Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez _Jack_ 19 lis 2012, 23:37
Grr napisał(a):
_Jack_ napisał(a):Nie pomaga właśnie zbytnio.Lekarz dorzucił teraz Mirtazapinę na noc. Zobaczymy jak wyjdzie ta mieszanka. Mam nadzieje ,że efekt będzie ok

Napisz koniecznie jak wpłynęła na Ciebie ta mieszanka bo taki mix jest nazywany "Kalifornijskim paliwem rakietowym" http://stahlonline.cambridge.org/prescr ... erapeutics link dla dociekliwych. Jestem ciekaw czy postawi Cię tak jak nazwa sugeruje nazwa mieszanki.


Marnie. Brałem dwie noce piątek i sobotę. W dzień chodziłem jak po pijaku. Nie mogłem auta prowadzić. Niestety musiałem odstawić w niedziele wieczór bo do pracy bym się nie nadał. Ogólnie ta mitra to ostry zamulacz. Nie polecam
F33 Zaburzenia Depresyjne Nawracające
10 mg Escitalopram
https://www.youtube.com/watch?v=IMZFvs-qy44
Avatar użytkownika
Offline
Posty
652
Dołączył(a)
05 cze 2011, 18:22
Lokalizacja
okolice WWA

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez calineczka7 20 lis 2012, 12:22
Hej! Mam 23 lata, a na dystymię cierpię od jakichś 10. Z tym że, dopiero teraz mi ją zdiagnozowano. Zawsze odsyłano mnie do domu mówiąc, żebym brała magnez, zmieniła dietę etc. Raz nawet lekarka powiedziała mi wprost, że ona też jest zmęczona i nie narzeka, a ja taka młoda powinnam ruszyć tyłek, a nie zabierać jej czas. Potem okazało się jeszcze, że mam problemy z tarczycą i przez kolejne kilka lat, wszystko zwalano na tarczycę. Tylko, że od dłuższego czasu wyniki miałam mniej więcej dobre, a moje samopoczucie się nie zmieniało. Pewnego dnia zrezygnowana postawą lekarzy, postanowiłam sama odkryć, co mi jest. Kiedy trafiłam na wątek o dystymii, nie mogłam uwierzyć, że ludzie opisują dokładnie to, co czuję. Zmieniłam lekarkę, powiedziałam jej o moich podejrzeniach i ta z niechęcią stwierdziła, że mogę mieć rację. Może to zabrzmi głupio, ale poczułam się bardzo szczęśliwa, że w końcu wiem, co mi jest. Uczucie to nie trwało jednak długo. Właśnie wróciłam od lekarza. Dał mi mirtazapinę 15 mg i kazał brać przez 3 tygodnie, po czym wrócić. Z tego co czytałam, to nie ma zbyt dobrej opinii. Ale najgorsze jest to, że lekarz jasno mi dał do zrozumienia, że do psychiatry to nie mam nawet co liczyć, że się dostanę. Mają jednego na cały szpital i dostają się do niego tylko najcięższe przypadki. Gdybym próbowała na przykład popełnić samobójstwo, to wtedy miałabym szansę. Prywatnie nie ma szans, nie mam pieniędzy. Jedna godzina około 100 euro (mieszkam w Hiszpanii). Trochę mnie ta informacja załamała, bo z tego co czytałam, to właśnie leki + psychoterapia dają najlepsze rezultaty. Czuję się zupełnie bezradna i nie wiem co robić..
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
20 paź 2012, 21:33

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez stracony 24 lis 2012, 13:52
Poważnie myślę o ponownym braniu leków. Nie wierzę, że moja choroba jest uleczalna ale leki mogą poprawić komfort życia.
Wpadłem w schematy swojej egzystencji i prawdopodobnie mogę w tym stanie trwać aż do śmierci, czyli sytuacji kiedy pojawią się większe problemy.
Na tyle mnie stać, na obecne trwanie a na każdy krok zmieniający moje życie nie mam siły.
Przez lato jeszcze było względnie dobrze, gdy siadałem psychicznie i czułem się źle odreagowywałem bieganiem a i słońce dodawało mi energii.
Teraz "jakoś" też sobie radzę ale to typowe stanie w miejscu i koszmarnie się z tym czuję.
Jakie leki proponujecie, brałem już cital dawno temu ( ale wtedy to była podwójna depresja), potem seronil przez pół roku ale musiałem przestać bo po początkowej poprawie odebrał mi ochotę na cokolwiek a następnie króciutko wenlę ale problemy z seksualnością były dla mnie nie do przyjęcia.
Więc potrzebuję leku, który wyłączy mi stałą myśl, że jestem tak zmęczony, że chcę umrzeć czyli doda energii, będzie obojętny dla życia seksualnego, nie spowoduje tycia oraz będzie względnie tolerancyjny dla alkoholu ( choć alko też się u mnie wypalił i raczej łapię po nim większego doła)
Na pierwszy ogień chcę spróbować amisulpryd jeśli psycho mi go przepisze, a jesli nie to co innego zasugerować?
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Kiya 26 lis 2012, 00:17
Zastanawiam się co ze sobą zrobić. Mam umówioną wizytę u psychiatry. Ale nie czuję się już na tyle źle, by mieć pewność, że potrzebuję leków. Na pewno będę chciała skierowanie do psychologa, ale nie wiem, czy mój stan aktualnie podchodzi pod leczenie farmakologiczne (na zasadzie bilansu zysków i strat, efekty uboczne, itp). I tu pytanie do osób, które mnie znają (czy z forum, czy w realu) - co myślicie...?
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez ladywind 26 lis 2012, 00:24
Kiya, mysle że powinnas wybrac sie do lekarza. Takie jest moje zdanie.

-- 25 lis 2012, 23:25 --

stracony, nie masz energii aby żyć ale masz energie by uprawiac seks :D ciekawe
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Kiya 26 lis 2012, 00:29
ladywind, do lekarza to ja idę, a nawet dwóch, pytam o same prochy...
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Arhol 26 lis 2012, 00:32
Jeśli owo choróbsko jest u mnie....to cholernie,cholernie się dziwie,że od sporego czasu jest tak samo.....
Albo gorzej tylko tego nie zauważam...
Bezczynność,bezsilność,wieczne zmęczenie...
Prędzej sam się wykończę.
"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"
Why was it I seeing more beauty in death rather than life?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
32437
Dołączył(a)
16 lis 2012, 22:09

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez Siddhi 26 lis 2012, 00:36
Ja bym nie polecał. Jeśli czujesz, że nie musisz, nie bierz. Prochy to zawsze ingerencja i kiedy bierzesz nigdy nie masz pewności, czy to twój stan naturalny, czy to efekt działania prochów.
Siddhi
Offline

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez ladywind 26 lis 2012, 00:39
Kiya, spróbuj paroksetyny, nie powinnas mnie zbytnich efektów ubocznych po nim.

Saiga, Ty również przemyśl kwiestie lekarza, zwłaszcza, że nie czujesz się najlepiej, a taki stan może wykończyć:(

-- 25 lis 2012, 23:41 --

Siddhi napisał(a):Ja bym nie polecał. Jeśli czujesz, że nie musisz, nie bierz. Prochy to zawsze ingerencja i kiedy bierzesz nigdy nie masz pewności, czy to twój stan naturalny, czy to efekt działania prochów.
ja sie z tym nie zgodze. Jest oczywiste, że lepiej brać leki niż stale źle sie czuć i myslec o najgorszym. Nie zauwazyłam aby zmieniały mi stan umysłu. Jesli natomiast mam sie czuć jak roślinka w naturalnym stanie to oczywsite, że wole wspomóc się lekami.
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez depresyjny 26 lis 2012, 14:37
opiszę swój stan....

nie chodzi o ból. Ten docelowy ból myślę, że ustąpił po anafranilu. Poprostu czuję jakby mi coś przeszkadzało. Nie czuję się komfortowo. Ale źródło tego ciężko mi opisać. To co ja mogę powiedzieć na ten temat, to to że jest to pewien klimat, w którym żyję. To jest tak jakbym miał jakąłś potrzebę, ale nic nie jest w stanie jej zaspokoić.
Czasami najem sie słodyczy, ale nic nie jest w stanie mi ukoić tego co czuję. Nawet napiszę w ten sposób, że to jest może tak jakbym zrobił do połowy kopę..p Żartuję, ale no....ciężko to sprecyzować. Mam uczucie jakby to ciało w którym jestem było płapką, cholernym bagażem, ograniczeniem. Coraz więcej zwracam uwagę na szyję, tak jak by ona mi przeszkadzała, czy coś nieokreślonego w głowie..ciężko powiedzieć gdzie i co siedzi, ale coś /cenzura/ przeszkadza
Co kolwiek robię, pracuje to wykonuję to bardzo mało efektywnie, bo wszystko przechodzi przez filtr tych odczuć.
Czasami mam wrażenie, że śmierć będzie dla mnie wybawieniem, że tylko w ten sposób mogę się pozbyć tego klimatu, poziomu odczuć, . Lekarz stwierdził u mnie DYSTYMIĘ, ale /cenzura/ ludzie, czy wy czujecie to co ja?
Bez leków, to jest to ból, nie do wytrzymania, a na lekakach mianowicie na anafranilu 225 mg jestem w stanie to wytrzymać. Nie robię grymasów cierpienia , ale coś /cenzura/ przeszkadza.
W głowie, szyii, klatce... /cenzura/ nie wiem gdzie to jest, ale coś przeszkadza, coś w jakiś kurewsko niepojęty sposób ogranicza myślenie, ....wszystko, .. coraz więcej na tej szyii się skupiam.., ale to jest coś /cenzura/ głębiej
Leki sprawiają, że jest to znośne ale.. ..to jest zupełnie na jakimś innym poziomie odczuwania. Zastanawiam się czy życie z tym czymś jest do przeżycia..
depresyjny
Offline

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Siding Spring 26 lis 2012, 15:11
Moze to jakies napiecie miesni po lekach? i stad zawroty/ucisk dyskomfort. Ja tak mialem na paroksetynie i 1.5 roku od odlozenia nadal to czuje. jakby sparalizowane miesnie glowy no i szyjii ale fakt ze troche sie poprawilo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3305
Dołączył(a)
20 mar 2012, 12:56

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez Siddhi 26 lis 2012, 15:27
ladywind napisał(a):ja sie z tym nie zgodze. Jest oczywiste, że lepiej brać leki niż stale źle sie czuć i myslec o najgorszym. Nie zauwazyłam aby zmieniały mi stan umysłu. Jesli natomiast mam sie czuć jak roślinka w naturalnym stanie to oczywsite, że wole wspomóc się lekami.
Kiya pisała, że nie jest już tak najgorzej i tym się sugerowałem.
Masz rację, w stanie roślionoidalnym branie leków jest lepszym wyjściem.
Siddhi
Offline

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Guzik 27 lis 2012, 07:19
Kiya Ja nie wiem kiedy należy brać leki a kiedy nie, ja zaczęłam bo było tak tragicznie że stwierdziłam że albo leki mi pomogą albo umrę no i jadłam i pomogły. Gdzieś miałam skutki uboczne bo nic nie mogło być gorszego niż to co przeżywałam. Bez leków nie funkcjonuję więc jem, nie raz odstawiałam i to się źle kończy, bo wracają mi nieprzyjemne objawy. Myślę że możesz spróbować to co zaproponuje lekarz jeśli zaproponuje, zobaczyć czy Twój komfort życia ulega zmianie (oczywiście biorąc lek jakiś miesiąc!, nie po jednej tabletce), wtedy możesz sama zdecydować czy chcesz brać czy nie. Prawda jest taka że jeśli psychoterapia ma szansę pomóc to nie stanie się to od razu, do czasu poprawy którą ma przynieść psychoterapia może dobrze jest brać leki aby się nie męczyć?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1643
Dołączył(a)
14 wrz 2010, 16:56
Lokalizacja
Trójmiasto

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Kiya 27 lis 2012, 09:59
Guzik, aktualnie czuję się tak, jak przez wiele ostatnich lat mojego życia. Nie umieram. Niewiele myślę o umieraniu. Dużo śpię, budzę się z poczuciem bezsensu istnienia, które utrzymuje się przez cały dzień. Na nic nie mam ochoty, nic mnie nie cieszy tak naprawdę, nie ma we mnie żadnej motywacji ani chęci. Kontakty z ludźmi często mnie męczą, ale cały czas czuję się samotna. Odczuwam pustkę. Nie lubię siebie. Wiem, że nie nadaję się do niczego. Nie płaczę bez konkretnego powodu (mam wiele bardzo konkretnych, w zupełności mi wystarczają). Co do smutku ciężko mi powiedzieć, bo granica między smutkiem po stracie a smutkiem po prostu zaciera mi się.

(a jak pójdę do lekarza, to nie będę potrafiła opisać jak się czuję, nie będę nawet potrafiła się odezwać, ewentualnie będę odpowiadała beztrosko na pytania, a odpowiedzi nie będą miały większego związku z prawdą)
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 20 gości

Przeskocz do