpornościowego w kontakcie z groźną lektyną, jaką jest gluten pokarmowy:

1.Gluten w pierwszym kontakcie z systemem odpornościowym (w miejscu wniknięcia do organizmu przez nadżerkę nabłonka jelitowego) wywołuje reakcję, przyczyniając się tym samym do pogłębienia się miejscowego stanu zapalnego, określanego jako zapalenie bądź przekrwienie śluzówki. W tym przypadku gluten pokarmowy niezwykle utrudnia, a czasami wręcz uniemożliwia wygojenie nadżerek nabłonka jelitowego. Jest to jeden z powodów braku postępu w zdrowieniu po zastosowaniu Mikstury oczyszczającej.
2.Nie dochodzi do reakcji systemu odpornościowego przy pojawieniu się glutenu we krwi, lecz organizm wyrzuca go przez skórę wywołując rozmaite choroby skórne, takie jak: uczulenia pokarmowe, choroba Duhringa, egzema, łuszczyca, atopowe zapalenie skóry (AZS) czy trądzik. W tym przypadku gluten pokarmowy nie wpływa w zasadniczy sposób na leczenie nadżerek nabłonka jelitowego, niemniej jednak wyeliminowanie go z jadłospisu w zasadniczy sposób przyspiesza gojenie się zmian skórnych.
3.System odpornościowy w kontakcie z glutenem nie reaguje w ogóle pozwalając tym samym, by ta groźna lektyna krążyła swobodnie w krwiobiegu, znalazła powinowatą sobie tkankę i przyłączyła się do receptorów powierzchniowych jej komórek nadając im cechy antygenu, tj. znamiona obcogatunkowego białka. W tej sytuacji systemowi odpornościowemu nie pozostaje nic innego, jak obrócić się przeciwko komórkom własnego organizmu, by je zniszczyć.
Efekty zaniku tkanki wskutek niszczenia komórek przez system odpornościowy, który to proces nazywany jest rozmaicie – autoagresją systemu odpornościowego, chorobą z autoagresji czy chorobą immunologiczną, dają o sobie znać dopiero po upływie długiego czasu – miesięcy, lat, więc nie sposób je skojarzyć z faktyczną przyczyną, jaką jest niestrawiony gluten pokarmowy przenikający w sposób niekontrolowany do organizmu przez wyłomy w nabłonku jelitowym, zwane nadżerkami. Z tego względu ludzie mogą chorować latami i nigdy się nie dowiedzieć, jaka jest przyczyna tych chorób. A przecież agresja systemu odpornościowego może się skupić na każdej tkance organizmu, w której doszło do zafałszowania receptorów powierzchniowych komórek – skórze, płucach, wątrobie, sercu, nerkach, stawach, CUN (mózgu i rdzeniu nerwowym), OUN (nerwach obwodowych), kościach, włosach, paznokciach, układzie hormonalnym, narządzie wzroku i słuchu.

Generalnie rzecz ujmując, lektyny jako glikoproteiny (związki białek i węglowodanów) – w ogóle nie powinny się znaleźć w organizmie. Jako element masy pokarmowej, glikoproteiny powinny zostać albo rozłożone w procesie trawienia na substancje składowe – aminokwasy i cukry proste, i w takiej postaci wchłonięte, albo w postaci niezmienionej wydalone ze stolcem. Problem pojawia się wówczas, gdy lektyny jako glikoproteiny, a więc substancje zawierające kod genetyczny, w postaci niezmienionej wnikają do organizmu.

Celem samym w sobie jest usunięcie wyłomów w nabłonku jelitowym, ale tutaj pojawia się problem – lektyny pokarmowe utrudniające wyleczenie nadżerek nabłonka jelitowego. Toteż wyeliminowanie z pożywienia glutenu, jako najgroźniejszej lektyny pokarmowej, ma na celu przerwanie tego błędnego koła.
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez 7izzi 01 wrz 2010, 19:03
Hej Zachmurami, ktoś wcześniej pisał o Ranigaście. Szczerze polecam! Miałam nadżerki w żołądku od stresu, lęków, nerwów. Bioprazol, ortanol mało pomogły. Ale Ranigast rano na czczo jest n aprawde git. Do tego leciutka dieta. Bez niej wiłam się z bólu i samopoczucie tak nisko że człowiek chodzi jakby jutro miał umierać. Polecam piure z ziemniaków, rozcieńczony rosół bez makaronu, kaszka manna na żadko, białe pieczywo najlepiej czerstwe, masło, mleko hmmm...
I uwierz że wyleczysz się z tego! kochana napewno
może moja wypowiedź coś pomoże pozdrawiam :P :P
Bo serce nie jest sługa, nie zna, co to pany,
I nie da się przemocą okuwać w kajdany.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
01 wrz 2010, 12:32

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 01 wrz 2010, 19:20
Zachmurami, dawka jaką bierzesz jest agresywna i o to chodzi. Natomiast 6 :mrgreen: dni uważam za nieporozumienie. Bezsensu zupełnie. Ja brałem nystatynę przez miesiąc, a i tak nie jest to jakoś długo. W trudniejszych przypadkach zaleca się branie przez dwa miesiące nystatyny (na jelita) + tyle samo lek z grupy azoli na systemowy przerost (jeśli są jego objawy). Równocześnie. Wyleczenie się z przerostu w ledwie tydzień to fikcja moim zdaniem. Nastaw się na miesiąc i nie bój się tego leku bo on nie wchłania się do krwi. Nie znalazłem też żadnych case study by walił też jakoś po wątrobie czy innej trzustce. Poza tym człowiek ma kilka metrów jelit, a te tabletki wcale tak długo się nie rozpuszczają.

No chyba, że lekarz zaleca branie np. przez tydzień tego a potem od razu fluco, później keto itp. Inaczej to candida może się wku..ić i przejść w gorszą formę, a wtedy problem może być z deka większy. Właśnie tak się lecząc można uodpornić to dziadostwo. Zrobisz jak uważasz, ja tylko mogę coś doradzić na podstawie wiedzy jaką zebrałem z netu + od lekarzy, którzy w temacie wydaje się, że są dość nieźle zorientowani. Nota bene jeden z nich to kolega Janusa ze studiów. :)

To co opisujesz to mogą być herxy, ale poobserwuj się jeszcze. Ciężko wyczuć na takim etapie. Jeśli jednak na przestrzeni następnych dni będzie się to utrzymywać to może być to jak najbardziej herx.

Wklejone informacje brzmią ciekawie na pierwszy rzut oka. To cholerne ustrojstwo może jak najbardziej prowadzić do nietolerancji glutenu niestety. Wartało by to jeszcze gdzieś potwierdzić bo to forum to jest "takie se". :P Powiem Ci, że nawet próbowałem ostatnio wdrożyć się w bezglutenową dietę, ale wymiękłem po jednym chlebie, który nie za bardzo mi smakował, a kosztował prawie 10 zł. :) Nieźle zdzierają skubańce...
_Pete_
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 02 wrz 2010, 12:07
Kurczę, _Pete_, no to mnie zmartwiłeś :bezradny: Sama nie wiem, co myśleć.
Może tej candidy nie jest u mnie tak dużo, skoro w ostatnim posiewie zupełnie nic nie wyszło i dlatego lekarz stwierdził, że nie trzeba długo brac leków? A może posiew był do kitu? Muszę się nad tym wszystkim zastanowić :x

Herxy u mnie chyba są dość umiarkowane. Czuję się trochę przymulona... ale w żołądku jakby mniej bulgocze.

Czytałam też, że candida w pewnych ilościach musi być, bo poniekąd chroni nas przed innymi, groźniejszymi patogenami. Natura nie lubi próżni, jeżeli wytłuczemy grzyba, to na jego miejsce pojawią się różne paciorkowce, gronkowce i inne świnstwa. Tak na logikę: candida musi pełnić jakąś funkcję w organizmie, skoro u zdrowych ludzi też występuje.




Co do chleba bezglutenowego, to po prostu... trzeba sobie dać spokój z pieczywem na wieki-wieków amen. To, co kupujemy w sklepach pod marką 'chleb' to jest jeden wielki, chemiczny syf.
Ewentualnie, jeżeli ciężko zrezygnować z kanapek, można pożerać wafle ryżowe (ze znakiem przekreślonego kłosa).
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 02 wrz 2010, 12:13
Zachmurami napisał(a):Co do chleba bezglutenowego, to po prostu... trzeba sobie dać spokój z pieczywem na wieki-wieków amen. To, co kupujemy w sklepach pod marką 'chleb' to jest jeden wielki, chemiczny syf.
Ewentualnie, jeżeli ciężko zrezygnować z kanapek, można pożerać wafle ryżowe (ze znakiem przekreślonego kłosa).


Ja niestety kupuję chleb na zakwasie żytni razowy bez dodatku drożdży ze sklepów ekologicznych chociaż jest drogi, bo uwielbiam pieczywo, ciężko mi się z nim całkiem rozstać, więc jadam trochę właśnie takiego chleba, innego przez nabytą dzięki kochanej canndidzie nietolerancję glutenu nie mogę już w ogóle jeść. :( Wafle ryżowe to dla mnie przegryzka, nie nadają się na kanapki, nie oszukam się nimi. :P
A jeszcze coś o mleku - ostatnio odkryłam jak pyszne jest mleko sojowe. :mrgreen:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 02 wrz 2010, 12:15
_Pete_ napisał(a):Wklejone informacje brzmią ciekawie na pierwszy rzut oka. To cholerne ustrojstwo może jak najbardziej prowadzić do nietolerancji glutenu niestety...


Tu mamy dylemat: co było pierwsze jajo czy kura :lol: Nietolerancja glutenu i dziurawe jelita (przyczyna), a później rozrost candidy w tych warunkach
- czy grzyb urósł (pod wpływem antybiotykoterapii, osłabienia organizmu) i wywołał nietolerancję glutenu?

łomatko, trudne to wszystko i nie takie jasne :roll:

[Dodane po edycji:]

-asia- napisał(a):A jeszcze coś o mleku - ostatnio odkryłam jak pyszne jest mleko sojowe. :mrgreen:


Pyszne, piję od dawna, robię z niego koktajle owocowo-mleczne.
Tylko po cholerę tak namiętnie je aromatyzują i dodają cukier? Trzeba polować na takie bez dodatków.

[Dodane po edycji:]

-asia- żytni na zakwasie też może zawierać gluten - chyba że produkt jest sprzedawany jako gluten-free.
A przy nietolerancji ponoc śladowe ilości też są szkodliwe (wręcz nalezy używać osobnej deski do krojenia/sztućców, bo nawet okruszki mogą zaszkodzić).
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 02 wrz 2010, 12:23
Zachmurami napisał(a):Pyszne, piję od dawna, robię z niego koktajle owocowo-mleczne.
Tylko po cholerę tak namiętnie je aromatyzują i dodają cukier? Trzeba polować na takie bez dodatków.


Ja kupiłam takie bez żadnych aromatów, cukru itd. :P Mniam. :mrgreen:

[Dodane po edycji:]

No wiem, że żytni na zakwasie też może zawierać trochę glutenu, niestety :( , ale szkodzi mi o wiele mniej niż ten z choćby śladową ilością pszenicy, więc trochę jem, chociaż niewiele... Nie potrafię go sobie odjąć, bo raz, że uwielbiam, a dwa, że razowe pieczywo na długo utrzymuje mi w miarę stały poziom cukru we krwi...
Nie toleruję w ogóle produktow z pszenicy oraz przetworzonych (puszki, konserwy, paczki itd.).
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 02 wrz 2010, 18:34
Zachmurami napisał(a):Kurczę, _Pete_, no to mnie zmartwiłeś :bezradny: Sama nie wiem, co myśleć.
Może tej candidy nie jest u mnie tak dużo, skoro w ostatnim posiewie zupełnie nic nie wyszło i dlatego lekarz stwierdził, że nie trzeba długo brac leków? A może posiew był do kitu? Muszę się nad tym wszystkim zastanowić :x

Czytałam też, że candida w pewnych ilościach musi być, bo poniekąd chroni nas przed innymi, groźniejszymi patogenami. Natura nie lubi próżni, jeżeli wytłuczemy grzyba, to na jego miejsce pojawią się różne paciorkowce, gronkowce i inne świnstwa. Tak na logikę: candida musi pełnić jakąś funkcję w organizmie, skoro u zdrowych ludzi też występuje.


U mnie też posiew wyszedł bez grzybów, a leki dały poprawę. Więc od tamtej pory już nie sieję. :D Jedyne co mogę radzić to dokładniejsza diagnostyka. Właśnie to jest przerąbane w tej chorobie - brak standaryzacji testów, brak jasnego protokołu leczenia, brak wiedzy na temat choroby, ignorancja lekarzy etc. Choroby rzadkie są strasznym ciężarem.

Skoro czujesz zamulenie to znaczy, że coś tam ginie jednak, więc problem jest. Ja tak jak pisałem - nie namawiam, ale dawkowanie jest za krótkie w moim odczuciu. Nikt Ci nie powie ile dokładnie powinno trwać leczenie, tak by flora była idealnie skomponowana. :) Trza żreć probiotyki i abx w nadziei, że jakoś się tam ureguluje i obserwować objawy. A co do candidy-no tak, chroni nas, jest wręcz pożyteczna bo rozkłada cukry. Wszystko do czasu oczywiście.

Jeśli mowa o żarciu to ja już nie wiem co jeść w zasadzie. Zanim doszedłem do tego co się dzieje, to zdążyłem nałapać alergii chyba na wszystko. Ostatnio dostałem alergii po.... oleju lnianym budwigowym. Paranoja jakaś! Dostawałem też objawów alergii po.... Lacidofilu i to niechudych. Mogę tylko przypuszczać co tam się dzieje w jelicie i jak bardzo jest nieszczelne.... Wczoraj zjadłem 2 gotowane kiełbaski wieprzowe i po 15 minutach bóle mięśni, zmęczenie graniczące z deprechą, zobojętnienie, niechęć do aktywności, bóle napięciowe twarzy, szczęki, chęć zgrzytania zębami. Dobijają mnie te atrakcje psychiczne po posiłkach. :/ Kurrrrwa mać, kiedy to się skończy!
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 02 wrz 2010, 18:38
_Pete_, a po innych tłuszczach jak się czujesz? Bo ogólnie rzecz biorąc candida „nie przepada” za zdrowymi tłuszczami, więc masz prawo czuć się po nich źle.
U mnie najpierw było masakrycznie jak pamiętam z ubiegłego roku – po oliwie z oliwek, oleju lnianym... Teraz już jest lepiej.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 02 wrz 2010, 18:48
-asia- napisał(a):_Pete_, a po innych tłuszczach jak się czujesz? Bo ogólnie rzecz biorąc candida „nie przepada” za zdrowymi tłuszczami, więc masz prawo czuć się po nich źle.
U mnie najpierw było masakrycznie jak pamiętam z ubiegłego roku – po oliwie z oliwek, oleju lnianym... Teraz już jest lepiej.


Asiu,

nie wiem czy to od candidy. Wydaje mi się, że bardziej to alergie pokarmowe. Piszę tak, bo mam głownie objawy "nosowo-zatokowe" (po tym oleju). Mi się wydaje, że gros candidy wybiłem, czekam tylko jeszcze na potwierdzenie tego badaniem. Nie mam już tego charakterystycznego uczucia bycia pijanym po posiłku. Część objawów jest, owszem, ale to bardziej od leaky gut i alergii jak mocno podejrzewam. Zobaczymy co tam wyjdzie ...

Inne tłuszcze- ostatnio kupiłem niby dobrej jakości smalec. Wyrzuciłem po kilku kanapkach bo kiepsko się czułem. Tak źle, tak niedobrze.:/

A co to znaczy maskarycznie? Jakie objawy tu występowały? Też masz stany depresyjne po posiłkach etc.? Robisz coś u siebie z tym jelitkiem?
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 02 wrz 2010, 19:00
_Pete_, no ale skąd u Ciebie się pojawiły w takim razie te dziwne alergie?
Mnie candida uczuliła prawie na wszystko. :(
Masakrycznie tzn. silne wzdęcia, ociężałość, objawy refluksowe, straszny wysyp na języku (dziwny biały nalot, którego nijak nie można zdrapać), totalny brak energii, senność a jednocześnie dziwna drażliwość, nerwowość, silna ochota na węglowodany proste, ataki paniki itd.
Co robię z jelitem... Zaczęłam teraz kurację Enterosgel, moja pani doktor mi poleciła, zobaczymy... Ma za zadanie uszczelnić jelita, oczyścić organizm z toksyn, pomóc przy alergiach pokarmowych... www.enterosgel.pl
Ogólnie rzecz biorąc jak trzymam dietę to psychicznie czuję się lepiej niż jak nie trzymam. Już nie mówię o fizycznym samopoczuciu.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 02 wrz 2010, 19:14
Nadmiar candidy, dysbioza, powodują leaky gut, przeciekające jelitko prowadzi do alergii i nietolerancji pokarmowych. Wiadomo - duże, niestrawione cząstki pokarmowe przedostają się do krwiobiegu i po kilku razach są "oznaczane", a dalej to już typowe alergie. Przeciwgrzybicze wybiły candidę, ale jelitko nadal dziurawe, więc nadal są intensywne alergie. Pozostaje uszczelnienie jelita jako ostatni etap u mnie. Tego się trzymam. Pewnie wiesz to wszystko, ale ja jestem detalista i musiałem to napisać:)

To nie candida stricte Cię uczuliła tylko przeciekające jelito, ale to już wiadomo, że się wiąże ze sobą of course.

Kurde ten enterosgel to wygląda tak fantastycznie, że aż za pięknie. Znasz kogoś komu to pomogło? Nie znalazłem nawet składu na tej stronce.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 02 wrz 2010, 19:21
Nie znam, moja lekarka mi to zaleciła. Jeśli chodzi o skład to jest to woda i... krzem. :D Jak mi pomoże to Ci powiem. :smile: Mam przeprowadzić 2-tygodniową kurację, a następnie zwiększyć ilość spożywanej spiruliny do 30 tabletek, ona wyprowadza toksyny z organizmu, podobnie jak chlorella.

A, jeszcze stosuję co jakiś czas naturalny antybiotyk, żeby wybić grzyba. Jakiś czas temu był to Exmykehl, a teraz będzie Notakehl. Exmykehl doodbytniczo, a jest to candida w prostej postaci, z którą organizm sobie poradzi, a pomaga to zwalczyć tego złego grzyba. No, nie umiem tego do końca wytłumaczyć, w każdym razie działa trochę jakby na zasadzie autoszczepionki.

A łykasz jakieś probiotyki? Ja zgodnie z zaleceniem lekarki zakupiłam Lacidofar (jest to synbiotyk), ale źle się po nim czuję (bóle i ścisk w żołądku, wzdęcia) i nie wiem już czy to źle czy dobrze. :?
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 02 wrz 2010, 20:40
Zachmurami napisał(a):

Marian1967, mam 35 lat, i cóż... powoli już się sypię, jak widać. :lol:



Mnie też zdrowie sypie się na całego.Mam jednak dużo szczęścia,bo udało mi się znaleźć dobre sposoby na poprawę zdrowia.Pomidory mogą powodować pojawienie się zgagi.
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do