mam depresję a może jestem świrem ?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 14 lip 2010, 08:59
Złamałem się, pod wpływem tego forum idę jednak do psychologa. Jak nie pomoże to na pewno nie zaszkodzi. Przedstawię listę, ta co u psychiatry oraz parę moich wypowiedzi z tego forum bo na "żywca" bym z siebie za wiele nie wydukał.
No i przynajmniej w moim mieście do psychologa w POZ nie trzeba mieć skierowania
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

przez paradoksy 14 lip 2010, 12:18
zatracony, nigdzie nie trzeba mieć skierowania do psychiatry/psychologa.
Dobrze by było gdybyś wydrukował swoje wypowiedzi z tego tematu i pokazał lekarzowi.
paradoksy
Offline

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 14 lip 2010, 21:49
Nie wiem czemu, ale zasugerowałem się, że do psychologa trzeba mieć skierowanie a do psychiatry nie.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 14 lip 2010, 22:04
zatracony, do psychiatry nie, natomiast na terapie na kasę chorych -tak. Chyba,że pójdziesz prywatnie do psychologa-wtedy skierowania nie potrzebujesz, poprostu placisz za sesje tak jak ja.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 14 lip 2010, 22:12
Zaraz bo może mylę pojęcia. Wybierałem się do lekarza ogólnego po skierowanie do psychologa ale jakoś mnie tak natknęło, żeby zadzwonić do poradni. Pani w rejestracji powiedziała, że do psychologa nie trzeba mieć skierowania i ustaliła termin. Oczywiście wizyta na kasę chorych .
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 21 lip 2010, 09:57
No i po pierwszej wizycie u psychologa. Na razie było bardzo wstępnie i mam umówione kolejne wizyty u psychologa i psychiatry ale to dopiero za miesiąc. Nawet jak na mnie to dość dobrze mi się mówiło ale zażyłem przed zomiren więc dawałem rady. O dolegliwościach mówiłem niewiele, bardziej o mojej sytuacji rodzinnej i poprzednich wizytach u specjalistów. Wydrukowana lista na niewiele się przydała, pani doktor jedynie zerknęła i jeśli nie ma opanowanego "szybkiego czytania" to niewiele przeczytała. Miałem też niektóre moje wypowiedzi z tego forum ale tego nie chciała zobaczyć, zresztą nie było na to już czasu.
Ja to jestem bezmózgowiec, parę razy się zapytała dlaczego postanowiłem do niej przyjść a ja tylko z uporem maniaka mówiłem, że chcę się dowiedzieć co mi jest, że motywem pójścia do psychologa była sugestia psychiatry i tego forum bo jestem raczej sceptykiem w większości spraw. Zamiast wtedy "wykrzyczeć", że chcę być normalny, tacy jak inni ludzie, że chce się leczyć. Co prawda w innych momentach mówiłem, że mam już dość walki z sobą, że brakuje mi sił ale to trochę mało. Myślę, że przyjdzie na to jeszcze czas.

Jeśli nie macie nic przeciw to o sobie będę pisał tylko tutaj. Nie chcę zaglądać do jęczarni i wątku jak się dzisiaj czujecie bo czytanie o złych stanach innych jeszcze bardziej mnie dołuje.

[Dodane po edycji:]

jestem świrem!!! dzisiaj cały dzień chodziłem z "nerwem", oczywiście zewnątrz spokojny, w środku gotujący. Parę razy się zwyzywałem a poczucie bliskiej osiągalności mojej śmierci ot po prostu tylko sięgnąć było bardzo mocne. No ale w sumie przeżyłem pracę i trafiłem do piekła w postaci domu z moją matką. Ubzdurała sobie coś, że musi być dzisiaj i już a ja akurat dzisiaj nie zmobilizowałem się na to i chciałem to zrobić jutro. Nawet może jakbym się zebrał w sobie po jakimś czasie to byłoby dzisiaj ale po kilkudziesięciu tyradach, że trzeba to zrobić JUŻ zapaliły się mi czerwone światełka w oczach no i mój osiołek dał znać o sobie. Efekt jest taki, że zrobiła moją robotę sama ( w sumie to już podpada pod miano staruszki), wk.....a się maksymalnie na mnie, mam teraz u niej przesrane bo groziła, że z wiktem i opierunkiem koniec. Do jutra jej pewnie przejdzie, będę musiał przepraszać ale to cholery co ja za człowiek jestem. To że Ona jest narwana i upierdliwa to można wytłumaczyć jej wiekiem ale moje zachowanie jest poniżej krytyki. No ale jestem przecież niczym.

[Dodane po edycji:]

Uciec stąd, gdzieś najdalej jak się da. Stąd?? Przecież gdziekolwiek się nie udam nie uwolnię się od siebie. Wkońcu rozsądek i niemoc przestaną wiązać. BEDĘ WOLNY!!!! :yeah:
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 28 lip 2010, 07:42
Wczoraj praktycznie NIC się nie wydarzyło abym miał tak zły dzień a byłem w koszmarnym stanie emocjonalnym. Pewnie wpływ pogody.W całokształcie mojego tragicznego położenia jak wybawienie jawiła się myśl, że mogę z tym wszystkim skończyć kiedy już nie będę dawał rady. To dla mnie jest jak wybawienie, pragnę tego bo to jedyna osiągalna dla mnie sprawa, reszta jest poza zasięgiem. Nie boję się śmierci, boje się bólu ale czego się nie robi dla szczęścia.
Boję się jeszcze jednej sprawy, że leczenie nie poprawi mojej sytuacji życiowej a jedynie sprawi, że inaczej będę postrzegał pewne sprawy, że zamknę sobie furtkę do prawdziwej wolności i gdy nadejdzie czas kiedy sprawy staną się naprawdę już beznadziejne i bez wyjścia nie będę potrafił wykonać ostatecznego kroku..........
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 30 lip 2010, 16:33
3 dni do d-day. Boję się brać te prochy ale tak już nie dam rady żyć. Wczoraj mnie skręcało i zionołem nienawiścią do siebie. Po zomirenie dziś jest całkiem dobrze, ale w nocy miałem chyba właśnie po nim jakieś odrealnione jazdy. Dzisiaj piję ale lekko, jutro mam zamiar nawalić się porządniej bo na jakiś czas trzeba będzie alko powiedzieć :papa: :why:
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 18 sie 2010, 21:30
17 dni na seronilu. Było znośnie, nawet z poprawą ale dzisiaj czuję się fatalnie - tak jak czasami przed rozpoczęciem leczenia. Źle spałem w nocy i cały dzień chodziłem koszmarnie przymulony, śpiący i bez energii.
Dodatkowo wczoraj pierwszy raz wszedłem w zaburzenia osobowości i niestety to co czuję można częściowo zamknąć w słowach derealizacja i depersonifikacja. O fobiach nie miałem odwagi poczytać ale bez tego wiem, że mam fobię społeczną o średnim nasileniu.
Niepotrzebnie się łudzę, że będę czuł się jeszcze kiedyś normalnie. Robię sobie nadzieję, po co ? Mam nadzieję, że wystarczy mi sił gdy nadejdzie czas na wyjście i ostatecznie nie będzie nic.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 01 wrz 2010, 08:46
Uderzyło mnie wczoraj olśnienie. Zmagam się z problemem moich dobrych uczuć, czy je odczuwam prawdziwie czy to są zachowania wyuczone. Na pewno byłem platonicznie zakochany parę lat temu nie tak długo po odstawieniu citalu i co do tego nie mam wątpliwości bo za bardzo bolało. poza tym wszystkie uczucia wydają mi się za płytkie niż bym chciał, nie na tyle silnie odczuwane by mnie przekonać.
No a wczoraj przyszła mi właśnie myśl do głowy. Miałem żonę, którą z powodu mojego charakteru (choroby) niestety zaniedbywałem.
Odpłacała mi złością, brakiem szacunku a w końcu zdradami. Na koniec odeszła, a wcześniej mam wrażenie chciała mną tak zakręcić by się mnie pozbyć z tego świata, bym popełnił samobójstwo. Próbowałem się pogodzić, ona kręciła, dołowała mnie, szmaciła,całkowicie obarczyła jako winnego rozpadu związku, wykorzystywała ograniczenie kontaktów z dzieckiem kiedy coś jej się nie spodobało.
No i co? Powinienem ją znienawidzić, powinna być już dla mnie wrogiem, traktować ją tak jak ona traktuje mnie. Ja tego nie potrafię, pomimo tego wszystkiego co mi zrobiła, jaka była wciąż nie potrafię. Nie kocham jej, to pewne, ale też nie nienawidzę, najbliższe uczucie to po prostu jest mi jej żal. Jest chora, poza tym co płacę bez dochodów i wciąż jest pewna siebie,chce szybkiego rozwodu i prawdopodobnie ma plany na przyszłość. Sama się dziwi, dlaczego jestem dla niej taki dobry, mówi, że powinienem jej nienawidzić. Zresztą nienawiść zawsze była mi obca, najwyżej mogę kogoś nie lubić ale to też nie zdarza mi się często.
Dlaczego taki jestem? Najbardziej ze wszystkich nienawidzę siebie, to ja jestem złem tego świata ale realnie patrząc wcale nie jestem taki zły. To wszystko się kłóci z logiką, obwiniam się za rzeczy, których tak naprawdę nie jestem winny, lub mam w tym mały udział. To wszystko jest chore, ja jestem chory albo jak najbardziej zdrowy tylko wmawiam sobie chorobę by się usprawiedliwić przed samym sobą. Pokręcone to wszystko.
Jeśli macie uwagi proszę piszcie.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 07 wrz 2010, 19:16
Dzisiaj poznałem rezultat mojego testu ( ponad 550 pytań na tak lub nie) Niestety choć starałem się mocno zapamietać nie wszystko mi się udało. Ludzie bez objawów powinni mieścić się w kategoriach w okolicy 50-60 % ( czy też punktów bo nie wiem co za skala). Mnie dużo wyników oscylowało w granicy do 80 .
Więc wyszła mi oczywiście depresja i coś w rodzaju fobii społecznej ( ale nie nazywało się fobia). Z podgrup niska samoocena.
Zadziwił mnie wynik wysokiej psychopatii oraz schizofrenii ale to być może nakładające się podobne objawy w innych "dziedzinach".
Wyszło jakieś wysokie skupienie nad sobą ale hipochondria wyszła całkowicie normalnie.
No i niższy niż "normalnie" poziom manii (chyba manii) co odpowiada wysokiemu poziomowi depresji.

[Dodane po edycji:]

A co poprowadzę tego swojego bloga. Jeśli czytacie to ok jeśli nie to nic takiego, może sam wyciągnę jakieś wnioski.
Siedzę, nie mam specjalnie ochoty na nic, trochę czasu przed snem jest i przyszedł mi na myśl taki temat:
SZCZĘŚCIE,
oczywiście w kontekście być szczęśliwym a nie mieć farta.
Przeżyłem już wiele lat i intensywnie myślę kiedy byłem naprawdę szczęśliwy. Przebijają się nieliczne "migawki" i jest ich zdecydowanie za mało. Zapomniałem czy nie bywałem szczęśliwy?
Cóż, pamiętam z bardzo wczesnego dzieciństwa dzień wyjazdu na wakacje z rodzicami i jaki byłem tym podekscytowany, szczęśliwy. Pamiętam prezenty w jakiegoś mikołaja, przebudzenie rano i szczęście przy rozpakowywaniu. No i chyba szczęście po otrzymaniu pierwszej wierzy hi-fi, pierwszego komputera, potem szczęście, że nie muszę iść do wojska, następne to zmiana pracy na znacznie lepszą.
Hyh jakie to wszystko płytkie, nieistotne. Gdzie moje prawdziwe dni szczęścia? Dlaczego ich nie miałem? Dziewczyna a potem ślub bardziej z rozsądku, chyba kochałem ale nie była to szaleńcza miłość od pierwszego wejrzenia tylko miłość z przywiązania, z przyzwyczajenia. Pewnie bym uważał, że to było całkiem normalne gdybym nie zakochał się po kuracji antydepresantami, całkowicie bezsensownie i bez szans na cokolwiek, platonicznie
DZIECKO, zaplanowane i chciane. Jednak bardziej przebija mi się z tamtego okresu strach, niepewność, poczucie odpowiedzialności. Bardzo mało miejsca dla szczęśliwego, kochającego tatusia. Wszystko jakieś płytkie, bez wyrazu. Długo za mały kontakt emocjonalny z dzieckiem, jeśli miłość to bardzo blada. Znaczenie większych uczuć uzmysłowiłem sobie dopiero niedawno, po szoku spowodowanym przez ex, życie staneło na głowie i fala tego uderzyła we mnie. Fala uczuć pozytywnych ale też tych negatywnych. Wcześniej nawet pojęcia typu żal, smutek, rozpacz były mało intensywne, gdy umierali moi najbliżsi, gdy ich żegnałem nie do końca było to w pełni odczuwane, czegoś brakowało, nawet łzy których potrzebowałem, nie na pokaz tylko dla siebie nie chciały lecieć. Poprzedniej jesieni i zimy odczułem znaczenie uczuć ale na wiosnę zaczęło to gasnąć . Potem trochę przez przypadek zacząłem się zastanawiać nad sobą, uświadomiłem sobie swój stan, potem był psychiatra, to forum, leki....
Czy ja przez ten cały czas żyłem? Tyle bezsensownych lat, bezsensownych decyzji, bezsensownego mnie.
I nie zgadzam się z twierdzeniem, że życie nie ma sensu, bo jak najbardziej ma. Dla tych, którzy potrafią je przeżyć, cieszyć sie, kochać, być choć od czasu do czasu szczęśliwymi. To moje życie nie miało sensu, to ja nie umiałem od samego początku żyć, to dla mnie jest to jak ciężki sen, może koszmar, choć wielu przeżywa jeszcze większe koszmary. Bo poza tym co napisałem nie było mi tak źle, jak do tej pory potrafiłem jakoś tak lawirować by iść po najmniejszej linii oporu, by nie angażując się w nic mocniej móc płynąć z czasem. Kim ja do cholery jestem? Sam nie wiem czego chcę, chciałbym umrzeć ale boję się śmierci, szkoda mi życia ale poza dzieckiem nie mam po co żyć. To wszystko jest chore, ja jestem chory i to bardziej niż jestem sobie z tego zdać sprawę.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 11 wrz 2010, 12:21
OMG przeczytałem o schizofrenii. Od paru lat mam szum ( piszczenie) w uszach. Czyżby to też :why: ?
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 14 wrz 2010, 11:40
Tak nieprzyjemnie zderzyć się z echami przeszłości. Ból psychiczny zadawany przez ex boli, boli świadomość straconych lat, straconych przezemnie. Długo rzucałem się wieczorem na łóżku, myśli znów krążyły wokół nieudanego małżeństwa, rozbitej rodziny. To było tak dużo straconych lat, straconych przez ex, straconych przez dziecko. Czy ex była zła czy raczej bezsilna starając się mieć prawdziwy związek, prawdziwego męża, prawdziwą rodzinę? Nie potrafiłem dać jej tyle ciepła, towarzystwa, oparcia, uwagi, miłości ile powinien dać prawdziwy partner. Gdy normalne środki nacisku nie działały biedna szukała innych, niewłaściwych, zazwyczaj nieskutecznych bo działających odwrotnie niż zamierzała. próbowała terapii wstrząsowej, nawet przemocowej by do mnie dotrzeć, najczęstsze rozmowy to były kłótnie o cokolwiek. Wyrobiła sobie przekonanie, że aby do mnie dotrzeć trzeba mnie zranić bo inaczej nie będę się tym przejmował. Miała nadzieję, że związek uratuje dziecko, myliła się bo spowodowało to jeszcze więcej punktów zapalnych. Nie miała już do mnie siły ale chyba kochając mnie całą złość przelewała na moją matkę, nawet drobne sprawy urastały do wielkich rozmiarów. Miała dziecko, miała już kogo kochać ale brakowało jej jednak męskiej bliskości. Sex był wtedy jak chciała ale sex to nie wszystko, zresztą czy można chcieć seksu od kogoś, kto emocjonalnie sprawia wrażenie, że ma cię gdzieś?
Zaczęła zdradzać, oszukiwać, za plecami wyśmiewać swojego "męża".
No a ja? Chciałem mieć najlepiej święty spokój, nie angażować się w nic za bardzo, może i chciałem zawsze dobrze ale to było niewystarczające. Nie byłem złym człowiekiem, raczej obojętnym, nijakim, głęboko skrywającym swoje uczucia ( jeśli je mam). Wolałem skupić się na swoich zainteresowaniach niż spędzać czas z rodziną. jak umysł miałem zajęty grą, filmem czy książką lepiej się czułem a może mniej czułem moją pustkę. Na prośbę żony by z nią spędzić trochę czasu pytałem co będziemy robili, prawie normalnie nie rozmawialiśmy bo nie potrafiłem i nie potrafię rozmawiać.
Zawsze taki byłem, od młodości inny niż inni ale potrafiący zakamuflować swoje stany - "dobry, spokojny chłopak, ułożony, kulturalny, niepijący itd ", czegoś jednak brakowało, fobia społeczna i lekkie uczucie inności cały czas nie pozwalało mi normalnie funkcjonować ale wtedy nie byłem wstanie tego opisać.
Ex powinna odejść ode mnie po roku a nie męczyć się tyle lat, zawsze była nerwowa ale czy nie miała ku temu powodów? Widzę u niej zachowania osoby z borderline ale to może być skutek tych lat ze mną i "złą" teściową.
Zawsze starałem się zachować "zdrowy rozsądek" i myślałem, że jestem w miarę rozsądny ale czy przy moim spaczonym umyśle to były właściwe zachowania to szczerze w to teraz wątpię.
Jest ze mną coś bardzo nie tak i podejrzewam, że żadne lekarstwo ani terapia tego nie zmienią. Chciałem żyć dla dziecka ale czy wpływ takiego taty nie będzie miał destruktywnego działania to tego nie wiem. Ile mogę mówię, że kocham i chcę kochać ale gubię się już w tym wszystkim.
Dzisiaj wizyta u psychiatry, ciekawe co powie na temat moich obaw o schizofrenię.
No to popisałem sobie troszkę :hide:

[Dodane po edycji:]

Psycha z psycholożką wykluczają u mnie schizofrenię, ulżyło mi ale czy po 5 krótkich wizytach u obu mogą być na tyle pewne.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 03 paź 2010, 20:12
Dawno nie pisałem, zresztą rzadko odwiedzam teraz forum.
Znów zastanawiam się nad sobą, co się zmieniło odkąd jadę na psychotropach.
Na pewno plusem jest to, że nie mam już takiego krytycznego podejścia do siebie, np jadąc samochodem nie odczuwam potrzeby śpiewać sobie, że jestem kretynem. To już jest coś. Chyba mam mniejsze problemy komunikacyjne, jestem w stanie składniej się wyrażać bez większego zastanawiania się nad tym co mówię.
Niestety energii nie przybyło mi za bardzo, są lepsze i gorsze dni - chociaż w sumie wracając po pracy do domu nie mam tylko jednej myśli by położyć się spać, odkąd zarzywam lekarstwo chyba ani razu nie spałem po południu, dawniej często zdarzało się że po powrocie byłem tak nieprzytomny, że musiałem się przespać.
Zresztą seronil wytłumił we mnie też inne cechy. Nie mam pragnienia śmierci, choć samobójstwo wciąż jest moim wyjściem awaryjnym. Wytłumił zresztą nie tylko to, "dobre rzeczy" nie smakują już tak intensywnie jak kiedyś, jem je i czuję ich smak ale słabiej niż dawniej, w zasadzie może i nie musiałbym ich jeść może wcale ale nie chcę osłabiać organizmu, który będzie się domagał węglowodanów a ja będę myślał, że to lekarstwo przestaje działać dlatego czuję się fatalnie. Mniejsze zainteresowanie seksem i mniejsza przyjemność orgazmu to jest to co trwa od początku brania leku.
Od 3 tygodni biorę dawkę 40 mg i zaczynam zauważać, że przestaje mnie interesować to co do tej pory było moją odskocznią od problemów, przestałem grać w grę, która mnie zawsze interesowała, nie oglądam ulubionych seriali, nie mam potrzeby odwiedzania znajomych, ba nawet nie mam potrzeby napicia się alkoholu.
Jakoś wszystko jest wytłumione, tak jakby na amplitudzie życia górki i dolinki zbliżały się do prostej.
Nawet tutaj i na forum rozwodowym bywam rzadziej, tak jakby mnie te tematy przestawały interesować.
na seroniulu jestem od 2 miesięcy, ciekawe co będzie dalej.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do