Moja dziewczyna zachorowała na CHAD... :/

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Moja dziewczyna zachorowała na CHAD... :/

przez Stragan 06 lip 2010, 00:39
Witajcie. Jestem tutaj nowy, sam nie jestem chory... Jednak jakiś czas temu bardzo bliska mi osoba przeszła etap mani. Niestety niebyło mnie wtedy przy niej, chociaż nawet gdybym był to zapewne nic niebylbym wstanie zrobic. Niechce się zabardzo rozpisywać o nas a także o niej. Może kiedys sama sie zdecyduje napisać o sobie na forum... Generalnie znamy się długo, jestesmy ze soba też juz jakiś czas. Wiemy o sobie bardzo dużo. U niej CHAD zaczął się od depresji, wtedy nikt nie zdawał sobie sprawy co moze się stać później. Przyczyną był jej były chłopak, generalnie sprawa zagmatwana strasznie więc to pomine... Dowiedziałem się o tym od niej pare miesięcy później i chciałem jej pomóc, razem ze wspólnymi znajomymi wyciągaliśmy ja z domu i motywowaliśmy do działania, nie zawsze z pozytywnym skutkiem, ale się staraliśmy. Dodam tylko ,że byliśmy razem wczesniej lecz rozstaliśmy się, później nie utrzymaliśmy kontaktów ( próbowałem zapomnieć, nie zawsze kocha się ze wzajemnością). Brała leki i po jakimś czasie wyszła na prostą. I wtedy stało się, znów zaczeliśmy się spotykać. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, jak to niektórzy mówią żeby niezaczynać drugi raz tego co się skończyło - czy coś wtym stylu. Jednak wtedy w głebi duszy dalej ją kochałem. To trwało pare miesięcy, było naprawde spoko. Akurat koniec studiów, obrona magazyniera i obawa przed poszukiwaniem pracy... Wtedy jak grom z nieba spadła mi świetna oferta, mogłem wyjechać na stypendium zagraniczne z uczelni(na 2 lata:/) bo akurat zwolniło się miejsce. Oczywiście najpierw porozmawiałem z nią, zgodziła się na to żebym pojechał mimo że tego niechciała... Wiem że, to bez sens ale wmawiałem sobie jak kocha to poczeka... I pojechałem, rozmawialismy dosyć często przez skype, pisaliśmy smsy, czas leciał. Była u mnie na wakacjach jakis czas i naprawde było świenie. Jak większość po studiach miała problem ze znalezieniem normalnej pracy, dorabianie jak to było w czasie studiów już nie wystarczało na normalne życie... Starała się coś zrobić i między innymi ja ją dopingowałem do działania :/. Kiedy przyjechałem na święta Bożego Narodzenia do Pl, spędziliśmy ten czas razem. Zauważyłem pare zmian była bardzo pewna siebie, miała przeświadczenie że jest wstanie zrobić wszystko jezeli tylko bedzie chciała. Wtedy uważałem to za objaw dobrego samopoczucia i pewności siebiei byłem z niej dumny. Chciała dużo rzeczy robic na raz. Początkowe sukcesy jak np. dostanie się na szkolenie dla młodych przedsiębiorców, studium w weekendy,dostanie lepszej pracy, schudnięcie pare kilogramów sprawiło że, była bardzo a nawet aż zabardzo pewna siebie. Widziała cały świat w różowych kolorach wszystko było super a ludzi którzy się z nią niezgadzali uważała za idiotów... Wtedy kontakt między nami i tak bardzo ograniczony zaczął sie psuć, bo poprostunie miała czasu ze mną rozmawiać... Troche to było przykre ale skoro ją to uszczęliwialo, to ok. Niestety pewnego dnia jak z nia "rozmawiałem", ciężko to nazwać rozmową powiedziała mi że, dzieje się z nią coś niedobrego i potrzebuje wizyty u psychiatry - tego była pewna, reszta to był jakiś bełkot którego nie mogłem pojąć. Było mi bardzo ciężko bo niemogłem uzyskać jakichkolwiek informacji co sie z nią dzieje i przez tydzień albo dwa wogóle nic niewiedziałem i strasznie sie martwiłem. Ale to i tak pikuś w porównaniu z tym co ona przechodzila;/. Dopiero póxniej dowiedziałem się że zdjagnozowano u niej CHAD i że bierze leki. W tym czasie dużo czytałem na temat CHADU i starałem się z nią rozmawiać jak najczesciej, oczywiscie przez skype niestety nic innego niebyłem wstanie zrobic. Niewiele z tych rozmow wynikało. Niewiem jaki miały one na nią wpływ, wsumie w tym stanie chyba nic nie rozumiała i z tego co wiem to wogóle ich nie pamięta :/. ten stan trwał dośc długo później leki które podał jej lekarz sprowadziły ją w depresje...W kwietniu widziałem się z nia bo byłem w pl. Nie przypominała tej samej osoby co wczesniej. Przyczyna pewnie były leki ale ten obraz mam cały czas w myslach i gdy sobie tylko o tym mysle łzy mi ciekna po policzkach... fuck nawet gdy to pisze:/ Wczesniejsze romowy przez skype były całkiem normalne jednak nie oddawały rzeczywistości i powagi sytuacji. Teraz wychodzi z tego jest z nią całkiem dobrze tak mi sie wydaje... ale cały czas bierze antydepresanty i stabilizatory nastroju. Ja nadal jestem za granicą bede się z nią widział w sierpniu... Jestem troche przejęty tą całą sytuacja i nie mam pojęcia co z tym zrobić. Z jednej strony cały czas jest w moim sercu, chce ją wspierać ale nie wiem czy dalej bedę mógł zachowywac się wobec niej w ten sam sposób jak wczesniej, tak samo ją całować, przytulać itp. Ona chce być dalej ze mna, mowi że mnie kocha. Niewiem co mam mysleć, nie wiem czy to przez depresje czy jest świadoma, mam milion wątpliwości. Boje się że cały czas bede wypatrywał nasilających się syndromów manii albo depresji i że nigdy nie bede mógł zachowywać się wobec niej jak dawniej. Myśle że, na tym forum są ludzie z podobnymi problemami, którzy również znaleźli się w podobnej sytuacji i możliwe że jakoś wybrneli z podobnej sytuacji... Prosze tylko o zrozumienie i rade. (miało być krótko i miałem się nie rozpisywać - wydaje mi sie ze to i tak jest w wielkim skrócie) pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
05 lip 2010, 23:12

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do