Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

przez januszw 06 cze 2010, 20:40
Witam, na wstępie chciałem się przywitać, bo jestem na tym forum nową osobą.

Rok temu ze względów osobistych musiałem udać się do psychologa, po jakimś czasie zdiagnozowano u mnie dystymie. Leczenie psychoterapią dawało tylko krótkotrwałe efekty. Zaś leczenie farmakologiczne zalecone przez neurologa, do którego zostałem skierowany również nie dało pozytywnego efektu. Przepisane zostały mi następujące leki: Coaxil, Afobam, Pramolan i Arketis (oczywiście, nie wszystkie za jednym razem)

Problemy z obniżonym nastrojem zaczęły się chyba w szkole podstawowej. Jednak dopiero w ostatnich latach bardzo się nasiliły (a mam wrażenie, że ciagle postępują) i uniemożliwiają normalną egzystencje, dodatkowo psując relacje z moim najbliższym otoczeniem. Wydaje mi się, że bardzo się zmieniłem przez ostatnie półtora roku. Mimo sukcesów w pracy, jestem raczej niezadowolony z siebie. Momentami daje o sobie znać poczucie beznadziejności, brak sił i zmęczenie. Mojej psychoterapeutce kończą się pomysły co ze mną robić.

Moje pytanie teraz do dystymików: jak wyglądał u Was przebieg choroby, czym oraz jak była leczona i z jakim skutkiem? Czy macie jakieś szczególne doświadczenia związane z dystymią? Czy znacie może jakiś dobrych psychiatrów z Krakowa? Bardzo przydatne będą wszelkie informację i rady na ten temat.

Z góry dziękuje
Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęścia.
Ostatnio edytowano 05 mar 2012, 18:33 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: poprawiono literówkę w tytule
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 cze 2010, 20:37

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Zenonek 06 cze 2010, 21:13
Wyslalem prywatna wiadomosc co do tematu.
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kori 22 cze 2010, 13:06
Co do dystymii, której też doświadczam, to napisałem niedawno o niej tekst:

Każdy przeżywa dystymię, jaki i inne choroby, na swój sposób, ale takie stwierdzenie ma taką samą wartość jak to, że “każdy człowiek jest inny”. W rzeczywistości dziewięćdziesiąt parę procent ludzi to ten sam człowiek, kalka, schemat, robot, i tak samo, większość dystymików będzie pisało w takich miejscach jak to tak samo i o tym samym. To i ja napiszę o swojej dystymii, ale może właśnie trochę inaczej.

Dystymia to doświadczenie, które zabiera człowieka na dno egzystencji, podobnie jak Blake’a (Cobaina) w filmie “Last Days”. Na dnie tej studni nic nie ma, siedzisz tam sam i marzysz może o tym, by powrócić na powierzchnię, do ludzi i do twoich zabawek, żeby znów się cieszyć, skakać pajacyki i wylewać wiadra łez na widok zachodu Słońca. Patrzysz na swoich kolegów i koleżanki, a oni wydają się tak kochać życie, wydaje się, że żyją pełnią życia, uśmiech nie znika z ich twarzy nigdy. Czyżbyś był nieprzystosowany?
To dno egzystencji to odcięcie się od tego wszystkiego, do czego się było przywiązanym i co się lubiło. Wszystko nagle traci wartość. bo co ma wartość, gdy nie odczuwa się życia? Samo życie zostaje podważone.
Zaczynasz widzieć z innej perspektywy. Czym było to, co sprawiało ci przyjemność? Co było w tym takiego wspaniałego i dobrego, że zadowalało cię na czas twego życia?
Ktoś nacisnął mały przycisk w twojej głowie, i bodźce już nie działają tak, jak kiedyś, tak, jak u innych ludzi. Względność przyjemności i radości? Co ci dotąd dawało radość? Ile w tym było autentyzmu, a ile ściemniania sobie i innym, że to taaakie prawdziwe i warte przeżywania? Na ile to było karmienie się nawzajem powierzchownością i małymi podnietami, a na ile bycie sobą bez masek “fajności” i “wesołości”? Zastanawiasz się, dlaczego już nie cieszy cię najebanie się za sklepem z twoimi kolegami? Może myślisz, że coś z tobą musi być nie tak, skoro nie sprawia ci to frajdy. Może to jakaś wada genetyczna, że jakoś nie czujesz tych alkoholowych uciech pełnych życia i głębokiej więzi przyjaźni stukających się kieliszków?

Iluzje opadają, świadomość się poszerza, a bezsens zaczyna się coraz bardziej uwydatniać. To jak reset odbioru rzeczywistości. W OD-cięciu się od przywiązania do tego wszystkiego wokół ciebie na nowo próbujesz nadać jakoś sens, bo poczucie sensu to zawór bezpieczeństwa, który chroni życie, pozwala przetrwać. W dystymii żadnego sensu NIE DA się znaleźć, nawet Jezusek w postaci opłatka traci swoje właściwości, a śpiewane w kościele anielskie hymny wcale nie zmieniają nastroju wiernego. Totalny reset, a jak się komu uda, do dociera do samego rdzenia wszystkich pytań, czyli “KIM JESTEM?”. Nie, czy jest co po śmierci, albo po co żyć. Pierwszym ze wszystkim pytań jest, kim jestem. Jeśli nie wiesz tego, to po co szukasz odpowiedzi na inne pytania?
W tym bezsensie nagle okazuje się, że odczuwanie rzeczywistości jest czymś względnym, potencjalnie różnym dla każdego osobnika. NAGLE – książki nie mają wartości, spacery wydają się być jedynie nudą, a rozmowy z rówieśnikami tracą wszelki optymizm. Wakacje tu czy zagranicą – czujesz się tak samo. Czy to tylko niedobór serotoniny w twojej główce, czy coś więcej jest na rzeczy? Może to tylko twoja wina, jesteś niepełnosprawny biologicznie, masz braki genetyczne?

Jest jeszcze inna opcja. Zanegowanie słuszności tego, co dokoła. Ich radość nie jest prawdziwa, ich szczęście jest udawane, ich sposób życia nie jest autentyczny. To oni żyją iluzjami, to oni są bezsensowni.

Samoświadomość jest narzędziem poznania i ZROZUMIENIA, po które sięga człowiek, który już nic nie ma, i którego już nic nie cieszy, bo już nic niczemu nie służy, a jutro będzie takie samo, jak dziś i wczoraj, i ostatnie parę lat. Wprowadzanie coraz więcej świadomości w każdą chwilę obserwacji siebie i innych ludzi ujawnia ściemę, powierzchowność żywotów, kruszy iluzje rzekomego szczęścia dokoła, które, okazuje się, chwieje się nierzadko, a podparte jest jedynie uzależnieniem od partnerka/ partnerki i emocjonalnego hałasu wokół.

Dystymia to dystans do rzeczywistości i do emocji. Kto poddany emocjom, ten od nich zależny i tak jego życie płynie, jak one mu będą grały. Dystymik już nie jest zależny od żadnych doznań, bo nawet masturbacja jest już tylko lekkim łaskotaniem skóry i niczym więcej; przestają go pasjonować rozmowy o nowym modelu audicy przy rodzinnym stole, ani nie śmieszy go oklepany żart o rzekomym odchudzaniu się przez ciotkę Krysię.

Komu dane zrozumieć, ten obserwuje, analizuje i myśli, choć ciężko mu to w tym stanie przychodzi. Wnioski z tych rozumowań są takie, że już sam nie wie, czy on już kompletnie zwariował, czy to tym ludziom wszystkim się we łbach poprzewracało.

“Gdybyśmy nie potrafili sięgnąć dna naszego bólu, to kim bylibyśmy, jak nie Maszynami, zakodowanymi na wizję świata zbudowanego z aniołków, mistrzów, ofiar miłości pierwszej i ostatniej, wyznawców bliskości za pieniądze i konsumentów toreb szczęścia z recyklingowego plastiku? ”

“Świadomość teatru życia jest podstawą do jego zmian i Uwolnienia się z presji “jedynej prawdy”.
Teatr Maszyn LOS MACHINOS prowokuje do przemyśleń ludzi, w których tli się jeszcze iskierka przeczucia, że jest “coś więcej” PONAD maszynowymi afektami.

Reszta ludzkości płynie myślowym kanałem ściekowym, wprost w objęcia gównianej przyszłości.”

Cytaty z Los Machinos.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez bioxetin 22 cze 2010, 22:34
Miażdżące i cholernie trafne.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
07 sie 2008, 14:55

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez *Monika* 22 cze 2010, 22:44
Kori, Czy Ty uważasz,że z tego stanu dystymii nie można wyjść? Nie widzę ustosunkowania się do tych cytatów, Twojego punktu widzenia.
Stan ten z pewnością jest nie do wytrzymania. Tkwić w nim? Czy szukać rozwiązań,żeby było lepiej, żeby życie znowu cieszyło?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kori 24 cze 2010, 07:05
Monika1974 napisał(a):Kori, Czy Ty uważasz,że z tego stanu dystymii nie można wyjść? Nie widzę ustosunkowania się do tych cytatów, Twojego punktu widzenia.


Nie wiem, czy można z tego wyjść, to jest pewne, że tego nie wiem. Ludzie reprezentujący główny nurt psychologii i psychiatrii nie pomogli mi. Nie dziwi mnie to, bo są to osoby, które zrozumieć mnie nie mogły i nie mogą, i nie będą mogły, tak samo jak większość innych ludzi. Powyżej zamieszczony tekst powinien dać jakieś wyobrażenie, dlaczego.
Ja osobiście odczuwam to "zaburzenie" jako stan niepożądany i blokujący rozwój. Jest to oczywiście tylko jedna strona tego "zaburzenia", która akurat jest dla mnie widoczna stale, od kilku lat. Jestem pewien tylko tego, że nie jest to ostateczny stan życia, w którym chcę przebywać; że nie jest to ostatni etap rozwoju osobowości, jeżeli to jest rozwój osobowości. To jest pewne.
Mój dzień wygląda tak, że nie potrafię robić niemal nic produktywnego i twórczego, czasem poodkurzam, jak mama rozkaże. Nie jestem w stanie być w "tu i teraz", nie potrafię siedzieć w fotelu bez ruchu, ze spokojem czekać, aż minie dzień. Jestem napięty wewnętrznie i ciągle próbuje coś robić, albo kręcę się bez sensu po pokoju, albo to samo robię w internecie, czasem przespaceruję się na chwilę, poprzebywam w ciszy w towarzystwie jednej osoby, która odczuwa podobnie. Pod koniec dnia zastanawiam się czasami, jak to jest możliwe, że jakoś udaje mi się nie robić nic, a jednak czas mija. Nastrój utrzymuje się ciągle taki sam, podobny od kilku lat.

Stan ten z pewnością jest nie do wytrzymania. Tkwić w nim? Czy szukać rozwiązań,żeby było lepiej, żeby życie znowu cieszyło?


W stanie, który jest nie do wytrzymania, szuka się rozwiązań. Mi osobiście tkwienie w moim "problemie" nic nie daje.
Wzajemne pełne zrozumienie między mną a tobą teraz nie jest możliwe, dlatego nie napiszę o wielu istotnych rzeczach, m.in. o dwóch różnych rzeczach-szansach, które może popchną mnie ze stania od kilku lat w miejscu do przodu. W najbliższym czasie je sprawdzę, i jak nie zapomnę, napiszę tutaj o nich.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez RafQ 24 cze 2010, 12:50
Jakbym czytał o sobie.Zrobienie czegokolwiek w tym stanie wymaga dużego wysiłku.A to zatrzymanie się w miejscu jest straszne :( .
RafQ
Offline

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez frytka 26 cze 2010, 21:20
pytanie do osób z dystymią: jakie macie wspomnienia z dzieciństwa? ja tylko złe, dopiero jak była starsza nauczyłam się skupiać wyłącznie na tym, co mnie dobrego spotkało. Czy ktoś przeszedł podwójną dystymię :?: :?: :?: obecnie się z tym borykam, towarzyszą już temu czyny samobójcze - czy ktoś mógłby udzielić mi jakiś wskazówek jak to przetrwać :?: będę wdzięczna
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez RafQ 26 cze 2010, 21:31
Co masz na myśli mówiąc "podwójną" dystymię? :?

[Dodane po edycji:]

Jak przetrwać to ja Ci raczej nie potrafię doradzić bo mam ten sam problem.Gdy mam myśli samobójcze i wpadam w straszny stan ratuję się benzodiazepinami i alkoholem.Wszelkie inne leki zawiodły jak do tej pory.Wkrotce podejmuję ostatnią próbę zmiany leku - jak nie pomoże to w zimie zdecyduję się na elektrowstrząsy.Gdy to wszystko zawiedzie kończę tą farsę raz na zawsze.
RafQ
Offline

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez frytka 27 cze 2010, 10:35
to efekt podwójnej depresji - to powracające epizody ciężkiej depresji

masz plan mówisz :?: elektrowstrząsy hm a byłeś w szpitalu na oddziale lękowym lub najlepiej - leczenia zaburzeń osobowości :?: leki owszem pomogą doraźnie ale przecież doraźnie żyć się nie da :!: czy znasz przyczynę Twojego stanu :?: a co z wspomnieniami :?: pytałam o to.

yhihi zasypałam Cię stosem pytańXD wybacz jeśli jestem wścibska :!:
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kori 27 cze 2010, 19:40
Wspomnienia z dzieciństwa- a o którym okresie dzieciństwa mówisz? Przed podstawówką raczej same dobre, z okresu podstawówki mam trochę gorszych wspomnień powiązanych z rówieśnikami, chyba ok. 6 klasy podstawówki zacząłem mieć dylematy moralne, a może to były raczej natręctwa myślowe na tle dylematów moralnych, czyli, jak uważam, mój pierwszy objaw zaburzenia osobowości. Od tego momentu było już nie najlepiej.
Z kolegami chyba zawsze spędzałem mniej czasu niż inni rówieśnicy, bo moim stałym zajęciem przed i w czasie podstawówki było granie na konsoli, potem na PC.

Za niedługo mam zacząć kolejną psychoterapię. Jestem dobrej myśli. Poza tym za niedługo spróbuję jeszcze innej "metody leczenia", jak mi pomoże, to napiszę o niej więcej.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez frytka 29 cze 2010, 19:59
Poznałam parę osób z problemem dystymii - dostrzegłam pewne podobieństwo - brak dobrych wspomnień. Pierwsze jakie posiadam odczuwalnie pozytywne zdarzyło się w wieku 12 lat. Gdy spojrzę wstecz 'przeżywam', czuję tylko złe rzeczy które mi się przytrafiły mimo iż z obojętnością już na to patrzę bo się z przeszłością uporałam. Ale nigdy dotąd nie spostrzegłam, że przecież ma także dobre wspomnienia z okresu dzieciństwa ( do 12tego roku życia) a mimo to nie czuję ich. Jeśli wiesz o co mi chodzi... mam trudność z określaniem tego, co chcę powiedzić :?
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kori 29 cze 2010, 23:11
Próbuj takie rzeczy określać, nawet jeśli to ostatecznie będzie brzmiało dziwnie, to jest pożyteczne i jest ciekawą zabawą.
Moje dobre wspomnienia, nie wiem czy w takim samym sensie jak twoje, nie mają jakiejś pozytywnej siły dla mnie. Wtedy, jak byłem dzieckiem, bardzo przyjemne były dla mnie klocki lego, wizyty u kuzynów, gra na komputerze. Na tym polegają głównie moje tzw. dobre wspomnienia. Czyli to nic innego, jak powierzchowny zachwyt światem-zwyczajna przyjemność. Co tu wspominać. Nie mam jakoś we wspomnieniach radości, miłości, czy czegoś takiego, może dlatego, że tego nie było. Nie było tego nigdy, nie ma i teraz.
Osobiście nie czuję potrzeby skupiania się na jakichkolwiek wspomnieniach.

Ale nigdy dotąd nie spostrzegłam, że przecież ma także dobre wspomnienia z okresu dzieciństwa ( do 12tego roku życia) a mimo to nie czuję ich.


A na czym twoje dobre wspomnienia się opierają?

Tak naprawdę, to nie dziwne, że nie czuję jakoś pozytywnie tych dobrych wspomnień, bo nigdy tak naprawdę nie "żyłem", można powiedzieć, że w pewnym sensie jestem taki, jak wtedy, tylko że teraz te przyjemne rzeczy nie działają. Inni ludzie za to nadal się jarają przyjemnościami czerpanymi z podstawowych zmysłów, trywialnymi rzeczami. I tak sobie żyją nieświadomi tego, że tak naprawdę to nie jest szczęście, to nie jest miłość, ani prawdziwa radość. To są wartości posiadane przez "elitę" ludzi, reszta dostaje tylko słowa z pięknymi wyobrażeniami i iluzje, którymi karmi się z tak zwanymi przyjaciółmi, rówieśnikami, partnerami na śmierć i życie.

Porozglądaj się dokoła, na grupki młodych osób, na matki z dziećmi, na całe rodziny - i zastanów się, co widzisz. Zobaczysz, czym dla tych ludzi jest radość życia, czym jest miłość, przyjaźń- Odpowiada ci to w takiej postaci?
Ty już nie czujesz tego, co oni, nie możesz i nie umiesz się tym cieszyć, ani tak żyć. Może to szansa, by kiedyś zacząć od nowa, ale inaczej, jeśli będzie okazja...

Dystymia jest dla mnie objawem zaburzenia osobowości, tak uważam. Osobiście myślę, że wyjdę z tego stanu, w tym roku.
Możesz pisać prywatne wiadomości do mnie, jeśli czujesz potrzebę. Ja osobiście nie mam takiej potrzeby, ale zawsze mogę coś tam napisać od siebie, i zdradzić więcej szczegółów mojego "przypadku", wysłuchać. Czasu mam w nadmiarze i jeszcze trochę.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Re: Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez stracony 30 cze 2010, 10:14
Nie mam zdiagnozowanej konkretnej dolegliwości, ale po długotrwałych objawach trwających ponad 20 lat najbliższy jestem dystymii. Co odczuwam opisałem już w swoim temacie, natomiast tutaj zwróciliście uwagę na brak dobrych wspomnień z przeszłości. Niestety mam to samo, dobre wspomnienia zacierają się znacznie szybciej niż te złe. Może dlatego, że nie były dobrymi wspomnieniami a jedynie reakcją fixującego mózgu na zdarzenia, które zastały podciągnięte z marszu pod kategorię szczęśliwe, radosne itp i tak byłyby odbierane ale przez normalny mózg.
No i pytanie, czy wizyty u psychologa lub psychoterapia przynosi rezultaty w tym schorzeniu? Byłem na paru spotkaniach u psychologa 16 lat temu ale zrezygnowałem po paru razach gdyż miałem dość przekonywania go o tym, że życie nie ma sensu.
Czy jest osobny test wykazujący,że się ma dystymię? Te na depresję jednoznacznie wykazują u mnie cięższy przypadek.
Przez te wszystkie lata bycia chorym nauczyłem się żyć z chorobą, bo to był dla mnie normalny stały stan, a o jej wpływie, działaniu itd dowiaduję się dokładnie dopiero teraz. Przed laty nie było jeszcze internetu aby się zagłębić w ten temat, przed 6 laty nie przyszło mi to do głowy. Chociaż może i farmakologia po ostatnim razie mi trochę pomogła. Po przestaniu brania lekarstwa w niedługim czasie zakochałem się pierwszy raz w życiu ( oczywiście nieszczęśliwie i bez sensu) oraz zacząłem zwracać uwagę na piękno świata, ładne widoczki, trele ptaków itd. Część z tego została mi do teraz ale na zasadzie "ej, obudź się przed tobą ładny widok", no i "włączam" się na chwilę, podziwiam ale potem znów odpływam i znów patrzę ale nie widząc.
Jakoś można tak żyć, ale to bardziej wegetacja niż życie- no ale w rezerwie, gdy już zabraknie sił by walczyć z sobą o każdą czynność, o każdy gest czy zachowanie, gdy będzie jeszcze gorzej, zostaje rozwiązanie ostateczne. Nie chcę tego ale jednocześnie bardzo pragnę. Żyję nadzieją, że lekarstwo naprawi mój mózg lub rozwali tak bardzo, że nie będę miał już dylematów w którą stronę mam iść.
kiedyś dystymia, niedawno nerwica z silną depresją a teraz oby "tylko" dystymia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
21 cze 2010, 22:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 8 gości

Przeskocz do