Po rozstaniu nie chce mi się żyć.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Po rozstaniu nie chce mi się żyć.

przez ToYa 26 lip 2010, 18:09
Rok 2009 był dla mnie bardzo trudny. Zaczęło się od pobytu mamy w szpitalu z podejrzeniem białaczki, wykryciu u taty guzów w płucach, samobójstwo brata mojej mamy, problemy w pracy...
Poszłam do psychiatry jak tylko poczułam, że dopada mnie depresja. Niestety trafiłam na niewłaściwą osobę, leczenie pomogło tylko o tyle, że przestały mnie w nocy "nawiedzać" pająki i zelżały napady paniki. W związku zaczęło się psuć... Trwało to rok.

Na początku tego roku byłam już w takim stanie, że nie czułam nic. Totalne wyjałowienie duszy. Żadnej radości, smutku, strachu, żalu. Nic. Poszłam do lekarza, tylko ze względu na NIEGO, bo widziałam, że cierpi. Nie okazywałam mu żadnych uczuć, najlepiej się czułam jak byłam sama w domu. Lekarz wysłał mnie na zwolnienie.

Stopniowe zwiększenie dawki Efektinu zaczęło przynosić drobne zmiany. ON też mi pomagał, tylko dzięki NIEMU wstawałam z łóżka, wyciągał mnie na spacery do parku i "do ludzi". Niestety się poddał, zostawił mnie dla kogoś innego. Całkowicie zerwał kontakt.

Wszystko wróciło. Nie radzę sobie, staram się już nie płakać, ale potrafię spać całymi dniami. Często nie mogę się zmusić aby pójść pod prysznic, zrobić sobie coś do jedzenia, nie mówiąc już o wyjściu z domu. Zostałam sama w pustym mieszkaniu i coraz bardziej sięgam dna. Wychodzę w sumie tylko na imprezy, zaczęły się eksperymenty z używkami, drugi weekend z kolei spędziłam całkowicie bez snu.

Nie potrafię załatwić najprostszych spraw: zapłacenie rachunków, pójście do lekarza po kolejne zwolnienie... Od 2 tygodni zmuszam się aby zgłosić się na oddział dzienny.

Wszystko co robię wydaje mi się bez sensu, jeszcze jak ON był, miałam jakąś motywację, chciałam walczyć. Teraz wszystko pozbawione jest smaku, zapachu, kolorów. Wszystko jest mdłe i nijakie. Żyję tylko dlatego, że inni tak chcą. Pod koniec maja miałam próbę samobójczą. Żałuję, że kolega postanowił wtedy do mnie zajrzeć :/

Kompletnie sobie nie radzę.. Potrzebuję kogoś, kto mnie będzie jak dziecko prowadził za rączkę i się mną zajmie :( A najchętniej zamknęłabym się w szpitalu na pewien czas.

Co mam robić..?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 lip 2010, 17:21

Re: Po rozstaniu nie chce mi się żyć.

Avatar użytkownika
przez frytka 26 lip 2010, 18:15
Trudno doradzać Ci znalezienie dobrej terapii w takim stanie ciężkiej depresji ale chyba nie ma już wyjścia - będziesz musiała wstać i pójść. Na necie znajdziesz namiary, telefony - można podzwonić, poumawiać się na wizyty. Czy naprawdę nie ma nikogo znajomego, kto mógłby Ci w tym pomóc? Z drugiej strony piszę to i czuję się jak jakaś głupia mądrala bo sama nie potrafię wstać i pójść - powiedzieć komuś łatwiej :(
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: Po rozstaniu nie chce mi się żyć.

przez ToYa 26 lip 2010, 18:28
Ja mam problem nawet z zadzwonieniem i umówieniem się gdziekolwiek.. Nawet jak ktoś do mnie dzwoni, to zazwyczaj nie odbieram. Boję się. Chyba tego, że ktoś coś ode mnie chce, ktoś czegoś ode mnie oczekuje.
Chodziłam co tydzień na terapię, ale przestałam po szpitalu jak wylądowałam tam po próbie samobójczej. Nie miałam przy sobie telefonu, nie mogłam poinformować, że nie przyjdę, bo jestem w szpitalu. Po wyjściu już się nie odezwałam i od tego czasu nie chodzę...

[Dodane po edycji:]

Zapomniałam dodać: tydzień po rozstaniu pojawiła się u mnie wysypka, która na początku towarzyszyła mi codziennie, teraz pojawia się głównie po stresie. Czasami pomaga Atarax.. niestety tylko czasami. Trwa to prawie 3 miesiące.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 lip 2010, 17:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Po rozstaniu nie chce mi się żyć.

Avatar użytkownika
przez frytka 27 lip 2010, 10:00
Skoro już był ktoś, do kogo chodziłaś na terapie dobrze będzie schować dumę do kieszeni i wybrać się znowu. Tym bardziej, że była próba samobójcza. Nie bagatelizuj tego Kochana. Z telefonami też tak mam. Zawalam nawet pracę chociaż ona jest moją jedyną ucieczką od myśli, które i tak mnie dosięgają... Boję się tego samego co Ty Kochana - oczekiwań, które mnie przerażają. W ostatnim związku dałam z siebie za dużo i teraz potrzeba mi czasu aby uzupełnić 'zapasy', jednak czas nie działa dla mnie na korzyść. W terapię nie wierzę obecnie więc się nie wybieram. Ale co Tobie szkodzi pójść jeszcze raz? Napisz do mnie na pw jeśli chcesz - podam Ci gg, skypa czy coś - pogadamy. Mam podobne doświadczenia, których nikt nie pojmuje...
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do