mam depresję a może jestem świrem ?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 15 paź 2010, 11:13
Jestem pod wrażeniem jak leki na mnie wpływają. Teraz mogę powiedzieć, że czuję się znacznie lepiej i zdecydowanie pewniej. Od tygodnia jestem bardziej nerwowy, działam z większym wigorem. Zaczyna do mnie docierać, że po rozwodzie też można cieszyć się życiem. Do tej pory czułem się niekompletny, bez żony i dziecka zawsze przy mnie. Nawet jestem wstanie choć trochę bardziej optymistycznie popatrzeć w przyszłość. Znów mam przyziemne marzenia, że jeszcze kogoś pokocham z wzajemnością czy że sobie kupię coś fajnego.
Oby tak dalej :)
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 16 lis 2010, 11:09
Miesiąc mnie tu nie było. To już 3,5 miesiąca życia na seronilu. Zmieniam się, może nawet nie tyle zmieniam co do głosu dochodzi moje prawdziwe JA. Wcześniej przyduszony dystymią wegetowałem, przygaszony, wycofany z życia, tak by mieć jak najwięcej spokoju, by mnie nikt nie ruszał, by nikt odemnie nic nie chciał, by mieć jak najwięcej świętego spokoju. Zmiany nie są gwałtowne, wciąż lubię spokój, zaczynam doceniać życie w samotności choć coraz mniej mam ochotę spędzić tak resztę swojego życia.
Nie mam zamiaru być sam z wyboru, zmieniłem zdanie i jeśli znajdzie się TA, która zechce być za mną to dam sobie i jej szansę. Będę sobą i niech to ona decyduje czy chce być z taką osobą jak ja, oczywiście także ja będę wybierał wg swojego gustu.
Na razie to pieśń przyszłości, jeszcze się muszę ogarnąć, zamknąć za sobą przeszłość. Jakaś tam przyszłość jednak się zaczyna przede mną rysować. To co zauważam to pojawiły się u mnie oznaki stanowczości, momentami niestety nawet trochę za silne.
Uwolniłem się z resztek ex z siebie, jakkolwiek to dziwnie zabrzmi jestem już tylko sobą, ex przestała być częścią mnie. Jak tego będzie chciała będziemy walczyć, nie dam się jej zdominować, nie poddam się bez walki. Od lat nie miała skrupułów, dlaczego ja mam je teraz mieć? Nawet jak mnie ostatecznie zniszczy bo ma znaczne w tym doświadczenie to i tak nie mam czego stracić.
Po tym jak mnie ostatnio wkurzyła żyję wciąż w napięciu, z nerwem który nie chce przejść. Prawdopodobnie dzisiaj coś wezme na uspokojenie bo to zaczyna mnie niepokoić, lepiej żeby się do mnie nie przywalała bo mogą znacznie popsuć się nasze kontakty, a tego, głównie dla dziecka nie chcę. Ciekawe jak będzie dalej
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 28 lis 2010, 20:01
No i chyba się skończyło :why: . Jest coraz gorzej. Rzeczy ( przyjemności) które ratowały mnie przed skończeniem ze sobą przed rozpoczęciem brania seronilu coraz bardziej się oddalają, przestają działać. Początkowo uważałem to nawet za dobrą oznakę bo to także uzależnienia ale jeśli przestaną działać rzeczy, które kiedyś praktycznie trzymały mnie przy życiu to co będzie dalej? Może to w większości pierdoły ale co dla jednego jest ważne dla innego może nie istnieć. Przestałem grać w moją ulubioną grę i nie mam już ochoty do niej wracać,,, ulubione kiedyś seriale oglądam niejako z rozpędu, przestałem słuchać muzyki, tv prawie nie włączam, chwilę mój umysł zajęła zabawa w bukchmacherkę, ale i to mnie zmęczyło a poza tym szkoda mi na to wydawać nawet tych drobniaków za jakie grałem. Alkohol nie przynosi już takiego ukojenia, spokoju i zmiany nastroju, "sex" przestał całkowicie pociągać i nie sprawia tyle przyjemności, z domu nie chce mi się też już wychodzić. Ulubione dania, słodycze jem tylko z przyzwyczajenia a słodycze nawet po to by ich brakiem nie pogorszyć swojego samopoczucia.
Przez jakiś czas myślałem, że może jeszcze kiedyś będę szczęśliwy i spotkam kobietę, którą pokocham z wzajemnością ale właśnie ta wizja mi gdzieś odjeżdża.
Był moment, kiedy czułem się naprawdę pewnie, bardziej świadomy swojej wartości i tego co chcę w życiu, miałem energię by zacząć z ex wymianę znań na jej poziomie, nawet wystraszyła się tego myśląc, że coś knuję bo pewność w moim zachowaniu, słowach to było coś nowego. Niestety tak jakbym się tym wypalił, energia odpłynęła.
Znów coraz częściej jestem zmęczony, senny. Często wieczorem padam w okolicy godziny 21, rano wstaję bez większych problemów ale potem w pracy walczę z sennością. Coraz częściej leżę bez celu na łóżku, myślę o swoim życiu, czasami chyba całkiem się wyłączam. Muszę się mobilizować, by się czymś zająć, bo leżenie bez celu nie zdarzało mi się nigdy wcześniej i to mnie niepokoi.
Część z tych objawów nasiliła mi się w ciągu ostatnich 2 tygodni a część uświadomiłem sobie, że następuje stopniowo od początku leczenia.
Co jest grane? 40mg seronilu to już za mało dla mnie by dodawać mi energii? Może jednak po 4 miesiącach na nim przestaje korzystnie działać i trzeba poszukać czegoś innego?
Podpowiedzcie coś proszę.

[Dodane po edycji:]

No i od jakiegoś czasu wyraźniej czuję bicie swojego serca,, czasami to nawet jest bardziej tłuczenie się. Jestem też bardziej wrażliwy na głośne dźwięki pojawiające się gdy otoczenie jest ciche, czasami to jest nawet kogoś głos. Oprócz dźwięku "właściwego" słyszę nieprzyjemne huczenie - dzieje się to zazwyczaj rano.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez niebawa 17 gru 2011, 22:57
depresja :(

zasrana depresja.. :(
wiem o czym mówisz :(
:,(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
199
Dołączył(a)
08 lis 2011, 17:51

mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 21 gru 2011, 23:17
to było rok temu. Potem psychoterapia, odstawienie leku i całkiem przyjemny okres życia. Od 1,5 miesiąca znów jest tak jak było. Ten mój ostatni post powyżej dokładnie oddaje to co znów czuję. W teście Becka 36 punktów ( w lecie 8 ) Zauważam, że faluję i w tym momencie czuję się trochę lepiej niż tydzień temu. Co nie zmienia faktu, że kładąc się spać chciałbym już by nie było jutra.
Śmierć jest moim pragnieniem, z którym walczę bo wiem że to chore. Nie planuję popełnić samobójstwa bo wiem, że będę musiał to zrobić gdy już nie będzie innego wyjścia, gdy zmęczenie ostatecznie zwycięży a życie nie da innego wyjścia.
Na razie podeprę się lekami bo na terapię okazałem się niestety oporny i każdy następny miesiąc będzie jakimś sukcesem. Przetrwać jak najdłużej bo jeszcze nie jest tak źle, bo ktoś mnie kocha i mnie potrzebuje. :why:

-- 23 gru 2011, 12:11 --

Dno dna. Nawet seks już nie działa. :hide: Jeszcze niedawno tęskniłem za bliskością, ciepłem, przytulaniem, pocałunkami, seksem a teraz mój chory mózg traktuje to jako jeszcze jedno coś, do czego się sztucznie mobilizuję.
Wszystkie przyjemności stały się nieznaczące, które robię aby zachować pozorną normalność.
Chcę usnąć i spać snem wiecznym.
Do przyjemności się mobilizuję, obowiązki są jeszcze trudniejsze. Rutynowe działania wymagają skupienia i urastają do rangi problemów. Przecież tak naprawdę nie mam jeszcze większych problemów, większość z przeszłości jest już rozwiązana. Może wkrótce będą nowe i mnie całkowicie pogrążą ale to dopiero w przyszłości. Dlaczego już teraz nie dają mi normalnie żyć a raczej dlaczego do tego co czuję, a może raczej do tego co nie czuję dokładam sobie jeszcze jedno brzemię.
Święta, jak ja bym chciał być w nie radosny, ba chciałbym wierzyć w to wszystko bo wiara pomaga żyć, ale ja nie potrafię.
Olać to wszystko, te wszystkie zmartwienia i problemy, te realne i te wydumane i po prostu żyć. Dlaczego tak nie potrafię? Potrafię się dostosować do chwili, okazywać nawet wesołość ale wewnątrz to nie skutkuje.
Mam nadzieję, że prochy które dostanę będą działały bo męczę się niemiłosiernie

-- 29 gru 2011, 16:23 --

Masakra jakaś. Nie mam ochoty do życia, nic mnie nie cieszy. Ulubione zajęcie to spanie lub leżenie bezczynne z zamkniętymi oczami. Wieczna mobilizacja by cokolwiek zrobić, nawet by wstać z wyra i usiąść przy kompie czy cokolwiek innego by się wyrwać z marazmu. Kosztuje mnie to dużo siły mentalnej. Fizycznie nic mi nie jest ale zabranie się i zaczęcie czegokolwiek więcej mnie kosztuje energii niż zrobienie już tego. Ciągła mobilizacja wykańcza, nawet wieczorne spotkanie z przyjaciółką jest problemem. Będzie przyjemnie, nawet bardzo ale co z tego jeśli wolałbym się już z nikim nie widzieć, być sam i spać. Także po spotkaniach z córką ledwo żyję, dobrze że to tylko 2 razy w tygodniu. Przecież ją kocham i ona mnie też i wiem, że mnie potrzebuje.Mobilizuję się,staram być względnie kontaktowym. Już nie daję rady, jestem taki beznadziejny i z coraz większym trudem jest mi to ukrywać. W pracy też już nie wydalam, chociaż jest jej niewiele. Wkrótce nas wyleją albo wcześniej tylko mnie bo jestem tak mało użyteczny. Prawie nie przyswjam nowej wiedzy, nowe rzeczy są na granicy tego co mogę przyjąć. Czeka mnie nędza ale tego nie dożyję, muszę jakoś przetrwać pół roku dla córki i odejść stąd.

-- 03 sty 2012, 20:52 --

Byłem u lekarza, dostałem Efevelon SR 37,5mg . Muszę trochę poczytać o działaniu Wenlafaksyny. Prosiłem o coś co nie zamuli mnie tak jak seronil, choć muszę obiektywnie przyznać że psychicznie fluoksetyna postawiła mnie parę miesięcy na nogi po jej odstawieniu.
Zaczynam brać koło 15 stycznia bo w tym momencie nie mogę sobie pozwolić na jakieś efekty uboczne

-- 14 kwi 2012, 21:22 --

jak blog to blog - przeklejka z innego miejsca

ŻYCIE JEST PIĘKNE...... i jest to prawda....... dla tych co potrafią i są w stanie się z niego cieszyć. Niestety ja się do tej kategorii ludzi niestety nie zaliczam.
Jestem facetem po 40, któremu chociaż się do tego nie przykładał los jakoś dawał fory i pozwalał funkcjonować. Pochodzę z rozbitej rodziny i choć wększych patalogii w niej nie było to odbiło się to na mojej psychice. Do tego jako grubas niejednokrotnie doświadczałem szykan i poniżania, choć muszę dodać że nie byłem przez to jakimś totalnym autsajderem.
Nigdy nie wierzyłem w swoje możliwości i swój potencjał, choć tak po prawdzie byłem zdolny ale zawsze szwankowała mi pamięć a przedmioty ścisłe były wrecz czarną magią.Stąd zły wybór szkół i mizerne wykształcenie.
Już w latach młodości pojawiły się u mnie problemy w kontaktach z ludźmi, a szczególnie dziewczynami. Zaraz za tym a może własnie głównie przez to przyplątała się dystymia, nie zdiagnozowana i nie leczona latami.
Z pracą było różnie choć uśmiechnęło się do mnie szczęście i mimo swoich marnych zdolności dostałem pracę życia. No właśnie, nie wspomniałem jeszcze, że pisze do Was osoba z 2 prawdziwymi lewymi rękoma. Im bardziej się staram tym gorsze osiągam wyniki, w mechanice jestem totalna noga. Mechanizm działania spłuczki klozetowej to dla mnie zagadka do dziś a złożenie do kupy czegoś co wcześniej rozłożyłem graniczy z cudem. Po prostu nie pamiętam wykonywanych czynności.
No a wracając do życia to poznałem dziewczynę, która chociaż nie była do końca w moim typie to zacząłem z nią chodzić. Teraz juz na prawdę nie wiem czy ja kochałem, wiem natomiast że bardzo ją skrzywdziłem pojawiając się w jej życiu.Było wesele, po jakimś czasie dziecko ale ona zaczęła czuć, że nie tak wyobrażała sobie związek. Byłem ewidentnym przykładem złego męża. Spokojny, ułożony ale mało poświęcający swój czas i uwagę, mało uczuciowy, obojętny, zamknięty w sobie. Byłem w domu ale nieobecny, ślęczący przy komputerze.
Znienawidziła mnie za moją obojętność, za bycie nie z sobą a obok siebie. Agresywnie starała się zwrócić na siebie moja uwagę ale to powodowało spięcia, kłótnie i jedynie pogarszało sprawę i zwiększało moje wyobcowanie. Nie winię jej za to, że mnie zdradzała a wkońcu odeszła. Chciała szczęśliwie żyć a ja jej tego nie dawałem. Nienawidzę i nie akceptuje siebie od zawsze więc może mimo moich chęci nie jestem tego przekazać innym.
No a wracając do tematu tego wątku.
Chciałem się zabić już jakieś 20 lat temu, potem już w małżeństwie chciałem upozorować swój wypadek by moja rodzina ( wtedy jeszcze nic nie wiedziałem o zdradach) miała jakieś godziwe środki do życia. Po odejściu żony też powinienem to zakończyć a przy stanie w jakim wtedy byłem to byłoby najlepsze wyjście.
Śmierć jest jednym z moich większych marzeń, jestem koszmarnie zmęczony życiem. Życie z dystymią bardzo męczy, do tego miałem przynajmniej 4 okresy regularnej depresji. Prawie zawsze udawało mi się zapanować nad tym i nikt nie wie co mi jest.
Leczyłem się antydepresantami, chodziłem na terapię. Leki działają na mnie okresowo (choc pozwalały wyjść z depresji) natomiast na dystymię nie ma lekarstwa.
Teraz stoję przed kolejnymi poważnymi zawirowaniami w moim życiu. Jeśli stracę obecną pracę to jest ostatni rok mojego życia. Z moimi zdolnościami i wykształceniem nie dostanę nic na podobnym poziomie zarobków, jeśli ktokolwiek będzie mnie chciał przyjąć.
Zobowiązania alimentacyjne mnie pogrążą. NIE CHCĘ wegetować!! Kocham swoje dziecko i wiem jaką krzywdę mu wyrządzę ale nie lepiej żeby wspominało fajnego tatę a nie wstydziło się za psychicznego ojca niedojdę?
Pragnę odejść choć pragnę też szczęśliwie żyć, kochać i być kochanym. Nie chcę jednak już nikomu więcej zepsuć życia, zmarnować niepotrzebnie, tak jak ex żonie, lat życia. Kółko się więc zamyka i tak właśnie kiedyś skończę.
Póki co tkwię w zawieszeniu. Czy jeszcze raz życie da mi szansę.

-- 27 kwi 2012, 20:48 --

jestem winny wszystkich przewinień i grzechów. NIC mnie nie tłumaczy, NIC. Ja pie....ę jak ta kobieta ze mna tyle wytrzymała bez mojej miłości i absolutnie bez wsparcia. Wcalę się jej nie dziwię, że była dla mnie wredna bo zasługiwałem na to. Poczytałem dzisiaj moje archiwum gg w pracy. Ileż to razy zapytała czy ja kocham, a ja zazwyczaj milczałem lub argumentowałem, że jest wredna to jak mam ją kochać.
Ona: no wlasnie i jak Ty bys mnie kochal to bys sie tak nie zachowywal i
okazal bys chociaz cien zainteresowania ale i tak Cie kocham :)


smutno mi:(
ja(7-09-2005 10:31)
?
ona (7-09-2005 10:31)
plakac mi sie chce:(
ona (7-09-2005 10:32)
bo nie kochasz mnie:(
ona (7-09-2005 10:44)
a bedziesz mnie kochal?
ja (7-09-2005 10:46)
ta na pewno, jak mi bedziesz takie sceny robila jak wieczorem i tak
mnie ponizala

powinno byc cos za cos a nie ja Tobie usluguje a Ty nie dajesz nic z siebie
(27-01-2006 12:46)
niech w koncu do Ciebie dotrze, ze tak nie mozna dluzej
ja (27-01-2006 12:46)
to co mam ci dawac?
ja(27-01-2006 12:46)
konkrety
(27-01-2006 12:46)
i albo sie opamietasz, ze masz rodzine i jestes dla nas albo sie rozstajemy
(27-01-2006 12:47)
siebie
ja(27-01-2006 12:47)
nie wiem jak
(27-01-2006 12:50)
przychodzisz z pracy mowisz "czesc" tak jakbys wlazl do kolegiu do
domu, nie mozesz sie juz dobyc nawet na marny pocalunek, nie mozesz
zapytac matki ojca jak sie czuja, nie mozesz z gaba posiedziec i jej
np czegos poczytac, nie mozesz usiasc kolo mnie i pogadac, poogladac
czegos co ja lubie(bo wiecznie jest na tapecie to co Ty lubisz bo ja
np o komedie, katastrofiiczne sie doprosic nie moge)

(27-01-2006 13:02)
zmien to wiec prosze to jest takie proste do zrobienia a Tobie tak
ciezko to zrobic
(27-01-2006 12:50)
to jest takie proste do zrobienia a Tobie tak ciezko to zrobic
ja (27-01-2006 12:51)
taki jestem
ja(27-01-2006 12:51)
i taki bylem
(27-01-2006 12:51)
nie byles taki i nie wmawiaj mi tego


teraz wiem, myliłem się, jestem zły i utwierdziłem w przekonaniu, że na wszystko zasłużyłem i nigdy więcej nie skrzywdzę nikogo więcej WYSTARCZY.
I zmieniłem się, naprawdę ale z moim charakterem i chorobą to wszystko za mało

(19-08-2005 8:13)
poprawisz sie?
(19-08-2005 8:13)
:>
ja (19-08-2005 8:13)
nie
(19-08-2005 8:13)
nie?:>
ja (19-08-2005 8:13)
bo nie mam z czego sie poprawiac :]
(19-08-2005 8:14)
no to uwazaj :>
ja (19-08-2005 8:15)
ja ci nic nie robie a ty sie mnie wiecznie czepiasz i wiecznie jest cos zle
(19-08-2005 8:15)
wlasnie tym NIC nie robieniem mi najbardziej mnie ranisz:>


nie popełniajcie tych samych błędów !!

-- 12 sie 2012, 19:48 --

Teraz będzie mi trochę trudniej pisać, parę osób z forum już mnie zna a może bardziej wie jak wyglądam. No ale czy w sumie to coś zmienia?
Siedzę i zastanawiam się dlaczego tak cholernie mi źle, przecież konkretnie w tym momencie jestem w niezłym położeniu, nie mogę przecież narzekać. Jak o się mówi, świat jest w zasięgu ręki. Tylko? Dobrze się mówi jak ograniczenia trzymają mnie poziomu -1 . No i to dobijające mnie poczucie straconego i traconego czasu. Coś kiedyś mi umknęło, zresztą cały czas umyka. Małżeństwo, czy to był mój błąd, mój zły wybór czy szansa jakiej nie potrafiłem odpowiednio dostrzec? Kolejna szansa przejdzie mi koło nosa lub nic nie zrobię bo to na czym mi najbardziej zależy powoduje u mnie największy paraliż.
Skąd do cholery bierze się to wewnętrzne coś co jest mieszanką bólu,chaosu,lęku,zagubienia i paru jeszcze czynników, że są momenty gdy mam ochotę przegryźć sobie żyły lub skoczyć z parteru głową prosto w beton? Absurdy!
Ponoć nie pokazuję zewnętrznie tego co mnie gryzie, to przynajmniej tyle dla mnie dobrze. Tylko raz, starsza już kobieta w pracy zapytała mnie skąd tyle smutku w moich w oczach.
Cóż, byle jakoś zaakceptować rzeczywistość ( i siebie). :blabla:
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

mam depresję a może jestem świrem ?

przez Gabrielka 13 sie 2012, 20:55
Wczoraj przeczytałam wszystkie Twoje wpisy i tak bardzo mnie zainteresowały, że dzisiaj przeczytałam je ponownie. Nie jestem psychologiem, terapeutą czy psychiatrą ale postanowiłam trochę napisać. Nie mam pojęcia czy to moje pisanie Ci pomoże czy zaszkodzi ale z Twoich wpisów wynika, że bardzo cierpisz więc istnieje szansa, że jeśli nie pomoże to przynajmniej nie zaszkodzi. Być może pozwolę sobie na zbyt głęboki wywód, podchodzący pod jakąś psychoanalizę czy doradztwo ale będę się starała na ile to możliwe pisać wszystko na podstawie własnych doświadczeń lub z obserwacji innych ludzi, których dane mi było poznać i doświadczyć.
Wiesz, po przeczytaniu całości Twoich bolesnych wpisów pomyślałam; mój Boże jakie temu facetowi wprasowano głupoty do głowy. Ba, jak ten facet pozwolił na wprasowanie takich głupot do swojego życia. Bo nie jest normalny jak inni? A kto jest normalny? Gdzie jest tabelka, która mówi kto jest normalny a kto nie? Czy ci inni na pewno są normalni a on nie? Człowieku, wrażliwość wylewa się się z Ciebie jak z wiadra. No tak, dzisiaj wrażliwość to bardziej wada niż zaleta jest a jak do tego jeszcze się dołoży umiłowanie wolności, to już katastrofa jest w tym świecie ludzi uwięzionych i manipulowanych bez końca. Pozwoliłeś aby inni wyceniali Twoją wartość, tak abyś pasował do nich jak dobrze skrojony garnitur. No ale Ty nie czujesz się dobrze skrojony i cierpisz niemiłosiernie. A kto do cholery jest tak perfekcyjnie skrojony? Jakiś zimny biznesmen czy inny ważniak, który wszystko potrafi i w ogóle jest OK? Daj spokój, nie jesteśmy w niebie i aniołów póki co u nas brak. No tak ale oni generalnie jakoś się nie przejmują, nie mają depresji i żyją szczęśliwiej. Szczęście to trudna sprawa i nie podejmuje się nawet próby pisania na jej temat. Wrażliwość nie jest grzechem a wręcz odwrotnie, PIĘKNEM. Pięknem trudnym ale wyjątkowym. Dużo napisałeś o swoim małżeństwie i oczywiście katujesz się niemiłosiernie jaki to Ty zły maż, ojciec byłeś. W ogóle nie ma o czym mówić, Twoja postawa wszystko zniszczyła. Proponuję zadać sobie kilka pytań na ten temat i potem spojrzeć jeszcze raz na tego nędznego faceta, za którego się uważasz. Napisałeś, że właściwie od lat jesteś takim trochę outsajderem czyli w momencie zawierania związku małżeńskiego na dobre i złe, Twoja przyszła żona raczej wiedziała jaki jesteś. OK, urodziło się dziecko i jak każda kobieta oczekiwała miłości i wsparcia od swojego wybrańca. Akurat nie ma w tym nic dziwnego ale tak się złożyło, że wybraniec ów jakoś tego nie czuł tak jak ona sobie to wyobrażała i im bardziej ona nalegała tym bardziej on się odsuwał. Ona nieszczęśliwa, on z poczuciem winy i tak żyli aż przystawiła mu rogi i odeszła. A nie przyszło Ci tak przypadkiem do głowy, że po prostu z zupełnie innych bajek jesteście i nie mogło to się udać. Czy gdybyś związał się z kobietą, która by Cię bardziej rozumiała i cieszyła się z tego co otrzymuje, Ty również byś chciał więcej dawać? Piszesz, że żona Cię kochała. Być może ale widzisz w Twoich wpisach jakoś tego nie widać. Osoba, która kocha i wie, że nie może dalej iść z ukochanym, nie rani go, nie upokarza przed innymi, nie wymusza zmian, nie zdradza tylko odchodzi, rozumiejąc sytuację i szanując człowieka, który jest ojcem jej dziecka. Poza tym wiążąc się z facetem lekko odstającym od innych raczej powinna wziąć pod uwagę, że cuda zdarzają się niezmiernie rzadko. Absolutnie nie chcę tutaj obsmarowywać Twojej żony bo jej po ludzku współczuję, tak zresztą jak i Tobie. Rozczarowania, rozwody, rozstania zawsze bolą ale Twoje katowanie siebie jest ogromnym błędem. Wiesz, mnie wiele lat zabrało zanim przestałam się katować i wreszcie zrozumiałam i zaakceptowałam fakt, że zamiast przyciągać, odpychało mnie od własnego męża i ojca naszej córki. Dzisiaj nie mam już z tym żadnego problemu i czuję wielki spokój. Mój maż podobnie jak Twoja żona długo mnie utrzymywał w przekonaniu jaka to ja okropna osoba jestem. Cierpiałam bardzo bo chciałam mieć rodzinę ale niestety ten człowiek był z innej bajki i musieliśmy się rozstać. Dzisiaj nie pozwalam na to aby opinie czy oczekiwania innych ludzi odnośnie mojej osoby miały większy wpływ na moje życie. Oczywiście nie jestem ani aniołem ani ideałem. Ot, kobitka z wszelakimi charakterami ale tak to już jest, że jesteśmy ludźmi i mamy prawo żyć jak chcemy. Też miewam chwile tak trudne, że zastanawiam się nad pójściem do jakiegoś psychiatry aby sobie ulżyć ale te chwile jak chmury na niebie mijają i wraca spokój, który sobie bardzo cenię.
Życzę Ci wszystkiego najlepszego a przede wszystkim abyś się tak bardzo nie bał i zamiast strachu próbował do swojego serca wpuścić Miłość. To jest najlepszy lek na świecie!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 sie 2012, 20:27

mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 14 sie 2012, 22:47
Ja i wrażliwy? Ex twierdziła, że aby do mnie dotrzeć i przebić się przez skorupę to jedynym sposobem jest raniąc mnie. Pamiętam też, że prosiłem by była dobra dla mnie to ja oddam dokładnie to samo ale jakoś to rzadko stosowała lub tego nie zauważałem. Ex twierdziła, że mnie kochała, że była zaślepiona i nawet próby otworzenia jej oczu przez rodzinę nie dawały skutku. No i twierdziła, że byłem przed ślubem inny, że bardziej mi na niej zależało. ja natomiast twierdzę, że aby kogoś poznać należy z nim zamieszkać, bo dopiero wtedy można o sobie cos powiedzieć w kadrze dnia codziennego a nie spotkań podczas których zawsze jest święto i 100% oddania uwagi tylko tej drugiej osobie.
Gabi, masz rację z tym, że nie pasowaliśmy do siebie, dwa całkowicie inne charaktery i poglądy na świat. No i całkowicie nie sprostałem jej wyobrażeniom jako mąż i ojciec. Oczywiście starałem się ale widocznie za mało. Jak przeglądam zdjęcia sprzed paru lat prawie na każdym wyglądam na bardzo zmęczonego i faktycznie wtedy czułem się podle i nie wynikało to z przeciążeń fizycznych. pewnie przygnębiało mnie ówczesne życie. Gdzieś w połowie trwania zwiazku naszły mnie mysli że juz nigdy w życiu nie będe szczęśliwy ale już tak musi zostać dla dobra dziecka a po części także z przywiązania do żony i braku sił na jakiekolwiek zmiany.
No i masz racje bo żona twierdziła, że mnie kocha i dość często do pewnego momentu o tym mówiła ale jakoś nie bardzo to czułem na codzień. Za to wyraźnie czułem brak szacunku, na który wg jej słów nie zasługiwałem.
No ale już po rozwodzie powiedziała, że nie byłem taki zły a w okresie separacji parę razy, że gdzieś w głębi serca mnie wciąż kocha. Więc możne nie jestem taki najgorszy z najgorszych lub sama do końca nie wiedziała czego chce.
Dziękuję, za życzenia ale prawdopodobnie nie znajdę kobiety z "moich snów" a jeśli nawet spotkam to i tak mnie całkiem to sparaliżuje. No i pytanie czy mimo szczerych chęci nie będę znów taki sam jak kiedyś :roll:
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

mam depresję a może jestem świrem ?

przez Gabrielka 15 sie 2012, 12:59
Czy spotkasz kobietę ze swoich snów? A któż to może wiedzieć? Pozwól, że napiszę Ci coś z własnego podwórka. Otóż, jako że jestem od wielu, wielu lat kobietą wolną i ciągle wierzyłam, że gdzieś ta moja połówka istnieje, byłam otwarta na poznawanie mężczyzn. Nie uważam się za osobę jakoś szczególnie atrakcyjną czy „łatwą” ale mężczyzn na mojej drodze było sporo. Zarówno moi znajomi jak i ja dziwiliśmy się co takiego jest we mnie, że lgną do mnie jak muchy:) Być może umiejętność radzenia sobie w tym szalonym świecie (własna firma, ładne mieszkanie, samotne wychowywanie córki, podróżowanie itd.) ale ja myślę, że przede wszystkim udawało mi się rozstawać z przeszłością i wchodzić w coś nowego spontanicznie i świeżo. Po prostu nie jęczałam nad rozlanym mlekiem bo to nie miało dla mnie żadnego sensu. No ale akurat osoby, które poznawałam niekoniecznie tak spostrzegały życie i się rozstawaliśmy, najczęściej to ja mówiłam „Do widzenia” bo jak już wiesz byłam dłużej z osobą z innej bajki i nie miałam zamiaru przeżywać powtórki. Wśród tych panów, których dane mi było poznać trafiło mi się dwóch z depresją. I to o nich czy o naszych relacjach chcę trochę napisać bo w końcu na forum depresji jesteśmy. To byli naprawdę wspaniali, interesujący panowie. Mieliśmy podobne zainteresowania, statusy społeczne, dużo wspólnych rozmów i w ogóle takie bratnie dusze można by rzecz. No ale z żadnym z nich nie wyszło i to znowu ja powiedziałam „Wiesz jesteś wspaniałym człowiekiem ale kochasz depresję bardziej ode mnie i nam się nie może udać”. Tak, oni moim zdaniem kochali depresję, tak bardzo się z nią zżyli, wręcz przykleili, że nawet im do głowy nie przyszło aby tę miłość do depresji zamienić na miłość do mnie, kobiety z krwi i kości, z którą im było dobrze. Nie wiem czy byłam kobietą z ich snów ale wiem, że było im ciężko po rozstaniu ze mną. Mnie również, bo to były dość długie związki, na tyle długie aby mieć pewność, że się nie mylę bo jak napisałam wyżej chciałam iść przez życie we dwoje. Oczywiście nie było mowy o jakichś pretensjach, winach czy innych bzdurach aby ich pogrążyć. Wręcz odwrotnie, byłam na tyle delikatna na ile to było możliwe bo wiedziałam jak cierpią i nie mogłabym dołożyć jeszcze więcej cierpienia od siebie. Pewnie pomyślisz „No tak ale z niej franca jedna, zamiast pomóc potrzebującemu to go zostawiła”. Faktycznie, tak to mogło wyglądać i nierzadko walczyłam z poczuciem winy ale moim zdaniem postąpiłam właściwiej niż miałabym go na siłę przekonywać, że życie z kobietą jest ciekawsze od depresji i wymuszać zmiany, czy nie daj boże szukać szczęścia u sąsiada. To byli dorośli ludzie i mieli prawo zachowywać się tak jak się zachowywali. Czy mieli na to wpływ? Nie mam pojęcia. Może tak może nie. Nie mnie to osądzać. Ja w każdym razie przestałam wierzyć, że ów pan wybierze miłość i życie z kobietą (niekoniecznie ze mną) a depresję potraktuje jako doświadczenie a nie miłość do niej do grobowej deski. Może to i zabrzmi egoistycznie ale ja jak wszyscy inni ludzie na świecie mam również prawo szanowania i pokochania siebie, prawo do szczęścia.
Napisałam to, nie żeby się chwalić czy Cię zdołować ale abyś, jeśli być może na Twojej drodze pokaże się kobieta z Twojej bajki, pamiętał o możliwości przeoczenia tej historii, no bo Ty masz depresję i ta depresja to już taka najważniejsza jest. Jeśli odebrałeś mnie jako osobę silną czy przebojową to zapewniam Cię, że tak nie jest. Moja wrażliwość osiąga czasami rozmiary olbrzyma i często nie wiem jak sobie z takimi czy innymi uczuciami poradzić. Lata temu też byłam u psychiatry ale szybko zrezygnowałam z terapii lekami bo czułam, że to nie jest moja droga do wyzdrowienia. Oczywiście nie namawiam Cię do rezygnacji z terapii. Każdy sam decyduje o swoim życiu czy zdrowieniu. Jedno o czy staram się pamiętać (nie zawsze mi się udaje) to, że strach nigdy niczemu dobremu nie służy, dlatego na ile mi się to udaje próbuję zamieniać go na miłość. Bo najpierw trzeba pokochać tę pokraczną istotkę jaką sama jestem abym mogła pokochać inne pokraczne istotki na tym padole. Poza tym strach zasłania widzenie a miłość odsłania:)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
13 sie 2012, 20:27

mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 15 sie 2012, 15:14
Nie mnie jest osądzać Twoje wybory, ale postąpiłaś właściwie. Natomiast życie z depresją porównam do życia człowieka mocno kulejącego. "Człowieku, jeśli nie kochasz swoich kul, odrzuć je i biegnij". Pobiegnie? No a strach paraliżuje i nie pozwala mi działać. Niepowodzenia jeszcze bardziej go podsycają. Naturalnym mechanizmem zapobiegającym strachowi jest rezygnacja. Taki bezpieczny i beznadziejny azyl chroniący przed dalszymi porażkami a niestety także przed szczęściem.

-- 27 paź 2012, 21:57 --

Koniec remisji. Niedawno czytałem artykuł, o żydówce która przeżyła obóz koncentracyjny. Wypowiedziała się, że najpiękniejsze w życiu jest to, że się kiedyś kończy. Cóż ja się jeszcze MUSZĘ pomęczyć. :why:

-- 10 lis 2012, 23:59 --

zacząłem pisać swoją analizę ale doszedłem do wniosku, że nie ma sensu. Fakt jest jeden, że obecna wegetacja jest chyba najlepszym sposobem na moje życie. W którąkolwiek pójdę stronę spowoduję czyjś ból. Nie da się z tego wyrwać bo albo znów zawiodę, albo komuś będzie mnie brakowało. Impas.

-- 09 gru 2013, 01:18 --

tja, nie chce mi się tego czytać ponownie ale chyba już nie ma tamtego mnie. Po odstawieniu neuroleptyku miałem takie jazdy, że próbowałem się zabić. Parę tygodni bezsseności jest bezcenne dla nie znających znaczenia słowa dno. Ja już znam i nie wiem co dalej będzie ale wyszedłem z tego i czuję się tak z pół roku lepiej. Może to juź nie wróci? Na zasadzie działania terapii wstrząsowej?
Cóż, próbuję wyrwać kobietę, którą kocham ze szpon depresji i beznadziei, pewnie się mi to nie uda bo za cienki jestem. Taaak, nie jest lekko ale kto powiedział, że będzie ? ;)

-- 09 mar 2014, 22:29 --

znowu sam. :why: Przegrałem, po fakcie dopiero widzę jaki beznadziejny jestem. Pozwoliłem, by miłość mojego życia oddaliła się przez moje niewystarczające zaangażowanie. dziwny to był związek, po części przez moją postawę a trochę przez jej chorobę. Nie ważne, jak by się to toczyło, ważne że brakuje mi jej teraz jak powietrza a mija już miesiąc. Tak już nigdy nie będzie, tak zmarnowana szansa niestety już nie powróci.

Ciągnę bez leków bo uważam je za zło, po koszmarze z odstawieniem neuroleptyka nie chcę ich znać. No i nie potrzebuję ich bo na mnie i tak nie działają. Wiem teraz co działa, miłość a w zasadzie zakochanie ale o tym muszę starać się zapomnieć a to wciąż boli.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do