Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Shadowmere 09 sie 2010, 14:12
Kori, to Cię może rozjuszyć,ale zapytam o dziecinstwo,jak przebiegalo,masz dobrych,czulych rodziców?
Wiesz,ja też nie jestem zwolenniczką "efek",zdiagnozowano mi kilka razy borderline,ale cholera wie co to jest?przecież w mózgu mi pomiaru nikt nie robil,to tylko ogolnikowa klasyfikacja,ktora jak mowiles-może się zmienic.Moj lekarz mowi,że dla niego jestem smutną,samotną dziewczynką,a nie f60.1 czy innym-i to brzmi ok,jak dla mnie.

[Dodane po edycji:]

a w ogole to mam pytanie-czy dystymik ma jakies cechy charakterystyczne,po ktorych można go poznac?zachowuje się inaczej niż "zdrowi"?
Shadowmere
Offline

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kori 09 sie 2010, 14:29
Odpowiem prywatną wiadomością, bo może nie wypadałoby pisać pewnych rzeczy o rodzicach tak jawnie.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Shadowmere 09 sie 2010, 14:38
Kori, ok.
Coś się chyba nie doczekam tego pw :)
Shadowmere
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez To takie czary... 10 sie 2010, 00:38
Kori prosiłbym żebyś sobie ustawił w panelu użytkownika forum płeć. Nie chce cię zaszufladkować,tylko poprostu niewiem jak się mam zwracać do ciebie :smile:

Kori napisał(a): Mówisz "mam dystymię", fachowo wykazali, mam to na papierze. Ale co tak naprawdę wiesz o sobie i swoim problemie, co? Klasyfikacje medyczne się zmieniają, i to z resztą nie jest jakaś wyrocznia dająca jakieś rozwiązanie.
Mnie ta nazwa np teraz -oszczędza sporo linijek w których musiałbym powtarzać swoje dolegliwości.A tak chyba wiadomo o co chodzi.
Zgadzam się że ta nazwa w ogóle nie przynosi w sobie żadnego rozwiązania problemu .

Choroba -wg mnie,to określenie mówi o tym że wiele nas różni od ludzi zdrowych,dzięki temu określeniu możemy legalnie wykupować psychotropy albo chodzić w ramach NFZ na terapię.
W wikipedii wyczytałem taką nową definicję choroby (ogólnie):

" Choroba jest takim stanem organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktury organizmu lub zaburzeń regulacji funkcji narządów.

W definicji tej jest mowa o zmianach struktury organizmu. Zmiany struktury wynikają z:
* błędów w zapisie genetycznym na wzorzec organizmu;
* programie na rozwój embrionalny organizmu, przekazywanym także genetycznie;
* zaprogramowanych mechanizmach reakcji na ingerencję zewnętrzną, co dotyczy w szczególności reakcji immunologicznego;
* ekspozycji na szkodliwe czynniki zewnętrzne tak znaczne, iż przekraczają zdolności adaptacyjne ustroju."

Kori napisał(a):róbcie sobie, co chcecie, łykajcie pigułki, kochany seronil, chodźcie sobie do psychologów, co uważają, że "lekarstwem" na "depresję" jest sport i dieta, i słoneczko, i ludzie, itd.,itp. albo nie, albo wierzcie, że już nic nie da się zrobić, albo że warto się znieczulić otępiaczami i że cudownie jest, jak jest.

Widać że dużo rozmyślałeś i wiele możemy się od ciebie dowiedzieć na temat dystymii.
Wydaje mi się że piszesz o mechanizmie: bodziec >mózg >nasza reakcja na bodziec
Ja mam takie przekonanie że naprawdę trzeba nas "przeprogramować".Chyba takim jedynym narzędziem jest psychoterapia.Problemem jest jednak trafienie na psychologa który zastosuje właściwą technikę i jest dobry w tym co robi.Leki /otępiacze pomagają przelecieć przez najgorsze doły żeby znowu stanąć do walki.

To co opisujemy:słoneczko,sport,czekolada itd-to sprawdzone sposoby na zmianę bodźców które do nas docierają i uczą nas jak smakować trzeba życie.Pewnie nie każdemu to pomogło albo za szybko się zniechęcał ?
Pozdrawiam.
To takie czary...
Offline

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez SolitudeEtude 10 sie 2010, 02:06
Wydaje mi się, że dystymia może mieć jednak w sobie coś z choroby... Potwierdza to definicja zacytowana przez mojego przedmówcę. A przecież depresję powoduje głównie spadek pewnych substancji w mózgu, chyba szczególnie serotoniny. Oczywiście to też ma swój powód, na przykład utrata pracy, bliskiej osoby, inne nieszczęście.
Oczywiście podobnie jest z wspomnianym tu wcześniej bólem brzucha. Ból brzucha może być spowodowany nadmiernym rozciągnięciem żołądka, a rozciągnął się, bo zjadło się za dużo. Albo brzuch boli kogoś z nerwów, a nerwy powoduje na przykład oczekiwanie na rozmowę kwalifikacyjną. Więc podobnie z dystymią. Dystymia powoduje smutek, a smutek mógł być spowodowany na przykład brakiem miłości. W każdym razie walczy się zawsze z tym środkowym elementem, bo na brak miłości nic się na siłę nie poradzi, stało się i tyle, ale na smutek i owszem, a gdy tego się dokona, to mija dystymia. Nerwy można okiełznać, bo na rozmowę kwalifikacyjną i tak musisz iść, a gdy z nerwami sobie poradzisz, to nie boli Cię brzuch. I tak dalej.
Bóle brzucha to są jednak stany przejściowe, a o chorobie mówi się dopiero wtedy, gdy coś dokucza osobie bardziej przewlekle...
Jednak co za różnica jak to nazwiemy? Nazwa to tylko nazwa, żeby móc coś zidentyfikować. "O, samolot leci!" - zidentyfikowane. "O, ptak leci!" - zidentyfikowane. Co za różnica, kto miał rację? Pewne jest tylko to, że coś leciało. Więc pewne jest też tylko to, że mamy jakiś problem. Choroba, czy nie, ale boli.
I ból brzucha, i ból duszy do przyjemnych rzeczy nie należą, a wszelkie bóle próbuje się uśmierzać. Oczywistym jest, że ból to coś naturalnego, co nie znaczy jednak, że chce się to przeżywać. Śmierć jest również naturalna, a wielu się jej boi. Naturalny jest także głód, a nie każdy lubi go odczuwać. Po prostu gdy coś nam nie pasuje, to coś z tym robimy. Nie chorujemy na głód, ale uleczamy go, bo przecież ile to można chodzić głodnym? Gdy coś przeszkadza nam w funkcjonowaniu, to czymkolwiek jest, nie odpowiada nam to.
Czepialstwem zwykłym jest wykłócanie się o to, czy dystymia jest, czy nie jest chorobą. Jeśli ktoś nie chce jej mieć, to się jej pozbywa, a to już jego w tym głowa jak, i czy w ogóle tego dokona. To tak jakby kłócić się o to, czy kowalstwo jest sztuką, bo dla jednego podkowa ma duszę, a dla innego to po prostu podkowa jak wszystkie inne. I czy ją sobie zawiesimy na ścianie, czy podkujemy nią konia, to już tylko nasza sprawa. Ale mamy podkowę, mamy do niej swoje indywidualne podejście i robimy z nią to, co uważamy za słuszne, i co daje nam satysfakcję.
"Wszystko zaczęło się we mnie. Niektórzy nazywają to bólem istnienia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
04 sie 2010, 14:24
Lokalizacja
Białystok

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez frytka 12 sie 2010, 18:08
mi się wydaje, że smutek płynie mi w żyłach zamiast krwi...
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kori 12 sie 2010, 20:42
http://home.merhlin.com/news.php?extend.228 - szukać "Wojownicy Mroku: część I". Lektor napomyka, że "chorzy psychicznie" to ludzie, których wewnętrzne programy człowieka są tak skonfigurowane, że działają właśnie w ten sposób, że człowiek jest niezdolny do tzw. normalnego funkcjonowania.

PS Nie chcę zasmucać, ale smutek u ciebie i u innych, co tu pisują, nie odejdzie nigdy, bo niby czemu miałby?
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez To takie czary... 12 sie 2010, 21:17
2Proof przestań w lecie osłaniać się ,ze wszystkich stron ,wielkim czarnym parasolem,bo nic świetlistego i pozytywnego do ciebie nie dotrze. :smile:

No chyba że to jest twój świadomy wybór...
To takie czary...
Offline

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez stracony 12 sie 2010, 22:47
Powiedzcie kiedy do Was dotarła świadomość, że cierpicie na dystymię? Swoim działaniem bestia potrafi człowieka opanować i w przeciwieństwie do depresji tenże człowiek potrafi funkcjonować dalej ale zamiast biec wlecze się z przykutą kulą u nogi.
Np ja poza chyba 3 epizodami jakby to nazwać ataków depresji, kiedy zaczynałem naprawdę nie wyrabiać, to resztę czasu funkcjonowałem i funkcjonuję z pozoru całkiem normalnie. Skarżyłem się lekarzom ogólnym, że nie mam energii i jestem zmęczony ale to nic nie pociągało za sobą ( poza dobrymi radami, że trzeba się więcej ruszać lub zrzucić parę kg).
Kiedy chemia w głowie mi się zmieniła nie jestem w stanie określić, może to nawet już było w szkole średniej czyli ponad 20 lat temu plus jak to teraz oceniam doszła średnia fobia społeczna, nie na tyle duża by całkowicie paraliżować ale wystarczająca by utrudniać życie.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez sebastian86 12 sie 2010, 23:12
mi o objawach dystymicznych powiedziala pani dr psychiatra po paru miesiacach ale nie skumalem o co
chodzi dopiero po powrocie do domu sprawdzilem co to jest. no i zaczalem rozumiec czemu od kilku lat nie potrafie poczuc sie spokojny i wartosciowy. dystymia jest jak rzep na psim ogonie...
We Are The Champions 2016(L)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2249
Dołączył(a)
11 gru 2008, 12:15
Lokalizacja
gdzies pod wawą

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Numb 09 lut 2011, 13:36
Witam!
Chciałbym zauważyć, że w tym "nieciekawym stanie umysłu" trzeba wziąc pod uwagę dwa czynniki są to: biologiczne (wrodzone, związane z genetyką) i nerwicowe (uważam, że związane z jakimiś przeżyciami np. w dzieciństwie, które zostały wypchnięte do obszaru nieświadomości i skrzywiły nasze emocje i odbieranie zewnętrznego świata, aczkolwiek tam są i potrafią się ujawniać w najmniej oczekiwanych momentach życia). Ogromne znaczenie ma tu także poczucie lęku, które według mnie jest totalnie "kalekie" i nie ma nic wspólnego ze zdrowym odczuwaniem lęku. To tak jakby rozciagnąć silny lęk w czasie, jego najwyższy punkt się zaniża ale lęk nie znika i wciąż w nas jest i oddziaływuje na nasze życie.
Co do biologii, chodzi mi o genetyczne uwarunkowania związane z naszymi rodzicami czy dziadkami, które z kolei mogły przejść na nich od ich przodków. To tak jakby natura w końcu chciała przerwać ten cykl przekazu smutnych genów tzn. u mnie to działa tak, że jeżeli tej "zagadki" nie rozwiąże, to nie mam zamiaru szukać szczęścia w desperacji w związkach i płodzić dzieci tym samym przekazując "smutne geny". Żródłem tej "przypadłości" może być rodzic, który sam przeżywał nieciekawy stan np. depresje dwubiegunową czy inną (tak jest u mnie), o której często niemiał zielonego pojęcia, gdyż jak wiemy te "przypadłości" nie występują zawsze w formie jawnej lecz ukrytej. Moja mama nosząc mnie w brzuchu była smutna, to tak jakby przekazywała mi wiadomość - "nie cieszę się, że niedługo się pojawisz!" - jak dla mnie coś tu niegra w tym przekazie i uwazam że ma to wpływ na moje życie. Nie obwiniam jej - współczuje.
Co do nerwicowych podłoży - nie mogą być jednak pomijane. W wielu przypadkach źródła nerwicy mogą być zepchnięte tak głęboko do nieświadomości, że sam cierpiący, a tym bardziej lekarz nie ma w nie wglądu. Nerwica nie musi być także następstwem jednostkowej traumy, a długotrwałych subtelnych zaburzeń rozwoju, takich jak brak poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie, dawna strata osób lub celów, które prowadzą do dystymicznego stylu życia w dalekiej przyszłości. W dorosłym życiu to jak dla mnie poruszanie się w kółko - czynniki zewnętrzne wpływaja na nas i pogarszają nasz "stan", a nasz "stan" zależny jest od ów czynników.
Nie lubię faszerowac się lekami i byłem raz u lekarza podczas gorszego "stanu rzeczy" - niewiedziałem co tam robie i co mówić, dostałem pyle na depresje ale nie brałem do końca, nie widziałem żadnej zmiany wręcz mnie otępiały. To sobie pomyslałem wolę "normalny stan rzeczy".
Z mojego doświadczenia trochę ulgi przynosi mi medytacja i rozwijanie pozytywnych emocji - dodam, że tylko trochę, bo z wytrwałością u mnie na bakier i samodyscypliną również. Czasem jakaś książka, fajnie jest choć poczytać o szczęściu - tu polecam "Sztuka szczęścia" - Dalajlamy czy "Radość" -Osho. Mi to pomaga spojrzeć trochę inaczej na moje problemy, uprzedzam że książki szczególnie Osho mogą namieszać w głowie, były zakazane dość długo np. w komunistycznej Rosji. Poszerzają horyzonty.
Czasmi jak ktoś mnie sie pyta jak sie masz albo co czujesz nie chce mi się mówić i tłumaczyć bo i tak ktoś nie skuma to mam dla niego opcję: obejrz te trzy filmy i je zmiksuj - to tak mniejwiecej się czuję.
"Numb" - "Facet, który się zawiesił"
"Przerwana lekcja muzyki"
"Taksówkarz".
Pozdrawiam dziwne "stany umysłów"




Idź swoją drogą, a ludzie niech mówią, co chcą. - Dante
Z cichego świata w światy wiecznie drżące
W nową dziedzinę, nieśmiertelnie ciemną.

Dante
http://www.youtube.com/watch?v=pV5jW_ZSy_E
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 lut 2011, 12:40

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez thrax 09 lut 2011, 16:45
Witam wszystkich!
Choruje od około 10 lat i powiem ze mam spore doświadczenie w kwestii dystymii. Otóż dystymia nie jest darem i nie należy tak tego taktować jak tu niektórzy piszą. A nawet więcej nie należy się przyzwyczajać do takiego stanu bo to nie jest normalne ani dobre dla nas dla osób z którymi żyjemy
Jak z tego wyjść? Nie jest to proces natychmiastowy, lecz wielomiesięczny nawet kilku letni czasem. Najważniejsze to zmienić tryb życia. A wiec regularny sen/wypoczynek, aktywność oraz posiłek i co podkreślam regularny!! No i oczywiście zmiana w sferze psychicznej, zmiana myślenia itp. to już psychoterapia. Może napiszcie co jeszcze pomaga? Ja jestem na etapie że czuje że wychodzę z tego stanu, lecz niestety wymaga to długiej i ciężkiej pracy nad sobą.
I jeszcze jedno czy wy tez czujecie napięcie jak np siedzicie przed TV i nic nie robicie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
30 paź 2007, 12:06

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Numb 09 lut 2011, 20:36
Zgadzam się z Tobą thrax co do tego "daru", kto tak myśli tylko ów "dar" wzmacnia, co nie prorokuje zbyt dobrze. Wydaje mi się, że poszerzanie świadomości w tym temacie będzie pomocne jak i techniki medytacyjne. Mi również pomaga zmuszanie się do zmiany zachowań, to jakby świadome przeciwstawianie się temu co mówi umysł. Staram się również uśmiechać nawet jak mi się niechce. Staram się mimo niechęci wyjść do ludzi choć do bywa trudne i się nie separować bo to tylko pogarsza sprawę. Uważam że fajnie by było należeć do jakiejś grupy wsparcia i człowiek nie czuł by się taki samotny ze swoimi problemami.
Zgadzam się co do Twoich spostrzeżeń na temat snu, odżywiania i ruchu. Ja nieraz zmuszam się do higieny nawet. Samodyscyplina jest bardzo ważna!!
Co do oglądania TV ja akurat bardzo mało oglądam i telewizja jest mi zbędna, ale jak to bywa zastąpiłem to czym innym - netem i z tym mam problem. Czuję napięcie jak mówisz i to że tracę czas nie robiąc nic produktywnego, choc tu sie łapie często na zaprzeczaniu i samooszukiwaniu ( u mnie to się wiąże z rozwojem świadomości i obserwowaniu samego siebie). Ogólnie rzecz biorąc uczucie że życie przepływa Ci miedzy rękoma a Ty siedzisz na necie.

Zapraszam innych do tematu i wypowiedzi co Wam pomaga i jak się czujecie, może u kogoś poprawa i się z tym podzieli a może u kogoś gorzej - też jest mile widziany.
Z cichego świata w światy wiecznie drżące
W nową dziedzinę, nieśmiertelnie ciemną.

Dante
http://www.youtube.com/watch?v=pV5jW_ZSy_E
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
09 lut 2011, 12:40

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez thrax 10 lut 2011, 13:48
Dokładnie Numb mi umysł podpowiada posiedź przed komputerem olej wszystko i tak nie masz siły na to czy tamto. To pogłębia jeszcze mój stan. Zaczyna się napięcie, złe samopoczucie.

Z obserwacji osób chorych, a także i własnej osoby wydaje mi się ze dystymia dotyka osób ambitnych a zarazem osób które w pewnym momencie życia się zagubili i przyzwyczaiły się do takiego stanu. Zastanawiałem się czy był moment który mógł wywołać taki stan ale nie widzę takiego (np wypadek itp.). Po prostu z dnia na dzień z miesiąca na miesiąc człowiek coraz mniej posiada siły na zrobienie czegokolwiek, staje się senny. Zaczyna się zmuszanie do czegokolwiek. Tak jak mówił psychoterapeuta łatwo wejść w dystymie, lecz trudno wyjść bo wymaga to od ciebie ciężkiej i długie pracy.

Medytacja lub modlitwa to dobry sposób by wyciszyć wewnętrzne napięcie. Ale fakt że w moim przypadku to napięcie z czegoś wynika. Ważna jest obserwacja siebie swoich pozytywnych pragnień np mam ochotę iść na basen i idę nie przekładam tego bo to i tak z tego nic nie wyjdzie. Ważne jest uporządkowanie życia oraz zmiana myślenia, a efekty widać już po paru miesiącach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
30 paź 2007, 12:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do