Depresja czy może coś innego?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Depresja czy może coś innego?

przez _Kamil_ 06 lip 2010, 23:34
Cześć.
Jestem Kamil i mam 22 lata i mam problem.
Chciałbym Was prosić, abyście pomogli mi określić czy mam jakiś problem ze sobą np: depresja, czy może to tylko takie "pierdoły" i mam się wziąść w garść.

Może zacznę od mojej przeszłości.
Z tego co mi moja Mama opowiadała, to urodziłem się z dużymi problemami ze wzrokiem i potrzebowalem wiele opieki. (teraz noszę okulary tylko). Mimo tego moje życie na wsi spędzałem ze starszym bratem i siostrą i zabawami od rana do wieczora. Byłem bardzo wygadanym chłopcem z ogromną wyobraźnią, ponieważ często mi to "wypominano". Niestety, zawsze mnie w podstawówce gnębiono. Zawsze byłem z boku. Obrywałem czasami. (grupa mnie nie lubiła przez to, że moja Mama była nauczycielką)
W domu... alkohol, kłótnie, tłuczenie talerzy, krzyki, bicia i próby samobójstwa matki. Pamiętam taką jedną sytuację, gdy podczas kolejnej libacji rodziców, Mama z Ojcem się pokłócili i Mama przyszła do mnie i brata ze łzami w oczach, przytuliła nas i powiedziała, że idzie się zabić i nas kocha. My małe szkraby nie wiedzieliśmy co się dzieje (coś koło 8-10 lat może, nie pamiętam dobrze). Ojciec pobiegł za nią, trochę krzyczeli, ale ok. Nic sobie nie zrobiła. Czasami też było tak, że mówiła nam, że odchodzi i nigdy jej nie zobaczymy. Potem trzeba było jej szukać. (rekord "ciągu" Mamy to miesiąc)
Druga sprawa. Konfikt Babci (teściowej) i Ojca (zięcia). Żarli się cały czas. Niecierpieli się. Klnęli na siebie, obrażali się, do dzisiaj tak jest. Zdarzało się i tak, że musiałem odciągać Ojca, bo próbował coś robić Babci np: kopać.
Trzecia sprawa to zachowanie Ojca w stosunku do mnie. Nie wiem czy to moję widzimisie, ale wydaje mi się, że Ojciec mną się nie interesował. Wolał spędzać czas z bratem. Pracował za granicą i czasami przyjeżdzał tylko co 2-3 tygodnie, a wtedy było i tak, że bratem przez ten czas cały czas dyskutowali, a ze mną wymienił tylko "Cześć" na przywitanie i na do widzenia. Głupie i przykre odzywki z jego strony to standard. Oczywiście pamiętam, że zajmował się mną wiele razy, ale teraz wydaje mi się, że to tylko z powodu Mamy.
Do dziś rodzice z babcią piją i kłócą się, ale obecnie mieszkam w Krakowie z bratem, więc tego nie widzę.
Próbowałem wiele razy im pomóc, starałem się, ale chyba za słabo.
Szkoda mi brata, bo widzę, że staje się taki sam jak rodzice. Zdarza się, że wypija w wieczór z 6-10 piw i upija się. Czasami też pije wódkę z kumplem tak bez okazji. A jak pije to tyle, żeby ledwo stać na nogach. Mówiłem mu o tym, że staje sie taki sam, żeby tego nie robił itp, ale on na to nie reaguje. Olewa to całkowicie. Szczerze to jak widzę puszki od piw, ale słyszę ten odgłos "pstryk" od piwa po 8 razy na wieczór to mnie szlag trafia, ale zawszę to tłamie w sobie. Siostra ma już własne życie - dwoje dzieci (pierwsze w wieku 17 lat)i męża, który ją zdradzał dawniej.
Trochę napisałem, ale praktynie nic o sobie. Przepraszam, ale będzie chaotycznie.
Hmm. Jestem dosyć aspołecznym człowiekiem. Nie lubię ludzi, ba. Nienawidzę. Szlag mnie w środku trafia, gdy muszę pracować z ludźmi, a muszę, bo taki zawód wybrałem, zresztą od ludzi się i tak uwolnić nie da do końca. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Nie wiem o czym. Nie lubię rozmawiać o pierdołach, wolę inteligentne dyskusje, ale żadko mi się takie udało przeprowadzić.
Pozatym i tak się wstydzę, gdy muszę o coś kogoś zapytać.
To jest dziwne, bo jak nienawidzę ludzi, to tak samo ich kocham i chciałbym im pomóc. Wszystkim bez wyjątku. Serio. Za każdego z osobna mógłbym oddać życie, jeśli to pomoże. Nienawidzę ludzi, ale uwielbiam im sprawiać przyjemność: u mnie na wsi robię za informatyka i często naprawiam kompy za darmo. Nic za to nie chcę. Wystarczy mi to, że widzę jacy zadowoleni są. Mimo to, ich ninawidzę. Nienawidzę za ten ich tryb życia, który mam taki sam. Obudzić się, iść do pracy. Iść spać. Tyle.
Ja nie potrafię być taką szarą mrówką. Całe moje młode życie tak pędzę, tłumiąc to wszystko w sobie. Nigdy się nie wyżalałem nikomu, bo uważam to za żałosne i egoistyczne. Zawsze robię dobrą minę do złej gry. Chyba to przez to to ja byłem i jestem ten dojżalszy brat. Staram się nie kierować emocjami, ale ciężko. Mogę powiedzieć nawet, że tłumienie emocji mam opanowane do hmm, nie perfekcji, ale blisko. Nie lubię okazywać emocji. O właśnie. W ogóle to chciałbym się ich pozbyć, bo dla mnie są bezsensowe i nieprzydatne. Za dużo przykrości powodują. Cały czas mi żal obcych ludzi, każde zdarzenie obcej osoby, gdy sobie coś zrobi niechcący. Każda sytuacja wywołuje w moim sercu ogromny ból. Zdarzało się i tak, że nie daję rady spać w nocy, bo ściskam się za serce od tego bólu. Nienawidzę ludzi, a tak mi ich żal wszystkich.
Przy okazji. Cierpię na bezsensość, ponieważ jestem chory na Zespół Niespokojnych Nóg w najwyższym możliwym stadium. Mam to od urodzenia.
Hmm, co więcej. Ze mną to jest tak jakbym stał na skrzyżowaniu. Chcę iść w lewo, ale wtedy prawo mnie woła, a to wołanie jest nie do zniesienia. Chcę iść w prawo, ale wtedy lewo mnie szarpie i powoduje ogromny ból. Na środku skrzyżowania stać nie mogę z tego samego powodu - ból psychiczny.
Uwielbiam myśleć o śmierci. Często siebie wyobrażam jak umrę, bo tak szczrze... nie mogę się śmierci doczekać. Codziennie wstaję rano z nadzieją, że to mój ostatni dzień męki. Nie chcę się zabić, bo to żałosne, ale gdy zdaży się sytuacja w której będę mógł stracić życie, a nikogo nie będzie w pobliżu, to nie będę walczyć.
Są jeszcze dwie sprawy. Moja obojętność. Mimo tego, że równocześnie kocham i nienawidzę ludzi, to jestem strasznie obojętny na krzywdę. Te 3 emocje włączają się jak chcą. Czasami jedno działa, czasami 2 naraz, czasami tylko obojętność. Czasami się zastanawiam, czy to nie 3 osoby we mnie. Nawet mam 3 style mówienia w zależności od tego, która główna emocja mnie kontroluje, bo nigdy nie miałem nad tym kontroli, to mną steruje. Wydaje mi się, że to przykrę, bo jak jakiś czas temu Mama do mnie zadzwoniła płacząc, powiedziała, że brat w szpitalu, bo go pobili. Pierwsza myśl to "mógł nie pić", a po chwili takie dziwne podniecenie "nareszcie trochę odmienności w moim marnym życiu" i żal "cholera, czemu mi się nic nie przytrafi?".
Cały czas żyję tą 3kierunkową drogą. Szkoda, że tym nie steruję, nie umiem. Jeszcze co do obojętności, to przez nią 3 razy mnie wywalono z pracy. Nie zależało mi szczerze na tym, żeby je utrzymać. Tak po prostu. Przez tą obojętność to nie wiem jeszcze które rzeczy z przeszłości są prawdziwe, a który tylko zmyśliłem. Naprawdę nie umiem odróżnić tego.
Ostatnia już rzecz. Moje marzenia. Osobiście uważam moje marzenia za normalne, ale nie wiem jak inni. Nie marzę o związku, czy długim życiu, czy pieniądzach. Ja chcę być władcą wszystkiego. Takim władcą wszechświata. Wtedy mógłbym... i nie wiem czy pomóc ludziom, czy bawić się nimi i męczyć ich. Chcę tego i tego.

To oczywiście nie wszystko, ale w tej chwili nic mi więcej do głowy nie przychodzi.Starałem się napisać wszystko.
Co o tym sądzicie?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 lip 2010, 22:33

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do