Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 28 wrz 2010, 08:03
-asia- napisał(a):_Pete_, no ja też mam po posiłkach nierówne bicia serca. :shock:


No mi się wydaje, że jeśli przecieka jelito to serce też po dupie dostaje. W końcu do krwi pewnie też trafi trochę nie do końca obrobionego tłuszczu etc. Zobaczymy co powie tutaj kardiolog, holterka mam za tydzień a później wydanie opinii w tym temacie.


Dziewczyny chętnie mięsa bym nie jadł, tylko co tu jeść kurde? :/ Kaszy nie lubię, ryby codziennie odpadają, muszę jeść jakieś mięcho bo za chwilę będę szczapa. Moge spróbować odstawić wieprzowinę, bo to chyba mi nie służy. Ziemniaczki za to testowałem z wody i chyba jest ok. Chociaż tyle.

Zachmurami ja obecnie odstawiłem leki i doszedłem chyba do poziomu "baseline". Idzie przeżyć, choć szału w ogóle nie ma.
_Pete_
Offline

żołądek

przez lasic5 28 wrz 2010, 08:33
Co mam zrobić wymiotuję po lekach żołądek mnie boli a właściwie piecze przecież muszę brać żeby wyzdrowieć
Ostatnio edytowano 28 wrz 2010, 09:31 przez linka, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Przeniesiono do odpowiednego tematu.
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
23 wrz 2010, 10:24
Lokalizacja
rabka

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez polakita 28 wrz 2010, 10:06
_Pete_ napisał(a):Dziewczyny chętnie mięsa bym nie jadł, tylko co tu jeść kurde? :/ Kaszy nie lubię, ryby codziennie odpadają, muszę jeść jakieś mięcho bo za chwilę będę szczapa.

Będzie ci trudno z alergią pokarmową i w dodatku jeżeli nie gotujesz w domu... chyba pora zacząć coś pichcić ;) z mięs może spróbuj indyka albo cielęcinę? no i jest też białko roślinne, fasola, soczewica (szybko się gotuje tylko trzeba je doprawiać). Dziewczynom chyba łatwiej bo jesteśmy bardziej obznajomione z kuchnią ;)
Offline
Posty
887
Dołączył(a)
03 wrz 2010, 18:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

Avatar użytkownika
przez linka 28 wrz 2010, 10:15
_Pete_, masa warzyw, owoców, owoce morza, ryby, soja, białko sojowe, tofu, nabiał, wszelakie wyroby mączne, sosy warzywne, grzybowe (jesień mamy!!) .
Wbrew pozorom, nie jedząc mięsa też można przytyć :smile:

No ale tak jak pisze polakita, nie ma opcji, musisz sam zacząć gotować.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 28 wrz 2010, 18:47
linka napisał(a):_Pete_, nabiał, wszelakie wyroby mączne, sosy warzywne, grzybowe (jesień mamy!!) .
Wbrew pozorom, nie jedząc mięsa też można przytyć :smile:


Nabiał odpada - nietolerancja laktozy
Sosy warzywne,grzybowe, wyroby mączne - prawie zawsze jest tam gluten
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 28 wrz 2010, 18:53
_Pete_, wołowina, cielęcina - jeśli nietolerujesz laktozy to zdecydowanie odradzam również mięso z krówek. :pirate:

Ja od wczoraj dosłownie umieram, nie wiem, co się ze mną dzieje, bardzo boli mnie żołądek, mam wzdęcia, piecze mnie w klatce, mam ślinotok, co zjem to mi niedobrze, jestem cała zaflegmiona, wciąż odksztuszam i odpluwam białawą słonawą wydzielinę. :shock: Wczoraj usunęłam kolejny amalgamat, nie wiem czy to ma jakiś związek, ale mam już dosyć. :why:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 28 wrz 2010, 18:56
polakita napisał(a):Będzie ci trudno z alergią pokarmową i w dodatku jeżeli nie gotujesz w domu... chyba pora zacząć coś pichcić ;)


Już trochę próbowałem, urzeźbiłem się przez 2h by szybko coś zjeść i za 3 h problem od nowa. Nie chce mi się :mrgreen: Serio, ja sam mieszkam i dla jednej osoby gotowanie to rzeźbiarstwo, że tak powiem. Wolę już zapłacić choćby i 5xwięcej i zjeść na mieście.

Z drugiej strony... w restauracji gdzie jadam przygotowują dla mnie posiłki i jak narazie może jeden błąd popełnili więc źle nie jest. No i rodzice, których odwiedzam czasem na weekend zaakceptowali moje "fochy" i będą mi pichcić coś czasem :mrgreen: Powiedziałem im o mojej chorobie i depresji z nią związanej i poszło ok (choć nie obyło się bez wmawiania mi, że problem jest w głowie, ale byłem na to gotowy). Asia byłem wczoraj tutaj :

http://www.fishandchips.pl/

Podają dania bezglutenowe w formie w zasadzie gotowych posiłków. Daje radę nawet - wychodzi ok. 20zł za danie. Można popróbować.

[Dodane po edycji:]

-asia- napisał(a):_Pete_, wołowina, cielęcina - jeśli nietolerujesz laktozy to zdecydowanie odradzam również mięso z krówek. :pirate:

Ja od wczoraj dosłownie umieram, nie wiem, co się ze mną dzieje, bardzo boli mnie żołądek, mam wzdęcia, piecze mnie w klatce, mam ślinotok, co zjem to mi niedobrze, jestem cała zaflegmiona, wciąż odksztuszam i odpluwam białawą słonawą wydzielinę. :shock: Wczoraj usunęłam kolejny amalgamat, nie wiem czy to ma jakiś związek, ale mam już dosyć. :why:


Może idź do lekarza? Ciężko wyczuć co się dzieje. Stosowałaś może kiedyś laktazę? Mam zamiar się zaopatrzyć i poobserwować jakie jej działanie. Przydałoby się coś takiego chociażby jako podkładka pod leki zawierające laktozę.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 28 wrz 2010, 19:28
_Pete_, nie stosowałam, ale teraz łykam Lacidar - synbiotyk, który zwiększa tolerancję laktozy (podobnie jak i inne synbiotyki).
Ja wczoraj przed wizytą u dentystki skusiłam się na batona Kitkat. Znudziło mnie po nim i do teraz nie jest dobrze. No i w sumie nie wiem - czy ten baton mógł mieć wpływ na to, że wciąż bardzo źle się czuję... :roll:
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 29 wrz 2010, 11:52
martinita napisał(a):
na mnie wciąż patrzą jak na dziwadło. 'dostała Pani leki? to powinno przestać boleć!" "znowu biegunka?to niech Pani dalej je marchewkę z ryżem i zapycha się stoperanem!"

po wszystkich loperamidach,stoperanach itp jest mi wciąż niedobrze, chodzę jak w 6tym miesiącu ciąży. od stycznia ciągnie się za mną biegunka. teraz zaczynam studia i po prostu trzęsę się ze strachu co będzie, gdy w ciszy będę siedzieć z ludźmi w jednej sali i mój żołądek będzie dawał 'koncert'.. na poprzednim kierunku tak się ciągle kompromitowałam wychodzeniem z zajęć,wykładów, wszystkich imprez.. że w końcu je rzuciłam. i teraz ryczę, że i tu będzie tak samo. mam dopiero 20 lat,a czuję się jak staruszka.


Współczuję! Mam nadzieję, że lekarze zrobili kolonoskopię, badanie na pasożyty, grzyby itp., alergie (mleko, gluten?)... i nic złego nie znaleźli? Jeżeli nie, poszukaj lekarza, który się Tobą zajmie w rzetelny sposób. Marchewka + ryż + stoperan to nie leczenie, to jakiś wisielczy humor :?

[Dodane po edycji:]

-asia- współczuję! Na żołądek spróbuj może stary, poczciwy Maalox, mnie on trochę pomaga (i ma mniej skutków ubocznych w porownaniu do IPP czy H-blokerów). Mnie też strasznie bulgocze w brzuchu i ssie. A jednocześnie mam jakiś dziwny jadłowstręt. Wczoraj zjadłam jabłko, trochę winogron, pomidory. Wypiłam też smoothie z mango i jabłek. A wieczorem pojawił się znajomy, rozlany ból w nadbrzuszu. Czyli surowizna raz szkodzi, raz nie :x .

Dziś wieczorem będę u lekarza z wynikiem badań: mam nadzieję, że dowiem się czegoś konkretnego: co dalej?

Póki co, biorę Debretin na ZJD, ale efekty są marne. Czuję, że już tracę siły, dopada mnie jakaś depresja.



Podobno taka pogoda, jak obecnie: chłodna i deszczowa jest niefajna dla żołądkowców.
No i faktycznie, coś w tym jest. Nic, tylko się pochlastać, bo nadchodzi jesien i jej wszelkie uroki... i mamy równiutko przerąbane.

_Pete_ poszukaj w sieci. Jest sporo fajnych przepisów i blogów wegetarianskich. Może coś Cię zainspiruje. Chociażby TU:
http://kaszaprodzekt.blogspot.com/
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 29 wrz 2010, 16:03
Zachmurami, ja dziś jem tylko zupę warzywną z kaszą jaglaną co kilka godzin i piję ciepłą mineralkę z Alkalą N - czuję się znacznie lepiej niż wczoraj. Coś czuję, że muszę sobie zrobić taką dietę choć przez kilka dni, żeby wrócić do siebie... I jeszcze coś zauważyłam - znowu kwestia niedotlenienia (wczoraj i przedwczoraj prawie cały dzień spędziłam w autobusach bez dostępu świeżego powietrza i w pomieszczeniach, gdzie też go brak - i jak dosłownie za każdym razem pogorszenie, nawet pod względem przewodu pokarmowego :shock: :roll: ).
Daj znać jak było u lekarza. ;)

[Dodane po edycji:]

_Pete_ napisał(a):No mi się wydaje, że jeśli przecieka jelito to serce też po dupie dostaje. W końcu do krwi pewnie też trafi trochę nie do końca obrobionego tłuszczu etc. Zobaczymy co powie tutaj kardiolog, holterka mam za tydzień a później wydanie opinii w tym temacie.


A ja wczoraj miałam echo serca i mam: wypadanie płatka (o czym wiedziałam) oraz skłonność do niewielkiej arytmii. Na razie facet kazał mi łykać magnez.
-asia-
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez Zachmurami 30 wrz 2010, 11:40
Ech. U mnie będzie tak lekko.
Lekarz powiedział, że jest to problem interdyscyplinarny: trochę z dziedziny ortopedii, trochę gastroenterologii, a trochę chirurgii... i może nie być prostego rozwiązania, i wolałby się nie wypowiadać na temat mojej okreżnicy, bo to nie jego działka. Gdyby to był pień trzewny, bo można byłoby zadziałać szybko i skutecznie, a jeżeli nie, to chirurg naczyniowy nie czuje się kompetentny w temacie. To u mnie wygląda tak, ze klatka piersiowa może uciskać na przeponę, a z kolei przepona na jelito. Operacja jest możliwa, ale byłaby to operacja radykalna, polegająca na wykrojeniu dużej części jelita, i jego zdaniem, trzeba robić wszystko, by tego uniknąc. No załamka. Mam tak wegetować? :?

W każdym razie chirurg naczyniowy zalecił wybranie się z tym do kolejnego chirurga - tym razem ogólnego, ewentualnie do gastroenterologa. Postanowiłam w pierwszej kolejności porozmawiać chirurgiem, gastroenterolodzy zawiedli mnie na całej linii. :shock: :? Trochę się znów posypałam psychicznie, mam dość pielgrzymki po lekarzach.

-asia- Cieszę się, że jest lepiej. Z leków żołądkowych przypomniałam sobie jeszcze roślinny, bezpieczny Iberogast - na stany zapalne żołądka, jelito drażliwe itp.
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 gru 2009, 22:12

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez _Pete_ 30 wrz 2010, 13:40
Zachmurami nie pozostaje Ci niestety nic innego jak jeszcze pociągnąć temat dalej. Skoro jesteś już tak blisko to dopnij ten temat do końca inaczej zadręczać Cię to będzie naokrągło. Powodzenia:)


Zachmurami napisał(a):
Wczoraj zjadłam jabłko, trochę winogron, pomidory. Wypiłam też smoothie z mango i jabłek. A wieczorem pojawił się znajomy, rozlany ból w nadbrzuszu. Czyli surowizna raz szkodzi, raz nie :x .



Ja z kolei ostatnio po soku wielowarzywnym Fortuny dostałem deprechy na kilka godzin. Kompletnie nie mam pojęcia co mogło zaszkodzić. Trudno, kolejna rzecz do kosza. W końcu tyle jeszcze produktów na mojej liście, że jest z czego rezygnować. :mrgreen:

[Dodane po edycji:]

Mały update, zamierzam Was z premedytacją męczyć na temat moich ekscytujących doznań po posiłkowych. 8)

Zakupiłem wczoraj parówki z indyka (nie przepadam, ale co zrobić) w sklepie bezglutenowym i co prawda nie mam jeszcze 100% pewności, ale wydaje mi się, że też następuje pogorszenie samopoczucia (co prawda niewielkie,ale...). Wyraźne występuje natomiast po wieprzowinie (też bezglutenowej). Poobserwuję tu jeszcze co się dzieje w przypadku wołowiny np. (wydaje mi się, że jest ok). Dobrze się natomiast czuję po kurczaku na pierwszy rzut oka. Trudno najwyżej zrezygnuję z mięcha poza kurczakiem, który będzie głównym składnikiem diety. Najważniejsze by pozbyć się depresji związanej z posiłkami i objawami zidiowacenia.
_Pete_
Offline

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez polakita 01 paź 2010, 10:08
_Pete_ napisał(a):Zakupiłem wczoraj parówki z indyka (nie przepadam, ale co zrobić) w sklepie bezglutenowym

Parówki to z reguły chyba najgorszy syf spośród mięs (to znaczy nie wiadomo z czego są zrobione a najmniej z mięsa ;) ) może spróbuj przetestować czyste mięso z indyka (pierś albo mielone, dostępne w każdym sklepie, ja kupuję w Sezamie obok Domów Centrum).
Offline
Posty
887
Dołączył(a)
03 wrz 2010, 18:05

Re: Żołądek a depresja. Moja smutna historia

przez -asia- 01 paź 2010, 10:31
polakita napisał(a):
_Pete_ napisał(a):Zakupiłem wczoraj parówki z indyka (nie przepadam, ale co zrobić) w sklepie bezglutenowym

Parówki to z reguły chyba najgorszy syf spośród mięs (to znaczy nie wiadomo z czego są zrobione a najmniej z mięsa ;) ) może spróbuj przetestować czyste mięso z indyka (pierś albo mielone, dostępne w każdym sklepie, ja kupuję w Sezamie obok Domów Centrum).


Dokładnie tak!!! Parówki to syf, nieważne czy z glutenem czy bezglutenowe. Jedz jak najmniej przetworzonego jedzenia. Podejrzewam, że nawet ten gluten mniej by Ci szkodził jeśli znajdowałby się w produktach naturalnych, domowych. U mnie przynamniej tak jest. Mój przewód pokarmowy odczuwa każdą chemię, cokolwiek z paczki, puszki itd.
Dlatego zastanawiam się, co będzie jak się przeprowadzę do Warszawy... Gotować prawie nie umiem (w każdym razie niewiele potraw mam w swoim repertuarze), będę chyba dźwigać wałówki z domu... :pirate:
-asia-
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do