Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez polakita 01 paź 2010, 11:20
-asia- napisał(a):Gotować prawie nie umiem (w każdym razie niewiele potraw mam w swoim repertuarze)

U mnie to samo... wstyd się przyznać :roll: jak mam gości to lubię coś zrobić, w sumie lubię gotować, ale mam mało okazji bo dla siebie samej mi się nie chce...
Offline
Posty
887
Dołączył(a)
03 wrz 2010, 18:05

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 01 paź 2010, 12:57
-asia- napisał(a):Dlatego zastanawiam się, co będzie jak się przeprowadzę do Warszawy...


W Wawie jest i dobrze i źle. Dobrze bo jest trochę sklepów z eko żywnością, bezglutenowych etc więc da radę coś wybrać. Wczoraj byłem np. w nowym sklepie Glufree na Ursynowie i kupiłem sobie ciasto i konserwy. W mniejszych miejscowościach jest bankowo gorzej.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 01 paź 2010, 13:46
_Pete_, tyle, że mój przewód pokarmowy znosi względnie jedynie naturalne produkty, domowe jedzenie, o żadnych konserwach nie ma mowy, nawet bez dodatku glutenu. Nie wiem dlaczego mój organizm toleruje tylko pure nature. :( Ponoć grzyb może uczulać powoli na wszystko, jest wrażliwy zwłaszcza na jakąkolwiek chemię. A ignorowanie przez wiele lat nietolerancji pokarmowych też robi swoje...
-asia-
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 01 paź 2010, 14:47
A ja tylko powiem, że mam dość tej marnej egzystencji. Wczoraj czułam się nieźle, myslałam, że będzie jako tako... no ale oczywiście, nadciąga feralna godzina 17-18.00 i proszę, zaczyna się :( :( ! Boli całe nadbrzusze, pod żebrami, taki rozlany, tępy ból. I bulgotanie z lewej strony, pod pachą niemalże.. I nic do rzeczy nie ma dieta, wczoraj unikałam surowizny, zjadłam tofu, trochę sałaty, parę wafli ryżowych, na obiad ryż z warzywami... A teraz znów ćmi... :?

Będę dziś wiecz robić kolejne RTG i konsultować je z chirurgiem ogólnym. Udało mi się umówić na wizytę. Ale czy będzie miał pomysł, co dalej? Szpital? Wycinanie jelita (fajna perspektywa, prawda)? Kolejne badania:? :shock: Już mi się nie chce dalej dociekać i walczyć :( Żeby się leczyć, trzeba mieć końskie zdrowie...- diagnozowali mnie przez tyle miesięcy i nie potrafili zdiagnozować. Może za zdrowo się trzymałam? No to teraz będzie kryzys, nie zamierzam się już dobrze trzymać... :? Już nie mam siły.
Nie chce mi się tak już wegetować z wiecznie bolącymi trzewiami, biegać po lekarzach... ja chcę żyć, normalnie żyć, tęsknię za normalnością...

Ech, niech mnie biorą do tego szpitala, uśpią, pokroją... i niech się obudzę zdrowa.

[Dodane po edycji:]

Zachmurami napisał(a):A ja tylko powiem, że mam dość tej marnej egzystencji. Wczoraj czułam się nieźle, myslałam, że będzie jako tako... no ale oczywiście, nadciąga feralna godzina 17-18.00 i proszę, zaczyna się :( :( ! Boli całe nadbrzusze, pod żebrami, taki rozlany, tępy ból. I bulgotanie z lewej strony, pod pachą niemalże.. I nic do rzeczy nie ma dieta, wczoraj unikałam surowizny, zjadłam tofu, trochę sałaty, parę wafli ryżowych, na obiad ryż z warzywami... A teraz znów ćmi... :?

Będę dziś wiecz robić kolejne RTG i konsultować je z chirurgiem ogólnym. Udało mi się umówić na wizytę. Ale czy będzie miał pomysł, co dalej? Szpital? Wycinanie jelita (fajna perspektywa, prawda)? Kolejne badania:? :shock: Już mi się nie chce dalej dociekać i walczyć :( Żeby się leczyć, trzeba mieć końskie zdrowie...- diagnozowali mnie przez tyle miesięcy i nie potrafili zdiagnozować. Może za zdrowo się trzymałam? No to teraz będzie kryzys, nie zamierzam się już dobrze trzymać... :? Już nie mam siły.
Nie chce mi się tak już wegetować z wiecznie bolącymi trzewiami, biegać po lekarzach... ja chcę żyć, normalnie żyć, tęsknię za normalnością...

Ech, niech mnie biorą do tego szpitala, uśpią, pokroją... i niech się obudzę zdrowa.


No to już wiem, wynik był od razu... RTG wykazało to samo, co ponad rok temu - rozdęta pętla jelita grubego w okolicy zagięcia śledzionowego, duzo gazów w okolicy przepony... Mozliwe, ze jelito grube układa się w dziwny sposób, jest tam jakiś zrost/ przewężenie / zapętlenie (guz? oby nie, odpukać), który powoduje, że wszystko fermentuje gdzieś w okrężnicy (nadbrzusze) i nie może przejść dalej, a ja odbieram to jako ból żołądka.
Mam zrobić pasaż przewodu pokarmowego. Pan doktor przejął się mną, i załatwił pierwszy wolny termin w szpitalu na Szaserów, przyszły czwartek
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 02 paź 2010, 21:15
-asia- napisał(a):_Pete_, tyle, że mój przewód pokarmowy znosi względnie jedynie naturalne produkty, domowe jedzenie, o żadnych konserwach nie ma mowy, nawet bez dodatku glutenu. Nie wiem dlaczego mój organizm toleruje tylko pure nature. :( Ponoć grzyb może uczulać powoli na wszystko, jest wrażliwy zwłaszcza na jakąkolwiek chemię. A ignorowanie przez wiele lat nietolerancji pokarmowych też robi swoje...


No ja też dochodzę do stwierdzenia, że u mnie to co chemiczne się kiepsko sprawdza. Mi się wydaje, że mam jeszcze inne badziewia oprócz nietolerancji glutenu. Wczoraj jadąc na stare śmieci wypiłem po drodze pół litra tigera, bo spać mi się chciało podczas jazdy. Co ciekawe to już drugi raz jak kiepsko się poczułem po tigerze. Drugi raz po odstawieniu antydepresantów, wcześniej te wytłumiłyby objawy.

Mi się wydaje, że jest coś jeszcze dodatkowo. Obstawiam, że przez zwiększoną przepuszczalność jelita organizm przestał tolerować konserwanty bo po zwykłej kawie jest z reguły ok.

Mam wrażenie, że dopóki nie uszczelnimy jelita to będziemy się tak bujać i bujać.

[Dodane po edycji:]

Zachmurami napisał(a):Mam zrobić pasaż przewodu pokarmowego. Pan doktor przejął się mną, i załatwił pierwszy wolny termin w szpitalu na Szaserów, przyszły czwartek


No niestety, jesteśmy rzadkimi przypadkami więc tak to właśnie wygląda, że trzeba się nachodzić by znaleźć przyczynę. A to często kosztuje dużo czasu. Głowa do góry, dasz radę, jesteś już blisko.

Skoro piszesz, że obojętnie co byś nie zjadła to czujesz się źle, to problem faktycznie może być mechaniczny. Jest jeszcze takie jedno badanie (o którym sam myślę). Nazywa się enteroskopia dwubalonowa i też coś może wnieść do sprawy - obrazuje jelito cienkie i pozwala wykluczyć stany zapalne/guzy jelita cienkiego. Nie żebym Ci takie choroby sugerował:) Ale skoro się obawiasz czegoś gorszego to miałabyś czarno na białym.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 03 paź 2010, 10:46
_Pete_ napisał(a):Wczoraj jadąc na stare śmieci wypiłem po drodze pół litra tigera, bo spać mi się chciało podczas jazdy. Co ciekawe to już drugi raz jak kiepsko się poczułem po tigerze. Drugi raz po odstawieniu antydepresantów, wcześniej te wytłumiłyby objawy.


Ja po takiej ilości Tigera to bym chyba wykitowała. :lol: :pirate: Ja nwet soków z kartonów nie pijam, bo źle się po nich bardzo czuję. :roll:


Zachmurami napisał(a):I nic do rzeczy nie ma dieta, wczoraj unikałam surowizny, zjadłam tofu, trochę sałaty, parę wafli ryżowych, na obiad ryż z warzywami...


Brązowy ryż czy biały? Biały nie robi dobrze na jelita... Ja się na przykład po białym bardzo źle czuję. Po brązowym natomiast ok. Spróbuj jeść więcej warzywnych zup z kaszą jaglaną, najlepiej na oliwie z oliwek, tzn. gotuj na wodzie różne warzywka, dodaj kaszę i pod koniec gotowania łyżkę oliwy. Taka zupa bardzo dobrze robi na przewód pokarmowy, jest bardzo lekkostrawna i sycąca, mnie podleczyła teraz z moich dolegliwości żołądkowo-jelitowych.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 04 paź 2010, 13:11
_Pete_ napisał(a):Skoro piszesz, że obojętnie co byś nie zjadła to czujesz się źle, to problem faktycznie może być mechaniczny. Jest jeszcze takie jedno badanie (o którym sam myślę). Nazywa się enteroskopia dwubalonowa i też coś może wnieść do sprawy - obrazuje jelito cienkie i pozwala wykluczyć stany zapalne/guzy jelita cienkiego. Nie żebym Ci takie choroby sugerował:) Ale skoro się obawiasz czegoś gorszego to miałabyś czarno na białym.


Tak, mam w pierwszej kolejności zrobić sobie pasaż układu pokarmowego, poźniej ewentualnie TK jamy brzusznej. Jakoś boję się tego wszystkiego, ech :( . Moja mama miała robiony pasaż jelita xxx lat temu - miała problem ze spastycznie obkurczoną esicą i zstępnicą (skłonności genetyczne?) - zaparcia i biegunki.

Pewnie, dla zdrowia psychicznego, powinnam darować sobie konsultacje z dr Google'm, ale właśnie, próbując dowiedzieć sie czegoś o pasażu układu pokarmowego, doczytałam w necie, że niewiasta miała podobny zabieg (łyżeczkowanie martwej ciąży)... a wskutek tegoż zabiegu... zrosty w jelitach :?
http://zapytaj.echirurgia.pl/pyt2634.htm
Okazuje sie, że zrosty mogą powstać wszędzie, w całej otrzewnej - wskutek miejscowego podrażnienia otrzewnej w trakcie zabiegu. Załamka. Jeżeli to to, to raczej nie leczy się tego operacyjnie, bo operacja = kolejne zrosty, i tak koło się zamyka. :? :(

[Dodane po edycji:]

-asia- ryż był akurat biały, ale brązowy tez spożywam, często. _Pete_ ma racje - to nie ma wiele wspólnego, raz wydaje mi się, że wszystko szkodzi, innym razem jest dobrze. W sobotę po raz pierwszy od dłuugiego czasu wypiłam dwa kieliszki czerwonego wina i zjadłam sałatkę z majonezem, jakiś ser pleśniowy, nieźle toksyczny mix, prawda. Zamiast chodzić po ścianach, poczułam się... nieźle. Cabernet mnie dobrze znieczulił, nic nie bolało :shock: . No, może głowa... the morning after ;)
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 04 paź 2010, 17:43
Zachmurami a trzymasz w ogóle tą bezglutenową dietę? Pisałaś, że było po niej lepiej. Może to też jakiś trop?

Z badań jak masz możliwość to weź sobie mri jamy brzusznej zamiast tk. Nie ma wtedy naświetlania. Najlepsza na jelitko cienkie jest jednak enteroskopia bo tk samo w sobie za wiele nie pokaże. No chyba, że chodzi o pokazanie "ułożenie" narządów w jamie brzusznej.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 05 paź 2010, 11:04
Zachmurami napisał(a):-asia- ryż był akurat biały, ale brązowy tez spożywam, często. _Pete_ ma racje - to nie ma wiele wspólnego, raz wydaje mi się, że wszystko szkodzi, innym razem jest dobrze. W sobotę po raz pierwszy od dłuugiego czasu wypiłam dwa kieliszki czerwonego wina i zjadłam sałatkę z majonezem, jakiś ser pleśniowy, nieźle toksyczny mix, prawda. Zamiast chodzić po ścianach, poczułam się... nieźle. Cabernet mnie dobrze znieczulił, nic nie bolało :shock: . No, może głowa... the morning after ;)


Owszem, ma sporo wspólnego, bo reakcja na zjedzone niewłaściwe produkty (tzn. takie, których nie tolerujemy) może wystąpić nawet kilka dni po ich spożyciu. :(
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 05 paź 2010, 11:59
-asia- ja mam wrażenie, że szkodzi sam fakt posiadania jakiejkolwiek treści pokarmowej w jelitach - jeżeli jest jakaś przeszkoda, coś co zakłóca pasaż. Oczywiście, mam wrażenie, że moje stany psychiczne też wpływają na układ pokarmowy: te skurcze są bardziej bolesne, gdy jestem zdenerwowana.
Odstawienie glutenu nie przyniosło w moim przypadku spektakularnej poprawy.


Albo mam dziwnie podwyższony próg czucia trzewnego, albo po prostu coś tam jest i ma prawo boleć. "To" najbardziej rozkręca się wieczorami, boli tak, aż robi się słabo (te ataki zdarzają się nie zawsze, średnio co 2-3 dni)... a przez pozostałą część dnia czuję, jakby mnie ktoś kilkakrotnie kopnął w trzewia. Da się z tym jeszcze, póki co, pracowac, żyć, ale to taka wegetacja na siłę.

A wieczorem? Ćwiartka Mirzatenu chyba osłabia czucie trzewne i jakoś zasypiam. Czy mirtazapina wpływa na próg odczuwania bólu - chyba tak...
Ale nie można cały czas żyć na zamulaczach, to droga donikąd. Co będzie nastepne? Morfina? :?

Mój wieczór to napar z melisy, ciepły prysznic, ćwiartka Mirzatenu i sen... Ledwo żyję. Mąż nie ma ze mnie żadnego pożytku - jestem obolała i marzę o tym, żeby się dzień skonczył :?
Chciałby wyjechać gdzieś, na kilka dni do Europy, kupić tanie bilety lotnicze. A ja nie mam siły, nie cieszy mnie zmaganie się z tymi bolącymi trzewiami
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 05 paź 2010, 13:27
Asia ma rację, wpływ nietolerancji pokarmowych na samopoczucie może być z opóźnionym zapłonem niestety. To by tłumaczyło też sytuację u mnie - że raz lepiej, raz gorzej pomimo trzymania diety. Pewnie gdzieś tam jeszcze popełniam błędy, które dają o sobie znać.

Zachmurami najważniejsze byś w końcu miała pewność co się dzieje, dlatego zagryź zęby i kontynuuj badania. Gdyby było gorzej ze zdrowiem psychicznym zawsze jest cała masa leków, którą można pomóc i nie muszą to być zamulacze, które bierzesz.

U mnie osobiście raz lepiej, raz gorzej. Bez psychotropów błędy w diecie bolą, ale jakaś droga to jest, bo w końcu widzę co szkodzi, a co nie. Jest jeszcze jedna rzecz-cukier. Wprowadziłem go znów do diety i moja koncentracja i nastrój poszły w górę.

P.S. Odebrałem wynik na poziom d-arabinitolu. Norma, czyli problemy z candidą to przeszłość.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez MARIAN1967 05 paź 2010, 20:56
Zachmurami, a jak się czujesz rano, gdy się obudzisz?
О белые розы ,что с ними сделал снег и морозы ... Don't worry ,be happy ...Всё будет хорошо ...it's a beautiful life .......
Avatar użytkownika
Offline
Posty
614
Dołączył(a)
03 sty 2009, 20:32
Lokalizacja
Ostrzeszów

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 06 paź 2010, 13:46
_Pete_, a ja jak zjem coś słodkiego to mam zaraz w przełyku taką przezroczystą albo białawą gęstą wydzielinę, i ona powoduje u mnie pieczenie, muszę to wykasłać, bo mnie pali. :shock: To samo, gdy nie ma dostępu do tlenu. Tak stało się godzinę temu, gdy byłam dłużej w centrum handlowym. Dosłownie się zaczęłam powolutku dusić, a w przełyku pojawiała się ta wydzielina i oskrzela mi się zalepiały, do tego język robi mi się wtedy biały, śluzówki w buzi pieką. Dopiero jak wyszłam na powietrze zaczęłam powoli odksztuszać tą wydzielinę i wracać do siebie. :( Wkrótce już powinnam mieć ten tlen w kroplach, chyba w piątek. Kurcze, coś ewidentnie nie lubi tlenu i się wtedy rozwija. Może to być zarówno grzyb jak i bakteria. :pirate:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 06 paź 2010, 16:16
-asia- współczuję :( . No cóż, mamy takie dziwaczne dolegliwości, przy których współczesna medycyna wymiata :o Chociaż to, co opisujesz wygląda mi trochę na jakiś paskudny refluks :( . Refluks też może mieć taką odmianę powodującą dolegliwości oddechowe. Pisałaś chyba, że miałaś stwierdzoną jakąś przepuklinę rozworu przełykowego.

_Pete_ ćwiartka mirzatenu to raczej mała dawka, już nie ma żadnego działania antydepresyjnego, ale pozostaje działanie uspokajające. Na mnie działa jak zamulacz, bo śpię po tym jak dziecko. Połykam ok. 22.00 i pięknie zasypiam. Chyba działa też przeciwbólowo, ten okruszek... no chyba że sobie to wszystko wmówiłam i równie dobrze mogłabym łykać np. pokruszoną kredę i byłby taki sam efekt. :lol: Ale wątpię, inni mają podobne spostrzeżenia na ten temat. Probowałam odstawić, pojawiły się kłopoty z zasypianiem. Wygląda na to, że jestem uzależniona.

Marian - rano czuję się zmęczona, mam mniejszy lub większy ścisk w trzewiach.

Uugh. Jutro badanie, boję się jak diabli, trzymajcie za mnie kciuki.
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do