mam depresję a może jestem świrem ?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 21 cze 2010, 22:53
Witam. To mój pierwszy post na tym forum. Temat może pokrętny bo co by nie mówić depresja to choroba psychiczna, lecz chyba z tych mniej niebezpiecznych dla otoczenia.
Wydaj mi się, że depresję mam od bardzo dawna. Pierwszy raz bylem z nią u psychiatry jakieś 15 lat temu. Niezgrabnie mu wytłumaczyłem z czym przyszedłem, że nie widzę sensu życia i źle się czuję a on mnie zbył i wysłał do psychologa. Po paru "seansach" u psychologa dałem spokój bo jaki ma sens przekonywanie kogoś, że życie nie ma sensu. Potem jakiś czas było mi chyba lepiej i mój następny raz miał miejsce 5 lat temu. Różnica była taka, że do czynników powyższych dołączyła kompletna niemoc i lęki przed załatwieniem jakiejkolwiek sprawy. Dostałem cital i zażywałem go kilka miesięcy. Trochę mnie "puściło"
Teraz stojąc na rozdrożu mojego życia i przed kolejnym jego punktem czyli rozwodem znów zacząłem zastanawiać się nad sobą.
Doszedłem do wniosku, że dużym czynnikiem rozpadu małżeństwa była właśnie moja depresja, momentami jedynie podleczona ale nigdy nie wyleczona.
Zebrałem chyba wszystko to co mnie trapi w postaci listy i wybrałem się znów psychiatry
oto moja lista "grzechów":
- Mam słabą pamięć, zapominam tym więcej im jestem bardziej zdenerwowany
- Uczucie zmęczenia, brak energii, wiecznej senności, czasami "pływania" jak po alkoholu ( często ból mięśni i stawów)
- Szybko męczą mnie nawet łatwe czynności
- Przygnębienie i apatia.
- Złe samopoczucie po wysiłku fizycznym – zawroty głowy, senność, czasem lekkie nudności
- Uczucie smutku, załamania.
- Nie mogę sam ze sobą wytrzymać, nienawidzę się.
- Chcę umrzeć i mieć w końcu spokój i odpocząć
- Wrażenie, że moje uczucia są nieprawdziwe i tak naprawdę nikogo nigdy nie kochałem i nie kocham
- Niechęć do jakiegokolwiek działania, ciągłe odkładanie czynności
- Usypiając bardzo chciałbym się już nie obudzić
- Zycie tak bardzo mnie boli
- Nie potrafię od zawsze patrzyć ludziom prosto w oczy ( lęk)
- Zmarnowałem życie żonie, dziecku
- Czasami lęk, że będę miał tyle zajęć w pracy, że nie dam rady lub lęk, że nie będę miał w pracy co robić
- Lęk, że zawiodę córkę, że mam z nią słaby kontakt, że mnie przestanie kochać
- Małomówność, brak umiejętności rozmowy " o niczym", taka czarna dziura jakbym był kompletnym bezmózgowcem
- Brak umiejętności nawiązywania znajomości, wstydzę się innych ludzi
- Chciałbym być kimś innym
- Mimowolnie zachowuję się i mówię rzeczy, których się wstydzę - tak jakby "coś" robiło to za mnie
- Brak swobodnego wysławiania się, problemy komunikacyjne,
- Na niczym się nie znam, do niczego się nie nadaję, nic nie potrafię zrobić dobrze
- Lęk przed stratą pracy ale połączony z pewnością zakończenia wtedy wszystkich moich problemów
- Byłoby lepiej dla wszystkich gdybym nigdy nie istniał
- Czasami nerwowe kołatanie serca
- Często brak ochoty nawet na to co lubię robić, brak ochoty na wszystko, walka z sobą by wstać z łóżka, by coś robić
- Czasami małe i błahe sprawy czy problemy są przeszkodami nie do pokonania
- Niska temp ciała i często niskie ciśnienie
- Sen bez snów
- W małżeństwie nie byłem szczęśliwy, sądziłem, że nie czeka mnie już nic dobrego, po jego rozpadzie jest jeszcze gorzej
- Jestem raczej typem samotnika ale, choć rzadko, brakuje mi towarzystwa
- Wszystkie decyzje jakie podjąłem w życiu były błędem
- Mam poważne problemy skupić się nad czymś czy coś zapamiętać
- Dobre wspomnienia szybko się zacierają, bardziej pamiętam te złe ale ogólnie mam bardzo słabą pamięć
- Momentami mam uczucie, że moje "ja" rozpada się na kawałki
- w zeszłym roku ( w czasie nasilenia konfliktu z żoną) miałem parę dni takich, że siedziałem i samo poruszenie się czy wstanie było przeogromnym wysiłkiem

różnice:
- Czuję się trochę lepiej popołudniami i wieczorami
- Czasami po alkoholu czuję się bardziej trzeźwy niż na trzeźwo
- Miałem rzadkie okresy, chyba głównie po większym przepiciu kiedy czułem się przez parę dni dużo lepiej
- prze nadchodzącej chorobie ( np przeziębieniu) czuję więcej energii np zaczynam sprzątać bo zaczyna przeszkadzać mi bałagan

Zanim wybrałem się do psychiatry od lekarza ogólnego dostałem zomiren 0,5 ale po przeczytaniu o jego działaniu zażywałem połowę tej dawki. Czułem wyraźną poprawę po nim ale niestety i skutki uboczne w postaci "tłuczącego" się serca jak nie przyjąłem następnej dawki a wcześniej miałem z tym problem naprawdę sporadycznie bo lęki czy nerwowość są moim mniejszym zmartwieniem.
Przede mną leży pudełko Seronilu 20mg, który kupiłem jakiś czas temu i nie mam odwagi zacząć brać. Niepokoją mnie skutki uboczne oraz to, że nie można przy nim pić alkoholu. Nie piję często, ale napicie się sprawia mi pewną przyjemność i często czuję się wtedy lepiej. Poza tym moje stosunki towarzyskie gwałtownie się zmniejszył od momentu jak jestem sam a bez imprez typowo alkoholowych zredukują się do minimum.
Niemniej chyba jednak zacznę łkać, najwyżej trochę ograniczę ilość alkoholu ale z początkiem wstrzymam się do okresu urlopowego by jakoś przecierpieć w samotność skutki uboczne.
Co o tym wszystkim, o mnie sądzicie. Bijcie jak trzeba :cry:
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 21 cze 2010, 23:11
Witaj
Wiesz , lekarzem nie jestem, ale z mojego doświadczenia,jak i z lektury chociażby tego forum, jestem pewna ,że masz depresję. Szkoda , że przerwałeś kiedyś leczenie, bo być może uporałbyś się z tym już dawno. Jeśli lekarz zalecił Ci Seronil , to się nie zastanawiaj, tylko zaczynaj go łykać. Fakt ,że skutki uboczne do przyjemności nie należą, ale da się je przeżyć. Poza tym są dość intensywne w pierwszej fazie przyjmowania i zazwyczaj z czasem ustępują. Ale leki to nie wszystko. W Twoim przypadku, gdy masz problemy z samooceną , kontaktem z ludźmi moim zdaniem niezbędna jest również psychoterapia. Chyba Twoje doświadczenia w tej dziedzinie nie są najlepsze , ale spróbuj jeszcze raz.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 21 cze 2010, 23:32
Wiesz Wiolu, jestem z tego gatunku ludzi co do zagadnień voo-doo podchodzą bardzo sceptycznie, nawet tych "najwyższego" szczebla. Nawet co niektórym zazdroszczę, że przyjmują dużo na wiarę bo im jest po prostu prościej a ja w kościele się zastanawiam "co ja tu robię? ". Tak samo nie wierzę w moc rozmów z psychologiem do czego zresztą psychiatra mnie namawiał... bo to dla mnie jest bez sensu. Leczenie przerwałem, bo przeszły te najgorsze symptomy i mam nadzieję, że nie wrócą bo wtedy czułem się znacznie gorzej niż teraz.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 22 cze 2010, 00:01
No cóż , ja w cudowną moc psychoterapii też nie wierzę(a mam kilka za sobą). Ale wiem ,że w niektórych sprawach może pomóc. Chociażby nauczyć nas inaczej spojrzeć na niektóre sprawy, nabrać dystansu, podnieść samoocenę. Więc myślę ,że mimo wszystko warto.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

przez norbi 22 cze 2010, 08:54
Zatracony

mam dokładnie to samo co Ty, do tego mega fobię społeczną, mam wrażenie, że każdy sie na mnie gapi i wszystko o mnie wiem, wie o moich problemach, zna moje czasami chore myśli.
Jak jestem gdzieś miedzy ludźmi i słyszę, że ktoś tam się śmieje to zaraz sobie wymyślam, że śmieje się właśnie ze mnie, marze wtedy o czapce niewidce.
Poszedłem do lekarza, dostałem escitalopram, zacząłem terapie u psychiatry (zgodził się na rozmowy, bo nalegałem, jakoś mu zaufałem i byłem w stanie mu powiedzieć o wszystkim co mnie trapiło, bałem sie że przed inną osobą się nie otworzę) i jest mi odrobinkę lepiej. Nie wiem czy Ci to pomoże, mi bardzo pomaga - dowiaduj się o chorobie, wiem, że to nie ja jako ja jestem zły, to nie ja krzywdzę, to moja choroba. To nie ja zepsułem moje małżeństwo, to moja choroba, a można ja z medycznego punktu widzenia wytłumaczyć. Najważniejsze jest to, że można ją wyleczyć, więc nie możesz się poddawać. Też odczuwałem działanie niepożądane moich leków, ale po kilku dniach jest lepiej, zadziałał efekt placebo i pomogła szczera rozmowa z lekarzem, ale szczera - lekarz był pierwszą osobą, której powiedziałem o pewnych rzeczach. Jeśli chodzi o alkohol to nie byłem w stanie całkowicie odstawić, ale wymyśliłem sobie sposób - pije piwo ze sprajtem jedno piwo na litr sprajta, dobrze się czuje bo piję, ale w sumie nie upijam się (któregoś dnia wypiłem 3 piwa i nigdy tak źle po piwie się nie czułem). Idź na terapię, bierz leki niezależnie od skutków ubocznych, poczujesz się lepiej za jakiś czas, bliżej nieokreślony czas musisz sobie z tego zdawać sprawę. Na pewno jest coś co jest dla Ciebie ważne, dla czego warto walczyć - napisz sobie na kilku karteczkach dużymi literami dla czego warto wlaczyć - najlepiej tak żeby widzieć je z samego rana - pomaga. Ja zepsułem moje relacje z córką Ty znalazłeś się to w odpowiednim czasie i nie musisz tego robić.
Kiedy wsiadam do pociągu przedział natychmiast pustoszeje, ale zawsze zostaje ktoś kto się mnie nie boi
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
14 cze 2010, 18:53
Lokalizacja
Milanówek

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez zuźka76 22 cze 2010, 09:20
zatracony napisał(a):Witam. To mój pierwszy post na tym forum. Temat może pokrętny bo co by nie mówić depresja to choroba psychiczna, lecz chyba z tych mniej niebezpiecznych dla otoczenia.
Wydaj mi się, że depresję mam od bardzo dawna. Pierwszy raz bylem z nią u psychiatry jakieś 15 lat temu. Niezgrabnie mu wytłumaczyłem z czym przyszedłem, że nie widzę sensu życia i źle się czuję a on mnie zbył i wysłał do psychologa. Po paru "seansach" u psychologa dałem spokój bo jaki ma sens przekonywanie kogoś, że życie nie ma sensu. Potem jakiś czas było mi chyba lepiej i mój następny raz miał miejsce 5 lat temu. Różnica była taka, że do czynników powyższych dołączyła kompletna niemoc i lęki przed załatwieniem jakiejkolwiek sprawy. Dostałem cital i zażywałem go kilka miesięcy. Trochę mnie "puściło"
Teraz stojąc na rozdrożu mojego życia i przed kolejnym jego punktem czyli rozwodem znów zacząłem zastanawiać się nad sobą.
Doszedłem do wniosku, że dużym czynnikiem rozpadu małżeństwa była właśnie moja depresja, momentami jedynie podleczona ale nigdy nie wyleczona.
Zebrałem chyba wszystko to co mnie trapi w postaci listy i wybrałem się znów psychiatry
oto moja lista "grzechów":
- Mam słabą pamięć, zapominam tym więcej im jestem bardziej zdenerwowany
- Uczucie zmęczenia, brak energii, wiecznej senności, czasami "pływania" jak po alkoholu ( często ból mięśni i stawów)
- Szybko męczą mnie nawet łatwe czynności
- Przygnębienie i apatia.
- Złe samopoczucie po wysiłku fizycznym – zawroty głowy, senność, czasem lekkie nudności
- Uczucie smutku, załamania.
- Nie mogę sam ze sobą wytrzymać, nienawidzę się.
- Chcę umrzeć i mieć w końcu spokój i odpocząć
- Wrażenie, że moje uczucia są nieprawdziwe i tak naprawdę nikogo nigdy nie kochałem i nie kocham
- Niechęć do jakiegokolwiek działania, ciągłe odkładanie czynności
- Usypiając bardzo chciałbym się już nie obudzić
- Zycie tak bardzo mnie boli
- Nie potrafię od zawsze patrzyć ludziom prosto w oczy ( lęk)
- Zmarnowałem życie żonie, dziecku
- Czasami lęk, że będę miał tyle zajęć w pracy, że nie dam rady lub lęk, że nie będę miał w pracy co robić
- Lęk, że zawiodę córkę, że mam z nią słaby kontakt, że mnie przestanie kochać
- Małomówność, brak umiejętności rozmowy " o niczym", taka czarna dziura jakbym był kompletnym bezmózgowcem
- Brak umiejętności nawiązywania znajomości, wstydzę się innych ludzi
- Chciałbym być kimś innym
- Mimowolnie zachowuję się i mówię rzeczy, których się wstydzę - tak jakby "coś" robiło to za mnie
- Brak swobodnego wysławiania się, problemy komunikacyjne,
- Na niczym się nie znam, do niczego się nie nadaję, nic nie potrafię zrobić dobrze
- Lęk przed stratą pracy ale połączony z pewnością zakończenia wtedy wszystkich moich problemów
- Byłoby lepiej dla wszystkich gdybym nigdy nie istniał
- Czasami nerwowe kołatanie serca
- Często brak ochoty nawet na to co lubię robić, brak ochoty na wszystko, walka z sobą by wstać z łóżka, by coś robić
- Czasami małe i błahe sprawy czy problemy są przeszkodami nie do pokonania
- Niska temp ciała i często niskie ciśnienie
- Sen bez snów
- W małżeństwie nie byłem szczęśliwy, sądziłem, że nie czeka mnie już nic dobrego, po jego rozpadzie jest jeszcze gorzej
- Jestem raczej typem samotnika ale, choć rzadko, brakuje mi towarzystwa
- Wszystkie decyzje jakie podjąłem w życiu były błędem
- Mam poważne problemy skupić się nad czymś czy coś zapamiętać
- Dobre wspomnienia szybko się zacierają, bardziej pamiętam te złe ale ogólnie mam bardzo słabą pamięć
- Momentami mam uczucie, że moje "ja" rozpada się na kawałki
- w zeszłym roku ( w czasie nasilenia konfliktu z żoną) miałem parę dni takich, że siedziałem i samo poruszenie się czy wstanie było przeogromnym wysiłkiem

różnice:
- Czuję się trochę lepiej popołudniami i wieczorami
- Czasami po alkoholu czuję się bardziej trzeźwy niż na trzeźwo
- Miałem rzadkie okresy, chyba głównie po większym przepiciu kiedy czułem się przez parę dni dużo lepiej
- prze nadchodzącej chorobie ( np przeziębieniu) czuję więcej energii np zaczynam sprzątać bo zaczyna przeszkadzać mi bałagan

Zanim wybrałem się do psychiatry od lekarza ogólnego dostałem zomiren 0,5 ale po przeczytaniu o jego działaniu zażywałem połowę tej dawki. Czułem wyraźną poprawę po nim ale niestety i skutki uboczne w postaci "tłuczącego" się serca jak nie przyjąłem następnej dawki a wcześniej miałem z tym problem naprawdę sporadycznie bo lęki czy nerwowość są moim mniejszym zmartwieniem.
Przede mną leży pudełko Seronilu 20mg, który kupiłem jakiś czas temu i nie mam odwagi zacząć brać. Niepokoją mnie skutki uboczne oraz to, że nie można przy nim pić alkoholu. Nie piję często, ale napicie się sprawia mi pewną przyjemność i często czuję się wtedy lepiej. Poza tym moje stosunki towarzyskie gwałtownie się zmniejszył od momentu jak jestem sam a bez imprez typowo alkoholowych zredukują się do minimum.
Niemniej chyba jednak zacznę łkać, najwyżej trochę ograniczę ilość alkoholu ale z początkiem wstrzymam się do okresu urlopowego by jakoś przecierpieć w samotność skutki uboczne.
Co o tym wszystkim, o mnie sądzicie. Bijcie jak trzeba :cry:



Witaj.
A ja bym Ci radziła, wydrukować Twój post (tak jak to zrobił jeden z forumowiczów przy innym poście), i z tym co napisałeś udać się do jakiegoś dobrego specjalisty. Przypuśćmy niech to będzie psychiatra nie psycholog. Wszystko wylałeś na "papier", nie będziesz się musiał stresować tym, że nie umiesz dokładnie powiedzieć tego co czujesz...
Alkohol mimo różnych sytuacji w życiu uwierz mi, nie pomaga. Tobie może się wydawać, że jest Ci lżej, że czujesz się lepiej...ale uwierz, bardzo się mylisz, na chwilę powoduje, że jesteśmy wyluzowani natomiast działa w zupełnie odwrotny sposób. Jeśli chcesz "normalnie" żyć, brać leki, może poddać się psychoterapii...to alkohol odpuść. Być może ciężko przeżyć imprezę bez alko, ale to już Twój wybór...czy zająć się sobą, swoim dobrym samopoczuciem, czy wybrać alkoholową imprezę z ludźmi, którzy byc może nie cierpia na depresje lub jakąkolwiek inna chorobe tego typu.

Pozdrawiam serdecznie.
...płyń pod prąd, bo z prądem płyną tylko śmieci...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 cze 2010, 09:42

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

przez rober6666 22 cze 2010, 12:08
Zuśka76
Świete słowa odnośnie wydrukowania postu.
Ja tak zrobilem właśnie. Z doświadczenia wiem, że na wizycie, nie da sie dobrze wyrazić słowami stanu w jakim sie znajdujemy. Po wyjściu czuje sie niedosyt.Że nie wszystko zostało powiedziane tak jak należy.
Wydrukowalem post w ktorym na zimno opisuje jak zdycham od 3 lat na CHAD i co mam zamiar zrobić w najblizszym czasie (samobójstwo)
W trakcie rozmowy z psychiatrą dałem do przeczytania.
I myśle , że to był strzał w 10. Komfortowa sytuacja dla obu stron.
Do autora tematu
...mi to wygląda na depresję, która sama nie minie. Zapomnij o tym.Szkoda życia. Twoj stan zapewne sie pogorszy w razie braku leczenia. Pamiętaj im później zaczniesz leczenie , tym trudniej będzie Ci wygrać z tym ścierwem.
Wiem co mowię.
Mam niezły staz w tych tematach niestety.
Co to znaczy "jestem świrem? "
Świry to są ćpuny i alkoholicy, ktorzy świadomie, będąc zdrowymi ludźmi doprowadzaja sie do stanu szmat niekontrolujących swojego życia i zachowania.
My jesteśmy CHORZY.
A więc-marsz do psychiatry. czym predzej. Z wydrukiem , jakże celnego i szczegółowego posta
Pozdrawiam
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 22 cze 2010, 19:32
No ja właśnie z tą listą byłem u psychiatry. Bez niej to bym niewiele wydukał bo w stresie potrafię zapomnieć najprostsze rzeczy. Plus jeszcze miałem napisane co o sobie myślę a na prawdę nie są to przyjemne określenia.
Przeczytała dość szybko, coś tam zapytała i przepisała Seronil. No i właśnie się do do niego "modlę" już 2 tydzień.
Dziś rano wstałem w okrutnej formie plus jeszcze lekkie przeziębienie. Złamałem się i zażyłem ćwiartkę zomirenu. Pomogło, czuję się świetnie ale wiem, że to tylko doraźny środek.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez zuźka76 22 cze 2010, 20:59
zatracony napisał(a):No ja właśnie z tą listą byłem u psychiatry. Bez niej to bym niewiele wydukał bo w stresie potrafię zapomnieć najprostsze rzeczy. Plus jeszcze miałem napisane co o sobie myślę a na prawdę nie są to przyjemne określenia.
Przeczytała dość szybko, coś tam zapytała i przepisała Seronil. No i właśnie się do do niego "modlę" już 2 tydzień.
Dziś rano wstałem w okrutnej formie plus jeszcze lekkie przeziębienie. Złamałem się i zażyłem ćwiartkę zomirenu. Pomogło, czuję się świetnie ale wiem, że to tylko doraźny środek.


ooo...zomiren w stanach lęku biorę 1mg, mniejsza dawka to dla mnie za mało...:( jakoś tak...:(

A Ty zbierz się w sobie, zacznij zażywać lek który przepisała Ci lekarka, i to od razu i regularnie...
Przynajmniej spróbuj!...Nie spróbujesz nie będziesz wiedział.
...płyń pod prąd, bo z prądem płyną tylko śmieci...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 cze 2010, 09:42

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 23 cze 2010, 19:33
Im bardziej wczytuję się w to forum tym bardziej dochodzę do wniosku,że mój problem z depresją to jest nic w porównaniu z wieloma osobami tutaj. Ja to nawet do chorowania się nie nadaję bo to co dla mnie jest "chorobą" byłoby zapewne pożądanym stanem wyleczenia dla wielu z Was. Jakoś siłą woli walczę z sobą, ze słabościami, by egzystować normalnie i tak być postrzeganym przez otoczenie. Nikt nie wie co naprawdę przechodzę, choć słowa " dzisiaj się źle czuję" momentami zdarzają mi się zbyt często ( prawie ex miała ich serdecznie dość ).
Dlatego mam nadzieję, że leki mi pomogą i wierzę, że zadziałają szybko bo mój stan choć naprawdę długotrwały nie jest jakiś krytyczny. Mała dawka zomirenu daje mi kopa to i kuracja seronilem może też da.

Może jeszcze przeleję mój post z innego wątku by prawie wszystko o mnie (prawie bo i o uzależnieniu od gier pisałem) było tutaj:

Tak się zastanawiam nad jedną z moich dolegliwości. Od paru lat nieustannie piszczy mi w uszach. jak zaczynam analizować relacje czasowe to nie tak długo po tym jak ten dźwięk zaczął mi dokuczać miałem największe apogeum depresji. Na początku pisk mi bardzo przeszkadzał, badałem się, brałem leki ale nic nie pomogło. ZCW po prostu trzeba z tym żyć. Teraz pisk jest częścią mnie i mi praktycznie nie przeszkadza ( choć chciałbym kiedyś usłyszeć jeszcze ciszę) No i teraz pytanie czy pisk nasilił moją deprechę czy to właśnie pisk jest jednym z jej symptomów - ale jak do tej pory z takim objawem się nigdzie nie zetknąłem.
No i druga sprawa, jak tak czytam o depresji to się zastanawiam, czy nie dopadła mnie już wcześniej niż sądziłem. OD późnych klas w podstawówce miałem problemy z zapamiętywaniem a moje dobre oceny wynikały głównie z "inteligencji" i dobrze opracowywanych ściąg. Dodam, że dzieciństwo miałem niełatwe bo olbrzymi konflikt rodziców. Pamiętam jak kiedyś podsłuchałem rozmowę matki z koleżanka ( miałem może z 10-11 lat), że ja się wcale nie przejmuję tą sytuacją. No i faktycznie na zewnątrz nie okazywałem uczuć natomiast w środku bolało i to bardzo. Podobnie było w średniej szkole, gdzie jako trochę inny byłem szykanowany. Już wtedy wolałem kompa od ludzi a każdy śmiech w moim pobliżu odbierałem jako śmiech ze mnie.
Dlatego z dziewczynami moje kontakty zaczęły się bardzo późno i to bardziej ja zostałem poderwany niż to był mój udział. Oh jak źle wybrała ta biedna dziewczyna :why:
No i i spawa mojej gruboskórności w małżeństwie. Żona doszła do wniosku, że aby do mnie dotrzeć trzeba mnie zranić bo inaczej nic do mnie nie dociera. Docierało wszystko ale było zbierane wewnątrz, taką ceche w sobie niestety wyrobiłem przez lata. Z okazywaniem uczuć było niestety podobnie :hide:
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez marcja 23 cze 2010, 21:25
" Pamiętam jak kiedyś podsłuchałem rozmowę matki z koleżanka ( miałem może z 10-11 lat), że ja się wcale nie przejmuję tą sytuacją. No i faktycznie na zewnątrz nie okazywałem uczuć natomiast w środku bolało i to bardzo"

"No i i spawa mojej gruboskórności w małżeństwie. Żona doszła do wniosku, że aby do mnie dotrzeć trzeba mnie zranić bo inaczej nic do mnie nie dociera. Docierało wszystko ale było zbierane wewnątrz, taką ceche w sobie niestety wyrobiłem przez lata. Z okazywaniem uczuć było niestety podobnie"

Matka i zona powinny poczytac co nieco o tzw. "plci mozgu" i co nieco poobserwowac facetow. To, co powyzej napisales, wskazuje tylko na to, ze jestes wrecz modelowym mezczyzna ;) Nie zwalaj winy za upadle malzenstwo tylko na siebie. Kij ma zawsze dwa konce, moze to zona nie umiala do Ciebie dotrzec.

Oprocz tego, mym "fachowym okiem" (jestem po psychologii,ale w zawodzie nie pracuje) ocenilabym, ze cierpisz na typowa depresje i swirem nie jestes:)
Oby leki zadzialaly :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 24 cze 2010, 08:11
marcja napisał(a):" Nie zwalaj winy za upadle malzenstwo tylko na siebie. Kij ma zawsze dwa konce, moze to zona nie umiala do Ciebie dotrzec.


Jak mam lepszy dzień to też uważam, że kij ma zawsze 2 końce. Swoją drogą to zazdroszczę jej pewności siebie i wyparcia z siebie wszelkich win. Dla niej jej zdrady i sposób w jaki mnie traktowała są normalną sprawą i nie czuje się z tego powodu winna. To ja jestem przyczyną wszystkiego co się stało. Jak ja jej zazdroszczę takiego podejścia do życia, choć zastanawiam się na ile ta postawa jest prawdziwa a nie stworzona tylko dla mnie, by mnie jeszcze bardziej zdołować.

Z innej beczki, po nocnych jazdach, chyba po tym jak przestał działać zomiren, zaczynam mieć obawy czy cokolwiek łykać, bo jak mam zacząć na prawdę świrować to już wolę się dalej męczyć z tym co mam.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez zuźka76 24 cze 2010, 19:34
zatracony napisał(a):
marcja napisał(a):" Nie zwalaj winy za upadle malzenstwo tylko na siebie. Kij ma zawsze dwa konce, moze to zona nie umiala do Ciebie dotrzec.


Jak mam lepszy dzień to też uważam, że kij ma zawsze 2 końce. Swoją drogą to zazdroszczę jej pewności siebie i wyparcia z siebie wszelkich win. Dla niej jej zdrady i sposób w jaki mnie traktowała są normalną sprawą i nie czuje się z tego powodu winna. To ja jestem przyczyną wszystkiego co się stało. Jak ja jej zazdroszczę takiego podejścia do życia, choć zastanawiam się na ile ta postawa jest prawdziwa a nie stworzona tylko dla mnie, by mnie jeszcze bardziej zdołować.

Z innej beczki, po nocnych jazdach, chyba po tym jak przestał działać zomiren, zaczynam mieć obawy czy cokolwiek łykać, bo jak mam zacząć na prawdę świrować to już wolę się dalej męczyć z tym co mam.


A ja dalej będę drążyć Ci żebyś brał leki!!!! regularnie i koniec! i częste wizyty u lekarza, koniecznie!!!!!
...płyń pod prąd, bo z prądem płyną tylko śmieci...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 cze 2010, 09:42

Re: mam depresję a może jestem świrem ?

Avatar użytkownika
przez stracony 24 cze 2010, 21:42
Taki mam zamiar ale jednak poczekam do urlopu, paręnaście dni to nie tragedia. A po zomirenie zażytym w nocy mam gdzieś od godzin południowych zarąbisty humor i pełno energii. Rano marnie mi się wstawało i dochodziło do siebie ale zważywszy na pogodę to dzień na duży plus. Żeby jeszcze noc była bez ekscesów :zzz:

[Dodane po edycji:]

Już sam nie wiem co o sobie myśleć, kim jestem, gdzie zmierzam. Jakbym teraz miał siebie opisywać to jestem w dziwnym stanie zawieszenia między chorobą a normalnością. W miarę normalnie funkcjonuję w takim stanie od lat, przechodzę okresy gorsze kiedy tak bardzo bym chciał przestać istnieć i lepsze kiedy jest prawie normalnie. Choćby dzisiaj, nawet niezły dzień mimo pogody, po pracy zasiadłem do komputerka, wypiłem 2 drink, muzyczka sobie gra i czuję się dobrze. Jak nie myślę o przyszłości i przeszłości to nie łapię doła.
Czy jest coś takiego jak charakter depresyjny? Może tego się nie leczy i takie osoby nie powinny się z nikim wiązać i przez życie iść same i nie być dla nikogo ciężarem? Wiecie, zawsze mi się wydawało, że pomimo mojej beznadziejności jestem dobrym człowiekiem, który świadomie nikogo nie skrzywdził a na złe postępowanie innych stara się znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie. Właśnie nielogiczne działanie budzi we mnie głęboki sprzeciw. No ale analizując moje życie to postępowałem wręcz odwrotnie, nie żeby było dobrze ale by mnie było wygodniej, mniej męcząco. Zdarzenia, które jeszcze pamiętam, jakże fatalnie potrafiłem się zachowywać, jak pułmózg bez taktu i wyobraźni. Nie dziwię się wcale, że ex w końcu miała mnie dość. Wycierpiała z chorobami tak wiele a ja nie byłem odpowiednim wsparciem, byłem gdzieś obok, nawet nie potrafiłem stworzyć odpowiedniego "ogniska" domowego. Mnie było dobrze a ona nigdy nie czuła, że jest u siebie. To takie niesprawiedliwe, teraz zmaga się z chorobą sama bo chyba już nie jest z kochankiem. Tak kochankiem, nie dawałem jej tyle ciepła i wsparcia ile potrzebowała, więc szukała go gdzie indziej. Zresztą dziecko też dorastało gdzieś obok mnie, poświęcałem mu czas ale na pewno nie zasługiwałem na miano dobrego ojca. Życie przeszło gdzieś obok mnie, jakbym w nim nie uczestniczył, jakbym go tylko oglądał próbując w nim uczestniczyć ale nie będąc za razem jego częścią, odgrywać tylko swoją rolę.
Może zresztą ex, jak to mówił Boguś L. " to zła kobieta była" i dlatego tak się skończyło, ale czy na pewno ? Na pewno nie była w porządku w stosunku do mnie od paru lat ale czy można się temu dziwić?
No i zakończę dzień dołem bo poruszyłem przeszłość a ta boli cholernie. No ale dobrze, że boli bo znaczy, że mam jakieś uczucia.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do