Nie chce mi się żyć,...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie chce mi się żyć,...

przez Kassi 26 lip 2010, 05:53
Witam, mam 22 lata, jestem młodą dziewczyną... i nie widzę sensu dalszego życia. Wiem, że coś ze mną jest teraz nie tak, ale po kolei...

1. Nie umiem się dogadać z rodzicami. Matka.. chyba nie umie zrozumieć, że mam już swoje lata i nie musi się (aż tak) o mnie martwić. Teraz są wakacje, więc jest gorzej niż zwykle, bo zwykle, podczas roku akademickiego, przebywam poza domem. Wtedy rozmowy są nawet przyjemne i rzadko się kłócimy. Teraz traktuje mnie jak dziecko. Wchodzę gdziekolwiek(a obecnie rzadko to robię, o czym później)to zaraz pytania - gdzie, z kim... jak powiedziałam, że jadę na koncert z koleżanką i jej rodzicami - zarzuciła mi kłamstwo (bez powodu!, wcześniej przecież nie dawałam jej powodów). Następnym razem na wyjście (szłam wtedy na spacer z koleżanką) powiedziałam, że nie musi wiedzieć (przypomniało mi się poprzednie), to rozpłakała się(!) i przestała się odzywać. Mówi, że w domu nic nie robię, ale jak coś robię - to krzyczy, że źle (w efekcie faktycznie odechciewa się ruszenia czegokolwiek). Ciągle teksty typu, że koleżanka to mogła wyjść z rodzicami, a ja z nimi nie chce chodzić (rano pytałam, czy idzie na basen, powiedziała, że nie, że mogłam powiedzieć wcześniej... nie mogłam, bo sama nie wiedziałam czy pójdę- babskie sprawy). Poza tym faktycznie od pewnego czasu wyjazdy z rodzicami mnie męczą. Jestem jedynaczką, dalej traktują mnie jak małą dziewczynkę. Nawet jak nie mam humoru, to każą uśmiechać się do zdjęć, a jak nie chcę, to awantura (i nie przesadzam teraz).

Ojciec... nie wiem ile się już nie odzywamy. Ze dwa tygodnie, może 3... choć w sumie z jednego względu to lepiej. Bo jak się jeszcze odzywaliśmy to zdarzało mu się przejeżdżać brodą po moim gołym ramieniu, co mnie obrzydzało wręcz. Mówiłam mu o tym... w końcu uderzyłam, obraził się, poszedł. Nie tylko za to się nie odzywa, ale wcześniej tłumaczenia, wychodzenie do innego pokoju - nic nie pomagało.

2. Straciłam przyjaciela.. to dość długa historia, dlatego postaram się w największym skrócie - poznaliśmy się przez internet, ze 3 lata spotykaliśmy się jako kumple - wspólne wyjście na spacer, do kina czy na dyskotekę. W tym czasie, mniej-więcej po roku, kiedyś żaliłam mu się na jakiegoś faceta i mnie pocałował.. Ale przeprosiliśmy się i potem było ok. Znowu czysto przyjacielsko, aż jakiś czas temu oboje wypiliśmy za dużo i on zaczął się do mnie dobierać. Szczerze, to słabo to pamiętam, do stosunku nie doszło, ale wiem, że było ostro... Mam do niego o to żal, bo znaliśmy się naprawdę długo, ostatnimi czasy cały czas podkreślałam słowo przyjaźń... Rano chyba też on wiedział, że przegiął, napisał mi smsa z przeprosinami, ale ja nie mogłam kontynuować tej znajomości. Źle się z tym wszystkim poczułam i po prostu przestałam się odzywać. Teoretycznie łatwo to mi poszło, praktycznie - szkoda tej znajomości, ale boję się, że znowu.. znowu by do czegoś takiego doszło.

3. Studia. Nie wiem czy mi otworzą specjalizację. Egzamin licencjacki słabo poszedł (nie z mojej winy, cały rok słabo napisał... bo zagadnienia były inne, a pytania w dużej mierze poza zagadnieniami...). Apelacja odpada, ludzie nie chcą tego jeszcze raz pisać. Byłam załamana po tym, ale oczywiście musiałam usłyszeć od ojca, że to przez mojego (niestety) ex, się gorzej uczę (z innych przedmiotów same 4, 5, jedno 3...) Wcześniej było trochę gorzej nawet...

4. Mój ex... nie mogę o nim zapomnieć, nie chcę żyć bez niego, nie ma szans na poprawę... To był związek na odległość. Najpierw mu nie przeszkadzało, potem zaczęło. Bo nie miał pieniędzy, żeby przyjechać - mówiłam, że mogę dać jak coś na bilet. To mówił, że nie ma czasu. I tak przez prawie 2 miesiące. Potem powiedział, że chce przerwy - popłakałam się, byliśmy dalej. Ale czułam, że coś jest nie tak, mimo to jak mówiłam "kocham Cię" odpowiadał "ja Ciebie też". W końcu powiedziałam - proszę, powiedz, ze już mnie nie kochasz... Wyciągnęłam to z niego dopiero po dwóch kolejnych miesiącach, prawie 3. Dopiero przyznał - wypaliło się. Pytałam - czemu nie powiedziałeś wcześniej, przecież sama prosiłam, a wiedział, jak ważna jest dla mnie szczerość. Bo niby nie był pewien. A potem, że to ja niepotrzebnie się łudziłam.. łudziłam się.. możliwe, ale tylko dlatego, że dawał powody...

na początku znajomości były motyli itd. nikogo tak nie kochałam jak jego, choć mam za sobą kilka związków. Jeden skończył się podobnie przez odległość (za porozumieniem stron), drugi bo koleś miał wypadek (niegroźny) i przestał się odzywać, trzeci - zostawił mnie dla swojej przyjaciółki. Bo ją kochał, a mnie nie. Z tym.. szczerze to chciałam traktować to luźno, jak kiedyś taki luźny związek. Ale to on sprawił, że zaczęłam podchodzić poważniej. U mnie coś pękło, jak nie przyjechał na sylwestra. Niby przez kasę, ale na picie z kolegami znajdował. Twierdził, że mu stawiają. Denerwowałam się o to, zerwałam z nim (po ponad pół roku). Dowiedziałam się od wspólnego internetowego znajomego, że niby mnie zdradzał. Przyznał, że faktycznie całował się z inną. Chciałam zemsty i wróciłam do niego, zdradziłam go. Ale zdenerwowało mnie, że łatwo(?) wybaczył mi pocałunek z innym, że to po nim tak spływa... zdradziłam go z innym jeszcze raz. Na maksa. Teraz wiem, że nie było to dobre.. ale denerwowało mnie, że od dłuższego czasu zwracał uwagę na mnie tylko, jak coś robiłam źle. Tak to niby opowiadał o mnie kumplowi, idealizował.. Co z tego, bo to było jak z nim pił. A dla mnie nie miał czasu popisać na gg, ale na to czas miał. Wkurzałam się. Ale w końcu zdradę wybaczył, przyjechał znowu. Było pięknie, jakbyśmy byli idealną parą. A półtora miesiąca później chciał tą przerwę, o której pisałam już wcześniej.

Najlepsze jest to, że za całą znajomość widzieliśmy się kilka razy zaledwie. I rozumiem, że to irracjonalne, ale.. naprawdę chciałabym umieć przestać coś do niego czuć. Jak mi wybaczył.. to jakbym zakochała się od nowa. Czy wybaczył tylko, żeby zranić? Nie sądzę. "Najlepsze" jest to, że mieliśmy być niby przyjaciółmi, ale.. tak się nie da, skoro ja coś czuję. Z resztą skoro dwa miesiące wyciągałam z niego, że mnie nie kocha... to nie wiem czy umiałabym być z nim znowu.

Mówił, że nie ma kasy (akurat wierzę, ale naprawdę mi nie przeszkadzało to) - to ja dzwoniłam, ale się pytałam czy się nie narzucam. A potem tekst, że sama chciałam.. i ten chłód. On traktuje to tak, że chyba najwygodniej by mu było jakbym potrafiła to jakoś przełączyć - miłość -> przyjaźń, ale ja tak nie potrafię.. Wmawia mi, że potrzebuję kogoś na co dzień, z kim mogłabym chodzić pod rękę. To nie prawda.. po prostu chciałabym być z nim, choć z drugiej strony wiem, że to głupie. I jednocześnie nie umiem się uwolnić. Kasowałam z telefonu jego nr setki razy. Dziwi się, że się łudziłam? Bo jak się zrywa, to się chyba mówi o tym, a nie czeka, aż druga strona się domyśli... I się zrywa autentycznie. A nie pyta się potem czy mogłabym z innym teraz już być, a jak powiedziałam: "może" to on się rozłączył. Ale teraz się nie przyznaje i niby nic takiego nie było...Można by podobnie jeszcze długo.

Zdiagnozowano u niego dystymię. Chciałam być przy nim.. ale ten chłód, ja tak nie mogę. Jak już byłam zdecydowana - nigdy więcej się nie odezwę, to on tekst o spotkaniu i "kto wie jak będzie, on niczego nie zamyka". A we mnie znowu nadzieja ;( już sobie z tym nie radzę. Chciałabym po prostu zapomnieć. Chciałam do niego pojechać niedawno, on się zgodził.. (choćby po to, żeby porozmawiać, inaczej jednak w 4 oczy... ) ale rodzice mnie nie puścili (awantura na maksa, argumenty w stylu - nie damy Ci nic na studia. Z tym to.. szkoda gadać. Przed studiami pytałam - iść do pracy czy na studia.. jakbym wiedziała, że tak będzie, to poszłabym do technikum. Bo teraz jestem jeszcze jednak od nich zależna - a do pracy legalnej jak pójdę na wakacje to stracę stypendium socjalne - realia polskich uczelni). I nie pojechałam, choć jakbym pojechała - nie byłoby gorzej niż teraz.

5. Nie daję sobie rady z tym wszystkim. Już od dłuższego czasu. Nic mnie nie cieszy, nawet dyskoteki. Wcześniej bardzo lubiłam na nie chodzić, ostatnio.. niby byłam, ale było jakoś tak nijako. Przestałam tańczyć w domu. Ćwiczyć. Nie chce mi się już wstawać z łóżka, bo nie widzę sensu. Włączam tylko laptopa by jakoś zabić czas. Miewam myśli samobójcze, ale ciągle brakuje mi odwagi na ostateczny krok. I to już długo, ponad miesiąc prawie codziennie. Znajomi? Niby ich mam, czasem gdzieś wyjdę. Ale to rzadko. Mają swoje życie. Dużo się rozjechało (wakacje). Czasem czuję się samotna, ale nie chcę jednocześnie nic na siłę. Kiedyś byłam wesołą, niezależną dziewczyną. Facetów traktowałam na ludzie, ze starszymi szło się dogadać, miałam pasje.. Dziś nie widzę w niczym sensu. Marna egzystencja, której nie mam siły zmienić.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 lip 2010, 05:51

Re: Nie chce mi się żyć,...

przez Kassi 29 lip 2010, 00:00
nikomu nie chce się odpisać :cry:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 lip 2010, 05:51

Re: Nie chce mi się żyć,...

Avatar użytkownika
przez *Monika* 29 lip 2010, 01:01
Kassi, masz bardzo dużo konfliktów w sobie, zresztą moze nie wszystkie opisałaś. Wywołaly i uruchomiły u Ciebie lęk, depresyjne samopoczucie.
Najlepiej byłoby rozwikłac wszystkie wątpliwosci i zacząc ukladać to wszystko w całość. Sama tego nie zrobisz.
Psychoterapia, może leki nie beda Tobie potrzebne.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do