Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez lochfyne 14 lip 2012, 22:44
*Monika* napisał(a):Napisz co tam u Ciebie :D


Za wiele się nie zmieniło ;) Czuje się dobrze. Chodzę dalej na terapię, ale terapeutka akurat ma miesiąc wakacji. Zdecydowałem się odstawić leki, ale to potrwa jeszcze długo, zmniejszył mi lekarz na razie dawkę o połowę i kazał przyjść za 3 miesiące. Teraz byłem tydzień na wakacjach to można powiedzieć że wypocząłem. Chociaż to złe słowo bo chodziłem po górach, więc nogi mnie mocno bolą ;) No ale nie licząc lekkiej niechęci do tego chodzenia, spotykania i poznawania nowych ludzi, to nawet wakacje były udane. Z pracą niestety po staremu. Pieniążki się kończą. Zobaczymy... boje się deklaracji, więc nie będę pisał że postaram się coś zmienić. Chciałbym, mimo że mi sie nie chce ;)
Chce lecieć nad światem życie zostawić pode mną,
Swój strach, łzy, troski, by promień światła ogrzał
Serce, które zwątpiło w istnienie dobra
Avatar użytkownika
Offline
Posty
239
Dołączył(a)
19 lip 2009, 14:14
Lokalizacja
Bagno

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez tahela 15 lip 2012, 01:33
A ja mam teraz chyba coś podchodzącego pod dystymie a kiedyś nie miałam skłonosci depresyjnych, u mnie zaczęło sie silnym rzutem z powodu pewnej sytuacji, nawet bardzo silnym , leki mnie z tego wyciagnęły, doprowadziły do pewnego stanu i już lepiej nie chce być a do normalnosci jeszcze brakuje sporo do stanu sprzed i nie wiem czy pod wzgledem emocjonalnym wróce do postrzegania świata takiego jaki był kiedyś?
pewne sytuacje w nas zostają na zawsze
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez kasztan86 26 lip 2012, 16:57
Ja mam dystymię i proszę was o jakąś poradę. Ciągle czuję się zmęczony i przygnębiony. Ten stan trwa już dwa lata czy może nawet dłużej, nawet nie wiem kiedy się to zaczęło bo narastało stopniowo. Teraz mi się nic nie chce, nie mam w ogóle energii i siły by żyć. Próbowałem już dwóch leków: Zoloftu i Parogenu. Obecnie zacząłem przyjmować cymbalte ale efekt jest żaden i po żadnym z tych leków nie czuję się lepiej. Drażni mnie to ciągłe zmęczenie, łatwo się robię zły z tego powodu. Mam już tego dosyć, próbuję z całych sił żyć ale nie umiem sięwyrwać z tego stanu. Czy ktoś ma jakieś porady? Jakie jeszcze leki mogę spróbować jeśli ten nie zadziała? A może to nieuleczalne? Nie chcę wiecznie się tak czuć!

Dzieki.
sulpiryd 200mg sertralina 50mg
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
25 sie 2010, 17:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez Other N. 05 sie 2012, 20:57
Podobnie(?) jak Kori, dość intensywnie rozmyślam o swojej przypadłości.
Nie jestem pewien w 100% czy to akurat dystymia albo raczej czy tylko dystymia.
Nigdy nie dotarłem do specjalisty.
Pierwszy opis Kori jest mi bardzo bliski, również faza podważania istnienia "choroby".

Niestety dla mnie, mam już swoje lata i moim głównym dylematem jest "czy jeszcze warto coś robić".
Szczególnie po tym poście nie pamiętam kogo, kto przekopał angielskojęzyczne forum
i znalazł kogoś wyleczonego po 20 latach, który obudził się ze świadomością, że jego życie było porażką.

Wydaje mi się, że raz udało mi się przez krótką chwilę być "jakby normalnym" (zależy jak patrzeć 15h, do kilkunastu dni),
ale to się nie nadawało do codziennego stosowania, zresztą podobnie jak w tym angielskim przypadku,
nie bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić, po tylu latach...

Nie jestem terapeutą ani nikim z branży, to wszystko (prawie na pewno głupie) ale moje własne wnioski.

Ale nie o tym chciałem.
Po pierwsze to chyba niektóre nieporozumienia tutaj wynikają z tego że:
Część osób ma dystymię i coś jeszcze (BPD, PTSD etc.) i być może dystymia to dla nich "mniejsze zło" lub inne objawy/myśli przeważają.
Część osób ma dystymię "nabytą", choć moim skromnym zdaniem to są jednak dziwne odmiany depresji.
Część nie ma dystymii a coś innego (lekką nieleczoną depresję z która sobie radzą, objawy dystymiczne nerwicy, lęki) etc.
Ale widzę, też osoby takie jak ja, które moim skromnym zdanie mają
"endogenną" dystymię czyli tak jak prawdopodobnie ja tacy się urodzili
tylko być może w różnych momentach się połapali że są "inni".
I być może dlatego pojawiają się duże nieporozumienia.

Moje przemyślenia kręciły się głównie wokół tego o czym pisał(a) Kori.
Że reszta ludzi jedzie na jakiś euforycznych prochach... Że wszystko jest płytkie etc.
I chyba w tym myśleniu nie ma błędu, "normalni" naprawdę na czymś "jadą".
Cała myśl, zaczęła się od pewnego wykładu o budowie mózgu, o tym, że jest ich tak naprawdę klika,
jeden odziedziczony jeszcze po gadach, potem następny taki jak mają inne ssaki oraz ostatnia już czysto ludzka "abstrakcyjna narośl".
Są niby zrośnięte ale i osobne w dużym stopniu.
Musi też istnieć jakiś mechanizm żeby ten zwierzęcy mózg trzymał w ryzach "abstrakcyjny".
Bo inaczej abstrakcyjny np wymyślił by sobie, że on nie potrzebuje jeść ani się rozmnażać.
Myślę, że u "normalnych" ten "abstrakcyjny" jest sterowany pośrednio przez te "zwierzęce".
Że dostaje nagrodę nawet za zwykłe małe rzeczy.
Myślę, że u dystymików(przynajmniej endogennych) to szprycowanie jest upośledzone mocno.
Dlatego nie cieszą nas zazwyczaj "zwykłe rzeczy" i wszystko wydaje nam się płytkie.
Jesteśmy niewielką grupą naprawdę trzeźwych na tym świecie, reszta jest non-stop na haju...
Oczywiście w całej mocy i magii "abstrakcyjnego" jesteśmy sobie w stanie wymyślić radość czy odczuć zadowolenie
ale ona jest inna i bardzo ulotna, łatwo ją podważyć.
Ja osobiście raczej odczuwam ewentualnie coś jakby "ulgę" niż radość.

To już moja czysta spekulacja, że tym czymś jest dopamina i w związku z tym czyste SSRI raczej "endogennym" nie przyniosą poprawy.
Pytanie czy po latach "trzeźwości" nawet dowożenie dopaminy taczką, coś może zmienić lub
zmienić na lepsze, bo być może rosnący i rozwijający się w abstynencji "abstrakcyjny" rozwija
się zupełnie inaczej i już jest nieodwracalnie "skrzywiony" czy "pokręcony".

Naukowcy chyba niewiele się tu posuną w odkryciach, bo się nie zabijamy więc problem nie jest palący.
Chyba, że przy okazji czegoś innego rozszyfrują jak jest naprawdę.

Psychologowie i psychiatrzy... nie winię ich za bardzo, bo ciężko jest sobie wyobrazić stan "endogenny",
to jakby ktoś całe życie pił od urodzenia i miał sobie wyobrazić jak to jest bez alkoholu.
Próbują to racjonalizować i znaleźć jakieś pojmowalne przyczyny.

Wnioski dodatkowe są takie, że jeżeli mam choć trochę racji a Wasz(Nasz?) stan nie wynika z nerwicy i lęków, to psychoterapia może pomóc tylko objawowo, czyli nauczyć jeszcze lepiej sobie radzić ze skutkami lub im częściowo zapobiegać. Mówię tu o szkodach życiowych, moim zdaniem żadna terapia nie jest w stanie nauczyć się wymyślać tej "tępej i płytkiej" ale "naturalnej" biologicznej przyjemności.

Czy to dar? W jakimś sensie, moc spojrzenia trzeźwo na ludzi i ich zachowania, może być fascynująca,
przez rok może parę lat... lub co roku na miesiąc, dwa... ale 24x7 to już jest przekleństwo nie dar...

Mam nikłą nadzieję, że się mylę.
Albo, że chociaż dzięki internetowi i nowym pokoleniom psychologów/psychiatrów,
mniej będzie takich osób jak ja, które tak późno dowiedzą się, co im "dolega".
I że są metody aby im pomóc jeżeli nie wyleczyć to dać szansę być zadowolonymi ze swojego życia.
"Nie ma znaczenia, jak wiele dla nich zrobię
Nie ma znaczenia, jak wiele zrobię dla siebie
Nie ma znaczenia, jak do tego podejdę
Spełnienie mnie omija"
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
05 sie 2012, 19:31

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez Kori 06 sie 2012, 15:17
Historia wzruszająca. Twoja?
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez Stark 10 sie 2012, 19:17
Dobija marazm w tej chorobie...niby powinno się coś robić ale się nie chcę,po prostu,zaś przymus,tym bardziej zniechęca do czegokolwiek...
Stark
Offline

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez wisnia 11 sie 2012, 18:56
...nie wiem czy pisanie tu i w ogóle ma jakis sens...
...nawet pisac mi sie nie chce...caly czas w glowie tysiac pomyslow na minute...w realizacji...hmmm poł pomyslu...zapalam sie i tak samo szybko...nawet nie gasne a spalam sie...bardzo malo rzeczy doprowadzilam do konca...(a po drodze...ile razy chcialam zostawic w cholere rzucic...i co wlasciwie...uciec...ale gdzie i przed czym)...len mozna powiedziec, slabeusz...himeryczka...choleryczka...wariatka...czasem od wielkiego dzwonu zryw...kilka minut w ktorych czulam ze jestem wolna ze zyje naprawde...a potem pstryk plomyk gasnie i znow opadam na dno...w gesty muł ktory szczelnie oblepia mnie...i zastygam...na wiele dni tygodni...
...pracuje...tak jedyna czynnosc ktora zmusza mnie do aktywnosci...poza tym, nie robie nic...siedze w domu i...? czekam...nie wiem na co na zycie ze zapuka do drzwi zlapie za rekaw powie chodz poczujesz w sobie wiatr dzikosc i prawdziwa wolnosc...eee nie dzieki posiedze...takie cos nie istnieje... Nie ma motywacji...moje dzialanie wynika tylko z przymusu...bo musze jesc ( choc czasem i tego mi sie nie chce ), bo ktos "upierdliwy" ciagle popycha mnie palcem...bo cos tam...nic od siebie ze srodka...nie czuje potrzeby...nie czuje czasem nic...
...a czasem czuje...tak gleboki smutek zal...mam poczucie czasu ktory tak szalenczo przecieka mi przez palce...o nie on zapierdala...z predkoscia swiatla...nie wiem gdzie stracilam poprzedni rok...zamknelam na chwile oczy...i juz go nie bylo...
...nie czuje ze zyje...jedynie wegetuje....O wiadomosc jutro skonczy sie swiat...ok dobrze...pojde do pracy wroce usiade na kanapie i poczekam...
...nie mam wyrazu oscyluje gdzies miedzy szaroscia a szaroscia...nie ma mnie, wtapiam sie w tlo...w fakture budynkow, zielen drzew...czern asfaltu...nie interesuje mnie nic i chyba nawet nikt...a jesli tak to tylko tak na powiezchni plytko...uprzejma wymiana zdan i zapytan...wszystko w konwencji spolecznej poprawnosci na miernym poziomie...i to z ludzmi kotrych znam...nie jest to zbyt absorbujace i wymagajace zwarzywszy na ich liczbe...
...obserwuje zycie...to ktore przetacza sie obok mnie...i nie czuje czasem niczego...mam wrazenie ze nie mam serca uczuc....jestem maszyna...tak bardzo gdzies sie w sobie zakopalam...ale jedno czesto mnie odwiedza...strach....choc i jego sila widze ze juz slabnie...wtedy gdy jest czuje ze bije moje serce...ze je mam ze pompuje krew...ze mam krew ktora krazy...ze mam cialo, ktore zyje...a potem i on odchodzi...i nie ma nic...
...patrze na ludzi...i wydaje mi sie to wszytko takie sztuczne i puste, i wywoluje to we mnie gniew...w srodku a potem wpycham go glebiej w siebie i niewypowiedziany osiada i zamykam oczy i uszy i chce wejsc w ta sztucznosc...sic!...potem tylko mdlosci i niesmak...

...co to jest przyjemnosc...?
...skad sie biora marzenia...?

...permanentne poczucie beznadziei i marazmu...
...3 terapia...
...nie uwazam ze zycie moje ma jakikolwiek sens...a i nie widze sensu w odbieraniu sobie tego zycia...dotrwam do swej smierci...i moze
wtedy zaplacze i przez ulamek sekundy pozaluje swego zycia moze wtedy cos zrozumiem...


...podobno...rodzimy sie z zacisnietymi piesciami...jakbysmy chcieli pokazac swiatu i zyciu ze jest nasz i mamy wole walki ze go zdobedziemy...gdy umieramy rozkladamy ramiona....by pokazac ze nie mamy nic i wszystko zostawiamy...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 sie 2012, 18:23

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Kiya 28 sie 2012, 21:11
wisnia, piękne słowa... Że też miałaś siłę to wszystko napisać... Jestem pod wrażeniem... I podpisuję się pod Twoim postem...
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez agonista 28 sie 2012, 21:40
Psychiatrzy czy psychologowie nie rozwiążą nigdy tej zagadki oni tylko stosują to czego się nauczyli .Swoją drogą dziwi mnie czemu nie przechodzą co np 5lat ponownych egzaminów z wiedzy o czlowieku i chorobach a także ich leczeniu.Sprawę mogą rozwiązać naukowcy właściwie zespoły naukowców ale ci zatrudniani są przez firmy farmaceutyczne i nie łudzmy sie że skuteczne leki szybko się pojawią nawet jeśli już są .
Offline
obserwowany
Posty
373
Dołączył(a)
23 sie 2012, 21:20
Lokalizacja
burkina faso

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez Uciekinier 01 wrz 2012, 21:43
Tak bardzo przyzwyczaiłem się do życia z dystymią, że nie myślę, aby ją zwalczać terapią czy lekami. Mam wrażenie, że w takim stanie jest mi najlepiej. Owszem niełatwo jest, gdy tak często nie mogę podjąć choćby banalnej decyzji , gdy nie rzadko występuje poczucie beznadziei i brak motywacji.. Ale to jest część mnie. Taki jestem i nie wiem czy umiałbym żyć inaczej.
Prawdziwie ciężko jest, gdy następuje zjawisko podwójnej depresji. Za każdym razem jednak przechodzi samoistnie tak jak wynika to z charakteru tej depresji. Trudno powiedzieć co będzie dalej. Być może kiedyś jednak zdecyduję się na próbę zwalczenia dystymii, może przejdzie samo, a może będę żył z nią na zawsze uważając ją za nierozłączny element mojej osobowości..
Trudno to zrozumieć
Lecz nic nie daje siły by żyć
Jakaś misterna część
W konstrukcji zdarzeń
Pękła
Avatar użytkownika
Offline
Posty
548
Dołączył(a)
07 maja 2009, 16:05
Lokalizacja
wszędzie źle

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez wisnia 01 wrz 2012, 22:25
Kiya...wolalabym abys sie nie podpisywala...zeby bylo inaczej...by zadne z nas nie wiedzialo co to dystymia, by zylo...
...okres...gniewu...i poczucia pustki...wiem ze jestem rozmemlana jak ziemniaki...na papke...takie rozmemlanie jest najgorsze...zeby choc byc zimna suka bez uczuc, czy ociekajacym dobrocia aniolem do zrzygania...jakimkolwiek byc tylko nie nijakim...
...szyba...czuje sie jak za szyba z jednej strony jestem ja i cos tam co mnie tworzy i co jakis czas wkur....szyba...i cale zycie...swiat...dwa inne swiaty...

...biore cukiereczki...i oko...nie mam zjazdow...ale sensu nie ma dalej...mam terapie...ale sensu nie ma dalej...
...przelacznik trzeba w mozgu odszukac i pstryk...nie wiem...niby mowie, widze, rozmawiam...jem, pisze teraz na klawiaturze...ale mam wrazenie ze moj mozg nie pracuje ze jest jakas tama...i sama nie moge przebic sie do siebie...ze tam nie ma nic...nie ma mnie...mozg mi nie pracuje...
...mozna mowic do mnie ale nie dociera...

...serotonina dożylnie...pokonujaca bariere krew-mózg dlugo dzialajaca...w postaci inteligentnych czasteczek...albo podskórne implanty wyrownujace stezenie odpowiednich neruroprzekaznikow...cos na podobe hormonalnej terapii zastepczej...systemy transdermalne... a zycie nasze moglo by byc latwiejsze...

...sadze ze sa juz leki, albo sa ludzie ktorzy wymyslili skuteczne leki, jednak to sa miliardy...i beda blokowani przez koncerny...jak Agonista napisal...znam ten rynek, pracuje w branzy...

...nie wiem co czynic nie wiem...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 sie 2012, 18:23

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez Stark 01 wrz 2012, 23:47
Leki na dłuższą metę to tylko zysk, w tej kwestii wszyscy jesteśmy skarbonkami zasilającymi kasę koncernów farmaceutycznych...
Nadal nie wiem czy to dystymia czy co innego....może nie do końca, nadal jeszcze część rzeczy mnie cieszy, trochę mi zależy na relacjach z ludźmi ale mimo to....większość czasu jestem jakimś niedojebanym cieciem, nijakim, mrukliwym niczym....
To jest....żałosne, życie,możliwości...a mimo to totalne zwiechy...
A może podświadomie do tego dążę i tak ma być?
Już sam k*rwa nie wiem co,gdzie jak, kiedy...
Stark
Offline

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez xerxes 02 wrz 2012, 00:38
30 rok życia a czuję się całkowicie przegrany. Leczę się od roku 2005, gdzieś w okolicach 2008 zdiagnozowano ostatecznie dystymię a ja przez te wszystkie mijające lata traciłem. Przyjaciół, kobietę, zainteresowania, wolę życia. Jestem zdruzgotany. Zdecydowałem się zarejestrować tutaj i wyrzucić z siebie tych kilka słów, bowiem w real life nie mam po prostu z kim porozmawiać. Wątpię zresztą, bym kiedykolwiek jeszcze miał z kim. Wszystko, co miało jakiś sens, przeminęło i zostałem sam z sieczką w głowie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
02 wrz 2012, 00:29
Lokalizacja
Dolny Śląsk

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Avatar użytkownika
przez monk.2000 04 wrz 2012, 17:35
Cześć xerxes. Miałem coś napisać, ale jestem wyjątkowo przybity dzisiaj i to chyba nie pora na rady. Tak czy inaczej witaj.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do